czwartek, 30 maja 2013

ROZDZIAŁ XIX

Hej!
Muszę przyznać, że pogoda jest okropna! Raz leje jak z cebra, potem jest gorąco, że na procesji się ustać nie da, a teraz znowu grzmi! Można zwariować!
Dziś i jutro mam wolne. Ale co mi z tego, jeśli pogoda jest brzydka?? :'(
Z koleżanką robimy sobie Święto Przysięgi Krwi. Tak jakoś nas naszło.
Dobra, koniec opowieści z mojego życia. Dziękuję Wam wszystkim, za czytanie mojego bloga! Następny rozdział w poniedziałek.
Pozdrawiam,
Venia
PS. Brak mi pomysłów, moja wena chyba gdzieś się ulotniła. Mam nadzieję, że tego nie odczujecie czytając post.

- Co robimy? - spytał Matt.
Angelica pokręciła głową. Nie miała pojęcia o co chodzi. Powinny się przecież otworzyć. Zrezygnowana oparła się o ścianę.
- Po co przyprowadziliście mnie na trzecie piętro?- zapytała Harriet, trochę przestraszonym tonem.
- Mówiliśmy- odparł Arthur, który nadal stał koło Drzwi.- Musisz zobaczyć co jest w środku.
- Ale po co mi to? - dopytywała się, nadal nie przekonana.
Chłopak zawahał się. Nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć. Nie mógł tak po prostu wypalić, co ta jest i że Tarkein kazał im ją przyprowadzić... W sumie to nie kazał tylko rzekł, że Harriet przyjdzie......nieważne. I tak musieli tłumaczyć jej okrężnymi drogami i wymyślać.
Podczas gdy Arthur się zastanawiał, Angelica przypomniała sobie coś, co brzmiało mniej więcej tak: Sami zadacie sobie pytanie i sami odpowiedź znajdziecie.
A może nie chodziło tu, o to jak przyprowadzić Harriet, tak jak myśleli, tylko jak dostać się do Sali Odnowy. Może to jest zagadka, na którą mają znaleźć odpowiedź.
- Jak mamy się tam dostać?- spytała nagle, prostując się. Nie zwracała się do nikogo. Podeszła wolno do Drzwi. - Kiedy byliśmy tu ostatnim razem była pełnia?- dodała, nie odwracając się.
- Możliwe-przytaknął Matt po chwili namysłu. - A co?
- Może tylko w pełnie księżyca możemy tu wchodzić?- odparła pytaniem, wciąż obserwują Drzwi z coraz większą ulgą i podnieceniem zarazem.
- Ale dzisiaj przecież jest pełnia i jakoś Drzwi są zamknięte!- upierał się Matt.
- Tak ci się tylko wydaję- Angelica odwróciła się i pokazała na miejsce, gdzie powinna być klamka, ale jej nie było.
Cała trójka oniemiała ze zdumienia. Angelica uśmiechnęła się pod nosem i przyłożyła palce do Drzwi. Po słowie " Aperi" coś w zamku szczęknęło. Tym razem Angelica nie zamykała oczu, weszła pewnym krokiem. Za nią obaj chłopcy i przerażona Harriet.
Dziewczyna wyglądała na oszołomioną tym co widzi. Rozglądała się szaleńczo chcąc zarejestrować każdy szczegół pomieszczenia.
Zaległa Cisza. Angelica starała się wyrzucić ją ze swojego umysłu, ale była zbyt potężna i wielka. Angelica skuliła się w sobie.
- Tarkein!- zawołała.- Jesteś tu?
- Zawsze- odparł chór w jej głowie, przepędzając Ciszę.
Harriet  stężała. Na pewno Tarkein i reszta mówili do niej, ale tylko w cieniu jej umysłu. Kilka razy na jej twarzy pojawiało się zrozumienie.
Angelica poczuła się samotna, zewsząd otaczała ją Cisza. Kątem oka ujrzeli, że obaj chłopcy również są spięci. Dziewczyna zaczęła się opierać, chciała zanucić, ale jakoś nic to nie dało. Zaczęła więc maszerować tam i z powrotem. Echo rozbrzmiewało w sali, ale kiedy tylko Angelica przystawała, myśląc, że pokonała Ciszę, ona wracała. Chodziła coraz szybciej i szybciej.
- Nic nie poradzisz- odezwał się nowy, bardzo niski głos w jej głowię, nie należący do Tarkeina i wszystkich innych Vocum Multurom . Jak dobrze mu się przysłuchała,  uświadomiła sobie, że są to dwa głosy, tyle, że podobne do siebie i mówiące w tym samym czasie.- Ciszy nie da się pokonać. To jest największa tajemnica tego pokoju. Dlatego ciągle mówimy przynajmniej w dwie osoby, by nie cierpieć samotności i nie odczuwać tak dotkliwie Ciszy.
- Nie możenie jej odpędzić?- zapytała w myślach. Coś w jej umyśle przeciągle i głośno zagrzmiało. Dopiero po chwili Angelica zdała sobie sprawę, że to był śmiech.
- Zabawne. Gdziekolwiek pójdziemy zawsze za nami idzie. Jest chyba nieodłączną częścią nas, wynikiem naszych czarów.
- Kim jesteście?- odważyła się spytać, choć nic nie zrozumiała.
- Zwą nas Ghassa i Gvardja.- odparli.- Pilnuj i Strzeż. Taką mamy rolę.
- Kogo pilnujecie?
- Was- rzekli.- A szczególnie ciebie. Twój umysł jest niezwykle ciekawy. Skoro już znaleźliście odpowiedź, to będziemy mogli się wam ujawniać. Będzie zabawnie.
- To wy ingerujecie w moje życie?- poczuła, że wzbiera w niej złość.
- Oczywiście.Sami wygadalibyście się o Sali Odnowy. Ghassa pilnuje byście zachowali ostrożność, a Gvardja strzeże was, waszych umysłów i myśli.
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo odezwał się Tarkein.

