Witajcie!
Ja mam wolne, nie wiem jak Wy. Jutro przychodzą do mnie przyjaciółki na noc, więc cały tydzień będzie jedną wielką zabawą! A wracając do bloga mam nadzieję, że się rozdział spodoba. Nie wiem jak oceniacie nowy szablon, ale jak pytałam znajomych to mówią, że fajny.
Cieszę się z ładnej pogody i dlatego mam jako taką wenę.
Nowy rozdział ukaże się w piątek. Albo coś koło tego. W każdym razie życzę miłego czytania.
Pozdrawiam,
Venia
- Cześć!- przywitał Tiffany Arthur.
- Jesteście z pierwszej klasy, prawda?- zapytała trzecioklasistka, kiedy wszyscy się już przedstawili.
- Tak- odparli chórem.
- To dobrze. Potrzebujemy młodszych. - mówiąc to odwróciła się do innych uczniów z jej roku i zawołała:- Chodźcie ludzie! Przywitajcie może nowych!- kiedy wszyscy podeszli podniosły się miłe choć dość ciche oklaski.Tiffany zwróciła się znowu do trójki nowych. - Poznajcie Jamesa Wrighta- wskazała na wysokiego chłopaka, o wielkich barkach i blond włosach. - Carmen Doe- pokazała na ładną dziewczynę o rudych włosach i niezwykle zielonych oczach. - Johnny' ego McCorneya. - obróciła się w kierunku przystojnego, niewiele wyższego od Angeliki trzecioklasisty. Miał czarne włosy i identycznie ciemne oczy. Uśmiechnął się życzliwie i wyciągnął rękę do pierwszoroczniaków. - oraz Erica Matsa.- dodała pokazując potężnego chłopaka o blond włosach i szarych oczach. - To nasi jedyni członkowie. I już wszyscy będziemy odchodzić. A teraz przedstawiam wam naszą profesor Samanthe Bailey. - kąciki ust kobiety zadrżały, ale ona tylko kiwnęła głową. Tiffany przyglądała jej się chwile, a potem krzyknęła do wszystkich:- Zaczynamy!
Przyjaciele usiedli przy jednym stoliku. Reszta członków zabrała się do wybierania książek z biblioteczki. Przyglądali im się uważnie, więc nawet nie zauważyli, kiedy podszedł do nich jeden z trzecioklasistów.
- Mogę?- zapytał, wskazując puste miejsce przy stole, który zajmowali.
- Tak, jasne- potwierdziła Angelica.
Chłopak usiadł i przez chwilę milczał.
- Tiffany kazała mi opowiedzieć na wasze wszystkie pytania. - odezwał się w końcu, ale kiedy jakoś nie odważyli się odezwać, podjął:- No to może jakoś wam określę sytuację, potem będą pytania. Tak więc zapisaliście się tutaj, ale pewnie nie wiecie co tu się porabia. Otóż prawie ciągle czytamy książki. Czasem jak się uda to idziemy do sali informatycznej i coś tam robimy na komputerach. Niektórzy piszą opowiadania, inni siedzą na komputerze i szukają informacji, o różnych książkach. O piętnastej mamy wykłady na różne tematy. Możemy też rysować, jak chcemy. W sumie to możemy wszystko robić..... Atmosfera też jest..... fajna.....A tak w ogóle to musimy nazywać się braćmi. - roześmiał się.- Teraz kiedy o tym mówię to wydaje się śmieszne i żałosne, ale profesor to wymyśliła i Tiffany, ciągle nas upomina, żebyśmy tego przestrzegali. Ona przestrzega tych zasad i pilnuje, żebyśmy również to robili.
- A możesz nam opowiedzieć o innych? - zapytał Arthur.
- Oczywiście. James gra w koszykówkę i rugby. A tutaj czyta książki przygodowe. Eric pisze zabawne opowiadania, aż idzie się popłakać ze śmiechu, chociaż na co dzień to jest raczej pochmurny......Carmen to dziewczyna Jamesa i przyjaciółka Tiffany. Wszyscy ją lubią....No... w sumie, wszyscy jesteśmy przyjaciółmi....
- A ty w coś grasz?- zapytał Arthur.
- Tak w piłkę nożną- przyznał i wyprostował się dumnie. - Jestem kapitanem drużyny.
- Świetnie!- ucieszył się Arthur. - Niedawno się zapisałem!
Johnny uśmiechnął się i zaczął im opowiadać o przepisach i zasadach obowiązujących w tym klubie, ale upewnił ich też, że nikt ich nie przestrzega. Wyjaśnił, że dlatego te zajęcia są takie luźne, ale przez to najlepsze ze wszystkich. Mówił coś o książkach, które wypożyczają z biblioteki na potrzeby klubu, ale w tej chwili do pokoju wszedł Matt. Tiffany podeszła, a on przywitał się z nią i wytłumaczył się, czemu się spóźnił. Potem zaczął pleść jakieś komplementy pod jej adresem, na co trzecioklasistka zarumieniła się i nadal czerwona, przedstawiła chłopaka reszcie.
- Ale z niego głupek.- odezwał się Johnny, patrząc na Smitha, który nadal mówił do zastępcy pani profesor szarmanckim tonem. Na słowa trzecioklasisty Angelica parsknęła śmiechem.
- Wiem o tym, ale na prawdę to widać na pierwszy rzut oka?
- Wiesz, mógłby sobie darować komplementy. Widać, że straszny z niego lizus. Że Tiff pozwala mu na to. Przecież jest dwa lata młodszy od niej!
- Tiffany jest twoją dziewczyną?- zapytała Harriet.
- Była- chłopak nagle spochmurniał.- Ale zerwaliśmy. Jesteśmy przyjaciółmi- dodał gorliwie.
- Więc o co chodzi?- tym razem zadał pytanie Arthur.
- No bo jesteśmy wszyscy przyjaciółmi.- powtórzył, ale widząc spojrzenia trójki nowych, wyrażających niezrozumienie, wyjaśnił:- Spójrzcie na Erica. - zrobili to i zobaczyli, że chłopak ma chyba chęć stłuc Matt' a na drobny mak.
- Nie rozumiem- powiedziała Angelica.
- Eric jest jej obecnym chłopakiem.- wyjaśnił spokojnym głosem.- A ja go rozumiem, tak jak reszta naszych przyjaciół. Nie chodzi o to, że jest zazdrosny, ale jak ten młody się zachowuje. -rzekł, wskazując na Smitha.
Tym razem Matt przybliżył się trochę do Tiffany. Eric powoli zaczął wstawać z krzesła, niebezpiecznie zaciskając pięści. Dziewczyna zaś spoważniała i odeszła do swojego chłopaka. Widząc jego minę, złapała go za rękę i krzycząc do nauczycielki, że zaraz wrócą, wyszła na korytarz.
Zapadło pełne napięcia milczenie. Wszyscy patrzyli z wyrzutem na Smitha, nie odejmując jego rówieśników. Chłopak zaś nic sobie z tego nie robił.
Milczenie przerwał mocny kobiecy głos, nie zdradzający ani trochę wieku osoby.
- No dalej!- rzekła pani profesor.- Za dwadzieścia minut, będą wykłady!
Reszta spotkania przeszła gładko. Tiffany i Eric wrócili do sali nadal trzymając się za ręce i wyglądali, jakby się pogodzili. Na wykładach wysłuchali referatu o współczesnych autorach książek oraz reżyserach, podejmujących ekranizacji sag. Po spotkaniu wszyscy wyszli na dziedziniec szkolny i rozmawiali na różne tematy. Podzielili się na dwie grupy: starszych i młodszych. Do żadnej z nich nie należał Matt, który szedł z tyłu. Angelica była wdzięczna, że Johnny podszedł do nich jeszcze raz, by pożegnać się osobiście(już to zrobił, ale z całą grupą. Chociaż oni tego nie wiedzieli chłopak bardzo polubił tych troje nowych członków klubu, a oni jego.).
Uścisnął ręce wszystkim i rzekł:
- Żegnajcie bracia! Do zobaczenia! Może jutro spotkamy się w szkole?
- Na pewno, bracie!- zapewnił poważnym tonem Arthur, po czym cała czwórka wybuchnęła śmiechem.
- Hej! Kapitanie!- usłyszeli za sobą.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
piątek, 26 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ XI
Hej!
Postanowiłam zmienić szablon. Wydaje mi się troszeczkę lepszy.... Ocenę zostawiam Wam. Zostawiając sprawy organizacyjne na boku, muszę Wam wyznać, że zastanawiałam się trochę nad tym postem. Ale dodaję i mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
W sumie to miałam strasznie dużo nauki( zresztą, jak zwykle) i musiałam przygotować scenki na j. niemiecki. Takie tam w restauracji. :) Ale już wszystko zrobione, sądzę, że dobrze, więc spokojnie mogę dodawać posty.
Przepraszam Was, że dodałam później niż zamierzałam i obiecywałam, ale tak to już jest, kiedy chce się dostawać dobre oceny. :) Pewnie wiecie o czym mówię.
Nie wiem, czy tylko ja musiałam chodzić do szkoły, kiedy gimnazjaliści pisali test, ale w każdym razie, aż podskakuję z radości na myśl o tygodniu wolnego..... Cóż wtedy będę robić? Oczywiście, że pisać bloga! :)
Jeszcze jedna sprawa.... następny rozdział.....no tak, chyba już w poniedziałek, ale może w niedzielę? Kto wie? No... chyba tylko ja.... Tak więc czytajcie i komentujcie, o to mogę Was prosić.
Venia <3
Chłopak zamilkł na chwilkę, a kiedy otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Zamknął usta. Potem znowu je otworzył, ale sytuacja się powtórzyła.
- Co jest? - zapytał Arthur. - O czym chcesz nam powiedzieć?
- Nie wiem, jak wam to powiedzieć.- wyjaśnił Matt.
- Wal prosto z mostu- zachęcił Arthur, za bardzo zaciekawiony, żeby wymyślić coś mądrzejszego.
- Wiecie, że na drugim piętrze są kamery? - zadał pytanie.
- Oczywiście, jak w całej szkole- odpowiedziała Angelica, lekko zdziwiona.
Powiedziała to nawet przyjaznym tonem. Nadal była zła na Smitha, że zaczął na nią krzyczeć, ale nie było sensu pokazywać to Arthurowi, który najwyraźniej sądził, że po przygodzie w Komnacie Wody stosunki dziewczyny i Matt' a, poprawiły się wystarczająco, by mogli razem przebywać w jednym pokoju. Ale przynajmniej ona nadal czuła urazę, która po kłótni była dużo głębsza.
- No i wiecie, że one kamerują też schody?- upewniał się, ale w jego głosie można było usłyszeć, że jeszcze nie skończył i zamierza poruszyć bardzo ważny temat......
Angelica syknęła cicho, zdając sobie sprawę, do czego zmierzał. Arthur popatrzył na nią pytająco, ale kiedy popatrzyła na niego, jęknął cicho. Pewnie też zrozumiał.
Jeśli Matt mówił prawdę i kamery rzeczywiście filmowały schody, to pewnie ujęły także ich, kiedy szli na trzecie piętro. To by było naprawdę straszne, bo dyrektor dowiedział by się, że złamali regulamin i wtedy.....
Nawet nie chciała myśleć co by się wtedy stało. Przychodziły jej do głowy tylko najgorsze pomysły, a kiedy uświadomiła sobie, że może wylecieć ze szkoły, przeszedł ją dreszcz. Angelica Blanck, mądra i inteligentna uczennica zastaje wyrzucona ze szkoły, bo złamała bardzo ważny punkt regulaminu.
- Co robimy? - odezwał się Arthur, bardzo cicho.
- A mamy inne rozwiązanie? - odpowiedział pytaniem Matt, jasnym tylko dla niego.
- Mówisz o przyznaniu się, tak?- spytała w końcu dziewczyna, chcąc dowiedzieć się o co mu chodzi.
- Jak chcesz się przyznawać to proszę bardzo, ja nie zamierzam. - Matt prychnął. - Nie zrobię tego, chyba że dostarczą niezbite dowody naszej winy.
- Ale i tak będziesz musiał....- spierała się.
- Może i tak- przerwał jej chłopak.- Ale skąd wiemy, że to na pewno się nagrało? Może kamera była wyłączona, albo dyrektor gdzieś wyszedł? To chyba możliwe, nie? A jeśli przyznasz się i oni nie będą wiedzieli o tym co zrobiliśmy, narazisz nas na nie potrzebne kłopoty. A jeśli widzieli nagranie, to już by nas tu nie było więc, pytam się, po co się narażać?
Zapadła krępująca cisza. Po jakimś czasie Arthur poparł Matt' a, a Angelica ze złością musiała przyznać mu rację, kiwnęła więc głową. Rozeszli się w milczeniu.
Matt nie podchodził do nich od niespełna trzech dni. Był już czwartek, a on ciągle spędzał czas tylko i wyłącznie ze swoją bandą. Angelice to ..... pasowało. Miała czas przemyśleć trochę spraw, ale nie rozumiała większości związanych z nim. Przynajmniej jej się nie narzucał. Jutro mieli wolne, z niewiadomych przyczyn. Dziewczyna umówiła się z przyjaciółmi, że wtedy da im korepetycje.
- A Matt? - zapytał Arthur.- Przecież on też potrzebuje korków, a ty obiecałaś go douczać!
- Angelica może robić co chce!- rzekła Harriet, patrząc wymownie na przyjaciela.
Dziewczyna była jej za to wdzięczna, ale musiała przyznać, że obiecała. Zawsze słynęła z tego, że dotrzymywała danego słowa. A teraz miała je złamać. Bo nienawidzi jednego chłopaka?
W końcu przełamała się i z ciężkim sercem podeszła do bandy chłopaków. Matt stał do niej plecami.
- Możemy pogadać? - rzekła głośno i pewnie, patrząc na tył jego głowy. Odwrócił się w mgnieniu oka i patrzył jak dziewczyna macha ręką, żeby za nią poszedł. Mruknął tylko do kolegów" Zaraz wrócę" i poszedł za nią.
Zaimponowała mu przed chwilą, głosem tak władczym, że aż wstyd nie posłuchać, ale zarazem dość miłym i trochę zmęczonym. Prowadziła go na korytarz, a jej błyszczące, kasztanowe włosy podskakiwały przy każdym kroku. Szedł za nią posłusznie, aż zatrzymała się pod ścianą, dość daleko od drzwi ich wspólnej klasy. Popatrzył na nią pytająco.
Dziewczyna jak zwykle nie patrzyła na niego.
- Jak chcesz możesz przyjść w piątek o pierwszej na korepetycję- rzekła tym samym głosem co przedtem.
Chłopakowi nie pasowało tylko to, że mówi do niego i zarazem wpatruje się w swoje stopy. Zdecydował, że tym razem nie pozwoli jej na to. Zawsze unikała jego spojrzenia, ale tym razem zmusi ją do tego, by spojrzała mu w oczy. Wtedy czuł się pewniej, choć sam nie wiedział dlaczego.
- A ty chcesz? - spróbował.
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Nie mam nic do stracenia i tak spotykam się z przyjaciółmi.
Matt' a rozzłościła ta odpowiedź, więc spróbował czegoś innego.
- Tak wracając do naszej kłótni, to wiedz, że to, jak się zachowywałem w poprzedniej szkole to była głupota. Ale ty ją spowodowałaś. - wiedział, że uderzył w sedno.
I miał rację.
Angelica poczuła, że zaczyna się w niej gotować ze złości, więc próbowała wyminąć chłopaka, ale ten zagrodził jej drogę ręką i złapał za ramię.
- Gdzie się spieszysz? - zapytał z uśmiechem.- Jeszcze mam coś do powiedzenia.
- Puszczaj mnie!- syknęła Angelica.
Zepchnęła jego dłoń z ramienia i popchnęła rękę blokującą jej przejście, i mimo, że nie spodziewała się tego, puścił ją bez przeszkód.
Odeszła wyklinając go na wszelkie sposoby, zaczynając od samolubnych głupków, a kończąc na zapatrzonych w siebie kretynach. Za bardzo ją denerwował i ciągle robił coś co ją peszyło, a ona nie miała już do tego nerwów. Była pewna, że zepsuł jej humor na resztę dnia.
Arthur prowadził swoje przyjaciółki do pomieszczenia, które kiedyś podobno było świetlicą, ale kiedy dobudowano większą część szkoły, zastępiono ją innym pokojem, większym i bardziej nowoczesnym. Arthur wytłumaczył, że pośród uczniów starszych klas jest nazywana "starą świetlicą", a nauczyciele przyjęli to miano. Była położona w prawym skrzydle, starszej części szkoły, na pierwszym piętrze.
Chłopak nagle się zatrzymał, a dziewczyny o mało na niego nie wpadły. Ominęły go i stanęły niepewnie wpatrzone w drzwi, identyczne do tych na trzecim piętrze.
- No to wchodzimy?- zapytała Harriet dziarskim tonem.
Arthur i Angelica spojrzeli na siebie. Wyczytali na swoich twarzach, że myślą o tym samym. Harriet nie wiedziała, o co chodzi, ponieważ nigdy nie była na trzecim piętrze, a oni nie powiedzieli jej o swojej przygodzie. Arthur wyartykułował bezgłośnie zdanie"Są identyczne do tych na trzecim piętrze", ale dziewczyn nie zrozumiała.
- Możesz powiedzieć normalnie? - zapytała.
Nie mógł i Angelica to wiedziała. Jeśliby powiedział na głos o trzecim piętrze, kamery skierowane prosto na nich, sfilmowały by to. A to było równie niebezpieczne, jak przyznanie się.... nawet jeszcze gorsze.
Angelica podeszła do Harriet i chciała powiedzieć jej do ucha słowa wyjaśnienia, ale głos ugrząsł jej w gardle. Nie mogła wydać, żadnego dźwięku, na przemian zamykała i otwierała usta. Na nic się jednak to zdało, w końcu zrozpaczona, odsunęła się i stwierdziła, że znowu może mówić. Jednak nie powiedziała już nic o drzwiach i tylko pokiwała głową. Harriet wzruszyła ramionami i kręcąc głową podeszła i dotknęła klamki. Wyglądała, jakby była przekonana, że jej przyjaciele postradali zmysły. Pchnęła drzwi i weszła do środka, a za nią Arthur i Angelica.
Pokój był średniej wielkości. Z niektórych ścian zaczął odpadać tynk. Mimo trochę brzydkiego wyglądu, było bardzo czysto. Stoliki poukładano w niewielkiej odległości od siebie pod ścianą. W dużej biblioteczce znajdowały się najróżniejsze książki, a w kącie umieszczono komodę z jedzeniem. Na przeciwko stolików stało biurko z wieloma dokumentami i kartkami. Całkiem miło i przytulnie.pomyślała Angelica.
W sali było zaledwie pięć osób( większość chodzila do trzeciej klasy, wnioskując po wzroście), w tym stara, niska kobieta z białymi jak śnieg włosami i zmęczonymi, mądrymi, szarymi oczyma.
Obok przyjaciół zmaterializowała się trzecioklasistka- ładna szatynka, średniego wzrostu. Długie włosy spięła w starannego warkocza. Popatrzyła miło na grupkę, ślicznymi niebieskimi oczyma i uśmiechnęła się olśniewająco. Przedstawiła się melodyjnym, dźwięcznym tonem.
- Tiffany Mdison, zastępca.
Postanowiłam zmienić szablon. Wydaje mi się troszeczkę lepszy.... Ocenę zostawiam Wam. Zostawiając sprawy organizacyjne na boku, muszę Wam wyznać, że zastanawiałam się trochę nad tym postem. Ale dodaję i mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
W sumie to miałam strasznie dużo nauki( zresztą, jak zwykle) i musiałam przygotować scenki na j. niemiecki. Takie tam w restauracji. :) Ale już wszystko zrobione, sądzę, że dobrze, więc spokojnie mogę dodawać posty.
Przepraszam Was, że dodałam później niż zamierzałam i obiecywałam, ale tak to już jest, kiedy chce się dostawać dobre oceny. :) Pewnie wiecie o czym mówię.
Nie wiem, czy tylko ja musiałam chodzić do szkoły, kiedy gimnazjaliści pisali test, ale w każdym razie, aż podskakuję z radości na myśl o tygodniu wolnego..... Cóż wtedy będę robić? Oczywiście, że pisać bloga! :)
Jeszcze jedna sprawa.... następny rozdział.....no tak, chyba już w poniedziałek, ale może w niedzielę? Kto wie? No... chyba tylko ja.... Tak więc czytajcie i komentujcie, o to mogę Was prosić.
Venia <3
Chłopak zamilkł na chwilkę, a kiedy otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Zamknął usta. Potem znowu je otworzył, ale sytuacja się powtórzyła.
- Co jest? - zapytał Arthur. - O czym chcesz nam powiedzieć?
- Nie wiem, jak wam to powiedzieć.- wyjaśnił Matt.
- Wal prosto z mostu- zachęcił Arthur, za bardzo zaciekawiony, żeby wymyślić coś mądrzejszego.
- Wiecie, że na drugim piętrze są kamery? - zadał pytanie.
- Oczywiście, jak w całej szkole- odpowiedziała Angelica, lekko zdziwiona.
Powiedziała to nawet przyjaznym tonem. Nadal była zła na Smitha, że zaczął na nią krzyczeć, ale nie było sensu pokazywać to Arthurowi, który najwyraźniej sądził, że po przygodzie w Komnacie Wody stosunki dziewczyny i Matt' a, poprawiły się wystarczająco, by mogli razem przebywać w jednym pokoju. Ale przynajmniej ona nadal czuła urazę, która po kłótni była dużo głębsza.
- No i wiecie, że one kamerują też schody?- upewniał się, ale w jego głosie można było usłyszeć, że jeszcze nie skończył i zamierza poruszyć bardzo ważny temat......
Angelica syknęła cicho, zdając sobie sprawę, do czego zmierzał. Arthur popatrzył na nią pytająco, ale kiedy popatrzyła na niego, jęknął cicho. Pewnie też zrozumiał.
Jeśli Matt mówił prawdę i kamery rzeczywiście filmowały schody, to pewnie ujęły także ich, kiedy szli na trzecie piętro. To by było naprawdę straszne, bo dyrektor dowiedział by się, że złamali regulamin i wtedy.....
Nawet nie chciała myśleć co by się wtedy stało. Przychodziły jej do głowy tylko najgorsze pomysły, a kiedy uświadomiła sobie, że może wylecieć ze szkoły, przeszedł ją dreszcz. Angelica Blanck, mądra i inteligentna uczennica zastaje wyrzucona ze szkoły, bo złamała bardzo ważny punkt regulaminu.
