niedziela, 30 sierpnia 2015

BAŚNIARZ- Antonia Michaelis


"Jego usta były zimne jak śnieg, ale biło z nich ciepło jedwabnej czerwonej tkaniny, tkaniny z pokładu statku. Poczuła jego język i pomyślała o wilku. „A jeśli to prawda? Jeśli ta baśń jest prawdziwa? Pocałunek i śmiertelne ugryzienie w kark. Wszystko się zgadza. Co, jeśli właśnie całuję mordercę?”.

Anna i Abel – historia miłości, rozwiewająca wszelkie wątpliwości.

ABEL TANNATEK, outsider, wagarowicz, handlarz narkotykami. Mimo to Anna zakochuje się w nim do szaleństwa, gdyż wie, że Abel ma jeszcze inne oblicze: łagodnego, smutnego baśniarza, opiekującego się młodszą siostrą. Niezwykła opowieść, którą snuje Abel, fascynuje Annę do tego stopnia, że dziewczyna nie może o niej zapomnieć. Granica między rzeczywistością a fantazją stopniowo się rozmywa. A jeśli jej fabuła wcale nie jest fikcją i obawy Anny są uzasadnione? Ten, którego kocha, może okazać się równocześnie jej największym wrogiem… "

"Najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie."

   Wypożyczając "Baśniarza" autorstwa Antonii Michaelis nie miałam pojęcia, że ta książka będzie tak niewiarygodnie głęboka i piękna. Nie wciągnęła mnie od pierwszych stron, tak jak np. Percy Jackson, ale zagłębiając się w tą historię, coraz bardziej byłam zaintrygowana bajką, którą Abel opowiadał Michi i Annie. Niezwykłe i wciągające było to jak bajka zgadza się z "prawdziwym" życiem.

"Powiem chwili... - szepnęła - ..zatrzymaj się, jesteś tak piękna."

   Polecam ją każdemu, szczególnie, że zakończenie było kompletnie nieprzewidywalne. Chociaż... może już od początku czułam, że tak się skończy. Ale nie znałam wszystkich faktów.

     
"-Wróć , wróć do mnie - szepnęła .
-Ja już nie muszę wracać . Ty wróciłaś .
"

    Dalej może pojawić się znaczna ilość spojlerów, bo nie potrafię powstrzymać się od wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, bez zdradzenia paru faktów. Nie jestem jak Abel- nie umiem układać słów w zdania pełne tajemnic i drugiego dna.
          
"Na świecie jest więcej pytań niż odpowiedzi, a jeśli pytasz, dlaczego tak jest, to muszę wyznać, że na to pytanie nie znam odpowiedzi. "
 
   Nie byłam przekonana co do Anny, przez jej dziecinne  spojrzenie na świat i to, że tak lekkomyślnie wtargnęła w życie Tannateka i jego siostry. Jednak szybko przyzwyczaiłam się do jej sposobu myślenia i polubiłam go. Doceniłam jak Anna stara się pomóc chłopakowi, który dba o siostrę bardziej niż o siebie. Pokochałam Abla i całkowicie mu uwierzyłam, jak Anna, zresztą zrozumiałam wszystko w tym momencie co ona. Chyba nie potrafiłam dopuścić do siebie prawdy, nie chciałam poskładać wszystkich faktów w całość i to mnie zgubiło- jeśli można tak powiedzieć.

 "Ale kogo interesuje później? Później jest zawsze za późno. "

   Początkowo akcja ciągnęła się, potem przyspieszyła i wciągnęła mnie bezgranicznie. Ja głupia nie potrafiłam dostrzec poszlak, które autorka zostawiła nam na drodze już od początku baśni. Byłam całkowicie pewna, że zabójcą jest (uwaga, dla tych co nie czytali) Bertil. Znienawidziłam go przez to! W ogóle to było strasznie pogmatwane. W końcu nadal nie wiem, kto kogo w danym momencie śledził i co nim kierowało- istna masakra.
"Na dnie morza widziałem leżące słowa, tysiące słów, wraki zdań, pytania i odpowiedzi, które nigdy nie dotarły do celu... "
 
    (ten akapit to spojler- nie czytaj, chyba że chcesz znać zakończenie) Ostatnie trzy rozdziały- nie byłam na nie przygotowana. Czytając je, poznając prawdę, poczułam się jak oszukana. Jakby ktoś -książka!- zdradził mnie w najbardziej okrutny sposób. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że Abel jednak jest mordercą. Byłam tak zła, tak bardzo zła, bo mu uwierzyłam i zaufałam. A potem poznałam jego historie i miałam ochotę wybaczyć mu tak jak po tym epizodzie w szopie (co w ogóle było okropne), ale nie pozwoliłam sobie na to i kiedy ona się z nim kochała to ja wrzeszczałam na nią CO TY ROBISZ, IDIOTKO?!!!,  a potem przyszła  policja i on się po prostu zabił, jak Michelle, ale jednak inaczej niż jego matka, bo zaopiekował się Michi i powiedział jej imię i już po chwili po prostu nie żył, to ja poczułam, że jednak mu wybaczyłam, choć nie do końca, że nawet trochę zrozumiałam, choć nie całkiem...

"Klęczy w krwi. Nie miał pojęcia, że krew może być tak czerwona, tak jasnoczerwona: wielkie, rozproszone kropelki krwi niczym maki. [...] Jak długo już tak klęczy? Czerwień zaczyna wysychać, pozostawiać ślady i tracić urodę. Maki więdną, bledną jak słowa, kiedy zapisuje się je na kartce... "

   Zakończenie było jednym słowem świetne, jak cała ta książka. Była to jedna wielka tajemnica, której elementy baśniarz wplótł w swoją baśń, nie do końca wiadomo dlaczego. Dodatkowo książka była tak bardzo smutna, a życie Abla i Michi tak niesprawiedliwe i prawdziwe. Przecież takie rzeczy zdarzają się naprawdę, a ta książka nam to uświadamia. Ma się ochotę krzyczeć, że on miał tylko siedemnaście lat, a tyle przeszedł, musiał robić straszne i okropne rzeczy, by zapewnić siostrze bezpieczeństwo i dobre życie. Poza tym książka jest istnym źródłem cytatów i mądrości.

"Nie wiem, jak to jest,kiedy się umiera(...)Nikt nie wyjaśnił mi, czym jest śmierć. "

  Chyba tylko tyle uda mi się napisać o tej książce. Skończyłam ją czytać pół godziny temu, więc wciąż mam mętlik w głowie. Było warto.
 
"Można uciekać tak szybko, jak się da, ale nieszczęście i tak jest szybsze. "

A,  tak, akcja jest umiejscowiona w Niemczech. Co irytujące i trochę obraźliwe, Abla, dealera narkotyków, nazywają polskim handlarzem pasmanterią, jako, że sprzedaje polski towar i w Polsce podobno jest taniej. Serio? Serio? Akurat tego nie musiałam wiedzieć. To dziwne uczucie czytać, że Polska może kojarzyć się tylko z tanim towarem.

"Czasami mam problem z odróżnieniem szczęścia od smutku –szepnęła- Czy to nie dziwne? Czasami po prostu nie wiem, czy jestem szczęśliwa, czy smutna. Tak jest jak myślę o Tobie. "
 
Dobrze, już kończę. We wtorek szkoła, pierwsza klasa liceum, jak ja to przeżyję?
Może coś napiszę o pierwszym dniu w nowej szkole, o ile będę miała czas, haha, nie wiem.

"A na koniec nastała cisza. "

Pozdrawiam,
Venia