poniedziałek, 27 maja 2013

ROZDZIAŁ XVIII

Hej!
Jak pisałam rozdział osiemnasty w poniedziałek. Przez ten tydzień uwolniłam się od matematyki. Od czwartku mam wolne potem Dzień Dziecka, co prawda będą jeszcze sprawdziany, ale też poprawy, a ja nie poprawiam!!!! Mam więcej wolnego czasu.A i humor mi się poprawił.
Rozdział dziewiętnasty dodam w czwartek w Boże Ciało, ale późnym popołudniem, bo idę na procesję. Zresztą nie będę Was zanudzać swoim życiem. :)
Rozdział krótki, ale niestety musi taki być, by trzymał w napięciu. :)
Miłego czytania!
Pozdrawiam!!!!
Venia <3


Była ubrana, jak zwykle na różowy kolor. Wyglądała, jak mała księżniczka z cukru. Ale tam gdzie zwykle panował przesłodzony sztuczny uśmiech, teraz był wściekły grymas. W oczach paliły się wściekłe iskierki. Podążała w ich stronę niczym rozzłoszczony byk.
Angelica oderwała się od Matt' a. Zdziwiona poczuła, że on nadal jej nie puszczał. Popatrzyła na niego. On skupił swój wzrok na Margaret, patrząc na nią jak na ciekawy okaz wielkiego różowego motyla. Uśmiechnął się kwaśno.
Potem Angelica poruszyła ramieniem, na którym spoczywała jego ręka. Zdziwiony oderwał wzrok od Margaret i spojrzał na Angelikę, a ona powtórzyła gest dając mu do zrozumienia, żeby puścił ją.
Chłopak z nieskrywaną niechęcią i ociąganiem zabrał rękę.
Margaret była już niecałe pięć metrów od nich, zaczynała otwierać usta, kształtując pierwsze słowo, lecz pani od angielskiego chwyciła ją za ramię.
- Margaret, zbieramy się - rzekła.- Zabierz swoje rzeczy i do autobusu.
Dziewczyna zatrzymała się i popatrzyła na nauczycielkę, potem Matt' a, Angelikę, Harriet i Arthura, a potem znów na nauczycielkę.
Wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. Potem kiedy pani lekko poklepała ją, postanowiła skierować się do stolików, gdzie miała wszystkie swoje rzeczy. Kiedy się oddalała posłała im jeszcze przez ramię nienawistne spojrzenie, skierowane głównie na Angelice.
- Wy też- zwróciła się do nich nauczycielka, przekrzykując wycie wiatru- Już, już! Autobus czeka!
Matt i Arthur wstali pierwsi. Matt podał rękę Angelice, tak jak to uczynił całkiem niedawno, jakby nigdy nic. Arthur poszedł za jego przykładem i z uśmiechem wyciągnął dłoń do Harriet. Obie przyjęły pomoc, choć Angelica nie mogła zrozumieć, czemu Matt  wyciąga do niej dłoń.
- Pomóc ci z noszeniem torby?- zapytał, kiedy dziewczyna założyła plecak.
- Bez przesady z tą pomocą- rzekła Angelica. - Zresztą czemu chcesz nosić mój plecak?
- Z dwóch powodów- rzekł chłopak.
- Można wiedzieć jakich?