- Co robimy? - odezwał się Arthur, bardzo cicho.
- A mamy inne rozwiązanie? - odpowiedział pytaniem Matt, jasnym tylko dla niego.
- Mówisz o przyznaniu się, tak?- spytała w końcu dziewczyna, chcąc dowiedzieć się o co mu chodzi.
- Jak chcesz się przyznawać to proszę bardzo, ja nie zamierzam. - Matt prychnął. - Nie zrobię tego, chyba że dostarczą niezbite dowody naszej winy.
- Ale i tak będziesz musiał....- spierała się.
- Może i tak- przerwał jej chłopak.- Ale skąd wiemy, że to na pewno się nagrało? Może kamera była wyłączona, albo dyrektor gdzieś wyszedł? To chyba możliwe, nie? A jeśli przyznasz się i oni nie będą wiedzieli o tym co zrobiliśmy, narazisz nas na nie potrzebne kłopoty. A jeśli widzieli nagranie, to już by nas tu nie było więc, pytam się, po co się narażać?
Zapadła krępująca cisza. Po jakimś czasie Arthur poparł Matt' a, a Angelica ze złością musiała przyznać mu rację, kiwnęła więc głową. Rozeszli się w milczeniu.
* * *
Matt nie podchodził do nich od niespełna trzech dni. Był już czwartek, a on ciągle spędzał czas tylko i wyłącznie ze swoją bandą. Angelice to ..... pasowało. Miała czas przemyśleć trochę spraw, ale nie rozumiała większości związanych z nim. Przynajmniej jej się nie narzucał. Jutro mieli wolne, z niewiadomych przyczyn. Dziewczyna umówiła się z przyjaciółmi, że wtedy da im korepetycje.
- A Matt? - zapytał Arthur.- Przecież on też potrzebuje korków, a ty obiecałaś go douczać!
- Angelica może robić co chce!- rzekła Harriet, patrząc wymownie na przyjaciela.
Dziewczyna była jej za to wdzięczna, ale musiała przyznać, że obiecała. Zawsze słynęła z tego, że dotrzymywała danego słowa. A teraz miała je złamać. Bo nienawidzi jednego chłopaka?
W końcu przełamała się i z ciężkim sercem podeszła do bandy chłopaków. Matt stał do niej plecami.
- Możemy pogadać? - rzekła głośno i pewnie, patrząc na tył jego głowy. Odwrócił się w mgnieniu oka i patrzył jak dziewczyna macha ręką, żeby za nią poszedł. Mruknął tylko do kolegów" Zaraz wrócę" i poszedł za nią.
Zaimponowała mu przed chwilą, głosem tak władczym, że aż wstyd nie posłuchać, ale zarazem dość miłym i trochę zmęczonym. Prowadziła go na korytarz, a jej błyszczące, kasztanowe włosy podskakiwały przy każdym kroku. Szedł za nią posłusznie, aż zatrzymała się pod ścianą, dość daleko od drzwi ich wspólnej klasy. Popatrzył na nią pytająco.
Dziewczyna jak zwykle nie patrzyła na niego.
- Jak chcesz możesz przyjść w piątek o pierwszej na korepetycję- rzekła tym samym głosem co przedtem.
Chłopakowi nie pasowało tylko to, że mówi do niego i zarazem wpatruje się w swoje stopy. Zdecydował, że tym razem nie pozwoli jej na to. Zawsze unikała jego spojrzenia, ale tym razem zmusi ją do tego, by spojrzała mu w oczy. Wtedy czuł się pewniej, choć sam nie wiedział dlaczego.
- A ty chcesz? - spróbował.
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Nie mam nic do stracenia i tak spotykam się z przyjaciółmi.
Matt' a rozzłościła ta odpowiedź, więc spróbował czegoś innego.
- Tak wracając do naszej kłótni, to wiedz, że to, jak się zachowywałem w poprzedniej szkole to była głupota. Ale ty ją spowodowałaś. - wiedział, że uderzył w sedno.
I miał rację.
Angelica poczuła, że zaczyna się w niej gotować ze złości, więc próbowała wyminąć chłopaka, ale ten zagrodził jej drogę ręką i złapał za ramię.
- Gdzie się spieszysz? - zapytał z uśmiechem.- Jeszcze mam coś do powiedzenia.
- Puszczaj mnie!- syknęła Angelica.
Zepchnęła jego dłoń z ramienia i popchnęła rękę blokującą jej przejście, i mimo, że nie spodziewała się tego, puścił ją bez przeszkód.
Odeszła wyklinając go na wszelkie sposoby, zaczynając od samolubnych głupków, a kończąc na zapatrzonych w siebie kretynach. Za bardzo ją denerwował i ciągle robił coś co ją peszyło, a ona nie miała już do tego nerwów. Była pewna, że zepsuł jej humor na resztę dnia.
Arthur prowadził swoje przyjaciółki do pomieszczenia, które kiedyś podobno było świetlicą, ale kiedy dobudowano większą część szkoły, zastępiono ją innym pokojem, większym i bardziej nowoczesnym. Arthur wytłumaczył, że pośród uczniów starszych klas jest nazywana "starą świetlicą", a nauczyciele przyjęli to miano. Była położona w prawym skrzydle, starszej części szkoły, na pierwszym piętrze.
Chłopak nagle się zatrzymał, a dziewczyny o mało na niego nie wpadły. Ominęły go i stanęły niepewnie wpatrzone w drzwi, identyczne do tych na trzecim piętrze.
- No to wchodzimy?- zapytała Harriet dziarskim tonem.
Arthur i Angelica spojrzeli na siebie. Wyczytali na swoich twarzach, że myślą o tym samym. Harriet nie wiedziała, o co chodzi, ponieważ nigdy nie była na trzecim piętrze, a oni nie powiedzieli jej o swojej przygodzie. Arthur wyartykułował bezgłośnie zdanie"Są identyczne do tych na trzecim piętrze", ale dziewczyn nie zrozumiała.
- Możesz powiedzieć normalnie? - zapytała.
Nie mógł i Angelica to wiedziała. Jeśliby powiedział na głos o trzecim piętrze, kamery skierowane prosto na nich, sfilmowały by to. A to było równie niebezpieczne, jak przyznanie się.... nawet jeszcze gorsze.
Angelica podeszła do Harriet i chciała powiedzieć jej do ucha słowa wyjaśnienia, ale głos ugrząsł jej w gardle. Nie mogła wydać, żadnego dźwięku, na przemian zamykała i otwierała usta. Na nic się jednak to zdało, w końcu zrozpaczona, odsunęła się i stwierdziła, że znowu może mówić. Jednak nie powiedziała już nic o drzwiach i tylko pokiwała głową. Harriet wzruszyła ramionami i kręcąc głową podeszła i dotknęła klamki. Wyglądała, jakby była przekonana, że jej przyjaciele postradali zmysły. Pchnęła drzwi i weszła do środka, a za nią Arthur i Angelica.
Pokój był średniej wielkości. Z niektórych ścian zaczął odpadać tynk. Mimo trochę brzydkiego wyglądu, było bardzo czysto. Stoliki poukładano w niewielkiej odległości od siebie pod ścianą. W dużej biblioteczce znajdowały się najróżniejsze książki, a w kącie umieszczono komodę z jedzeniem. Na przeciwko stolików stało biurko z wieloma dokumentami i kartkami. Całkiem miło i przytulnie.pomyślała Angelica.
W sali było zaledwie pięć osób( większość chodzila do trzeciej klasy, wnioskując po wzroście), w tym stara, niska kobieta z białymi jak śnieg włosami i zmęczonymi, mądrymi, szarymi oczyma.
Obok przyjaciół zmaterializowała się trzecioklasistka- ładna szatynka, średniego wzrostu. Długie włosy spięła w starannego warkocza. Popatrzyła miło na grupkę, ślicznymi niebieskimi oczyma i uśmiechnęła się olśniewająco. Przedstawiła się melodyjnym, dźwięcznym tonem.
- Tiffany Mdison, zastępca.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ X
Heej!!!!!
Już rozdział X!!!!!!!! Cieszę się, że jesteście ze mną. :-) Dziękuje Wam, że czytacie mojego bloga i jestem Wam za to bardzo wdzięczna! Dlatego rozdział publikuję dzisiaj. Muszę znowu podziękować Tori- mojej siostrze, za pomoc w opisach.
Następny rozdział ukaże się we czwartek, chociaż to tylko plany..... Plany zawsze może coś pokrzyżować.... Ale tak serio to raczej w czwartek.
Mam nadzieję, że chociaż trochę zrozumieliście moje przesłanie- o co chodziło w poprzednim poście. Jeśli, tak to obiecuje, że dowiecie się więcej.
Wiem, że niektórym może się nie podobać wątek fantastyczny, ale moja wyobraźnia toczy się właśnie wokół fantastyki, już chyba o tym wspominałam. Może to dlatego, że od czwartej klasy podstawówki zaczęłam czytać fantastykę. A tak dokładnie to Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa oraz oczywiście HP. Teraz jestem nałogową czytelniczką- średnio czytam książki w dwa- trzy dni. Może Wam się to wydać dziwne.... może tak naprawdę jest? :-)
Dziś mam się spotkać z koleżanką przy płocie. Więc taka wiadomość: Zygi, postaram się przyjść!!
Pozdrawiam i ściskam, ;)
Venia
P. S.Nie wydaje Wam się dziwne, że ktoś, jak złamie sobie palca u ręki mówi : " O Jezusie" i biegnie dalej?
- Słyszałeś....?
Chłopak popatrzył na nią pytająco, nie zdołał jednak ukryć zaskoczenia, które malowało się w jego oczach.
Angelica zdała sobie sprawę, że Smith nie wie o co chodzi, ale nie mogła jakoś wypowiedzieć reszty pytania.
- Możesz uściślić?- zapytał Matt z naglącym tonem.
- No to co powiedział Tarkein.- zdołała wydusić.- Czy słyszałeś?
- Wiesz oni mówili wiele rzeczy....- zaczął chłopak, ale wiedział już, o co dziewczynie chodziło.
- Ale to co mówił o mnie i .... i moich stosunkach z innymi.- zakończyła i popatrzyła na swoje stopy.
Matt spojrzał na nią. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Stalowym wzrokiem patrzył na Angelikę tak długo, że na jej policzki wstąpiły dwa płonące rumience. Brązowe oczy przypatrywały się jej z tak wielką obojętnością, że już nie mogła wytrzymać.
- Przestań się na mnie gapić.- poprosiła cicho, próbując ukryć zmieszanie.
Ale on nie posłuchał. Nawet nie usłyszał jej prośby. Za bardzo był zajęty myślenie i rozważaniem czy powiedzieć jej prawdę. Wciąż nie przerywał, a jego spojrzenie uwięziło dziewczynę w miejscu. Angelica chciała uciec i schować się daleko od niego, zaszyć w jakimś ustronnym miejscu, ale nie mogła. Za bardzo chciała dostać odpowiedź. Zainteresowało ją też jego spojrzenie, którego wcześniej nie widziała u nikogo. Mimo, że najwyraźniej rozmyślał nad czymś i nie wiedział co wokół niego się dzieje, wzrok miał dziwnie pusty, ale też trochę surowy, a zarazem władczy. To wszystko mieszając się tworzyło wyraz obojętny, ale trzymający w miejscy, nie dający się za nic wyrwać dopóki, dopóty jego właściciel nie zechce łaskawie odwrócić wzroku.
- Słyszałem - wyznał, ale nie spuścił wzroku, szukając przy tym oczu Angeliki, która nie mogła zdobyć się na odwagę i odwzajemnić spojrzenia.
Bała się, co sobie o niej pomyślał. Odrobina nadzieji, że jednak nie dowiedział się, w jednaj sekundzie ulotniła się wraz w wypuszczonym ze świstem powietrzem. Mimo, że nie darzyła go sympatią, jednak nie chciała, by ktoś miał o niej złą opinie.
- Przepraszam.... ja... no... nie chciałam - zaczęła się tłumaczyć.
- Po co się przejmujesz? - przerwał jej.- Przecież taka jest prawda, nie? Mogłem się tego domyślić sam, mam tyle rozumu.- mówił zimnym głosem, który był jeszcze gorszy od krzyku. - Nie jest tak trudno się domyślić, kiedy się kogoś tak traktuje jak ty mnie, wiesz? Nawet całkiem łatwo. Ale ty tego pewnie nie zrozumiesz.
Fala gniewu wypełniła Angelikę, ponieważ wiedziała, że on traktował ją identycznie nie tak dawno temu. Jednak jego słowa uderzyły ja do głębi. Do oczu napłynęły jej łzy.
- Owszem wiem.- zapewniła go.- Ty na przykład traktowałeś mnie tak samo. Wiele się nie różnimy.
Chłopak otrząsnął się. Zdał sobie sprawę, co przed chwilą powiedział i przestał patrzeć na dziewczynę tym stalowym wzrokiem.
- Przepraszam.... ja nie chciałem...nie wiem co mnie naszło- mówił pełnym goryczy głosem. Po raz pierwszy od chwili kiedy go poznała zaczął się jąkać. - Zrozum trochę się zdenerwowałem...... Nie musiałaś mi tego wspominać. Nic nie szkodzi..... Ja o tym dobrze wiem. Wiem, że mnie nie lubisz, bo byłem idiotą, który ciągle myślał tylko o sobie. Ale wiesz ludzie się zmieniają. Ja też.... może nie do końca, ale ..... staram się.... Wiesz, nie chciałem cię obrazić, ale zdziwiłem się kiedy mnie zaczęłaś przepraszać.... Powiedziałem to co myślę, tylko na głos.... ale nie chciałem tego.- zapewnił ją gorliwie.
- Coś jeszcze myślałeś na mój temat? - zapytała Angelica i dyskretnie otarła łzy wierzchem dłoni. Na jej pytanie chłopak wyszczerzył zęby, udając, że jego bystre oczy nie uchwyciły gestu dziewczyny ( tak naprawdę to specjalnie rozglądnął się, dając jej chwilę swobodnego manewru), a ona uśmiechnęła się blado.
- Nie. Chociaż...- zastanowił się przez chwilę, na co dziewczyna przybrała kamienną twarz. - nie chciałem doprowadzić cię do płaczu.
- Wcale nie płakałam!- skłamała dziewczyna z oburzeniem.- Wygadujesz głupoty!
- Mam do tego talent - rzekł dumnie.
- Bardzo śmieszne.- powiedziała z przekąsem Angelica, po czym wyminęła go i poszła za Arthurem.
Nie widziała, jak Matt prawie podskakuje ze szczęścia, ponieważ uniknął poważnych kłopotów.
Angelica znalazła Arthura przy tablicy ogłoszeń. Czytał jakąś długą notatkę na temat piłki nożnej. Dziewczyna uśmiechnęła się na widok zaciekawionej twarzy chłopaka. Wiedziała, że interesuje się sportem, ale świadomość, że chce chodzić na jakieś dodatkowe kółka wydała się jej śmieszna. No, ale to klub piłki nożnej. Żadne dodatkowe lekcje.pomyślała.
Spojrzała na tablicę korkową, na której przypięte były najróżniejszej wielkości kartki. Obejrzała je sobie dokładnie. Nic ciekawego. Ogłoszenia o zaginięciu jakiś rzeczy, informację o ważnych wydarzeniach i akademiach na cały rok, przypomnienia i upomnienia. Przejrzała je i kiedy miała zamiar zapytać Arthura jaką mają teraz lekcję, przez przypadek potrąciła jakąś kartkę, która upadła na ziemię. Dziewczyna podniosła ją i chciała przywiesić na jej miejsce. Jednak coś ją zatrzymało. Wpatrzyła się w pożółkły pergamin, na miejscu kartki, którą trzymała w ręce.Musiał być zasłonięty, ponieważ wcześniej go nie zobaczyła Nie wyglądał zachęcająco, tytuł był napisany małymi litami, słowa także nie były za bardzo przyciągające:
Zastępca: Tiffany Madison
Angelica zawołała Arthura, który ociągał się jeszcze przy tym ogłoszeniu przy klubie piłki nożnej. Widziąc to dziewczyna powiedziała:
- Jak chcesz to się zapisz.
- Już to zrobiłem.- wyszczerzył się chłopak.
- To choć tu! - zirytowała się. - Przecież ta kartka nie jest ci do niczego potrzebna! Nikt cię z niej nie wymaże!
Chłopak podszedł do niej i przeczytał ogłoszenie.
- Samantha Bailey - zastanowił się przez chwilę, a potem dodał: - Chyba nauczycielka angielskiego i francuskiego. Coś mi się wydaje, że jest z Francji. Brat mówił, że to taka stara, posiwiała kobieta z wyraźnym akcentem. Chyba ją zresztą widziałem.
- A Tiffany Madison? - dopytywała się.
- Nie słyszałem- przyznał chłopak.- Może jakaś uczennica z trzeciej klasy? U nas w szkole na kółkach zawsze uczniowie starszych klas są zastępcami nauczycieli. Zwłaszcza tych starszych.
- Skąd wiesz? Myślałam, że unikasz jakichkolwiek kółek nie związanych ze sportem. - ale już znała odpowiedź.- Ach... no tak... brat. -kiedy Arthur przytaknął, dodała: - Wiesz, muszę go poznać.
- Po co? Straszny z niego mądrala- chłopak wzruszył ramionami. - Zresztą, po co mi pokazałaś tą kartkę?
- Nie wiem. Tak po prostu.- Angelica zaczerwieniła się lekko.
Chciała pójść na jakieś dodatkowe kółko, a to zaciekawiło ją. Lubiła pisać.... no i kochała książki. Kiedy je czytała zamykała się we własnym świecie. Nikt nie miał do niego dostępu, tylko bohaterowie książek. Niektóre potrafiły ją tak rozbawić, że śmiała się przez kilka długich chwil, a niektóre smuciły ją tak bardzo, że przez kilka dni nie mogła się pozbierać. Uwielbiała bohaterów, którzy mając nawet zwyczajne umiejętności, potrafili je rozwinąć w coś niesamowitego, godnego uznania i naśladowania, a umiejętności te zawsze przydawały się im. Kochała czytać o bitwach, w których taktyki były świetnie zaplanowane i mimo, że czasem coś nie szło po myśli bohaterów, to zaraz potem wszystko kończyło się dobrze, po wielkiej i ekscytującej bitwie. Niektóre sagi, które trzymały w napięciu przez cały czas, nawet jeśli najpierw przeczytało się jedną część, a dopiero potem poprzednią i wiedziało się jak to się zakończy to i tak współczuło się bohaterom, czasem musiała układać sobie wszystko po kolei, by upewnić się, że saga dobrze się skończyła. Tak, książki to zdecydowanie jej żywioł.
- Chyba się zapiszę.- zdecydowała.
Chciała sięgnąć po długopis, ale ktoś podłożył go jej przed oczy.
- Tego szukasz?- zapytał aż zbyt znajomy głos.
- Tak.- odparła i chciała go zabrać, ale nim go dotknęła, był już przy ogłoszeniu. - Oddaj go, Matt.
- Już, chciałbym się wpisać- rzekł nie zważając na zdziwienie dziewczyny.- Proszę- oddał jej długopis, kiedy już się wpisał.
- Dziękuję- odparła.
- A i mam dla ciebie i Arthura wiadomość.
Już rozdział X!!!!!!!! Cieszę się, że jesteście ze mną. :-) Dziękuje Wam, że czytacie mojego bloga i jestem Wam za to bardzo wdzięczna! Dlatego rozdział publikuję dzisiaj. Muszę znowu podziękować Tori- mojej siostrze, za pomoc w opisach.
Następny rozdział ukaże się we czwartek, chociaż to tylko plany..... Plany zawsze może coś pokrzyżować.... Ale tak serio to raczej w czwartek.
Mam nadzieję, że chociaż trochę zrozumieliście moje przesłanie- o co chodziło w poprzednim poście. Jeśli, tak to obiecuje, że dowiecie się więcej.
Wiem, że niektórym może się nie podobać wątek fantastyczny, ale moja wyobraźnia toczy się właśnie wokół fantastyki, już chyba o tym wspominałam. Może to dlatego, że od czwartej klasy podstawówki zaczęłam czytać fantastykę. A tak dokładnie to Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa oraz oczywiście HP. Teraz jestem nałogową czytelniczką- średnio czytam książki w dwa- trzy dni. Może Wam się to wydać dziwne.... może tak naprawdę jest? :-)
Dziś mam się spotkać z koleżanką przy płocie. Więc taka wiadomość: Zygi, postaram się przyjść!!
Pozdrawiam i ściskam, ;)
Venia
P. S.Nie wydaje Wam się dziwne, że ktoś, jak złamie sobie palca u ręki mówi : " O Jezusie" i biegnie dalej?
- Słyszałeś....?
Chłopak popatrzył na nią pytająco, nie zdołał jednak ukryć zaskoczenia, które malowało się w jego oczach.
Angelica zdała sobie sprawę, że Smith nie wie o co chodzi, ale nie mogła jakoś wypowiedzieć reszty pytania.
- Możesz uściślić?- zapytał Matt z naglącym tonem.
- No to co powiedział Tarkein.- zdołała wydusić.- Czy słyszałeś?
- Wiesz oni mówili wiele rzeczy....- zaczął chłopak, ale wiedział już, o co dziewczynie chodziło.
- Ale to co mówił o mnie i .... i moich stosunkach z innymi.- zakończyła i popatrzyła na swoje stopy.
Matt spojrzał na nią. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Stalowym wzrokiem patrzył na Angelikę tak długo, że na jej policzki wstąpiły dwa płonące rumience. Brązowe oczy przypatrywały się jej z tak wielką obojętnością, że już nie mogła wytrzymać.
- Przestań się na mnie gapić.- poprosiła cicho, próbując ukryć zmieszanie.
Ale on nie posłuchał. Nawet nie usłyszał jej prośby. Za bardzo był zajęty myślenie i rozważaniem czy powiedzieć jej prawdę. Wciąż nie przerywał, a jego spojrzenie uwięziło dziewczynę w miejscu. Angelica chciała uciec i schować się daleko od niego, zaszyć w jakimś ustronnym miejscu, ale nie mogła. Za bardzo chciała dostać odpowiedź. Zainteresowało ją też jego spojrzenie, którego wcześniej nie widziała u nikogo. Mimo, że najwyraźniej rozmyślał nad czymś i nie wiedział co wokół niego się dzieje, wzrok miał dziwnie pusty, ale też trochę surowy, a zarazem władczy. To wszystko mieszając się tworzyło wyraz obojętny, ale trzymający w miejscy, nie dający się za nic wyrwać dopóki, dopóty jego właściciel nie zechce łaskawie odwrócić wzroku.