- Jak chcesz wiedzieć to mi nie przerywaj- odparł Matt.- Po pierwsze jak będę mieć więcej do noszenia, to więcej się wysilę i będzie mi cieplej...Chociaż nie mówię, że jest mi zimno!- dodał pospiesznie, kiedy Angelica sięgnęła do zamka. - A z drugiej strony, to przecież nie chce, żebyś znów narzekała na ból rąk i zwalała winę na mnie.
- Ale to była twoja wina!- zaperzyła się.
- Wcale nie!....Może trochę....Ale obraziłaś moją dumę!
- Nie trzeba było wysyłać mi tej kartki!- syknęła przez zęby.
- Zabawne- przerwał Arthur.- Kłócicie się jak para.
- A kto jeszcze niedawno, kłócił się z Harriet, co?  - zapytała Angelica.- Zresztą możesz nie wygadywać bzdur?
Chłopak uniósł ręce w przepraszającym geście, ale minę miał wyraźnie zadowoloną z siebie.

Dojechali do szkoły półtorej godziny przed czasem. Mieli zaczekać w szkole.
Cała czwórka siedział w autobusie razem i przez połowę drogi rozmawiali o trzecim piętrze i o tym,  kiedy można tam wejść. Sprawnie omijali wypowiadanie nazwy. Opowiedzieli Harriet, że znaleźli wspaniałe miejsce w szkole do którego muszą ją zaprowadzić. Dziewczyna zaciekawiła się.
Matt powiedział też, że kiedyś zakradł się tam ale drzwi były zamknięte.
Niby przypadkiem znaleźli się na drugim piętrze, potem zaś wbiegli na klatkę schodową i pognali w tamtą stronę. 
Drzwi były jednak zamknięte, mimo, że Angelica próbowała je otworzyć tak jak poprzednim razem. Ani drgnęły.

czwartek, 23 maja 2013

ROZDZIAŁ VXII

Hej!
Przepraszam za to straszne opóźnienie! Wiem, że najpierw pisałam, że dodam w poniedziałek, potem zmieniłam na środę i dopiero dzisiaj dodaję, ale naprawdę nie miałam czasu i jeszcze miałam występ potem nie mogłam wejść na Internet. Jeszcze raz Was wszystkich przepraszam!
Dziękuję, że jest tak wiele wyświetleń!
Uprzedzam, że po części rozdział jest relacją z mojej wycieczki. :)
Pozdrawiam,
Venia
PS. Następny rozdział ukaże się w poniedziałek, wcześniej nie dam rady!

Jechali już dość długo. Czas dłużył się okropnie, ale trójce osób siedzących na środku autobusu wcale to nie przeszkadzało, grali w państwa miasta i inne gry, które przychodziły im tylko na myśl.
Angelica siedziała razem z Harriet, a Arthur sam na siedzeniu obok nich.
Zaraz po wyruszeniu spod szkoły, Matt' a zawołali koledzy z klasy siedzący na końcu pojazdu, mówiący o jakiejś nowej wiadomości. Chłopak po chwili niepewności, przeprosił Arthura, Angelikę i Harriet i przesiadł się.
Angelica kilka minut później, zerknęła z ciekawością na najgłośniejszą część autobusu, gdzie siedział Matt. Zauważyła dziewczyny obrócone do niej plecami i śmiejące się wraz z " bandą Matt' a". Po chwili ujrzała ciemnobrązową czuprynę chłopaka. Jednak nie zajmowała sobie nimi myśli. Podjęła rozmowę z przyjaciółmi.

Kiedy dojechali do podnóża wzgórza i autobus zaparkował na parkingu, uczniowie wysypali się z pojazdu i ustawili się w małych grupach. Kiedy wszyscy byli już gotowi, poszli w stronę szerokiej brukowanej drogi prowadzącej na szczyt.
Wspinanie trwało krótko, ale trwałoby dużo krócej, gdyby cała grupa szła w jednym tempie. Uczniowie z tyłu strasznie się wlekli, więc reszta z przodu musiała zatrzymywać się i czekać aż ich dogonią, jednak nie działały na nich nawet naglące głosy nauczycieli- grupa z tyłu szła nadal wolno i reszta musiała się do nich dostosować.
Kiedy doszli już na płaski szczyt ujrzeli trzy ogromne stragany z najróżniejszymi pamiątkami i jedno duże stoisko z przekąskami. Resztę dość rozległego terenu zajmowało boisko do siatkówki, oddalone jak tylko się dało od kramów oraz kilka drewnianych stołów i ławek. Całość otaczał półtora metrowy murek i szeroki na metr, miał jeden otwór przez który prowadziła droga.
Wszyscy uczniowie rozbiegli się w ciągu kilku sekund.
- Idziemy kupić pamiątki?- zapytał Arthur, kiedy powoli szli w stronę stoisk.
- Możemy- odparła Harriet, a Angelica przytaknęła.
Oglądali głównie pocztówki i małe figurki, ale nic nie przypadło im do gustu. Zawrócili.
Wszystkie ławki były już zajęte, na murki siedziało kilka osób. Przyjaciele poszli za ich przykładem i wybrali sobie miejsce oddalone najbardziej na południe. Nikt tam nie siedział, chociaż miejsce było bardzo dobre: Widok rozciągał się na tereny położone u stóp wzgórza, wszystko co działo się na szczycie także można było zobaczyć, a położone jeszcze dość nisko na horyzoncie słońce świeciło w plecy.
Rozłożyli się, Angelica usiadła i położyła nogi na murku po czym objęła je. Popatrzyła na krajobraz i zachwyciła się jego pięknem. Chwilę tak siedziała, napawając się tym widokiem, potem jednak zrobiło jej się niewygodnie i spuściła nogi. Dotknęła palcami kamienia, z którego zrobiono murek. Był biały, gładki i zimny, nie zdążył się jeszcze nagrzać od promieni słonecznych. 
Na rozmowie i obserwowaniu innych czas mijał szybko. Kilkoro uczniów zabrało się za grę w siatkówkę.
- Chcecie zjeść coś ciepłego?- spytał Arthur obie dziewczyny.- Otworzyli stoisko z jedzeniem. Mogę podejść i kupić.
Angelica uświadomiła sobie, że jest strasznie głodna. Wyciągnęła portfel i dała chłopakowi odpowiednią sumę. To samo zrobiła Harriet. Chwilę potem chłopak znikną. Usiadły wygodnie i wyciągnęły nogi do przodu. Czekały tak na niego kilka minut.
Pojawił się z trzema zapiekankami. Podał dziewczynom jedzenie i usiadł pomiędzy nimi.
- Znajomy Matt' a mnie zaczepił, kiedy wracałem.- oznajmił chłopak, obojętnie.
- Czego chciał?- zapytała Angelica, od niechcenia, wiedziała jednak że chłopak bardzo chce im to powiedzieć.