- Słyszałem - wyznał, ale nie spuścił wzroku, szukając przy tym oczu Angeliki, która nie mogła zdobyć się na odwagę i odwzajemnić spojrzenia.
Bała się, co sobie o niej pomyślał. Odrobina nadzieji, że jednak nie dowiedział się, w jednaj sekundzie ulotniła się wraz w wypuszczonym ze świstem powietrzem. Mimo, że nie darzyła go sympatią, jednak nie chciała, by ktoś miał o niej złą opinie.
- Przepraszam.... ja... no... nie chciałam - zaczęła się tłumaczyć.
- Po co się przejmujesz? - przerwał jej.- Przecież taka jest prawda, nie? Mogłem się tego domyślić sam, mam tyle rozumu.- mówił zimnym głosem, który był jeszcze gorszy od krzyku. - Nie jest tak trudno się domyślić, kiedy się kogoś tak traktuje jak ty mnie, wiesz? Nawet całkiem łatwo. Ale ty tego pewnie nie zrozumiesz.
Fala gniewu wypełniła Angelikę, ponieważ wiedziała, że on traktował ją identycznie nie tak dawno temu. Jednak jego słowa uderzyły ja do głębi. Do oczu napłynęły jej łzy.
- Owszem wiem.- zapewniła go.- Ty na przykład traktowałeś mnie tak samo. Wiele się nie różnimy.
Chłopak otrząsnął się. Zdał sobie sprawę, co przed chwilą powiedział i przestał patrzeć na dziewczynę tym stalowym wzrokiem.
- Przepraszam.... ja nie chciałem...nie wiem co mnie naszło- mówił pełnym goryczy głosem. Po raz pierwszy od chwili kiedy go poznała zaczął się jąkać. - Zrozum trochę się zdenerwowałem...... Nie musiałaś mi tego wspominać. Nic nie szkodzi..... Ja o tym dobrze wiem. Wiem, że mnie nie lubisz, bo byłem idiotą, który ciągle myślał tylko o sobie. Ale wiesz ludzie się zmieniają. Ja też.... może nie do końca, ale ..... staram się.... Wiesz, nie chciałem cię obrazić, ale zdziwiłem się kiedy mnie zaczęłaś przepraszać.... Powiedziałem to co myślę, tylko na głos.... ale nie chciałem tego.- zapewnił ją gorliwie.
- Coś jeszcze myślałeś na mój temat? - zapytała Angelica i dyskretnie otarła łzy wierzchem dłoni. Na jej pytanie chłopak wyszczerzył zęby, udając, że jego bystre oczy nie uchwyciły gestu dziewczyny ( tak naprawdę to specjalnie rozglądnął się, dając jej chwilę swobodnego manewru), a ona uśmiechnęła się blado.
- Nie. Chociaż...- zastanowił się przez chwilę, na co dziewczyna przybrała kamienną twarz. - nie chciałem doprowadzić cię do płaczu.
- Wcale nie płakałam!- skłamała dziewczyna z oburzeniem.- Wygadujesz głupoty!
- Mam do tego talent - rzekł dumnie.
- Bardzo śmieszne.- powiedziała z przekąsem Angelica, po czym wyminęła go i poszła za Arthurem.
Nie widziała, jak Matt prawie podskakuje ze szczęścia, ponieważ uniknął poważnych kłopotów.
Angelica znalazła Arthura przy tablicy ogłoszeń. Czytał jakąś długą notatkę na temat piłki nożnej. Dziewczyna uśmiechnęła się na widok zaciekawionej twarzy chłopaka. Wiedziała, że interesuje się sportem, ale świadomość, że chce chodzić na jakieś dodatkowe kółka wydała się jej śmieszna. No, ale to klub piłki nożnej. Żadne dodatkowe lekcje.pomyślała.
Spojrzała na tablicę korkową, na której przypięte były najróżniejszej wielkości kartki. Obejrzała je sobie dokładnie. Nic ciekawego. Ogłoszenia o zaginięciu jakiś rzeczy, informację o ważnych wydarzeniach i akademiach na cały rok, przypomnienia i upomnienia. Przejrzała je i kiedy miała zamiar zapytać Arthura jaką mają teraz lekcję, przez przypadek potrąciła jakąś kartkę, która upadła na ziemię. Dziewczyna podniosła ją i chciała przywiesić na jej miejsce. Jednak coś ją zatrzymało. Wpatrzyła się w pożółkły pergamin, na miejscu kartki, którą trzymała w ręce.Musiał być zasłonięty, ponieważ wcześniej go nie zobaczyła Nie wyglądał zachęcająco, tytuł był napisany małymi litami, słowa także nie były za bardzo przyciągające:
OGŁOSZENIE
W środy od 14.00 do 16.00 na starej świetlicy odbywać się będzie kółko artystyczne, noszące nazwę " Klub Fantastyczny". Można na min czytać książki, i pisać opowiadania. Wykłady, zawsze o godz. 15.00.
Prowadząca: prof. Samantha Bailey Zastępca: Tiffany Madison
Angelica zawołała Arthura, który ociągał się jeszcze przy tym ogłoszeniu przy klubie piłki nożnej. Widziąc to dziewczyna powiedziała:
- Jak chcesz to się zapisz.
- Już to zrobiłem.- wyszczerzył się chłopak.
- To choć tu! - zirytowała się. - Przecież ta kartka nie jest ci do niczego potrzebna! Nikt cię z niej nie wymaże!
Chłopak podszedł do niej i przeczytał ogłoszenie.
- Samantha Bailey - zastanowił się przez chwilę, a potem dodał: - Chyba nauczycielka angielskiego i francuskiego. Coś mi się wydaje, że jest z Francji. Brat mówił, że to taka stara, posiwiała kobieta z wyraźnym akcentem. Chyba ją zresztą widziałem.
- A Tiffany Madison? - dopytywała się.
- Nie słyszałem- przyznał chłopak.- Może jakaś uczennica z trzeciej klasy? U nas w szkole na kółkach zawsze uczniowie starszych klas są zastępcami nauczycieli. Zwłaszcza tych starszych.
- Skąd wiesz? Myślałam, że unikasz jakichkolwiek kółek nie związanych ze sportem. - ale już znała odpowiedź.- Ach... no tak... brat. -kiedy Arthur przytaknął, dodała: - Wiesz, muszę go poznać.
- Po co? Straszny z niego mądrala- chłopak wzruszył ramionami. - Zresztą, po co mi pokazałaś tą kartkę?
- Nie wiem. Tak po prostu.- Angelica zaczerwieniła się lekko.
Chciała pójść na jakieś dodatkowe kółko, a to zaciekawiło ją. Lubiła pisać.... no i kochała książki. Kiedy je czytała zamykała się we własnym świecie. Nikt nie miał do niego dostępu, tylko bohaterowie książek. Niektóre potrafiły ją tak rozbawić, że śmiała się przez kilka długich chwil, a niektóre smuciły ją tak bardzo, że przez kilka dni nie mogła się pozbierać. Uwielbiała bohaterów, którzy mając nawet zwyczajne umiejętności, potrafili je rozwinąć w coś niesamowitego, godnego uznania i naśladowania, a umiejętności te zawsze przydawały się im. Kochała czytać o bitwach, w których taktyki były świetnie zaplanowane i mimo, że czasem coś nie szło po myśli bohaterów, to zaraz potem wszystko kończyło się dobrze, po wielkiej i ekscytującej bitwie. Niektóre sagi, które trzymały w napięciu przez cały czas, nawet jeśli najpierw przeczytało się jedną część, a dopiero potem poprzednią i wiedziało się jak to się zakończy to i tak współczuło się bohaterom, czasem musiała układać sobie wszystko po kolei, by upewnić się, że saga dobrze się skończyła. Tak, książki to zdecydowanie jej żywioł.
- Chyba się zapiszę.- zdecydowała.
Chciała sięgnąć po długopis, ale ktoś podłożył go jej przed oczy.
- Tego szukasz?- zapytał aż zbyt znajomy głos.
- Tak.- odparła i chciała go zabrać, ale nim go dotknęła, był już przy ogłoszeniu. - Oddaj go, Matt.
- Już, chciałbym się wpisać- rzekł nie zważając na zdziwienie dziewczyny.- Proszę- oddał jej długopis, kiedy już się wpisał.
- Dziękuję- odparła.
- A i mam dla ciebie i Arthura wiadomość.
sobota, 20 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ IX
Hej!!!!
200 wyświetleń! Jestem z Was dumna! I dziękuję Wam za.... wszystko. To miłe wiedzieć, że ktoś czyta moje opowiadanie. Dlatego, rozdział następny opublikuję w poniedziałek .Przepraszam, że tak późno dodałam, ale ładna pogoda, słoneczko, ptaszki śpiewają, a pies biega po trawie i aż szkoda się z nie nie pobawić..... a moi kochani nauczyciele doją nam tyle zadania, że aż głowa boli,miał nie mówię już o tym, że miałam w tym tygodniu chyba z dwa sprawdziany i kartkówki.... nie skarżę się. Więc nie dziwcie się, że w piątek poszłam do przyjaciółki i odpoczęłam troszeczkę. Kto by nie poszedł na spacerek w ciepły dzień i nie popatrzył jak piłkarze mają trening? Ale jednak bardzo Was przepraszam.
Wątek może Wam się wydawać troszeczkę przyspieszony, ale wszystko wytłumaczę, spokojnie. Chodzi głównie o to byście poznali mój tok myślenia. A on toczy się głównie wokół Harry' ego Pottera, Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów.... no i oczywiście sagi Dziedzictwo, Paolini'ego. Właściwie to niedawno wymyśliłam ten szczególny dla mnie wątek i .... cóż mam nadzieję, że się spodoba, jak już wszystko wytłumaczę. Zachęcam to wyrażania opinii w komentarzach. Zastanawiam się także nad znalezieniem bety.... Ale musicie wyrazić taką chęć. Proszę pisać w komentarzach.
Pozdrawiam <3
Venia
Nie, to działo się zbyt szybko. Angelica nic nie pojmowała.... i jeszcze ktoś.... albo coś, kazało jej podejść do jakiś drzwi, za którymi coś wydawało dziwne odgłosy..... jakby był tam jakiś wodospad..... ale to niemożliwe. Dziewczyna obróciła się i krzyknęła do sufitu.
- Nie wejdę tam! Nic nie rozumiem! Czym wy jesteście?!
- Czego nie rozumiesz? - zapytał Tarkein, a oni w swoich umysłach wyczuli, jak on, czymkolwiek był, poruszył się.
- Wszystkiego! Za szybko to się dzieję!- wrzeszczała Angelica, zaciskając pięści ze złości i bezsilności, ponieważ kiedy Vocum Multurom przemawiały czyli się mali jak mrówki, a siła i mądrość tych stworów przeszywały ich umysły i świadomość.
- Dobrze więc zaczniemy od początku. - chwilę potem Tarkein podjął: - Kiedy natura już się narodziła i jej piękno rosło, Ziemię zasiedlili ludzie. Rozwijali się, niszcząc wszystko, coraz to nowymi potwornościami. Nie od razu. Najpierw byli niemądrzy, ale wkrótce nabyli potrzebnych umiejętności i kształcili je aż doszło do tego, że przestali się bać przyrody, bo ją przewyższali. Zapomnieli o tym, że jest ich domem. Zanim jednak to zrobili, zasiedlaliśmy Ziemię, choć nikt o tym nie wiedział, ponieważ jesteśmy niematerialni. Istniejemy, ale nic nie może nas wyczuć, chyba, że posiądzie naszą wiedzę. Pilnowaliśmy biegu natury i uczyliśmy się jak żyć razem z nią w zgodzie. Posiedliśmy wiedzę największą ze wszystkich stworzeń. Ale nie było dla nas miejsca w tym świecie, kiedy ludzie rośli w siłę. Więc dzięki naszej mocy, przenieśliśmy się do naszego świata - skąd przybyliśmy na Ziemię. Ale nie wszyscy. Nasz pan kazał pozostać nam- mędrcom, tutaj byśmy mogli uczyć odpowiednich ludzi wiedzy.
- Kim on jest? - przerwała Angelica.
- Nie możemy zdradzić ci jego imienia, jest to zbyt niebezpieczne.- rzekł Tarkein z prawie niedosłyszalnym niezadowoleniem.
- Przed chwilą powiedziałeś, że jesteś pewien, że jesteśmy godni zaufania!- zaprotestowała Angelica.
- Powiedzieliśmy i mieliśmy rację, lecz imion naszych braci nie możemy wymówić.- powiedział i podjął opowieść.- Pozostaliśmy więc i szukaliśmy takich co mają odpowiednie umysły dla naszych potrzeb. Było ich na początku całe mnóstwo, lecz żyli krótko i często umierali wiedząc tak wiele. A kiedy rozwój elektroniki, był już u szczytu, chodź dla was nie ma chyba końca, ludzie zaczęli nas odpychać. Schroniliśmy się więc tutaj, w tej szkole, a było to trzydzieści dwa lata temu. Od tamtego czasu, postanowiliśmy szukać wybrańców wśród młodych i silnych ludzi w obrębie tej uczelni, a nie jak wcześniej na całym świecie. Nie było to łatwe - musieliśmy ingerować w wiele spraw. A jednak od ośmiu lat nie było tu nikogo. Dopiero w tym roku pojawiliście się wy. Ciebie Arthurze wyczuliśmy od razu - masz podobny umysł jak brat. Chociaż on ma raczej więcej mądrości niż ty, nie ukończył szkolenia.
Arthur zachłysnął się powietrzem.Otworzył szeroko oczy i popatrzył na sklepienie sali, gdzie jak sądzili znajdowali się Vocum Multurom.
- Tam nas nie ma- wyjaśnił Tarkein, i roześmiał się, a wraz z nim inne głosy, co stworzyło barwną kompozycje dźwięków. - Nigdzie nas nie ma, a jednak istniejemy. Wasze umysły są jeszcze zbyt surowe, by to zrozumieć. A wracając do, rzeczywistości- Arthurze, twój brat był mądry i to bardzo, ale nie ukończył szkolenia i przez to musieliśmy mu odebrać te wspomnienia i nauki. Jednak zapamiętał, że nikomu nie wolno wejść do Sali Odnowy, bez naszej zgody. Taki los spotka każdego, który nie przejdzie testu- wymazanie wspomnień o nas i świadomość, że zapomniało się o czymś ważnym. A to nie opuści nikogo, przez całe życie.
Zapadło milczenie. Znowu zabrzmiała Cisza, ale Angelika nie mogła już jej znieść, przytłaczała ją, więc zapytała:
- Co o nas wiecie?
- Wszystko.- odparły stworzenia.
- Ale jak....?
- Umiemy odczytywać wspomnienia i uczucia z waszych myśli. - wyjaśnił Tarkein. - A kiedy tu przybyliście, odsłoniliście swoje umysły dla nas. Widzieliśmy wszystko. Teraz kiedy nawet stąd wyjdziecie, my będziemy mogli do was mówić. Twoje myśli, Angeliko, są bardzo głośne. Wiemy jakimi uczuciami darzysz przyjaciół i jak wielką urazę chowasz do Matt' a. Nienawidzisz go, gardzisz nim, a jednak pomagasz mu w nauce. Jest dla ciebie kimś zupełnie obojętnym, a z drugiej strony nie chcesz by dostał złe oceny. Chcieliśmy, byście się spotkali, bo to mogło zapewnić wam większa szansę na zdanie testu, ale ty i Harriet nie chcecie się z nim zadawać. Ty to wiesz, choć udajesz, że tak nie jest. Masz bardzo ciekawy tok myślenia. Nawet my nie wiemy dokładnie jak to rozumieć.
Dziewczyna skamieniała. Miała przerażona minę. Nie odważyła się spojrzeć na Smitha, zastanawiała się czy usłyszał to w swoim umyśle. Czuła jednak, że stworzenia mówią coś do niego, a ona nie wiedziała co. Może Tarkein ukrył przed nim, to co jej powiedział, tak jak teraz przed nią?
Jednak to były tylko przypuszczenia, a one nie zawsze są prawdą.
Matt usłyszał wszystko bardzo dokładnie i wmawiał sobie, że go to nie obchodzi. Zawsze starał się upokorzyć Angelikę, ale nie zdawał sobie sprawy, że ona do nienawidzi. Trochę tego żałował, ale teraz był zajęty słuchaniem Tarkeina. Uświadomił sobie, jak go wysłuchał, że stwór ma racje i choć Matt wcześniej o tym nie wiedział, teraz rozumiał już dobrze, czemu tak się zachowywał. Zrozumiał i postanowił coś zrobić. Jednak szybko odrzucił ten pomysł, bo przecież on nie mógł się spełnić. Wiedział o tym aż za bardzo.
- Wielu rzeczy jeszcze o nas nie wiecie, - powiedział Tarkein. - ale dowiecie się w stosownym czasie. Dowiedzieliście się o naszej historii bardzo wiele. Na razie wystarczy. Nie macie jednak zbyt wiele czasu. Musicie wejść do Komnaty teraz. Możliwe, że nie zrozumiecie od razu, ale chyba zdołamy wam to jeszcze dzisiaj wytłumaczyć. Idźcie.
Znowu jakaś niewidzialna siła popchnęła ich do przodu. We trójkę stali przed drzwiami, które po chwili otwarły się. Nie było tam nic, tylko ciemność. Zdezorientowaną trójkę, popchnięto do środka - prosto w cierń. Nic nie widzieli. Nie czuli swojej bliskości, nie słyszeli nawet własnych myśli. Nie była to zwykła czarna ciemność. Składała się z wielu odcieni czerni, które mieszały się ze sobą i tworzyły gęsty, ciemny mrok
Chwilę potem ciemność zawirowała. Zabłysły kolory i już stali w średniej wielkości sali. Czucie w ciele wróciło, słyszeli szum wody. Wtedy Angelica uświadomiła sobie, że ma zamknięte oczy. Otworzyła je i oniemiała ze zdziwienia i zachwytu. Komnata, byłaby zupełnie zwykłym pokojem, gdyby nie to, że po dwóch przeciwległych ścianach spływały dwa spore strumienie wody i wpadały z szumem do jeziorka na podłodze. Gdy wody z obu wymieszały się ze sobą, na samym środku zbiornika wznosiły się z taką samą łatwością, jak opadały ze ściany i znikały w ciemnościach, które pokrywały sklepienie komnaty.
Angelica patrzyła jak zaczarowana na to niezwykłe zjawisko, które w rzeczywistym świecie nie mogło istnieć. Matt zaś podszedł do granicy jeziorka i zaczął intensywnie myśleć. Wtedy odezwali się Vocum Multurom:
- Musicie coś zrobić. Ale nie bójcie się: nic się wam nie stanie.
Matt wszedł do jeziorka zamaczając spodnie po kostki w wodzie. Nie przejął się tym zbytnio. Poczłapał na sam środek zbiornika, gdzie woda sięgała kolan. Szybkim ruchem zamoczył obie dłonie w pnącym się ku górze strumyku i zaczął walczyć z siłą wody. Chciał chyba zahamować nurt, tak by płyną zgodnie z prawami przyrody. Wytrzymał tak z osiem minut, napinając mięśnie.
W jednak chwili woda stanęła. Matt mimo wszelkich prób nie mógł wyciągnąć dłoni ze strumienia.Szarpał się, ale nagle przestał. Arthur i Angelica uświadomili sobie, że chłopak przypatruje się jeziorku. Podążyli za jego wzrokiem i spostrzegli, że po tafli zbiornika roznoszą się kręgi. Ich źródłem były kropelki, spadające co kilka sekund z sufitu. Słyszeli tylko dźwięki : kap- kap. Krople spadały w idealnie takich samych odstępach czasu. Jakby nie mogły przerwać odwiecznego i bardzo ważnego rytuału.Zwykłe zjawisko- a jednak tak bardzo niepokojące.
Angelica nie wiedziała co się właściwie stało: widziała jak olbrzymia fala wyrasta z jeziora i sunie z niezwykłą szybkością prosto na nich. W jednej chwili pochłonęła Matt' a, dziewczyna widziała jak uderza w jego bezsilne ciało. Kiedy była już bardzo blisko niej, Angelikę ogarnął lęk i panika. Zdawało jej się, że jest to jej ostatnia chwila. Ostatnia by móc swobodnie oddychać, może nawet żyć.Nie umiała pływać, więc pomyślała, że dość śmieszną śmiercią było by utonięcie. Mimo wszystko przelękła się tej świadomości, ale za min zdołała zaczerpnąć powietrza, ogarnęła ją woda. A zaraz potem ciemność.
200 wyświetleń! Jestem z Was dumna! I dziękuję Wam za.... wszystko. To miłe wiedzieć, że ktoś czyta moje opowiadanie. Dlatego, rozdział następny opublikuję w poniedziałek .Przepraszam, że tak późno dodałam, ale ładna pogoda, słoneczko, ptaszki śpiewają, a pies biega po trawie i aż szkoda się z nie nie pobawić..... a moi kochani nauczyciele doją nam tyle zadania, że aż głowa boli,miał nie mówię już o tym, że miałam w tym tygodniu chyba z dwa sprawdziany i kartkówki.... nie skarżę się. Więc nie dziwcie się, że w piątek poszłam do przyjaciółki i odpoczęłam troszeczkę. Kto by nie poszedł na spacerek w ciepły dzień i nie popatrzył jak piłkarze mają trening? Ale jednak bardzo Was przepraszam.
Wątek może Wam się wydawać troszeczkę przyspieszony, ale wszystko wytłumaczę, spokojnie. Chodzi głównie o to byście poznali mój tok myślenia. A on toczy się głównie wokół Harry' ego Pottera, Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów.... no i oczywiście sagi Dziedzictwo, Paolini'ego. Właściwie to niedawno wymyśliłam ten szczególny dla mnie wątek i .... cóż mam nadzieję, że się spodoba, jak już wszystko wytłumaczę. Zachęcam to wyrażania opinii w komentarzach. Zastanawiam się także nad znalezieniem bety.... Ale musicie wyrazić taką chęć. Proszę pisać w komentarzach.
Pozdrawiam <3
Venia
Nie, to działo się zbyt szybko. Angelica nic nie pojmowała.... i jeszcze ktoś.... albo coś, kazało jej podejść do jakiś drzwi, za którymi coś wydawało dziwne odgłosy..... jakby był tam jakiś wodospad..... ale to niemożliwe. Dziewczyna obróciła się i krzyknęła do sufitu.