- Zaprosił mnie żebym zagrał z nimi w prawda czy wyzwanie. Ale odmówiłem. Nie będę się przecież poniżać i wykonywać jakieś głupie zadania. To strasznie dziecinne.
Nie odpowiedziały mu. Kilka razy się przeszli, ale nie było tam nic do roboty, więc trochę się nudzili.
Po jakieś godzinie nagle się oziębiło. Słońce zaszło za chmurami, zerwał się porywisty wiatr.
Akurat teraz nauczyciele wymyślili sobie zdjęcia. Kazali wszystkim stanąć lub kucnąć w jednej ogromne grupie, tak by nikt nie był zasłonięty. Pozowali przez kilkanaście minut. Zimno przeszywało Angelikę do szpiku kości, wiatr szumiał w uszach, rozwiewał włosy, co chwilę musiała je poprawiać, by nie zasłaniały jej oczu, które zaczęły łzawić. Rozglądnęła się: nie ona jedna nie miała kurtki. Wszyscy kulili się z zimna, przyciskali do znajomych.
Na domiar złego nauczycielka, która trzymała aparat, poszła gdzieś, a oni nie mogli się ruszyć. Pozowali więc wstrząsani porywami wiatru.
Nagle ktoś złapał ją za rękę. Okazała się, że to Harriet.
- Jakie masz zimne dłonie!- przeraziła się dziewczyna.
- Nic mi nie jest- odparła Angelica i machnęła ręką, którą ktoś złapał, kiedy opadała i zacisną na niej swoje dłonie.
Spodziewała się ujrzeć Arthura, zdziwiła się więc na widok Matt' a. Jego ciemnobrązowe włosy, były rozczochrane przez wiatr, minę miał trochę zatroskaną. Jednym słowem wyglądał uroczo.
Szybkimi ruchami ściągnął kurtkę i zarzucił na ramiona Angeliki.
- Nie trzeba...- zaczęła speszona.
- Załóż, bo się rozchorujesz jeszcze.- przerwał jej.
Zrezygnowana, choć nie kryjąc wdzięczności włożyła kurtkę. Mimowolnie przebiegł ją dreszcz. Matt widząc to, zapiął ją pod samą szyję.
Wreszcie zrobiono zdjęcia i zastała im jeszcze godzina. Cała czwórka, wraz z Mattem poszła na ich dawne miejsce. Chłopak nie okazywał, że jest mu zimno. Zaczął wesołą rozmowę, która jednak szybko się skończyła. Milczeli, wsłuchując się w odgłosy niesione przez wiatr.
Matt w końcu nie wytrzymał i wstrząsnął nim dreszcz, tak jak przedtem Angelikę. Dziewczyna, która siedziała obok niego, zauważyła to i zaczęła rozpinać kurtkę, by mu ją oddać. Jednak on ją powstrzymał i uśmiechnął się do niej.
- Przestań- rzekł.- I tak nie przyjmę tej kurtki z powrotem, puki nie dojedziemy do domu i cię nie odprowadzę.
Dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona. Jeszcze bardziej się zdziwiła, kiedy położyła na jego ramieniu swoją głowę, a on po kilku minutach oszołomienia, objął ją. Nadal wstrząśnięta, nie mogła się od niego oderwać, nie miała serca, by mu to zrobić i pozwolić, żeby zmarzł.
Siedzieli tak, a Arthur i Harriet wyglądali na niezwykle zadowolonych.
Kiedy mieli się już zbierać do wstania, przed nimi zmaterializowała się Margaret, jedna z fanek Matt' a.