- Nie wejdę tam! Nic nie rozumiem! Czym wy jesteście?!
- Czego nie rozumiesz? - zapytał Tarkein, a oni w swoich umysłach wyczuli, jak on, czymkolwiek był, poruszył się.
- Wszystkiego! Za szybko to się dzieję!- wrzeszczała Angelica, zaciskając pięści ze złości i bezsilności, ponieważ kiedy Vocum Multurom przemawiały czyli się mali jak mrówki, a siła i mądrość tych stworów przeszywały ich umysły i świadomość.
- Dobrze więc zaczniemy od początku. - chwilę potem Tarkein podjął: - Kiedy natura już się narodziła i jej piękno rosło, Ziemię zasiedlili ludzie. Rozwijali się, niszcząc wszystko, coraz to nowymi potwornościami. Nie od razu. Najpierw byli niemądrzy, ale wkrótce nabyli potrzebnych umiejętności i kształcili je aż doszło do tego, że przestali się bać przyrody, bo ją przewyższali. Zapomnieli o tym, że jest ich domem. Zanim jednak to zrobili, zasiedlaliśmy Ziemię, choć nikt o tym nie wiedział, ponieważ jesteśmy niematerialni. Istniejemy, ale nic nie może nas wyczuć, chyba, że posiądzie naszą wiedzę. Pilnowaliśmy biegu natury i uczyliśmy się jak żyć razem z nią w zgodzie. Posiedliśmy wiedzę największą ze wszystkich stworzeń. Ale nie było dla nas miejsca w tym świecie, kiedy ludzie rośli w siłę. Więc dzięki naszej mocy, przenieśliśmy się do naszego świata - skąd przybyliśmy na Ziemię. Ale nie wszyscy. Nasz pan kazał pozostać nam- mędrcom, tutaj byśmy mogli uczyć odpowiednich ludzi wiedzy.
- Kim on jest? - przerwała Angelica.
- Nie możemy zdradzić ci jego imienia, jest to zbyt niebezpieczne.- rzekł Tarkein z prawie niedosłyszalnym niezadowoleniem.
- Przed chwilą powiedziałeś, że jesteś pewien, że jesteśmy godni zaufania!- zaprotestowała Angelica.
- Powiedzieliśmy i mieliśmy rację, lecz imion naszych braci nie możemy wymówić.- powiedział i podjął opowieść.- Pozostaliśmy więc i szukaliśmy takich co mają odpowiednie umysły dla naszych potrzeb. Było ich na początku całe mnóstwo, lecz żyli krótko i często umierali wiedząc tak wiele. A kiedy rozwój elektroniki, był już u szczytu, chodź dla was nie ma chyba końca, ludzie zaczęli nas odpychać. Schroniliśmy się więc tutaj, w tej szkole, a było to trzydzieści dwa lata temu. Od tamtego czasu, postanowiliśmy szukać wybrańców wśród młodych i silnych ludzi w obrębie tej uczelni, a nie jak wcześniej na całym świecie. Nie było to łatwe - musieliśmy ingerować w wiele spraw. A jednak od ośmiu lat nie było tu nikogo. Dopiero w tym roku pojawiliście się wy. Ciebie Arthurze wyczuliśmy od razu - masz podobny umysł jak brat. Chociaż on ma raczej więcej mądrości niż ty, nie ukończył szkolenia.
Arthur zachłysnął się powietrzem.Otworzył szeroko oczy i popatrzył na sklepienie sali, gdzie jak sądzili znajdowali się Vocum Multurom.
- Tam nas nie ma- wyjaśnił Tarkein, i roześmiał się, a wraz z nim inne głosy, co stworzyło barwną kompozycje dźwięków. - Nigdzie nas nie ma, a jednak istniejemy. Wasze umysły są jeszcze zbyt surowe, by to zrozumieć. A wracając do, rzeczywistości- Arthurze, twój brat był mądry i to bardzo, ale nie ukończył szkolenia i przez to musieliśmy mu odebrać te wspomnienia i nauki. Jednak zapamiętał, że nikomu nie wolno wejść do Sali Odnowy, bez naszej zgody. Taki los spotka każdego, który nie przejdzie testu- wymazanie wspomnień o nas i świadomość, że zapomniało się o czymś ważnym. A to nie opuści nikogo, przez całe życie.
Zapadło milczenie. Znowu zabrzmiała Cisza, ale Angelika nie mogła już jej znieść, przytłaczała ją, więc zapytała:
- Co o nas wiecie?
- Wszystko.- odparły stworzenia.
- Ale jak....?
- Umiemy odczytywać wspomnienia i uczucia z waszych myśli. - wyjaśnił Tarkein. - A kiedy tu przybyliście, odsłoniliście swoje umysły dla nas. Widzieliśmy wszystko. Teraz kiedy nawet stąd wyjdziecie, my będziemy mogli do was mówić. Twoje myśli, Angeliko, są bardzo głośne. Wiemy jakimi uczuciami darzysz przyjaciół i jak wielką urazę chowasz do Matt' a. Nienawidzisz go, gardzisz nim, a jednak pomagasz mu w nauce. Jest dla ciebie kimś zupełnie obojętnym, a z drugiej strony nie chcesz by dostał złe oceny. Chcieliśmy, byście się spotkali, bo to mogło zapewnić wam większa szansę na zdanie testu, ale ty i Harriet nie chcecie się z nim zadawać. Ty to wiesz, choć udajesz, że tak nie jest. Masz bardzo ciekawy tok myślenia. Nawet my nie wiemy dokładnie jak to rozumieć.
Dziewczyna skamieniała. Miała przerażona minę. Nie odważyła się spojrzeć na Smitha, zastanawiała się czy usłyszał to w swoim umyśle. Czuła jednak, że stworzenia mówią coś do niego, a ona nie wiedziała co. Może Tarkein ukrył przed nim, to co jej powiedział, tak jak teraz przed nią?
Jednak to były tylko przypuszczenia, a one nie zawsze są prawdą.
Matt usłyszał wszystko bardzo dokładnie i wmawiał sobie, że go to nie obchodzi. Zawsze starał się upokorzyć Angelikę, ale nie zdawał sobie sprawy, że ona do nienawidzi. Trochę tego żałował, ale teraz był zajęty słuchaniem Tarkeina. Uświadomił sobie, jak go wysłuchał, że stwór ma racje i choć Matt wcześniej o tym nie wiedział, teraz rozumiał już dobrze, czemu tak się zachowywał. Zrozumiał i postanowił coś zrobić. Jednak szybko odrzucił ten pomysł, bo przecież on nie mógł się spełnić. Wiedział o tym aż za bardzo.
- Wielu rzeczy jeszcze o nas nie wiecie, - powiedział Tarkein. - ale dowiecie się w stosownym czasie. Dowiedzieliście się o naszej historii bardzo wiele. Na razie wystarczy. Nie macie jednak zbyt wiele czasu. Musicie wejść do Komnaty teraz. Możliwe, że nie zrozumiecie od razu, ale chyba zdołamy wam to jeszcze dzisiaj wytłumaczyć. Idźcie.
Znowu jakaś niewidzialna siła popchnęła ich do przodu. We trójkę stali przed drzwiami, które po chwili otwarły się. Nie było tam nic, tylko ciemność. Zdezorientowaną trójkę, popchnięto do środka - prosto w cierń. Nic nie widzieli. Nie czuli swojej bliskości, nie słyszeli nawet własnych myśli. Nie była to zwykła czarna ciemność. Składała się z wielu odcieni czerni, które mieszały się ze sobą i tworzyły gęsty, ciemny mrok
Chwilę potem ciemność zawirowała. Zabłysły kolory i już stali w średniej wielkości sali. Czucie w ciele wróciło, słyszeli szum wody. Wtedy Angelica uświadomiła sobie, że ma zamknięte oczy. Otworzyła je i oniemiała ze zdziwienia i zachwytu. Komnata, byłaby zupełnie zwykłym pokojem, gdyby nie to, że po dwóch przeciwległych ścianach spływały dwa spore strumienie wody i wpadały z szumem do jeziorka na podłodze. Gdy wody z obu wymieszały się ze sobą, na samym środku zbiornika wznosiły się z taką samą łatwością, jak opadały ze ściany i znikały w ciemnościach, które pokrywały sklepienie komnaty.
Angelica patrzyła jak zaczarowana na to niezwykłe zjawisko, które w rzeczywistym świecie nie mogło istnieć. Matt zaś podszedł do granicy jeziorka i zaczął intensywnie myśleć. Wtedy odezwali się Vocum Multurom:
- Musicie coś zrobić. Ale nie bójcie się: nic się wam nie stanie.
Matt wszedł do jeziorka zamaczając spodnie po kostki w wodzie. Nie przejął się tym zbytnio. Poczłapał na sam środek zbiornika, gdzie woda sięgała kolan. Szybkim ruchem zamoczył obie dłonie w pnącym się ku górze strumyku i zaczął walczyć z siłą wody. Chciał chyba zahamować nurt, tak by płyną zgodnie z prawami przyrody. Wytrzymał tak z osiem minut, napinając mięśnie.
W jednak chwili woda stanęła. Matt mimo wszelkich prób nie mógł wyciągnąć dłoni ze strumienia.Szarpał się, ale nagle przestał. Arthur i Angelica uświadomili sobie, że chłopak przypatruje się jeziorku. Podążyli za jego wzrokiem i spostrzegli, że po tafli zbiornika roznoszą się kręgi. Ich źródłem były kropelki, spadające co kilka sekund z sufitu. Słyszeli tylko dźwięki : kap- kap. Krople spadały w idealnie takich samych odstępach czasu. Jakby nie mogły przerwać odwiecznego i bardzo ważnego rytuału.Zwykłe zjawisko- a jednak tak bardzo niepokojące.
Angelica nie wiedziała co się właściwie stało: widziała jak olbrzymia fala wyrasta z jeziora i sunie z niezwykłą szybkością prosto na nich. W jednej chwili pochłonęła Matt' a, dziewczyna widziała jak uderza w jego bezsilne ciało. Kiedy była już bardzo blisko niej, Angelikę ogarnął lęk i panika. Zdawało jej się, że jest to jej ostatnia chwila. Ostatnia by móc swobodnie oddychać, może nawet żyć.Nie umiała pływać, więc pomyślała, że dość śmieszną śmiercią było by utonięcie. Mimo wszystko przelękła się tej świadomości, ale za min zdołała zaczerpnąć powietrza, ogarnęła ją woda. A zaraz potem ciemność.
* * *
Obudziła się całkiem mokra. Leżała na brzuchu, ubranie kleiło się do niej. Nie wiedziała co się stało - była na drugim końcu sali, nie tam gdzie powinna wyrzucić ją woda. Doszła do wniosku, że fala musiała przejść co najmniej trzy razy i to z kilku stron. Podniosła się chwiejnie i obejrzała. Arthur siedział niedaleko i kiedy tylko spostrzegł, że ona też już odzyskała przytomność, podszedł do niej ledwo utrzymując równowagę. Nie mógł powstrzymać się od przeprosin, więc zaczął jej tłumaczyć, że nie podszedł do niej, jak odzyskał przytomność, bo bał się, że wywoła kolejne fale. Ona jednak uśmiechnęła się blado na znak, że zrozumiała, ale chwilę potem spoważniała bo przypomniała sobie o Matcie. Rozglądnęła się i przeszedł ją dreszcz. Chłopak leżał na plecach na brzegu jeziora i nie dawał oznak życia. Arthur musiał też to zobaczyć, bo w jednej chwili oboje puścili się biegiem. Potykali się ciągle, ponieważ woda spływała z podłogi do zbiornika. Kiedy dotarli do jeziora prawie skoczyli do wody i pognali w stronę Matta' a . Dotarli do niego po długiej chwili od odzyskania przytomności, ale chłopak nie obudził się jeszcze. Przykucnęli nad nim i Angelica przyłożyła mu dwa palce do szyi szukając tętna. Biło, ale słabo. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Spojrzała na niego.
Wyglądał okropnie: ręce miał czerwone, a nadgarstki opuchnięte, twarz zaś bladą jak kreda. Nagle zkrzywił się i otworzył oczy. Popatrzył tępo na dziewczynę i Arthura. Potem zamknął oczy i odetchnął głęboko.
- Masz przeciętą wargę.- zwrócił się do Angeliki, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ona jednak zignorowała to.
- Nic ci nie jest? - zapytała. Przez chwilę myślała, że będzie świadkiem jego śmierci, co ją przeraziło do głębi możliwości. Chociaż prawdę powiedziawszy szczerze nie wiedziała, czemu tak bardzo się nim przejmuje. Tarkein sam jej powiedział, że ona go nienawidzi. A może głównie dlatego?
- Nie, chyba nie. - odparł. Wyciągnął rękę do Arthura, który pomógł mu usiąść. Matt nie mógł jednak ukryć grymasu, kiedy Arthur pociągnął go za rękę.
- Przepraszam - mruknął. Smith tylko pokręcił głową. Miało to chyba znaczyć, że sam się tego nie spodziewał i, że chłopak nie ma za co przepraszać.
- Jak się czujesz? - zapytała Angelica.
- Jakby mi ręce miały wyjść ze stawów, jeśli mi już nie wyszły- spróbował zażartować, ale zauważył przerażone spojrzenia towarzyszy więc tylko wzruszył ramionami, czego pożałował: - Czuję się dobrze- powiedział, przez zaciśnięte zęby.
- Co się właściwie stało? No wiesz jak fala cię pochłonęła? - Angelica zmieniła temat, wiedząc, że chłopak i tak czy siak ją okłamie.
- Napierała na mnie z cztery razy, aż w końcu przy ostatniej, ten strumień mnie puścił i chyba zrobiłem w wodzie fikołka....dalej to nie pamiętam. - wytłumaczył.
- Chodźmy stąd. - zaproponował Arthur.
Matt wstał jakoś i pomaszerowali do wyjścia. Kiedy tylko drzwi zamknęły się za nimi, poczuli na sobie gorący powiew wiatru. Był na tyle silny, że Angelica zamknęła oczy, kiedy zaczęły jej łzawić. Otwierając je popatrzyła na siebie: była całkiem sucha. Podobnie chłopcy, a opuchlizna Matt' a całkowicie zeszła. Choć ból chyba nie ustał, wyglądał dużo lepiej.
- Nauka z tej lekcji brzmi:Jeśli próbuje się zatrzymać i zmienić bieg, to może on się na was zemścić.- zagrzmiał Tarkein.
- Ta woda mogła nas zabić!- krzyknęła Angelica, zła jak osa.
- Nie, miała was czegoś nauczyć. Może wyjaśni ci to Matt.
Dziewczyna spojrzała na chłopaka, on za to zaczął mówić:
- Jak próbowałem zmienić nurt strumienia to powstała fala. Czyli nie można zmieniać nurtu rzek? O to chodzi?
- Nie - zaprzeczył Tarkein. - Nie....
- Nie można zmieniać biegu. To się tyczy wszystkiego. - wpadła mu w słowo Angelica, ponieważ nagle zrozumiała.
- Owszem- potwierdził Tarkein, Vocum Multurom byli chyba bardzo zadowoleni z tego, że ich uczniowie pojęli nauki.- Musicie już iść. Za niedługo będzie dzwonek na lekcje.
Zamin się obejrzeli, już stali na korytarzu. Zaczęli szybko schodzić w dół. Byli już na ostatnich stopniach, kiedy zadzwonił dzwonek. Podskoczyli, ale puścili się biegiem, żeby nikt nie nabrał podejrzeń gdzie byli.
Wtedy Angelica złapała Matta za ramię i zadała mu pytanie, które nurtowało ja od pewnego czasu, ale tak by Arthur tego nie dosłyszał.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ VIII
Hej!
Co tam u Was? Ja prawdę powiedziawszy,szykuję się na trudny tydzień. Przez to mogę dodać późno rozdział.... ale trzeba żyć chwilą obecną, prawda? Tak więc, zastanawiałam się troszeczkę nad tym rozdziałem, ale już zdecydowałam. Jestem, w pewnym sensie, z niego zadowolona, tak na dobrą sprawę. Nigdy nie byłam zbyt łaskawa w wyrażaniu dla siebie uwag, ale akurat mam dzisiaj dobry humor. Jak zwykłam już robić, zapraszam do czytania i mam nadzieję, że również i Wam przypadnie do gustu rozdział VIII. Przepraszam Was od razu, jeśli rymy będą Wam się nie podobały. Uprzedzam też, że kocham fantastykę i przekonacie się o tym, w moim blogu. ;)
Pozdrawiam,
Venia :*
No to zaczynamy.....
Wyciągnęła rękę i już miała dotknąć..... zaraz, gdzie jest ta klamka?
W miejscu, gdzie powinna znajdować się rzeźbiona gałka, w kształcie dziwnych, zakręconych wstążek, tkwiła pustka. Drzwi, wyglądały zwyczajnie. Tylko odpadająca farba, zdradzała, że od dawna nie były używane. A jednak, były gładkie w miejscu, gdzie powinny znajdować się otwory na śrubki i klucz. To świadczyłoby, o tym, że została odkręcona. Ale nie. Dziwne.
Angelica poczuła dreszcz targających ją emocji. Czuła się znużona, nie wiedziała czemu tu jest. Czemu nie odejdzie i zapomni o tym? Dlaczego, tak trudno jej odwrócić wzrok od tym głupich drzwi? Czemu czyje taką ekscytację, a zarazem skurcz w okolicach żołądka? Ale najbardziej dziwiło ją to, że jej umysł jest taki otępiały. Drzwi nie traciły barwy. Były ciągle takie same, ale wszystko inne na przemian traciło ostrość i ją odzyskiwało. Przypomniała sobie, że nie jest tu sama. Całą siłą woli odwróciła się i nic nie mówiąc, wskazała chłopcom drzwi. Wyglądali tak samo jak ona, obaj bladzi, trzęsący się. Arthur zmarszczył czoło i patrzył się tępo na drzwi, jakby z niedowierzaniem. Matt za to walczył za sobą ( wskazywała na to jego twarz), po chwili jednak, z wysiłkiem zamknął oczy. Poruszył wargami. Jednak dziewczyna dostrzegła w tym geście słowo" Otwórz". Znowu obróciła się na piecie, sekundę potem, nie wiedząc jakim cudem, znaleźli się obok niej chłopcy. Z poważną miną, w myślach zadała sobie krótkie pytanie " Jak?". Odpowiedź wpłynęła do jej świadomości, tak jak poprzednio pomysł pomaszerowania na trzecie piętro- nie wiadomo skąd. Dotknęła końcami lewej ręki drzwi- miejsca, gdzie powinna być klamka- pomyślała "Aperi"* i przekręciła palce w prawą stronę, nie odrywając ich od drewna. Cofnęła po chwili rękę, wstrzymała oddech i szybko zamknęła oczy.
Usłyszała skrzypienie nienaoliwionych zawiasów. Wiedziała, że drzwi otworzyły się przed nią. Postawiła nogę za próg. Poczekała chwilkę, aż obaj jej towarzysze również wejdą do środka. Wtedy otworzyła oczy. Zdała sobie sprawę, że nie oddycha, wypuściła więc powietrze ze świstem.
Stała w długim pokoju, z wysokim sufitem. Nie było tam nic wiele, tylko dwa, staromodne fotele i niewielki stolik. Pomieszczenie oświetlało światło, przechodzące przez wielkie gotyckie okna. Nie widziała ich nigdy, nawet kiedy była przed szkołą i patrzyła w górę, na najwyższe piętro. Światło było kolorowe- mimo, że w oknach nie było witraży- tworzyło barwne plamy na podłodze i ścianach, dziwnym trafem omijając fotele i stół.W pokoju nie było cieni. W powietrzu czuć było kuszący zapach, nigdzie nie było widać oni grama kurzu. Dopiero teraz Angelica zauważyła, że w ścianie, jest dokładnie dziesięć drzwi. Identycznych kolorystycznie do ścian- kolor przywodził na myśl świeży śnieg, który nie zdążył jeszcze pomieszać się z błotem. Podłogi wykonano z drzewa, chyba dębu. Przynajmniej z większością drewna dębowego. Trudno było stwierdzić, bo panele układały się we wzór, przedstawiający tak samo splątane linie, jak na klamce. Podłoga o dziwo błyszczała. Wszystko stanowiło nierozłączną całość, która była niezwykle piękna, tajemnicza i.... i wręcz magiczna. Zresztą wszystko było niesamowite. Nawet zwykły fotel wyłożony czerwonym aksamitem, z akcentami drewnianymi, czy stolik na jednej misternie żłobionej nodze, na blacie z takim samym wzorkiem co na podłodze.
Zrobiła krok w przód. Potem kilka następnych. Echo odbijało je, przez co słuchać było jakby cała armia szła przez pokój. Przynajmniej jedno zjawisko, a mianowicie właśnie echo, było normalne, podtrzymujące świadomość, że to dzieje się naprawdę, a nie w jej głowie. Zdecydowała podejść do stolika i obejrzeć go sobie dokładnie. Ostrożnie, cicho stawiała kroki, by nie nadepnąć na wzór na podłodze. Wciąż dźwięczało echo, lecz cisza, jakby je pochłaniała. Nie była to cisza jak inne, kiedy nic się nie mówi, choć coś na pewno wydaje odgłosy, mimo, że my ludzie ich nie słyszymy. Ona miała w sobie wszystkie emocje, które czuła Angelika i parę innych. Może nawet wszystkie, które istniały, które czuli, w tej chwili, ludzie na świecie. Ona je zawierała. Brzmiała w uszach dziewczyny i przytłaczała ją. A zarazem uwalniała z wszelkich uczuć.
Odważył się ją jednak przerwać Matt, który znowu mógł mówić. Angelica uświadomiła sobie, że także i jej wrócił głos. Nie ośmieliła się jednak przerwać ciszy ( czy może raczej Ciszy), która i tak już ucichła.
- Tu jest kartka. - rzekł Smith, wskazując na stolik.
Rzeczywiście był tam pergamin ( którego wcześniej tam nie był, albo był tylko nie zauważył go nikt), a na nim czarnym, świeżym atramentem było coś napisane.
- Przeczytaj - poprosiła Angelica drżącym tonem.
- Nie mogę- powiedział, patrząc na nią ze smutkiem i zatroskaniem. - Nie mogę, chociaż chcę. Przeczytajcie go sami, ale w myślach.
Mówiąc to oddał jej kartkę. Było na niej napisane:
"Aperi"* (z łac.otwórz)- słowo otwierające Drzwi. Angelica uczyła się łaciny- znała podstawy. Dlatego słowo łacińskie wydawało się jej lepsze, od słowa w jej ojczystym języku. W rzeczywistości miała rację, bo tylko ono mogło otworzyć Drzwi.