sobota, 18 maja 2013

ROZDZIAŁ XVI

Hej!
Na wstępie przepraszam Was za opóźnienie, ale wczoraj nie miałam czasu, żeby dodać rozdział, a dzisiaj też nie mam dużo czasu więc przepraszam, jeśli będą jakieś błędy: po prostu nie mam czasu ich poprawić, ale w najbliższym czasie to zrobię.
Następny rozdział ukaże się w środę, ale nie jest to pewne, więc uprzedzam, że znowu mogą być opóźnienia.
Rozdział z dedykacją dla przyjaciół i osób mi bliskich, oraz dla Was, za to że czytacie mojego bloga!
Pozdrawia,
Venia.

Kiedy dziewczyna podpisała się spojrzała na kartkę i uświadomiła sobie, że wpisała się do lubryki " Nie jadą", a przecież chciała jechać! Przyłożyła długopis do listy, ale zastanowiła się jeszcze. Może Vocum Multurom nie chcą, żeby pojechała i znów działają w jej życiu? Może zrobiła to podświadomie, nie chcąc znów widzieć Matt' a, który pewnie by się do nich doczepił? A może to tylko zwykłą pomyłka?
- Gdzie jest ta lista? - usłyszała z tyłu jakiś głos.
Podjęła decyzję: w pierwszym przypadku nie pozwoli Tartein' owi mieszać się w jej osobiste sprawy, a z drugiej strony pokaże Matt' owi, że wcale się nim nie przejmuję i że jej nie obchodzi to, że on spotyka się z Katie. Choć tak naprawdę, trochę ją bolała ta zmiana chłopaka; miała nadzieję się z nim zakolegować.
Skreśliła się z jednej kolumny i wpisała pospiesznie na drugą, po czym posłała ją do tyłu. Odetchnęła z ulgą i przepisała z tablicy temat.
Po lekcji udała się wraz z przyjaciółmi do Klubu Fantastycznego( kółko zostało przełożone z środy na czwartek). Weszli do sali i zobaczyli tylko Matt' a. Angelica poczuła, że się czerwieni, więc odwróciła się do chłopaka plecami i usiadła na drugim końcu sali. Pani profesor poinformowała ich, że będą dzisiaj jedynymi uczniami, gdyż reszta członków klubu pojechała na wycieczkę wraz z klasami trzecimi, wcześniej od reszty szkoły. Angelica zabrała książkę z biblioteczki, która wyglądała na wartą przeczytania i usiadła na ławce. Na grubej okładce był przedstawiony biały zwój pergaminu, a nad nim tytuł: Tajemnice. Dominowały ciemnie kolory: odcienie czerni, szarości, w pobliżu kartki przepijał się granat i szafir. Ulubione kolory dziewczyny. Ostrożnie otworzyła okładkę, jakby mogła się rozsypać pod jej palcami i przeczytała pierwsze zdanie. Potem nie mogła się już oderwać. Czytała bez przerwy, jej oczy goniły od lewej do prawej strony. Czas teraz się nie liczył, tylko słowa, które tkwiły w głowie dziewczyny i co chwilę się przesuwały by ustąpić miejsca następnym. Angelica zamknęła się we własnym świecie.
Nie poczuła jak obok ktoś siada i zagląda jej przez ramię.
- Zawsze tak robisz, kiedy czytasz? - spytał Matt, ale nadal patrzył się na strony książki.
Angelica dopiero po chwili zorientowała się, że ktoś coś do niej mówił, więc z niechęcią i wysiłkiem oderwała oczy od książki.
- Co? - spytała, na widok chłopaka przybrała obojętny ton.
- Zawsze czytasz i ściskasz książkę, jakby zaraz ktoś ci miał ją zabrać?- uściślił.