Co tam u Was? Ja prawdę powiedziawszy,szykuję się na trudny tydzień. Przez to mogę dodać późno rozdział.... ale trzeba żyć chwilą obecną, prawda? Tak więc, zastanawiałam się troszeczkę nad tym rozdziałem, ale już zdecydowałam. Jestem, w pewnym sensie, z niego zadowolona, tak na dobrą sprawę. Nigdy nie byłam zbyt łaskawa w wyrażaniu dla siebie uwag, ale akurat mam dzisiaj dobry humor. Jak zwykłam już robić, zapraszam do czytania i mam nadzieję, że również i Wam przypadnie do gustu rozdział VIII. Przepraszam Was od razu, jeśli rymy będą Wam się nie podobały. Uprzedzam też, że kocham fantastykę i przekonacie się o tym, w moim blogu. ;)
Pozdrawiam,
Venia :*
No to zaczynamy.....
Wyciągnęła rękę i już miała dotknąć..... zaraz, gdzie jest ta klamka?
W miejscu, gdzie powinna znajdować się rzeźbiona gałka, w kształcie dziwnych, zakręconych wstążek, tkwiła pustka. Drzwi, wyglądały zwyczajnie. Tylko odpadająca farba, zdradzała, że od dawna nie były używane. A jednak, były gładkie w miejscu, gdzie powinny znajdować się otwory na śrubki i klucz. To świadczyłoby, o tym, że została odkręcona. Ale nie. Dziwne.
Angelica poczuła dreszcz targających ją emocji. Czuła się znużona, nie wiedziała czemu tu jest. Czemu nie odejdzie i zapomni o tym? Dlaczego, tak trudno jej odwrócić wzrok od tym głupich drzwi? Czemu czyje taką ekscytację, a zarazem skurcz w okolicach żołądka? Ale najbardziej dziwiło ją to, że jej umysł jest taki otępiały. Drzwi nie traciły barwy. Były ciągle takie same, ale wszystko inne na przemian traciło ostrość i ją odzyskiwało. Przypomniała sobie, że nie jest tu sama. Całą siłą woli odwróciła się i nic nie mówiąc, wskazała chłopcom drzwi. Wyglądali tak samo jak ona, obaj bladzi, trzęsący się. Arthur zmarszczył czoło i patrzył się tępo na drzwi, jakby z niedowierzaniem. Matt za to walczył za sobą ( wskazywała na to jego twarz), po chwili jednak, z wysiłkiem zamknął oczy. Poruszył wargami. Jednak dziewczyna dostrzegła w tym geście słowo" Otwórz". Znowu obróciła się na piecie, sekundę potem, nie wiedząc jakim cudem, znaleźli się obok niej chłopcy. Z poważną miną, w myślach zadała sobie krótkie pytanie " Jak?". Odpowiedź wpłynęła do jej świadomości, tak jak poprzednio pomysł pomaszerowania na trzecie piętro- nie wiadomo skąd. Dotknęła końcami lewej ręki drzwi- miejsca, gdzie powinna być klamka- pomyślała "Aperi"* i przekręciła palce w prawą stronę, nie odrywając ich od drewna. Cofnęła po chwili rękę, wstrzymała oddech i szybko zamknęła oczy.
Usłyszała skrzypienie nienaoliwionych zawiasów. Wiedziała, że drzwi otworzyły się przed nią. Postawiła nogę za próg. Poczekała chwilkę, aż obaj jej towarzysze również wejdą do środka. Wtedy otworzyła oczy. Zdała sobie sprawę, że nie oddycha, wypuściła więc powietrze ze świstem.
Stała w długim pokoju, z wysokim sufitem. Nie było tam nic wiele, tylko dwa, staromodne fotele i niewielki stolik. Pomieszczenie oświetlało światło, przechodzące przez wielkie gotyckie okna. Nie widziała ich nigdy, nawet kiedy była przed szkołą i patrzyła w górę, na najwyższe piętro. Światło było kolorowe- mimo, że w oknach nie było witraży- tworzyło barwne plamy na podłodze i ścianach, dziwnym trafem omijając fotele i stół.W pokoju nie było cieni. W powietrzu czuć było kuszący zapach, nigdzie nie było widać oni grama kurzu. Dopiero teraz Angelica zauważyła, że w ścianie, jest dokładnie dziesięć drzwi. Identycznych kolorystycznie do ścian- kolor przywodził na myśl świeży śnieg, który nie zdążył jeszcze pomieszać się z błotem. Podłogi wykonano z drzewa, chyba dębu. Przynajmniej z większością drewna dębowego. Trudno było stwierdzić, bo panele układały się we wzór, przedstawiający tak samo splątane linie, jak na klamce. Podłoga o dziwo błyszczała. Wszystko stanowiło nierozłączną całość, która była niezwykle piękna, tajemnicza i.... i wręcz magiczna. Zresztą wszystko było niesamowite. Nawet zwykły fotel wyłożony czerwonym aksamitem, z akcentami drewnianymi, czy stolik na jednej misternie żłobionej nodze, na blacie z takim samym wzorkiem co na podłodze.
Zrobiła krok w przód. Potem kilka następnych. Echo odbijało je, przez co słuchać było jakby cała armia szła przez pokój. Przynajmniej jedno zjawisko, a mianowicie właśnie echo, było normalne, podtrzymujące świadomość, że to dzieje się naprawdę, a nie w jej głowie. Zdecydowała podejść do stolika i obejrzeć go sobie dokładnie. Ostrożnie, cicho stawiała kroki, by nie nadepnąć na wzór na podłodze. Wciąż dźwięczało echo, lecz cisza, jakby je pochłaniała. Nie była to cisza jak inne, kiedy nic się nie mówi, choć coś na pewno wydaje odgłosy, mimo, że my ludzie ich nie słyszymy. Ona miała w sobie wszystkie emocje, które czuła Angelika i parę innych. Może nawet wszystkie, które istniały, które czuli, w tej chwili, ludzie na świecie. Ona je zawierała. Brzmiała w uszach dziewczyny i przytłaczała ją. A zarazem uwalniała z wszelkich uczuć.
Odważył się ją jednak przerwać Matt, który znowu mógł mówić. Angelica uświadomiła sobie, że także i jej wrócił głos. Nie ośmieliła się jednak przerwać ciszy ( czy może raczej Ciszy), która i tak już ucichła.
- Tu jest kartka. - rzekł Smith, wskazując na stolik.
Rzeczywiście był tam pergamin ( którego wcześniej tam nie był, albo był tylko nie zauważył go nikt), a na nim czarnym, świeżym atramentem było coś napisane.
- Przeczytaj - poprosiła Angelica drżącym tonem.
- Nie mogę- powiedział, patrząc na nią ze smutkiem i zatroskaniem. - Nie mogę, chociaż chcę. Przeczytajcie go sami, ale w myślach.
Mówiąc to oddał jej kartkę. Było na niej napisane:
Jeśli przeszedłeś przez Drzwi,
Musisz regularnie tu przyjść,
Lub wyjdź, już dziś.
Posłuchaj tego Ostrzeżenia:
Bądź cierpliwy, poczekaj,
Jeden pokój na jeden dzień,
Wtedy nie złapie cię cień.
- Czyli dzisiaj też możemy wejść do jednego z pokoi? - zapytał Arthur. - Jeśli to w ogóle jest pokój.
Jak na zawołanie, na stoliku pojawiła się następna karteczka z napisem:
Wejdzie śmiało do pokoju,
I zaznajcie już spokoju.
Zdezorientowana Angelica, popatrzyła na Matt' a, karteczki, a potem na Arthura. Naprawdę zdenerwowana zadała pytanie, cicho, ale wystarczająco, by wszyscy usłyszeli.
- Co to za miejsce? Gdzie jesteśmy?
- Witajcie w Sali Odnowy, moi drodzy- rzekł cichy głosik w ich głowach. - Cieszymy się, że jesteście z nami. Wiele lat czekaliśmy na kogoś, kto zdoła odkryć nasze tajemnice.
Wszyscy popatrzyli po sobie. Kiwając głowami potwierdzili, że wszyscy to słyszeli. Odważyła się jednak, ze strachem, odezwać się Angelica.
- Kim jesteś? Czemu ciągle mówisz w liczbie mnogiej? Czy ty istniejesz naprawdę?
- Oczywiście, że istniejemy. - odpowiedział głos. Dało się w nim słyszeć, jak dobrze się przysłuchać, także inne liczne głosiki, choć szepczące.-Tak jak ty czy oni. Jestem Tarkein. Przemawiam wraz z mymi braćmi. Jesteśmy Vocum Multurom- Strażnicy Mowy. Strzeżemy od wieków Aanet Monie- czyli Natury. Ty jesteś Angelica, mądra i inteligentna, choć nieufna. Obok stoją Arthur, wierny i szlachetny i Matt- odważny i oddany.
Przyjaciele byli wstrząśnięci tym doznaniem. To tak jakby ktoś przetrzepał ci mózg i powiedział, że jesteście tacy, a nie inni, choć sami uważacie się za kogoś zupełnie innego. Tym razem odezwał się Arthur:
- Skąd wiecie, że jesteśmy godni zaufania? Nic z tego nie rozumiem!
- Chłopcze, gdybyście nie byli odważni, odeszlibyście, zanim Drzwi otworzyłyby się przed wami.- wyjaśnił Tarkein. - Wiemy o was wszystko, bo gdy tylko pierwszy raz podeszliście do Drzwi, obudziliście nas. Widzieliśmy wasze umysły. Są takie jakich nam potrzeba do przekazania naszej wiedzy. Wiele osób widzieliśmy już i wysyłaliśmy do nich nasze myśli, ale oni byli zbyt zajęci, odpychali nas. Wy za to posłuchaliście nas i przybyliście tu, więc zamierzamy was pouczać. Pójdziecie dzisiaj do jednego z pokoi i tam zagłębicie pierwszą naukę. Potem odejdziecie z zagadką, którą sami sobie zadacie i sami rozwiążecie. My mamy wielką moc i jeśli odgadniecie rozwiązanie, pomożemy wam przychodzić tu bez przeszkód, ale tylko wtedy gdy odgadniecie rozwiązanie. Wtedy nigdy już was nie opuścimy, chociaż będziemy nadal w Sali Odnowy - zakończył.
- A Harriet? - zapytała wreszcie Angelica
- Harriet, ostrożna i prawdomówna przyjdzie, lecz pierwszej nauki nie pozna.
Zapadło pełne skupienia milczenie. Przyjaciele zastanawiali się nad sensem słów Tarkeina i cichych szeptów, rozważając je. Wkrótce doszli do tego samego wniosku, ale główny z Vocum Multurom uprzedził ich:
- Skoro już nam uwierzyliście, to wejdzcie do Komnaty Wody.
Jakaś niewidzialna siła popchnęła ich lekko w stronę pierwszych drzwi po prawej stronie. Poszli posłusznie, obawiając się tego, co mogą zobaczyć. Angelica przeklinała się w duchu, że jest taka naiwna i mówiła sobie, że to na pewno nie dzieje się naprawdę, ale nagle wstrzymała dech w piersiach, gdy stanęła przez drzwiami.
I jak podoba się wątek fantastyczny? Zawsze możecie napisać waszą opinie.
"Aperi"* (z łac.otwórz)- słowo otwierające Drzwi. Angelica uczyła się łaciny- znała podstawy. Dlatego słowo łacińskie wydawało się jej lepsze, od słowa w jej ojczystym języku. W rzeczywistości miała rację, bo tylko ono mogło otworzyć Drzwi.
piątek, 12 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ VII
Hej!!!
Dzisiaj w szkole miałam bardzo dużo nauki, ale to nie zmienia faktu, że dzisiaj dodaję nowy rozdział. Mam, jak zwykle, nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Dziękuję Wam, za to, że dotrwaliście do piątku, oraz że czytacie mojego bloga!
Kiedy następny rozdział? Hmm.... nie wiem. Zależy od stanu pogody i od tego ile będę mieć wolnego czasu. Możliwe, że w poniedziałek.
Ostrzegam, że jeśli zapomnieliście choć trochę z ostatniego rozdziału, a szczególnie zakończenie, to musicie sobie je przypomnieć, ponieważ ten rozdział opiera się głównie na poprzednim poście.
Pozdrawiam Was wszystkich i każdego z osobna!
Venia
P.S. Zmieniłam swój sposób podpisywania się na krótszy. :) Taki mój wymysł.
Zdziwiona Angelica zastygła w połowie drogi do wyprostowania się w pełni. Już miała przyznać się do winy, kiedy Matt wstał w mgnieniu oka i okłamał nauczyciela, biorąc jej winę na siebie. Chciała spojrzeć na niego, ale poczuła, że położył rękę na jej ramieniu z taką siłą, że nogi się pod nią ugieły i opadła na krzesło.
- Siadaj i bądź cicho! - syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy popatrzyła na niego w zdumieniu.
Jak nakazał nie odezwała się, a wtedy przemówił nauczyciel:
- A można wiedzieć czemu było ci tak do śmiechu? - rzucił nauczyciel, całkiem nie zważając na rozmowy reszty klasy.- Sądzę, że odjęte punkty są odpowiednią karą.-dodał, wtedy jednak Angelica nie wytrzymała:
- Proszę pana, to ja się śmiałam!- wykrzyknęła. Matt zamknął oczy, jakby z politowaniem, a następnie popatrzył na dziewczynę z ledwo doszczegalnym wyrzutem.
- To miło z twojej strony panno Blanck, że bronisz kolegę, ale nie musisz.- rzekł pan od historii.- Zaraz napiszę ci uwagę. - zwrócił się do chłopaka.- Dwadzieścia punktów ujemnych za przeszkadzanie nauczycielowi na lekcji, dobrze myślę?
- Nie sądzę- Matt najwyraźniej nie chciał się poddać bez usprawiedliwienia, ale nim coś dodał, nauczyciel wtrącił:
- Chcesz kwestionować moje zdanie?
- Nie, oczywiście, że nie...Ja tylko chciałem zauważyć, że....
- A może trochę szacunku dla nauczyciela? Nie wiesz, że mówi się do nauczycieli "proszę pana"?
- Wiem.... proszę pana. - chłopak zmarszczył brwi, bo nie rozumiał, o co nauczycielowi chodzi.
- W każdym razie, zasłużyłeś sobie na szlaban.
Chłopak nic już nie powiedział, ale kiedy ujrzał, że Angelica otwiera usta, by zaprotestować, prawie nie doszczegalnie, trącił jej ramię, zamykając jej tym samym usta.
- Jutro po lekcjach w moim gabinecie. A teraz podejdź tu. Napiszę do twojej wychowawczyni, żeby zapisała w dzienniku tą uwagę.
Chłopak wstał, zabrał swoje rzeczy i ruszył w stronę biurka. Wyszedł zaraz potem, szurając smętnie nogami. Już nie wrócił.
Kiedy zabrzmiał dzwonek, Angelica szybko zabrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia. Postanowiła zapytać chłopaka, czemu to zrobił. Rozejrzała się i popędziła w stronę gabinetu nauczycielskiego. Biegła i biegła, ale nagle na kogoś wpadła i upadła na ziemię. Podniosła twarz i zobaczyła..... czemu zawsze to musiał być on? Popatrzyła prosto w twarz Smitha( jak zwykle unikając jego oczu), z której najwyraźniej całkiem wyparował już smutek. Zostało zaś zastąpione najwyższym rozbawieniem. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął rękę. Zawahała się, ale przyjęła pomoc. Kiedy otrzepywała się, Matt zapytał:
- Nic ci nie jest? - kiedy pokręciła głową, zadał kolejne pytanie, jakby nie mogąc się powstrzymać: - Czemu tak biegłaś?
- Szukałam- odparła tajemniczo, ponieważ nie wiedziała co powiedzieć.
- Można wiedzieć kogo?- spytał.
- Skąd wiesz, że szukałam kogoś, a nie czegoś?- odpowiedziała pytaniem, on tylko wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Wrodzona intuicja. - odparł. - To możesz mi powiedzieć, czy mam umierać z niewiedzy, albo gorzej... zgadywać?
Popatrzyła na niego spode łba, ale odpowiedziała z szczerą prawdą:
- Czemu powiedziałeś, że to ty się śmiałeś? I czemu nie pozwoliłeś mi wytłumaczyć?
- A więc szukałaś mnie? - odparł, przypatrując się jej z ciekawością.
- To nie jest śmieszne! Możesz mi łaskawie odpowiedzieć?
- Dobra, dobra, nie złość się tak! To tylko żart!
- Nieważne. No więc? Czekam na odpowiedź.
- Wiesz.... tak sobie pomyślałem, że możesz znowu przeze mnie dostać karę, to lepiej, żebym powiedział, że to ja. I jakbyś się wytłumaczyła, to dostałabyś karę, a jak mówiłem tego bym nie chciał.
Angelica zmieszała się. W końcu jednak wyksztusiła:
- Dzięki. Przecież nie musiałeś.
- No, tak wiem. Ale twój gniew o jakieś błahostki może być straszny. - dodał żartobliwie.
Na policzki Angeliki wstąpiły dwa rumieńce, a Smith musiał to zauważyć, bo zmienił temat. Nie chciał wprawić dziewczyny w zakłopotanie.
- Co go tak naszło? - zapytał. - Za takie coś szlaban? Spodziewałem, się uwagi, jak już coś, ale tak od razu SZLABAN?
Dziewczyna zamyśliła się, ale wyjaśnienie nadeszło bardzo szybko.
- Pewnie się zdenerwował.
- Czym?- dopytywał się.
- Harriet zaczęła krwawić. To musiało go wyprowadzić z równowagi.- wyjaśniła, marszcząc brwi, bo sobie coś, powoli przypominała.
- Aha... to wiele wyjaśnia.
- O matko! - krzyknęła, wiedząc już czego zapomniała. - Harriet!
I popędziła w stronę gabinetu pielęgniarki. Zatrzymała się przed ostatnim zakrętem, dysząc ciężko, łapiąc się za boki, bo miała kolkę. Zaraz potem koło niej stanął Matt, bez cienia zadyszki, ale najwyraźniej też biegł.
Spojrzała na niego unosząc brwi.
- A ty, po co tutaj? - zapytała.
- Tak sobie pomyślałem, że spotkam się z Arthurem. - odparł.
- Przecież twoja banda, jest chyba lepsza od niego, nie? - powiedziała, nie mogąc powstrzymać zgryźliwego tonu.
Chłopak skrzywił się lekko, ale odpowiedział:
- No to źle myślisz. I nie mam żadnej bandy, to tylko koledzy. - sprostował.
- Jasne. To raczej pajace,wielbiący cię na każdym kroku.... Zresztą nieważne. Myślałam, że biegasz szybciej ode mnie.- zmieniła temat, ruszając w stronę końca korytarza, gdzie znajdował się gabinet pielęgniarki.
- Pewnie, że szybciej. - powiedział, teatralnie przewracając oczami. - Ale ja musiałem jeszcze zdecydować, czy pobiec za tobą, czy też pójść do znajomych. Ale jednak zdecydowałem, że nie mam nic ciekawego do roboty z... jak ich tam nazwałaś...grupą pajacy, więc pomyślałem, że bardziej interesujące będzie bieganie za tobą.
Starając się ukryć uśmiech, mruknęła coś w odpowiedzi, jednak zobaczyła Arthura i go zawołała. Siedział, najwyraźniej nudząc się, na krześle, obok tablicy ogłoszeń, ale wstał i obdarował uśmiechem Angelikę, oraz uścisnął dłoń Mattowi, również szczerząc zęby. Opowiedział, że Harriet musiała czekać jakieś piętnaście minut, zanim pielęgniarka ją przyjęła, ponieważ miała dzisiaj zaskakująco dużo pacjentów ( zdążyła mu się tym pożalić). Wykorzystała na poczekaniu całą masę chusteczek. Nie dowiedzieli się czym krwawienie było spowodowane, ponieważ Arthur, mimo tego, że pielęgniarka mu to wyjaśniła, nie zapamiętał tej informacji.
- Pewnie będzie mieć zwolnienie z lekcji i pojedzie do domu- zakończył.
Następnie wszyscy usiedli i czekali, ale po kilku minutach Harriet wyszła i jej mama zabrała ją do domu.
Byli na drugim piętrze. Nie mieli co ze sobą zrobić, bo mieli teraz godziną przerwę, jak nie dłuższą, bo wszyscy nauczyciele musieli udać się na jakąś ważną konferencję, a uczniowie mogli robić cokolwiek. cokolwiek...... Zaczęła myśleć co by tu zrobić, kiedy wpadło jej coś do głowy. Nie wiedziała skąd. Po prosty nasunęło się jej to na myśl, wypłynęło z jej świadomości. Nieświadoma ruszyła naprzód, a za nią zdziwieni chłopcy. Szła i nagle uświadomiła sobie, że już to kiedyś widziała- we śnie. Robiła dokładnie to co teraz- szła korytarzem. Pamiętała obrazy pojawiające się w jej głowie podczas snu. Korytarz.... obrazy... schody.... i coś jeszcze......tak..... pamiętała to dokładniej niż wszystko inne..... widziała to wiele razy we śnie.... to były...... drzwi do których krok po kroku zbliżała się coraz bardziej..... Nie mogła oderwać wzroku..... były tylko one.... wypełniały całą jej świadomość...... Tylko one.... drzwi.
Dzisiaj w szkole miałam bardzo dużo nauki, ale to nie zmienia faktu, że dzisiaj dodaję nowy rozdział. Mam, jak zwykle, nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Dziękuję Wam, za to, że dotrwaliście do piątku, oraz że czytacie mojego bloga!
Kiedy następny rozdział? Hmm.... nie wiem. Zależy od stanu pogody i od tego ile będę mieć wolnego czasu. Możliwe, że w poniedziałek.
Ostrzegam, że jeśli zapomnieliście choć trochę z ostatniego rozdziału, a szczególnie zakończenie, to musicie sobie je przypomnieć, ponieważ ten rozdział opiera się głównie na poprzednim poście.
Pozdrawiam Was wszystkich i każdego z osobna!
Venia
P.S. Zmieniłam swój sposób podpisywania się na krótszy. :) Taki mój wymysł.
Zdziwiona Angelica zastygła w połowie drogi do wyprostowania się w pełni. Już miała przyznać się do winy, kiedy Matt wstał w mgnieniu oka i okłamał nauczyciela, biorąc jej winę na siebie. Chciała spojrzeć na niego, ale poczuła, że położył rękę na jej ramieniu z taką siłą, że nogi się pod nią ugieły i opadła na krzesło.
- Siadaj i bądź cicho! - syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy popatrzyła na niego w zdumieniu.
Jak nakazał nie odezwała się, a wtedy przemówił nauczyciel:
- A można wiedzieć czemu było ci tak do śmiechu? - rzucił nauczyciel, całkiem nie zważając na rozmowy reszty klasy.- Sądzę, że odjęte punkty są odpowiednią karą.-dodał, wtedy jednak Angelica nie wytrzymała:
- Proszę pana, to ja się śmiałam!- wykrzyknęła. Matt zamknął oczy, jakby z politowaniem, a następnie popatrzył na dziewczynę z ledwo doszczegalnym wyrzutem.
- To miło z twojej strony panno Blanck, że bronisz kolegę, ale nie musisz.- rzekł pan od historii.- Zaraz napiszę ci uwagę. - zwrócił się do chłopaka.- Dwadzieścia punktów ujemnych za przeszkadzanie nauczycielowi na lekcji, dobrze myślę?
- Nie sądzę- Matt najwyraźniej nie chciał się poddać bez usprawiedliwienia, ale nim coś dodał, nauczyciel wtrącił:
- Chcesz kwestionować moje zdanie?
- Nie, oczywiście, że nie...Ja tylko chciałem zauważyć, że....
- A może trochę szacunku dla nauczyciela? Nie wiesz, że mówi się do nauczycieli "proszę pana"?
- Wiem.... proszę pana. - chłopak zmarszczył brwi, bo nie rozumiał, o co nauczycielowi chodzi.
- W każdym razie, zasłużyłeś sobie na szlaban.
Chłopak nic już nie powiedział, ale kiedy ujrzał, że Angelica otwiera usta, by zaprotestować, prawie nie doszczegalnie, trącił jej ramię, zamykając jej tym samym usta.
- Jutro po lekcjach w moim gabinecie. A teraz podejdź tu. Napiszę do twojej wychowawczyni, żeby zapisała w dzienniku tą uwagę.
Chłopak wstał, zabrał swoje rzeczy i ruszył w stronę biurka. Wyszedł zaraz potem, szurając smętnie nogami. Już nie wrócił.
Kiedy zabrzmiał dzwonek, Angelica szybko zabrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia. Postanowiła zapytać chłopaka, czemu to zrobił. Rozejrzała się i popędziła w stronę gabinetu nauczycielskiego. Biegła i biegła, ale nagle na kogoś wpadła i upadła na ziemię. Podniosła twarz i zobaczyła..... czemu zawsze to musiał być on? Popatrzyła prosto w twarz Smitha( jak zwykle unikając jego oczu), z której najwyraźniej całkiem wyparował już smutek. Zostało zaś zastąpione najwyższym rozbawieniem. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął rękę. Zawahała się, ale przyjęła pomoc. Kiedy otrzepywała się, Matt zapytał:
- Nic ci nie jest? - kiedy pokręciła głową, zadał kolejne pytanie, jakby nie mogąc się powstrzymać: - Czemu tak biegłaś?
- Szukałam- odparła tajemniczo, ponieważ nie wiedziała co powiedzieć.
- Można wiedzieć kogo?- spytał.
- Skąd wiesz, że szukałam kogoś, a nie czegoś?- odpowiedziała pytaniem, on tylko wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Wrodzona intuicja. - odparł. - To możesz mi powiedzieć, czy mam umierać z niewiedzy, albo gorzej... zgadywać?
Popatrzyła na niego spode łba, ale odpowiedziała z szczerą prawdą:
- Czemu powiedziałeś, że to ty się śmiałeś? I czemu nie pozwoliłeś mi wytłumaczyć?
- A więc szukałaś mnie? - odparł, przypatrując się jej z ciekawością.
- To nie jest śmieszne! Możesz mi łaskawie odpowiedzieć?
- Dobra, dobra, nie złość się tak! To tylko żart!
- Nieważne. No więc? Czekam na odpowiedź.
- Wiesz.... tak sobie pomyślałem, że możesz znowu przeze mnie dostać karę, to lepiej, żebym powiedział, że to ja. I jakbyś się wytłumaczyła, to dostałabyś karę, a jak mówiłem tego bym nie chciał.
Angelica zmieszała się. W końcu jednak wyksztusiła:
- Dzięki. Przecież nie musiałeś.
- No, tak wiem. Ale twój gniew o jakieś błahostki może być straszny. - dodał żartobliwie.
Na policzki Angeliki wstąpiły dwa rumieńce, a Smith musiał to zauważyć, bo zmienił temat. Nie chciał wprawić dziewczyny w zakłopotanie.
- Co go tak naszło? - zapytał. - Za takie coś szlaban? Spodziewałem, się uwagi, jak już coś, ale tak od razu SZLABAN?
Dziewczyna zamyśliła się, ale wyjaśnienie nadeszło bardzo szybko.
- Pewnie się zdenerwował.
- Czym?- dopytywał się.
- Harriet zaczęła krwawić. To musiało go wyprowadzić z równowagi.- wyjaśniła, marszcząc brwi, bo sobie coś, powoli przypominała.
- Aha... to wiele wyjaśnia.
- O matko! - krzyknęła, wiedząc już czego zapomniała. - Harriet!
I popędziła w stronę gabinetu pielęgniarki. Zatrzymała się przed ostatnim zakrętem, dysząc ciężko, łapiąc się za boki, bo miała kolkę. Zaraz potem koło niej stanął Matt, bez cienia zadyszki, ale najwyraźniej też biegł.
Spojrzała na niego unosząc brwi.
- A ty, po co tutaj? - zapytała.
- Tak sobie pomyślałem, że spotkam się z Arthurem. - odparł.
- Przecież twoja banda, jest chyba lepsza od niego, nie? - powiedziała, nie mogąc powstrzymać zgryźliwego tonu.
Chłopak skrzywił się lekko, ale odpowiedział:
- No to źle myślisz. I nie mam żadnej bandy, to tylko koledzy. - sprostował.
- Jasne. To raczej pajace,wielbiący cię na każdym kroku.... Zresztą nieważne. Myślałam, że biegasz szybciej ode mnie.- zmieniła temat, ruszając w stronę końca korytarza, gdzie znajdował się gabinet pielęgniarki.
- Pewnie, że szybciej. - powiedział, teatralnie przewracając oczami. - Ale ja musiałem jeszcze zdecydować, czy pobiec za tobą, czy też pójść do znajomych. Ale jednak zdecydowałem, że nie mam nic ciekawego do roboty z... jak ich tam nazwałaś...grupą pajacy, więc pomyślałem, że bardziej interesujące będzie bieganie za tobą.
Starając się ukryć uśmiech, mruknęła coś w odpowiedzi, jednak zobaczyła Arthura i go zawołała. Siedział, najwyraźniej nudząc się, na krześle, obok tablicy ogłoszeń, ale wstał i obdarował uśmiechem Angelikę, oraz uścisnął dłoń Mattowi, również szczerząc zęby. Opowiedział, że Harriet musiała czekać jakieś piętnaście minut, zanim pielęgniarka ją przyjęła, ponieważ miała dzisiaj zaskakująco dużo pacjentów ( zdążyła mu się tym pożalić). Wykorzystała na poczekaniu całą masę chusteczek. Nie dowiedzieli się czym krwawienie było spowodowane, ponieważ Arthur, mimo tego, że pielęgniarka mu to wyjaśniła, nie zapamiętał tej informacji.
- Pewnie będzie mieć zwolnienie z lekcji i pojedzie do domu- zakończył.
Następnie wszyscy usiedli i czekali, ale po kilku minutach Harriet wyszła i jej mama zabrała ją do domu.
Byli na drugim piętrze. Nie mieli co ze sobą zrobić, bo mieli teraz godziną przerwę, jak nie dłuższą, bo wszyscy nauczyciele musieli udać się na jakąś ważną konferencję, a uczniowie mogli robić cokolwiek. cokolwiek...... Zaczęła myśleć co by tu zrobić, kiedy wpadło jej coś do głowy. Nie wiedziała skąd. Po prosty nasunęło się jej to na myśl, wypłynęło z jej świadomości. Nieświadoma ruszyła naprzód, a za nią zdziwieni chłopcy. Szła i nagle uświadomiła sobie, że już to kiedyś widziała- we śnie. Robiła dokładnie to co teraz- szła korytarzem. Pamiętała obrazy pojawiające się w jej głowie podczas snu. Korytarz.... obrazy... schody.... i coś jeszcze......tak..... pamiętała to dokładniej niż wszystko inne..... widziała to wiele razy we śnie.... to były...... drzwi do których krok po kroku zbliżała się coraz bardziej..... Nie mogła oderwać wzroku..... były tylko one.... wypełniały całą jej świadomość...... Tylko one.... drzwi.
wtorek, 9 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ VI
Witajcie!
Publikuję nowy rozdział już dzisiaj, lecz nie mogę zapomnieć o mojej siostrze bliźniaczce, która poddała mi pomysł dla początku rozdziału! Serdecznie jej za to dziękuję, mam nadzieję, że jej, jak oczywiście również Wam spodoba się post. :) Obawiam się jednak, że rozdział siódmy ukaże się dopiero w piątek, gdyż mam w tym tygodniu lekkie urwanie głowy. Jednak nie jestem pewna i postaram się wcześniej jeśli to będzie w ogóle możliwe.
Pozdrawiam!
W. Lelito
Angelica zachwiała się i patrząc prosto w morskie oczy Harriet, wyrwała rękę z żelaznego uścisku.
- Co jest z tobą? - syknęła przez zęby . - Zwariowałaś?
- Raczej ty masz nie po kolei w głowie! - warknęła Harriet i pociągnęła przyjaciółkę na podwórko. Chłopcy już odeszli. - Po co go zapraszałaś? Żeby pokazać, że możesz udzielać korepetycji samym głupkom?
- Nie uważam, że jesteście głupi!- zaperzyła się Angelica. - Właściwie o co ci chodzi? Możesz mi łaskawie wytłumaczyć?
- A o to, że zaprosiłaś Smitha akurat dzisiaj! Zapomniałaś jaki on jest mściwy i kłamliwy? I czemu mi nic nie powiedziałaś?
- Nie miałam innego wyjścia, nie mogę uczyć wszystkich w inne dni tygodnia! I nie zapomniałam, jaki on jest!
- Więc po co go chcesz uczyć?! Żeby pokazać, że jesteś najlepsza we wszystkim, teraz także i od niego?!
- Nie, wcale nie! - kiedy przyjaciółka ją oskarżała, Angelica czuła się coraz gorzej i kiedy usłyszała ostatnie zdanie, poczuła się jakby Harriet uderzyła ją w twarz. Odeszła kilka kroków od przyjaciółki. - Jak możesz! Robię to, bo chciałabym mu trochę pomóc, tak jak tobie i Arthurowi! Nie jestem taka jak on i nie zamierzam chować urazy przez resztę życia, chociaż o tym nie zapominam!
- Ludzie się tak szybko nie zmieniają! On sobie z ciebie drwi, za twoimi plecami! Nie rozumiesz tego?
- Co mnie to obchodzi? Niech sobie robi co chce! Ja mu tylko pomagam w nauce, nic więcej!
- Pożałujesz tego jeszcze.- rzekła Harriet, odwracając głowę.
- Zobaczymy- odparła Angelica i popatrzyła w ciemność, gdzieś po swojej lewej stronie.
Zapadło kilka minut ciszy. Powietrze było przesycone gniewem i złością.
- Przepraszam- rzekła Harriet bardzo cicho, a jej przyjaciółka uniosła głowę, patrząc na nią i zastanawiając się czy może jej to wybaczyć. - Przepraszam, że cię tak okrzyczałam, ale ja nie ufam temu całemu Smithowi. On świetnie udaję. Nie powinnyśmy się z nim zaprzyjaźnić.
- Wcale nie chce przyjaźni z nim. Dobrze wiem jaki jest. Ma tylu wielbicieli i wielbicielek, że aż głowa boli. Sądzę,że on nie potrzebuję jeszcze by jego banda, która go słucha we wszystkim, powiększyła się jeszcze o trzy osoby. Ale on chce się poprawić w nauce i ja mogę mu w tym pomóc, chociaż trochę, skoro i tak was douczam. Ale nie chce i nie potrzebuję jego przyjaźni.
- Myślisz, że możemy mu zaufać? - zapytała niepewnie Harriet.
Angelica zawahała się. Nie widziała twarzy towarzyszki, ale wiedziała, że oczekuje jej odpowiedzi. Nie miała pojęcia co na odpowiedzieć. Zadała sama sobie to pytanie, ale coś w głębi jej umysłu podpowiedziało:
- Tak, możemy. - odparła pewnie i weszła do domu, zostawiając przyjaciółkę, bez słowa pożegnania.
Publikuję nowy rozdział już dzisiaj, lecz nie mogę zapomnieć o mojej siostrze bliźniaczce, która poddała mi pomysł dla początku rozdziału! Serdecznie jej za to dziękuję, mam nadzieję, że jej, jak oczywiście również Wam spodoba się post. :) Obawiam się jednak, że rozdział siódmy ukaże się dopiero w piątek, gdyż mam w tym tygodniu lekkie urwanie głowy. Jednak nie jestem pewna i postaram się wcześniej jeśli to będzie w ogóle możliwe.
Pozdrawiam!
W. Lelito
Angelica zachwiała się i patrząc prosto w morskie oczy Harriet, wyrwała rękę z żelaznego uścisku.
- Co jest z tobą? - syknęła przez zęby . - Zwariowałaś?
- Raczej ty masz nie po kolei w głowie! - warknęła Harriet i pociągnęła przyjaciółkę na podwórko. Chłopcy już odeszli. - Po co go zapraszałaś? Żeby pokazać, że możesz udzielać korepetycji samym głupkom?
- Nie uważam, że jesteście głupi!- zaperzyła się Angelica. - Właściwie o co ci chodzi? Możesz mi łaskawie wytłumaczyć?
- A o to, że zaprosiłaś Smitha akurat dzisiaj! Zapomniałaś jaki on jest mściwy i kłamliwy? I czemu mi nic nie powiedziałaś?
- Nie miałam innego wyjścia, nie mogę uczyć wszystkich w inne dni tygodnia! I nie zapomniałam, jaki on jest!
- Więc po co go chcesz uczyć?! Żeby pokazać, że jesteś najlepsza we wszystkim, teraz także i od niego?!
- Nie, wcale nie! - kiedy przyjaciółka ją oskarżała, Angelica czuła się coraz gorzej i kiedy usłyszała ostatnie zdanie, poczuła się jakby Harriet uderzyła ją w twarz. Odeszła kilka kroków od przyjaciółki. - Jak możesz! Robię to, bo chciałabym mu trochę pomóc, tak jak tobie i Arthurowi! Nie jestem taka jak on i nie zamierzam chować urazy przez resztę życia, chociaż o tym nie zapominam!
- Ludzie się tak szybko nie zmieniają! On sobie z ciebie drwi, za twoimi plecami! Nie rozumiesz tego?
- Co mnie to obchodzi? Niech sobie robi co chce! Ja mu tylko pomagam w nauce, nic więcej!
- Pożałujesz tego jeszcze.- rzekła Harriet, odwracając głowę.
- Zobaczymy- odparła Angelica i popatrzyła w ciemność, gdzieś po swojej lewej stronie.
Zapadło kilka minut ciszy. Powietrze było przesycone gniewem i złością.
- Przepraszam- rzekła Harriet bardzo cicho, a jej przyjaciółka uniosła głowę, patrząc na nią i zastanawiając się czy może jej to wybaczyć. - Przepraszam, że cię tak okrzyczałam, ale ja nie ufam temu całemu Smithowi. On świetnie udaję. Nie powinnyśmy się z nim zaprzyjaźnić.
- Wcale nie chce przyjaźni z nim. Dobrze wiem jaki jest. Ma tylu wielbicieli i wielbicielek, że aż głowa boli. Sądzę,że on nie potrzebuję jeszcze by jego banda, która go słucha we wszystkim, powiększyła się jeszcze o trzy osoby. Ale on chce się poprawić w nauce i ja mogę mu w tym pomóc, chociaż trochę, skoro i tak was douczam. Ale nie chce i nie potrzebuję jego przyjaźni.
- Myślisz, że możemy mu zaufać? - zapytała niepewnie Harriet.
Angelica zawahała się. Nie widziała twarzy towarzyszki, ale wiedziała, że oczekuje jej odpowiedzi. Nie miała pojęcia co na odpowiedzieć. Zadała sama sobie to pytanie, ale coś w głębi jej umysłu podpowiedziało:
- Tak, możemy. - odparła pewnie i weszła do domu, zostawiając przyjaciółkę, bez słowa pożegnania.
* * *
W towarzystwie Harriet i Arthura Angelica podążała w stronę sali chemicznej na ich pierwszą lekcję. Nie rozmawiała z przyjaciółką o ostatniej kłótni, a ich stosunki wydawały się normalne. Od czasu do czasu chłopak wspominał o sobotnich korepetycjach, ale poza tym znajdowali, jak na razie, inne tematy do rozmów. Ale spotkała przyjaciół jakieś pół godziny temu i naprawdę bała się, co będzie kiedy Harriet znowu ją zaatakuję pytaniami, na które bała się odpowiadać? Jeśli znowu się z nią pokłóci i nie dojdą do porozumienia? Co wtedy, kiedy żadna z nich nie będzie chciała lub nie będzie miała odwagi przeprosić pierwsza? Ich przyjaźń rozpadnie się? Po tylu latach wspólnej znajomości i zrozumienia?
Na szczęście jej przyjaciółka wyglądała jakby zapomniała o kłótni i śmiała się z dowcipów Arthura. Jeśli czuła nadal żal do Angeliki to dusiła go w sobie.
Przed salą ustawiła się już kolejka uczniów, rozmawiających bardzo głośno. We trójkę stanęli i popatrzyli na innych. W kącie, rozwalonych na ławce, siedziało kilku chłopaków z ich klasy, a obok w ciasnej grupce stało z piętnaście dziewczyn, zerkających co chwilę na chłopców. Udawały rozmowę, ale im to nie wychodziło. Przyglądając się im bliżej, Angelica spostrzegła, że połowę z nich nie zna. Stwierdziła, że są w tym samym wieku co ona, ale są przydzielone do innych klas. Przyglądając się uważniej chłopcom, zauważyła, że jest wśród nich również Smith, opierający się o ścianę i z nogami wyciągniętymi przed siebie. Doszła wreszcie do wniosku, że reszta bandy to koledzy z klasy, którymi otoczył się Matt już w połowie pierwszego tygodnia szkoły, zatem całkiem niedawno. Patrzyła chwilę na niego. Musiała skarcić się w duchu, ale z rozczochraną ciemną czupryną i przymkniętymi oczyma, wyglądał bardzo niewinnie i ... cóż słodko. W jednej chwili otworzył oczy i spojrzał na grupkę dziewcząt, udając, że dopiero teraz je zauważył. Uśmiechnął się leciutko, o dziewczęta zaczęły natychmiast chichotać. Arthur wyglądał na wyraźnie rozbawionego tą sytuacją, ale Harriet i Angelica popatrzyły na siebie wymownie, po czym ta ostania przewróciła oczami, kiedy nadeszła następna fala chichotu. Sięgnęła po książkę z torby i zaczęła ją czytać. Jednak nie mogła się powstrzymać i spojrzała znowu w stronę chłopaka. Uśmiechał się łobuzersko, a kiedy napotkał wzrok dziewczyny, uśmiech nieco zbladł. Kiwnął głową na powitanie, ona zrobiła to samo.
Na szczęście nauczycielka otworzyła drzwi i wpuściła ich do środka. Lekcja upłynęła szybko i była nawet ciekawa. Po przerwie mieli historię, więc szybko pospieszyli do sali, ponieważ przerwa była tylko pięciominutowa. Wchodząc do klasy Angelica usiadła w ławce razem z Harriet, a Arthur musiał się zadowolić miejscem za nimi.
Po jakiś dziesięciu minutach lekcji, kiedy Angelica skończyła czytać rozdział, spostrzegła,że Harriet porządnie krwawi z nosa, chyba nie zdając sobie z tego sprawy. Otworzyła szeroko oczy, przerażona szepnęła:
- Harriet, krwawisz!
Przyjaciółka była chyba jeszcze bardziej przerażona od niej, a kiedy Angelica podała jej chusteczkę, zabrała ją trzęsącymi się rękami przyłożyła ją do nosa i pochyliła głowę w dół. Ręką dziewczyny powędrowała do góry, a kiedy pan nie reagował, chrząknęła. Nauczyciel podniósł wzrok.
- O co chodzi?- zadał pytanie.
- Harriet krwawi z nosa!- prawie krzyknęła Angelica.
- Co?- zdziwił się nauczyciel i podszedł do ich ławki. - Ojojoj... trzeba zaprowadzić ją do pielęgniarki, żeby zatamowała jakoś krwotok. Może.... - spojrzał na Arthura i powiedział. - Tak. Ty na pewno wiesz gdzie ją znaleść. Zabierz ją Chris, dobrze?
- Ale ja jestem Arthur, proszę pana- wytłumaczył chłopak, na co nauczyciel bardzo się zmieszał.- Mówi pan o moim starszym bracie.
- Tak, oczywiście- rzekł nauczyciel i machnął ręką. - Zresztą, co za różnica? Obaj jesteście do siebie podobni.
Arthur wstał podszedł do Harriet i uniósł ją do góry, jakby nic nie ważyła. Chwilę potem już ich nie było. Angelica odetchnęła z ulgą, wzięła kilka głębokich wdechów, by uspokoić oddech. Lecz chwilę potem podskoczyła w krześle, gdy drzwi do sali otworzyły się i wszedł przez nie Matt. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że go nie było. Może dlatego, że wszystkie miejsca były zajęte.
- Dzień dobry- zaczął. - Przepraszam, za spóźnienie, ale pani wychowawczyni poleciła mi roznieść informacje po szkole.
- Dobrze już, siadaj- zaczął, rozglądnął się po klasie i wskazał mu miejsce obok Angliki.- w ławce z panną Blanck.
Posłusznie to zrobił, a Angelica przesunęła swoje rzeczy całkiem na koniec ławki. Zirytowany chłopak rzucił:
- Uważaj, bo cię pogryzę.
Wstydząc się za swoje zachowanie, postanowiła zignorować Smitha i oparła się łokciami o blat stołu. Jednak, nieznośne były już dla niej ciche rozmowy uczniów.
- Co to były za informacje?- spytała.