Dziewczyna przeniosła wzrok z Matt' a na swoje ręce. Rzeczywiście, były mocno zaciśnięte na rogach tomu i trochę pobielałe. Uświadamiając to sobie,  gwałtownie je oderwała, a książka zsunęła się na podłogę. Chłopak schylił się i podniósł ją, zanim dziewczyna zdołała nawet wyciągnąć rękę.
- Chyba tylko, jak coś mnie zafascynuje- odpowiedziała w końcu, przypominając sobie, że Matt zadał jej pytanie. Zaczerwieniła się lekko i popatrzyła z tęsknotą na książkę. Wyciągnęła ręce i zabrała mu ją.
- Tak, właśnie widzę.- potwierdził chłopak patrząc na nią z rozbawieniem.- Nie zauważyłaś, ze jesteśmy tu sami.
Angelica rozglądnęła się. Zdziwiona popatrzyła pytająco na sąsiada.
- Są na przerwie.- odparł na niezadane pytanie. - Chcieli żebyś poszła, ale mimo, że cię wołali, tylko coś mruknęłaś. No to zrezygnowali. Ja trochę się ociągałem, bo chciałem zobaczyć co cię tak zainteresowało.....
Angelica patrzyła chwilę na chłopaka i starała się odgadnąć jego prawdziwe intencje. Nie wierzyła, że był tylko zainteresowany. Chociaż z drugiej strony to do niego pasuje.Gdyby tak tylko mogła się skupić...
- że nawet zapomniałaś się na mnie wściekać.- dokończył, na co dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona.
- Ja się na ciebie gniewałam?- spytała, marszcząc brwi, ponieważ nadal myślała o książce, jak to zawsze, kiedy ktoś jej brutalne przerywał  w czytaniu. Nagle przypomniała sobie o całej tej sytuacji z poprzednich dni. - Dobrze, że mi przypomniałeś- rzekła, odwracając głowę, ale Matt zdążył ujrzeć dwie gniewne iskierki w jej oczach i usłyszeć oskarżycielski ton głosu.
- Nadal zamierzasz się obrażać?- zapytał, parskając śmiechem.
- Owszem. Nie zabronisz mi.
- Nie zamierzam.- odparł.
- Czego chcesz?- zapytała gniewnie.
- Przeprosić.- zapewnił poważniejąc. Dziewczyna prychnęła.
- Tak, jasne. Uważaj, bo uwierzę.
- Przepraszam, że za dużo czasu poświęcałem Katie, a nie swoim przyjaciołom
- Przyja..... co?- zdziwiła się Angelica.- Mówisz o swojej bandzie?
- Może dla ciebie jestem nadal największym wrogiem z podstawówki, ale ty, Arthur i nawet Harriet, jesteście dla mnie przyjaciółmi. Nie mówiłem o kolegach....chociaż ich lubię, ale wole już wasze towarzystwo.
- Ty...mówisz serio? Czy kłamiesz? Bo pokazałeś, że umiesz świetnie kłamać.
- Kłamie w ostateczności- wyjaśnił.- Taki nawyk.
- Ale.....przecież wolisz Katie, nie? Znasz ją od kilku lat i.....
- Coraz bardziej sądzę, że chcesz mnie zniechęcić do was- powiedział Matt, a Angelica uświadomiła sobie, że takie na początku były jej intencje, choć sama nie wiedziała dlaczego. Postanowiła jednak skłamać by nie wyjść na głupią.
- Wcale nie. - zapewniła. - Stwierdzam fakty. Taki nawyk- powtórzyła za chłopakiem, który uśmiechnął się pod nosem.
- Choć trzeba pójść do reszty, bo się obrażą.- zeskoczył z ławki i podał dziewczynie rękę, chociaż ona jej nie potrzebowała. Przyjęła jednak pomoc i odłożyła książkę. Po czym poszła obok Matt' a w stronę drzwi.