- Żadnych nie było.- rzekł, ale widząc niezrozumiałe spojrzenie dziewczyny dodał:- Zmyśliłem to.
- Czemu? - nie ustępowała.
- Jejciu, rozmawiałem z kolegami i nie usłyszałem dzwonka.
- Jasne- prychnęła.- Wiesz, że będziesz mieć kłopoty! Tak nie można!
- Jak nikt się nie dowie, to nic mi się nie stanie. Chyba mnie nie wydasz, co?
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, zaczęła bawić się stronami książki i powiedziała obojętnie:
- Zależy.
- Niby od czego? - zdziwił się Matt.
- Czy mnie będziesz denerwował. - odparła, zdziwiła się, kiedy chłopak uśmiechnął się, po czym udał ubolewanie w głosie.
- No to chyba dostanę następny szlaban. Wiesz denerwowanie cię to jest już mój ulubiony sport. - a po chwili udawanego zastanawiania się, dodał: - Może po piłce nożnej.
Nie wiedząc czemu zaśmiała się. Uświadomiła sobie jednak, zaraz potem, że roześmiała się na cały głos. W sali nie ucichły rozmowy, ale nauczyciel zadał pytanie:
- Kto się śmiał?
Angelica czerwona na twarzy, przygryzając wargę, powoli wstała.
- Ja.
Na szczęście jej przyjaciółka wyglądała jakby zapomniała o kłótni i śmiała się z dowcipów Arthura. Jeśli czuła nadal żal do Angeliki to dusiła go w sobie.
Przed salą ustawiła się już kolejka uczniów, rozmawiających bardzo głośno. We trójkę stanęli i popatrzyli na innych. W kącie, rozwalonych na ławce, siedziało kilku chłopaków z ich klasy, a obok w ciasnej grupce stało z piętnaście dziewczyn, zerkających co chwilę na chłopców. Udawały rozmowę, ale im to nie wychodziło. Przyglądając się im bliżej, Angelica spostrzegła, że połowę z nich nie zna. Stwierdziła, że są w tym samym wieku co ona, ale są przydzielone do innych klas. Przyglądając się uważniej chłopcom, zauważyła, że jest wśród nich również Smith, opierający się o ścianę i z nogami wyciągniętymi przed siebie. Doszła wreszcie do wniosku, że reszta bandy to koledzy z klasy, którymi otoczył się Matt już w połowie pierwszego tygodnia szkoły, zatem całkiem niedawno. Patrzyła chwilę na niego. Musiała skarcić się w duchu, ale z rozczochraną ciemną czupryną i przymkniętymi oczyma, wyglądał bardzo niewinnie i ... cóż słodko. W jednej chwili otworzył oczy i spojrzał na grupkę dziewcząt, udając, że dopiero teraz je zauważył. Uśmiechnął się leciutko, o dziewczęta zaczęły natychmiast chichotać. Arthur wyglądał na wyraźnie rozbawionego tą sytuacją, ale Harriet i Angelica popatrzyły na siebie wymownie, po czym ta ostania przewróciła oczami, kiedy nadeszła następna fala chichotu. Sięgnęła po książkę z torby i zaczęła ją czytać. Jednak nie mogła się powstrzymać i spojrzała znowu w stronę chłopaka. Uśmiechał się łobuzersko, a kiedy napotkał wzrok dziewczyny, uśmiech nieco zbladł. Kiwnął głową na powitanie, ona zrobiła to samo.
Na szczęście nauczycielka otworzyła drzwi i wpuściła ich do środka. Lekcja upłynęła szybko i była nawet ciekawa. Po przerwie mieli historię, więc szybko pospieszyli do sali, ponieważ przerwa była tylko pięciominutowa. Wchodząc do klasy Angelica usiadła w ławce razem z Harriet, a Arthur musiał się zadowolić miejscem za nimi.
Po jakiś dziesięciu minutach lekcji, kiedy Angelica skończyła czytać rozdział, spostrzegła,że Harriet porządnie krwawi z nosa, chyba nie zdając sobie z tego sprawy. Otworzyła szeroko oczy, przerażona szepnęła:
- Harriet, krwawisz!
Przyjaciółka była chyba jeszcze bardziej przerażona od niej, a kiedy Angelica podała jej chusteczkę, zabrała ją trzęsącymi się rękami przyłożyła ją do nosa i pochyliła głowę w dół. Ręką dziewczyny powędrowała do góry, a kiedy pan nie reagował, chrząknęła. Nauczyciel podniósł wzrok.
- O co chodzi?- zadał pytanie.
- Harriet krwawi z nosa!- prawie krzyknęła Angelica.
- Co?- zdziwił się nauczyciel i podszedł do ich ławki. - Ojojoj... trzeba zaprowadzić ją do pielęgniarki, żeby zatamowała jakoś krwotok. Może.... - spojrzał na Arthura i powiedział. - Tak. Ty na pewno wiesz gdzie ją znaleść. Zabierz ją Chris, dobrze?
- Ale ja jestem Arthur, proszę pana- wytłumaczył chłopak, na co nauczyciel bardzo się zmieszał.- Mówi pan o moim starszym bracie.
- Tak, oczywiście- rzekł nauczyciel i machnął ręką. - Zresztą, co za różnica? Obaj jesteście do siebie podobni.
Arthur wstał podszedł do Harriet i uniósł ją do góry, jakby nic nie ważyła. Chwilę potem już ich nie było. Angelica odetchnęła z ulgą, wzięła kilka głębokich wdechów, by uspokoić oddech. Lecz chwilę potem podskoczyła w krześle, gdy drzwi do sali otworzyły się i wszedł przez nie Matt. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że go nie było. Może dlatego, że wszystkie miejsca były zajęte.
- Dzień dobry- zaczął. - Przepraszam, za spóźnienie, ale pani wychowawczyni poleciła mi roznieść informacje po szkole.
- Dobrze już, siadaj- zaczął, rozglądnął się po klasie i wskazał mu miejsce obok Angliki.- w ławce z panną Blanck.
Posłusznie to zrobił, a Angelica przesunęła swoje rzeczy całkiem na koniec ławki. Zirytowany chłopak rzucił:
- Uważaj, bo cię pogryzę.
Wstydząc się za swoje zachowanie, postanowiła zignorować Smitha i oparła się łokciami o blat stołu. Jednak, nieznośne były już dla niej ciche rozmowy uczniów.
- Co to były za informacje?- spytała.
- Żadnych nie było.- rzekł, ale widząc niezrozumiałe spojrzenie dziewczyny dodał:- Zmyśliłem to.
- Czemu? - nie ustępowała.
- Jejciu, rozmawiałem z kolegami i nie usłyszałem dzwonka.
- Jasne- prychnęła.- Wiesz, że będziesz mieć kłopoty! Tak nie można!
- Jak nikt się nie dowie, to nic mi się nie stanie. Chyba mnie nie wydasz, co?
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, zaczęła bawić się stronami książki i powiedziała obojętnie:
- Zależy.
- Niby od czego? - zdziwił się Matt.
- Czy mnie będziesz denerwował. - odparła, zdziwiła się, kiedy chłopak uśmiechnął się, po czym udał ubolewanie w głosie.
- No to chyba dostanę następny szlaban. Wiesz denerwowanie cię to jest już mój ulubiony sport. - a po chwili udawanego zastanawiania się, dodał: - Może po piłce nożnej.
Nie wiedząc czemu zaśmiała się. Uświadomiła sobie jednak, zaraz potem, że roześmiała się na cały głos. W sali nie ucichły rozmowy, ale nauczyciel zadał pytanie:
- Kto się śmiał?
Angelica czerwona na twarzy, przygryzając wargę, powoli wstała.
- Ja.
piątek, 5 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ V
Hej!
To już piąty rozdział!!!!! Nam nadzieję, że wam się spodoba, i z chęcią przeczytacie następny post!
Pozdrawiam!
W.Lelito
Nie zwalniała. Parła naprzód, gdy nagle obok niej zmaterializował się zadyszany Matt. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale także z politowaniem.
- Czy ty musisz tak pędzić, Blanck? - zapytał ze złościął, kiedy dziewczyna nadal nie zatrzymała się.
- No..... co chcesz? - spytała siląc się na obojętność.
- Słyszałem, że udzielasz korepetycji. - odparł.
- Ech..... tak, ale tylko Harriet i Arthurowi. A ty niby skąd wiesz?
- Mam swoje sposoby - rzekł, a kąciki jego ust zadrżały, ale widząc spojrzenie Angeliki, wyjaśnił :- Taka jedna dziewczyna, chyba Dorothy, słyszała jak zaproponowałaś twoim przyjaciołom douczanie.
Tak wiedziała, która to ta cała Dorothy. Była wysoka i miała bardzo milutkie spojrzenie. Przy tym była dość ładna, ale za słodka. Zdecydowanie za słodka. I wyglądała jak jakaś cukrowa księżniczka. Cóż widać była także bardzo wścibska, skoro podsłuchała rozmowę Angeliki i jej przyjaciół. Coś jednak nie podobało się Angelice w tonie Smitha, kiedy wypowiedział słowa " twoim przyjaciołom".
- Jeśli masz zamiar obrażać Arthura i Harriet, to lepiej nie zawracaj mi głowy. - powiedziała gniewnie.
- Wcale nie zamierzam- odpowiedział, jakby urażony.
- Więc po co za mną szedłeś? Jeśli dobrze wiem twój dom nie jest po drodze do mojego.
- Więc jesteś dobrze poinformowana - po chwili zmieszania, dodał : - Czy mogłabyś uczyć też mnie?
Zatkało ją. Zdała sobie sprawę, że ma otwarte usta, więc szybko je zamknęła. Co on powiedział? Prosił ją, żeby ona go uczyła.....? NIE, NIE, NIE! Nigdy nie będzie mu pomagać! Za żadne skarby! Uświadomiła sobie, że jej postawa jest bardzo samolubna. Jednak postanowiła go jakoś zniechęcić.
- Po co ci to douczanie? Przecież ty podobno wszystko wiesz! Czy po prostu to, że byłeś pupilkiem wszystkich nauczycieli, dawało ci taką przewagę? Nie musiałeś się uczyć, tak? Wiedziałeś, że dadzą ci dobre oceny?
- Nie. - odparł chłopak. - To było dawno. Ja wiem że byłem strasznym głupkiem....
- Dwa miesiące temu, to nie jest dawno- mruknęła Angelica, niestety usłyszał ją Matt.
- Dla mnie to bardzo duży okres czasu.
- Ale prawdą jest, że jesteś głup...
- Tak, wiem, wiem - przerwał jej ze złością chłopak. - Ale może masz rację, nie uczyłem się, ale i tak dostawałem dobre oceny. A przez to mam teraz okropne wyniki! Sama widziałaś!
Tak widziała. Nie mogła nie widzieć. Nauczyciele na całą krzyczeli nazwiska, a potem oceny uczniów. Prawda jest taka, że Smith naprawdę miał tragiczne oceny, co ją bardzo zdziwiło.
- Ale ja przecież nie umiem uczyć!- powiedziała Angelica, z coraz większą rezygnacją.
- Ale wszystko wiesz! Nie możesz pouczyć mnie, przez marne pół godziny, tak żebym coś wreszcie zrozumiał?!
- Ale.... ja..... nie ..... ty.....- westkneła. Zbierając myśli, wymsknęło jej się:- No dobra.
Co? Czemu to powiedziałam? Matko, co ja zrobiłam?! myślała. Zorientowała się, że chłopak zatrzymał się gwałtownie, kiedy ona nadal szła. Obróciła się. Stała około półtorej metra od niego.
- Mówisz poważnie? - zapytał ze zdumieniem.
- Eee... - Chyba nie mam wyjścia. pomyślała. I z rezygnacją powiedziała: - No niech ci będzie. Zrobię to. Ale nie licz na wiele. Jeśli moja praca nie przyniesie rezultatu, to na pewno przestanę ci udzielać korepetycji.
Chłopak przytaknął, a ona zaczęła:
- Mieszkam przy Ash Street...
- Numer siedem- zakończył chłopak. Zdziwił Angelicę fakt, że chłopak wie dokładnie gdzie ona mieszka.
- No tak. Jutro przyjdź do mnie o piętnastej, tylko wtedy mi psuje,a Arthur i Harriet umówili się już ze mną.
- Dobra, przyjdę.... Dzięki.
Odwróciła się i odeszła. Będąc już w domu, posprzątała dokładnie każdy zakamarek swojego pokoju. Poszła także do sklepy, by poczęstować gości słodyczami, mama zaś obiecała, że upiecze jej ciasteczka czekoladowe z orzechami. Wieczorem przeglądnęła notatki z przerabianych już lekcji, podkreślając najważniejsze informacje, kolorowymi pisakami.
Następnego dnia obudziła się, szybko ubrała w swoją ulubioną bluzkę i rurki, a śniadanie jadła tak szybko, że o mało co nie zadławiła się. Chciała bowiem przeglądnąć jeszcze raz notatki i powtórzyć materiał, który przygotowała, chociaż wszystko umiała i doskonale pamiętała. Denerwowała się, że może tylko pogorszyć sytuacje przyjaciół i Smitha, a nie poduczyć ich czegoś. Robiła coś takiego pierwszy raz w życiu i nie była pewna jak jej pójdzie. Kiedy zegar wybił pięć po piętnastej, usłyszała dzwonek do drzwi. Pobiegła po schodach w dół i otworzyła drzwi. Zdziwiła się. Stał przed nią Matt, chociaż miała nadzieję ujrzeć jednego ze swoich przyjaciół. Uśmiechnął się do niej, a ona wpuściła go do środka. Jej mama wyciągnęła głowę z kuchni i przywitała życzliwie chłopaka, a on odwzajemnił przywitanie. Wiedząc, że może się to skończyć dłuższą rozmową, ponagliła Matt' a.
- Nie mamy czasu. Chodź za mną, Smith.
Zaprowadziła go do swojej sypialni. Był to dość duży pokój, meble były zrobione z drewna. Obok łóżka stały trzy pufy i stolik, na biurku piętrzyło się jedzenie. Na przeciwko drzwi, znajdowało się okno.
- Ładny pokój - rzekł chłopak, przyglądając się szafirowym ścianom.
- Dzięki. - rzuciła niepewnie dziewczyna.
Podszedł do okna i wyjrzał za nie na mały ogródek. Angelica nie mogła się powstrzymać i obserwowała go badawczo.
- Zapomniałem ci oddać wsuwkę- powiedział nagle chłopak i wyciągnął ku dziewczynie rękę z małą czarną spinką.
Oszołomiona wzięła ją i włożyła do koszyka z biżuterią. Zauważyła, że troszkę się uszczerbiła, a farba na końcu wsuwki zeszła. Nie przejęła się tym zbytnio, ale nagle sobie coś przypomniała.
- Ty też poszedłeś do pana Charms' a, żeby przeniósł szlaban, prawda Smith?
- Tak - odparł chłopak, nie odwracając się od okna. Angelica oparła się o biurko, zakładając ręce na piersi. - Ale nie udało mi się załatwić żebyś nie miała tego szlabanu. Ten facet to jest strasznie uparty.
- Co? - zdziwiła się dziewczyna, nic już nie rozumiała. - To nie poszedłeś do niego, żeby dał nam osobne szlabany?
- Nie!- zaprotestował chłopak. - Kto ci tak powiedział?
- Pan Charms - wyjaśniła dziewczyna.
- Musiało mu się pomieszać. Poszedłem do niego, bo to przecież była moja wina, a nie twoja, więc nie powinnaś dostać tego szlabanu. Ale on się nie zgodził.
Nagle ożyła w niej jakieś uczucie do chłopaka. Wdzięczność, sympatia, czy poruszenie. A może wszystkie naraz. Chciał dobrze, a ona nawet nie pozwalała mu tego wyjaśnić.
- Dziękuję. To ... to miłe z twojej strony. ... Ale nie musiałeś.
Matt tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się, ale chyba do siebie. Nie była pewna.
- Czemu nie pozwoliłaś porozmawiać mi z twoją mamą? - zapytał obojętnym tonem.
Zawahała się.
- Zaraz zleciały by się moje dwie siostry, a my nie my nie mamy całej wieczności na naukę. Im szybciej tym lepiej, nie uważasz, Smith?
Roześmiał się, a po chwili zastanowienia rzekł:
- Wiesz, może zaczniemy sobie mówić po imieniu, a nie po nazwisku? Znamy się już trochę.
- No w sumie.... - denerwowała ją jego pewność siebie i to, że mówił prosto z mostu, nie zważając na nic. Ale skoro mają się widzieć prawie codziennie, to nie zaszkodzi polepszyć, tylko trochę, ich stosunków.- No możemy.
Chwilę potem przybył Arthur, który uścisnął dłoń Mattowi i przywitał go radośnie, zresztą jak zwykle tryskając entuzjazmem. Ale najpierw spojrzał pytająco na Angelicę, jakby chciał się upewnić, że może zakolegować się ze Smithem. Ona tylko zrobiła minę typu " rób- jak- chcesz". Harriet miała gorszą minę widząc chłopaka i nawet zapytała co on tu robi, a Arthur odpowiedział za niego, wyjaśniając, że on też będzie się z nimi uczyć. Chwilę potem Angelica poleciła im usiąść wygodnie i zaczęła im tłumaczyć najróżniejsze zadania i teorię. Kiedy czegoś nie wiedzieli, wyjaśniała im dokładnie od początku, próbując do nich dotrzeć. Nawet jej się to udało. W chwili wytchnienia, chłopcy rozśmieszali dziewczyny żartami i docinkami, chociaż Harriet była w podłym nastroju.Chłopcy pasowali do siebie pod względem humoru, jak dwie krople wody.
Gdy cała trójka już szykowała się do wyjścia, Arthur powiedział:
- Świetnie spędzony czas! Nam nadzieję, że w następną sobotę też możemy przyjść. Już prawie zrozumiałem tą teorie z fizyki.
- Mam nadzieję - odparła Angelica, szczerząc zęby.
- Tak, naprawdę dobrze uczysz - pochwalił dziewczynę Matt.
- Dzięki.
Kiedy chłopcy przechodzili przez próg domu, ktoś złapał ją za ramię i obrócił.
To już piąty rozdział!!!!! Nam nadzieję, że wam się spodoba, i z chęcią przeczytacie następny post!
Pozdrawiam!
W.Lelito
Nie zwalniała. Parła naprzód, gdy nagle obok niej zmaterializował się zadyszany Matt. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale także z politowaniem.
- Czy ty musisz tak pędzić, Blanck? - zapytał ze złościął, kiedy dziewczyna nadal nie zatrzymała się.
- No..... co chcesz? - spytała siląc się na obojętność.
- Słyszałem, że udzielasz korepetycji. - odparł.
- Ech..... tak, ale tylko Harriet i Arthurowi. A ty niby skąd wiesz?
- Mam swoje sposoby - rzekł, a kąciki jego ust zadrżały, ale widząc spojrzenie Angeliki, wyjaśnił :- Taka jedna dziewczyna, chyba Dorothy, słyszała jak zaproponowałaś twoim przyjaciołom douczanie.
Tak wiedziała, która to ta cała Dorothy. Była wysoka i miała bardzo milutkie spojrzenie. Przy tym była dość ładna, ale za słodka. Zdecydowanie za słodka. I wyglądała jak jakaś cukrowa księżniczka. Cóż widać była także bardzo wścibska, skoro podsłuchała rozmowę Angeliki i jej przyjaciół. Coś jednak nie podobało się Angelice w tonie Smitha, kiedy wypowiedział słowa " twoim przyjaciołom".
- Jeśli masz zamiar obrażać Arthura i Harriet, to lepiej nie zawracaj mi głowy. - powiedziała gniewnie.
- Wcale nie zamierzam- odpowiedział, jakby urażony.
- Więc po co za mną szedłeś? Jeśli dobrze wiem twój dom nie jest po drodze do mojego.
- Więc jesteś dobrze poinformowana - po chwili zmieszania, dodał : - Czy mogłabyś uczyć też mnie?
Zatkało ją. Zdała sobie sprawę, że ma otwarte usta, więc szybko je zamknęła. Co on powiedział? Prosił ją, żeby ona go uczyła.....? NIE, NIE, NIE! Nigdy nie będzie mu pomagać! Za żadne skarby! Uświadomiła sobie, że jej postawa jest bardzo samolubna. Jednak postanowiła go jakoś zniechęcić.
- Po co ci to douczanie? Przecież ty podobno wszystko wiesz! Czy po prostu to, że byłeś pupilkiem wszystkich nauczycieli, dawało ci taką przewagę? Nie musiałeś się uczyć, tak? Wiedziałeś, że dadzą ci dobre oceny?
- Nie. - odparł chłopak. - To było dawno. Ja wiem że byłem strasznym głupkiem....
- Dwa miesiące temu, to nie jest dawno- mruknęła Angelica, niestety usłyszał ją Matt.
- Dla mnie to bardzo duży okres czasu.
- Ale prawdą jest, że jesteś głup...
- Tak, wiem, wiem - przerwał jej ze złością chłopak. - Ale może masz rację, nie uczyłem się, ale i tak dostawałem dobre oceny. A przez to mam teraz okropne wyniki! Sama widziałaś!
Tak widziała. Nie mogła nie widzieć. Nauczyciele na całą krzyczeli nazwiska, a potem oceny uczniów. Prawda jest taka, że Smith naprawdę miał tragiczne oceny, co ją bardzo zdziwiło.
- Ale ja przecież nie umiem uczyć!- powiedziała Angelica, z coraz większą rezygnacją.
- Ale wszystko wiesz! Nie możesz pouczyć mnie, przez marne pół godziny, tak żebym coś wreszcie zrozumiał?!
- Ale.... ja..... nie ..... ty.....- westkneła. Zbierając myśli, wymsknęło jej się:- No dobra.
Co? Czemu to powiedziałam? Matko, co ja zrobiłam?! myślała. Zorientowała się, że chłopak zatrzymał się gwałtownie, kiedy ona nadal szła. Obróciła się. Stała około półtorej metra od niego.
- Mówisz poważnie? - zapytał ze zdumieniem.
- Eee... - Chyba nie mam wyjścia. pomyślała. I z rezygnacją powiedziała: - No niech ci będzie. Zrobię to. Ale nie licz na wiele. Jeśli moja praca nie przyniesie rezultatu, to na pewno przestanę ci udzielać korepetycji.
Chłopak przytaknął, a ona zaczęła:
- Mieszkam przy Ash Street...
- Numer siedem- zakończył chłopak. Zdziwił Angelicę fakt, że chłopak wie dokładnie gdzie ona mieszka.
- No tak. Jutro przyjdź do mnie o piętnastej, tylko wtedy mi psuje,a Arthur i Harriet umówili się już ze mną.
- Dobra, przyjdę.... Dzięki.
Odwróciła się i odeszła. Będąc już w domu, posprzątała dokładnie każdy zakamarek swojego pokoju. Poszła także do sklepy, by poczęstować gości słodyczami, mama zaś obiecała, że upiecze jej ciasteczka czekoladowe z orzechami. Wieczorem przeglądnęła notatki z przerabianych już lekcji, podkreślając najważniejsze informacje, kolorowymi pisakami.
Następnego dnia obudziła się, szybko ubrała w swoją ulubioną bluzkę i rurki, a śniadanie jadła tak szybko, że o mało co nie zadławiła się. Chciała bowiem przeglądnąć jeszcze raz notatki i powtórzyć materiał, który przygotowała, chociaż wszystko umiała i doskonale pamiętała. Denerwowała się, że może tylko pogorszyć sytuacje przyjaciół i Smitha, a nie poduczyć ich czegoś. Robiła coś takiego pierwszy raz w życiu i nie była pewna jak jej pójdzie. Kiedy zegar wybił pięć po piętnastej, usłyszała dzwonek do drzwi. Pobiegła po schodach w dół i otworzyła drzwi. Zdziwiła się. Stał przed nią Matt, chociaż miała nadzieję ujrzeć jednego ze swoich przyjaciół. Uśmiechnął się do niej, a ona wpuściła go do środka. Jej mama wyciągnęła głowę z kuchni i przywitała życzliwie chłopaka, a on odwzajemnił przywitanie. Wiedząc, że może się to skończyć dłuższą rozmową, ponagliła Matt' a.
- Nie mamy czasu. Chodź za mną, Smith.
Zaprowadziła go do swojej sypialni. Był to dość duży pokój, meble były zrobione z drewna. Obok łóżka stały trzy pufy i stolik, na biurku piętrzyło się jedzenie. Na przeciwko drzwi, znajdowało się okno.
- Ładny pokój - rzekł chłopak, przyglądając się szafirowym ścianom.
- Dzięki. - rzuciła niepewnie dziewczyna.
Podszedł do okna i wyjrzał za nie na mały ogródek. Angelica nie mogła się powstrzymać i obserwowała go badawczo.
- Zapomniałem ci oddać wsuwkę- powiedział nagle chłopak i wyciągnął ku dziewczynie rękę z małą czarną spinką.
Oszołomiona wzięła ją i włożyła do koszyka z biżuterią. Zauważyła, że troszkę się uszczerbiła, a farba na końcu wsuwki zeszła. Nie przejęła się tym zbytnio, ale nagle sobie coś przypomniała.
- Ty też poszedłeś do pana Charms' a, żeby przeniósł szlaban, prawda Smith?
- Tak - odparł chłopak, nie odwracając się od okna. Angelica oparła się o biurko, zakładając ręce na piersi. - Ale nie udało mi się załatwić żebyś nie miała tego szlabanu. Ten facet to jest strasznie uparty.
- Co? - zdziwiła się dziewczyna, nic już nie rozumiała. - To nie poszedłeś do niego, żeby dał nam osobne szlabany?
- Nie!- zaprotestował chłopak. - Kto ci tak powiedział?
- Pan Charms - wyjaśniła dziewczyna.
- Musiało mu się pomieszać. Poszedłem do niego, bo to przecież była moja wina, a nie twoja, więc nie powinnaś dostać tego szlabanu. Ale on się nie zgodził.
Nagle ożyła w niej jakieś uczucie do chłopaka. Wdzięczność, sympatia, czy poruszenie. A może wszystkie naraz. Chciał dobrze, a ona nawet nie pozwalała mu tego wyjaśnić.
- Dziękuję. To ... to miłe z twojej strony. ... Ale nie musiałeś.
Matt tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się, ale chyba do siebie. Nie była pewna.
- Czemu nie pozwoliłaś porozmawiać mi z twoją mamą? - zapytał obojętnym tonem.
Zawahała się.
- Zaraz zleciały by się moje dwie siostry, a my nie my nie mamy całej wieczności na naukę. Im szybciej tym lepiej, nie uważasz, Smith?
Roześmiał się, a po chwili zastanowienia rzekł:
- Wiesz, może zaczniemy sobie mówić po imieniu, a nie po nazwisku? Znamy się już trochę.
- No w sumie.... - denerwowała ją jego pewność siebie i to, że mówił prosto z mostu, nie zważając na nic. Ale skoro mają się widzieć prawie codziennie, to nie zaszkodzi polepszyć, tylko trochę, ich stosunków.- No możemy.
Chwilę potem przybył Arthur, który uścisnął dłoń Mattowi i przywitał go radośnie, zresztą jak zwykle tryskając entuzjazmem. Ale najpierw spojrzał pytająco na Angelicę, jakby chciał się upewnić, że może zakolegować się ze Smithem. Ona tylko zrobiła minę typu " rób- jak- chcesz". Harriet miała gorszą minę widząc chłopaka i nawet zapytała co on tu robi, a Arthur odpowiedział za niego, wyjaśniając, że on też będzie się z nimi uczyć. Chwilę potem Angelica poleciła im usiąść wygodnie i zaczęła im tłumaczyć najróżniejsze zadania i teorię. Kiedy czegoś nie wiedzieli, wyjaśniała im dokładnie od początku, próbując do nich dotrzeć. Nawet jej się to udało. W chwili wytchnienia, chłopcy rozśmieszali dziewczyny żartami i docinkami, chociaż Harriet była w podłym nastroju.Chłopcy pasowali do siebie pod względem humoru, jak dwie krople wody.
Gdy cała trójka już szykowała się do wyjścia, Arthur powiedział:
- Świetnie spędzony czas! Nam nadzieję, że w następną sobotę też możemy przyjść. Już prawie zrozumiałem tą teorie z fizyki.
- Mam nadzieję - odparła Angelica, szczerząc zęby.
- Tak, naprawdę dobrze uczysz - pochwalił dziewczynę Matt.
- Dzięki.
Kiedy chłopcy przechodzili przez próg domu, ktoś złapał ją za ramię i obrócił.
środa, 3 kwietnia 2013
ROZDZIAŁ IV
Hej!
Naprawdę bardzo Was przepraszam, że dodaję aż dwa dni po poniedziałku, ale mój Internet odmówił mi posłuszeństwa i od niedzieli nie mogłam wejść na bloga. :( Ale już jest, więc dodaję następny, już czwarty rozdział! Jak moja siostra stwierdziła jest dość inny od poprzednich, ale zamierzam umieścić w moim blogu pewne wątki, które mogą się wydać dość straszne, więc ten nie różni się wiele. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Kiedy następny rozdział? Hmmm… sama nie wiem. Sądzę, że ukaże się w sobotę, ale może wcześniej? :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za opóźnienia.
W. Lelito
Naprawdę bardzo Was przepraszam, że dodaję aż dwa dni po poniedziałku, ale mój Internet odmówił mi posłuszeństwa i od niedzieli nie mogłam wejść na bloga. :( Ale już jest, więc dodaję następny, już czwarty rozdział! Jak moja siostra stwierdziła jest dość inny od poprzednich, ale zamierzam umieścić w moim blogu pewne wątki, które mogą się wydać dość straszne, więc ten nie różni się wiele. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Kiedy następny rozdział? Hmmm… sama nie wiem. Sądzę, że ukaże się w sobotę, ale może wcześniej? :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za opóźnienia.
W. Lelito
Byli na trzecim piętrze- zamiast
iść w dół do wyjścia, przez kłótnię szli w górę, nawet nie zdając sobie z tego
sprawy.
Stali jak wryci, ramię w ramię, patrząc z przerażeniem na stare, drewniane drzwi, z których schodziła farba- zapewne prowadziły na długi korytarz. Popatrzyli po sobie. Mieli podobne pełne strachu miny, ale na twarzy chłopaka zagościł cień zainteresowania i lekkiego zafascynowania. Podszedł wolno i bezszelestnie do drzwi i pchnął je…. były zamknięte.
- Co chcesz zrobić? – spytała Angelica, patrząc na niego z niepokojem, chociaż wiedziała jaka będzie odpowiedź.
- A jak myślisz? – zapytał, nie czekając na odpowiedź zamyślił się.
- Nie wolno nam otwierać tych drzwi! – zaprotestowała dziewczyna. – To zabronione!
- Nie mów, że masz stracha! – powiedział. – I jakoś w podstawówce nie obchodził cię regulamin!
- Nieprawda! – zaperzyła się Angelica, ale jednak poczuła, że się czerwieni. – Zawsze obchodził mnie regulamin i wcale się nie boję!
Jednak chłopak zignorował ją i odwrócił się do niej plecami, znowu pogrążając się w myślach. Po co mu otwierać te drzwi? Teraz kiedy przed nimi stała przeszedł ją dreszcz. Było w nich coś bardzo, bardzo tajemniczego…. i strasznego. Wręcz przerażającego. Schodząca farba, wyglądała, jakby ją ktoś zdzierał pazurami. Przypominały drzwi z horroru, za którymi zawsze się coś czaiło.…. Wcześniej kiedy ich nie widziała była nimi zaciekawiona, nawet nie zdawała sobie sprawy, że często o nich myśli. Teraz jednak było inaczej. Prawda jest taka, że bała się. Nie miała pojęcia co zrobić. Uciekać? A jednak strach sprawiał, że z trudem mogła oddychać, a co dopiero ruszyć choć jedną nogą.
- Masz wsuwkę, albo coś w tym rodzaju. – zapytał nagle Matt, a Angelica otrząsnęła się.
- Co?- zdziwiła się, ale ściągnęła powoli spinkę z włosów.
- Poproszę- chłopak wyciągnął rękę i kiedy dziewczyna niepewnie mu ją oddała, szybko ją wziął i w sadził do dziurki od klucza. Następnie zaczął ją przekręcać na prawo.
- Co r-robisz?- spytała drżącym głosem dziewczyna, zupełnie zapominając, że niedawno zadała to samo pytanie.
- Mówiłem – rzucił Matt przez ramię. – Otwieram drzwi.
- A potrafisz? – zadała kolejne pytanie, całkiem nie wiedząc co powiedzieć, by nie wyszło na to, że się boi.
- No…- zawahał się i zmarszczył brwi, jakby sam zadał sobie teraz to pytanie. – Wiesz…. Muszę się skupić. Dobrze by było, jakbyś przestała na chwilę zadawać pytania.
- Jasne- przytaknęła i wreszcie podeszła do ściany i opadła na podłogę.
Postanowiła milczeć. Wpatrywała się w dal, kiedy po pięciu minutach uświadomiła sobie, że chłopak zaprzestał swojej pracy. Odwróciła zatem w jego kierunku głowę.
- Otworzyłeś?
On uciszył ją ręką i kazał jej podejść. Kiedy była już obok niego, nadstawiła uszu i usłyszała….. kroki…. Tak kroki zbliżające się do nich z każdą sekundą coraz bardziej i bardziej. Przerażona popatrzyła na Smitha. Kiwnął głową. Oboje rzucili się do ucieczki. Przeskakiwali po dwa stopnie, mimo, że odgłos kroków dawno ucichł. Przed ostatnim skokiem Angelica pad tknęła się i upadłaby na twarz, ponieważ ręce zaczęły znów pulsować bólem, ale nagle za lewe ramię złapała ją jakaś dłoń i mocno się zacisnęła, nie pozwalając spaść. Odwróciła się i popatrzyła na Matt’ a. Kiedy stała już pewnie na nogach, on puścił ją.
- Uważaj – rzucił.
Czerwieniąc się, nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko kiwnęła znacząco głową.
Porwali swoje rzeczy i pospiesznie wyszli na dziedziniec szkolny. Przeszli właśnie przez bramkę, kiedy chłopak pożegnał się i poszedł w przeciął stronę niż Angelica. Chwilę potem zniknął w bocznej uliczce.
Ramiona dziewczyny bolały coraz bardziej, jakby przypomniały sobie o jej niedawnym wysiłku, ale jej ciągle nasuwały się na myśl te drzwi… i odgłos kroków zbliżających się do niej.
Stali jak wryci, ramię w ramię, patrząc z przerażeniem na stare, drewniane drzwi, z których schodziła farba- zapewne prowadziły na długi korytarz. Popatrzyli po sobie. Mieli podobne pełne strachu miny, ale na twarzy chłopaka zagościł cień zainteresowania i lekkiego zafascynowania. Podszedł wolno i bezszelestnie do drzwi i pchnął je…. były zamknięte.
- Co chcesz zrobić? – spytała Angelica, patrząc na niego z niepokojem, chociaż wiedziała jaka będzie odpowiedź.
- A jak myślisz? – zapytał, nie czekając na odpowiedź zamyślił się.
- Nie wolno nam otwierać tych drzwi! – zaprotestowała dziewczyna. – To zabronione!
- Nie mów, że masz stracha! – powiedział. – I jakoś w podstawówce nie obchodził cię regulamin!
- Nieprawda! – zaperzyła się Angelica, ale jednak poczuła, że się czerwieni. – Zawsze obchodził mnie regulamin i wcale się nie boję!
Jednak chłopak zignorował ją i odwrócił się do niej plecami, znowu pogrążając się w myślach. Po co mu otwierać te drzwi? Teraz kiedy przed nimi stała przeszedł ją dreszcz. Było w nich coś bardzo, bardzo tajemniczego…. i strasznego. Wręcz przerażającego. Schodząca farba, wyglądała, jakby ją ktoś zdzierał pazurami. Przypominały drzwi z horroru, za którymi zawsze się coś czaiło.…. Wcześniej kiedy ich nie widziała była nimi zaciekawiona, nawet nie zdawała sobie sprawy, że często o nich myśli. Teraz jednak było inaczej. Prawda jest taka, że bała się. Nie miała pojęcia co zrobić. Uciekać? A jednak strach sprawiał, że z trudem mogła oddychać, a co dopiero ruszyć choć jedną nogą.
- Masz wsuwkę, albo coś w tym rodzaju. – zapytał nagle Matt, a Angelica otrząsnęła się.
- Co?- zdziwiła się, ale ściągnęła powoli spinkę z włosów.
- Poproszę- chłopak wyciągnął rękę i kiedy dziewczyna niepewnie mu ją oddała, szybko ją wziął i w sadził do dziurki od klucza. Następnie zaczął ją przekręcać na prawo.
- Co r-robisz?- spytała drżącym głosem dziewczyna, zupełnie zapominając, że niedawno zadała to samo pytanie.
- Mówiłem – rzucił Matt przez ramię. – Otwieram drzwi.
- A potrafisz? – zadała kolejne pytanie, całkiem nie wiedząc co powiedzieć, by nie wyszło na to, że się boi.
- No…- zawahał się i zmarszczył brwi, jakby sam zadał sobie teraz to pytanie. – Wiesz…. Muszę się skupić. Dobrze by było, jakbyś przestała na chwilę zadawać pytania.
- Jasne- przytaknęła i wreszcie podeszła do ściany i opadła na podłogę.
Postanowiła milczeć. Wpatrywała się w dal, kiedy po pięciu minutach uświadomiła sobie, że chłopak zaprzestał swojej pracy. Odwróciła zatem w jego kierunku głowę.
- Otworzyłeś?
On uciszył ją ręką i kazał jej podejść. Kiedy była już obok niego, nadstawiła uszu i usłyszała….. kroki…. Tak kroki zbliżające się do nich z każdą sekundą coraz bardziej i bardziej. Przerażona popatrzyła na Smitha. Kiwnął głową. Oboje rzucili się do ucieczki. Przeskakiwali po dwa stopnie, mimo, że odgłos kroków dawno ucichł. Przed ostatnim skokiem Angelica pad tknęła się i upadłaby na twarz, ponieważ ręce zaczęły znów pulsować bólem, ale nagle za lewe ramię złapała ją jakaś dłoń i mocno się zacisnęła, nie pozwalając spaść. Odwróciła się i popatrzyła na Matt’ a. Kiedy stała już pewnie na nogach, on puścił ją.
- Uważaj – rzucił.
Czerwieniąc się, nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko kiwnęła znacząco głową.
Porwali swoje rzeczy i pospiesznie wyszli na dziedziniec szkolny. Przeszli właśnie przez bramkę, kiedy chłopak pożegnał się i poszedł w przeciął stronę niż Angelica. Chwilę potem zniknął w bocznej uliczce.
Ramiona dziewczyny bolały coraz bardziej, jakby przypomniały sobie o jej niedawnym wysiłku, ale jej ciągle nasuwały się na myśl te drzwi… i odgłos kroków zbliżających się do niej.
*
* *
Następnego dnia obudziła się
niewyspana i z przekrwionymi oczyma, o szóstej nad ranem. Nie mogła zasnąć do
czwartej, a kiedy nastał upragniony sen okazało się, że był płytki i
niespokojny, przez męczące ją koszmary. Do jej świadomości nasuwały się ciągle
te tajemnicze drzwi i czuła, że za każdym razem coraz bardziej obezwładnia ją
strach. Prawie nieprzytomna wyszła z domu i powędrowała do szkoły, co chwilę
potrącana przez ludzi.
Okazało się, że w klasie czeka na nią Harriet, a kiedy tylko podeszła, uśmiechnęła się z troską i powiedziała:
- Jak było na szlabanie? Wyglądasz okropnie. Co kazał ci rob.....
Okazało się, że w klasie czeka na nią Harriet, a kiedy tylko podeszła, uśmiechnęła się z troską i powiedziała:
- Jak było na szlabanie? Wyglądasz okropnie. Co kazał ci rob.....
- Później. -rzekła wymijająco Angelica i porwała koleżankę z klasy. Prowadziła ją do drzwi wejściowych. Ignorowała każde jej pytanie, ale wreszcie powiedziała: - Później wszystko ci wyjaśnię. Tylko niech przyjdzie Arthur. Nie mam zamiaru powtarzać tego dwa razy.
Poczekały chwilę w ciszy, popychane przez innych uczniów. Kiedy ujrzały chłopaka, pociągnęły go do opustoszałej szatni.
- Co jest? - zapytał z prawie niedosłyszalnym zdziwieniem, kiedy stanęli na środku pomieszczenia. - Jak było na szlabanie?
- Okropnie- zaczęła Angelica i pokrótce opowiedziała im co robiła. Mówienie o tym sprawiało jej pewną ulgę, ale kiedy doszła do momentu oddania książek, ktoś za jej plecami przerwał jej:
- I zaczęłaś na mnie wrzeszczeć na całą szkołę. - dziewczyna podskoczyła i obróciła się.
Zirytowana zapytała:
- Mógłbyś mi łaskawie nie przerywać?- miała już dość obracania się. Ciągle ktoś za nią stał i wtrącał się, a w tym pierwszym tygodniu szkoły naprawdę miała już wiele takich przypadków. I zazwyczaj to on jej przerywał.
- Jak chcesz- odpowiedział Matt wzruszając ramionami. Zbliżył się do nich z obojętną miną.- No więc kłócąc się doszliśmy, przez przypadek, na trzecie piętro i jak próbowałem otworzyć drzwi, to usłyszeliśmy kroki.... i zwialiśmy. - zakończył. Tak szybko to powiedział, że na początku nie dotarł do nich sens jego słów. Dopiero po chwili, Harriet pisnęła, a Arthur z miną wyrażającą największe zaciekawienie zapytał:
- Kroki? Czyje kroki?
- Bo ja wiem. - odparł Matt. - Szły w naszą stronę.... ale jakby za drzwi.
Zapadła cisza, którą przerwała Harriet:
- Po co tam szliście? - zapytała oskarżycielskim tonem, mierząc Smitha dziwnym spojrzeniem, wyrażającym największą niechęć. Ona najwyraźniej także nie zapomniała, jakim był w podstawówce.
- Mówiłem. - odpowiedział nie zważając na jej ton głosu i spojrzenia. - Doszliśmy tam przez przypadek.
- Po co próbowałeś otworzyć te drzwi?
- Byłem ciekaw co za nimi jest.
- I ty tam zostałaś.... Z NIM? - zwróciła się do Angeliki. -Przecież wiesz, że on jest największym, wrednym.....
- Nie kończ zdania - powiedział spokojnym, zmęczonym tonem, przez który wiele osób by się porządnie wystraszyło, ale ona tylko wyprostowała się i spojrzała na niego. Spojrzenie wyrażało pogardę i można było z niego odczytać słowa: " Nie-rozkazuj-mi".
- Nie wiedziałam co robić! - zaczęła się usprawiedliwiać Angelica, na co przyjaciółka spojrzała na nią z zniesmaczeniem. - Ty też byś nie wiedziała, gdybyś przed nimi stała. One były takie.... tajemnicze i ..... straszne...
- A jednak się bałaś- mruknął pod nosem Matt, ale na tyle głośno, by to usłyszała.
- Wcale nie! - krzyknęła dziewczyna, czuła się bardzo urażona.- Stwierdzam fakty! Były straszne! Ta farba która z nich schodziła wyglądała jakby ją ktoś zdzierał!
Nagle zapadła cisza, którą przerwał dzwonek na lekcję. Pospieszyli do sali, nie odzywając się do siebie. Na następnych lekcjach i przerwach, gdy mieli tylko czas rozmawiali, o tym, co może się kryć za drzwiami. Przed w-f Arthur, któremu dobry humor powrócił, westchnął i rozmarzonym tonem powiedział:
- Marzę o tym, żeby był już weekend.
- Co? Przecież dopiero co były wakacje. - zaprotestowała Angelica, mimo to uśmiechnęła się.
- Łatwo ci mówić! Ty masz ze wszystkiego dobre oceny, a ja......
Okazało się, że prawie na każdej lekcji dostawali wyniki kartkówek, lub prac domowych, a wyniki Arthura i Harriet były naprawdę.... nędzne.
- Macie czas w sobotę? - zapytała, kiedy potwierdzili, dodała: - To może przyjdzie do mnie, a ja wam troszeczkę..... pomogę.
Przyjaciele bardzo się ucieszyli, a ona cieszyła się razem z nimi, że spędzi wolny dzień ze znajomymi. Zresztą dobry humor Arthura udzielał się także jej.
Na wychowaniu fizycznym, bolące mięśnie rąk nie pozwalały dziewczynie na większy wysiłek, więc kiedy wracała do domu, już normalnie ubrana, obiecała sobie, że będzie więcej je ćwiczyć.
Nagle usłyszała swoje nazwisko.... Nie, przesłyszało jej się..... Wśród tłumu ludzi, huku samochodów, mogła usłyszeć wiele.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)