*         *        *

- Piękny dzień na wycieczkę- powiedział Matt, na co Arthur przytaknął. 
Stali razem z Angeliką i Harriet na placu przed szkołą, wraz z innymi klasami, czekając niecierpliwie na autobus. 
Ranek był zaiste wspaniały. Niebo prawie bezchmurne, słońce wyszło już znad horyzontu, było naprawdę ciepło. Angelica i Harriet ubrały spodnie nad kolano. 
- Nie rozumiem, czemu zabraliście swetry. - rzekła Angelica. Jako jedyna z całej czwórki nie zabrała bluzy z domu. - Nie mówię już o tobie.- zwróciła się do Matt'a, który zabrał kurtkę. 
Wszyscy parsknęli śmiechem. 
Matt nie okazywał smutku z powodu wyjazdu przyjaciółki, nawet o niej nie wspomniał. Co pasowało pozostałej trójce. Chłopak więcej czasu spędzał z nimi, starał się przypodobać Angelice. Trochę ją dziwiła jego nagła zmiana, ale nawet odpowiadała. 
Autobus przyjechał za pięć ósma. Trochę trwało zanim uczniowie wpakowali się do niego, ale w końcu ruszyli.

poniedziałek, 13 maja 2013

ROZDZIAŁ XV

Witam!
Już rozdział XV. Dziękuję, że jest tak dużo wejść, a statystyki ciągle rosną. Następny rozdział dopiero w piątek, ponieważ mam bardzo dużo nauki i mało czasu, dzisiaj też myślałam, że nie dodam. A to wszystko przez....że tak powiem.....kartkówkę z niemieckiego. Ze słówek.
Dziękuję, koleżance za... inspirację...... i mam nadzieję, że jej to nie przeszkadza. :)
Chciałabym się czegoś od Was dowiedzieć: Czy znacie jakieś ciekawe blogi, żebym mogła poczytać? Strasznie mi się ostatnio nudzi, bo nie mam żadnej książki do czytania. Może być tematyka potterowska, jak i zwykła. Możecie chwalić się też swoimi w komentarzach. :)
Był już ktoś na Iron Man 3? Ja byłam. Film jest jak zwykle świetny, zabawny. Wprost kocham Roberta Downey Jr. i Tony' ego Starka, ale nie pojmuję czemu on pozbył się elekrtomagnezu i zostaje mi mieć nadzieję, że w Avengers 2( chyba 2015r)nadal będzie występował. Szukałyśmy z koleżanką racjonalnego powodu czemu to zrobił, ale wychodzi na to, że nie znalazłyśmy i nie przyjmuję do wiadomości, że zrobił to dla Peper, bo to byłoby za głupie, a On jest przecież geniuszem. Możecie mi pomóc i podać chociaż jeden powód? Chętnie przeczytam też wasze opinie na temat filmu. Ja uważam, że bardzo dobrze zrobiony, a teksty Tony' ego rozbrajają mnie, tak samo jak scena, kiedy pierwszy raz założył skafander nr. 42. Jeśli ktoś nie oglądał, gorąco polecam!!!
Pozdrawiam,
Venia

Angelica stanęła jak wryta i patrzyła w niemym zdumieniu na Matt' a i tą nieznajomą. Arthur był najwyraźniej równie wstrząśnięty. Matt wyglądał na zaskoczonego i odsunął się szybko od dziewczyny.
- Ja cię znam?- spytał rozeźlony.
- Oczywiście.- odparła dziewczyna radosnym głosem z lekkim francuskim akcentem, nie pesząc się pytaniem chłopaka.
Angelica wiedziała, że Matt ma wiele wielbicielek i większości nawet nie zna, więc można sobie wyobrazić jak bardzo się zdziwiła, kiedy chłopak nagle wykrzyknął:
- Katie! To naprawdę ty?- zapytał, a kiedy przytaknęła, chwycił ją w ramiona i mocno uściskał. - Rany, ale cię dawno nie widziałem! Wyrosłaś, trzeba przyznać.... czekaj ile to już lat? Cztery?
- Pięć- poprawiła. Popatrzyła na resztę towarzystwa z lekko uniesioną brwią i wtedy wreszcie Smith przypomniał sobie, że nie są sami.
- Katie, to Angelica i Arthur, koledzy z klasy- przedstawił. Widać było, że Arthur zdziwił się na słowo " koledzy", ale by nie okazywać braku wychowania oboje z Angeliką wyciągnęli dłonie do dziewczyny.- Angelico, Arthurze, to jest moja przyjaciółka, Katie. Mieszka we Francji, poznaliśmy się na wakacjach pięć lat temu. Ale właściwie, co ty tu robisz? - zwrócił się do Katie.
- Przyjechałam na wymianę- wytłumaczyła.- Wczoraj przyjechałam i dowiedziałam się, że tu mieszkasz, więc postanowiłam się przywitać.
- Na ile zostajesz?- dopytywał się.
- Dwa tygodnie. W pełnie księżyca wyjeżdżam.- dodała z uśmiechem.
Matt zapomniał już całkowicie o "kolegach", zaczął dyskutować z przyjaciółką na temat tego co robili te pięć lat, kiedy się nie widzieli. Angelica uznała, że nic tu po niej, więc pociągnęła Arthura za sobą. Kiedy byli już dość daleko Angelica odetchnęła z ulgą.
- Ładna jest- stwierdziła, błagając siebie w duchu, żeby Arthur nie potwierdził jej opinii.
Chłopak zmarszczył brwi, jego twarz stężała, jak zawsze kiedy nad czym się zastanawiał.
Angelica przez chwilę przypatrywała się jego nieodgadnionej twarzy. Potem przypomniała sobie Katie. Wysoką blondynkę z niebieskimi oczami, modnymi ubraniami, smukłą sylwetką. Miała wyniosły wyraz twarzy, panowała całkowicie nad swoją mimiką, wydawała się być miła i otwarta tylko dla Matt' a. Do tego jej akcent musiał być dla chłopców czymś nad wymiar wspaniałym.
- Czy ja wiem?- rzekł wreszcie Arthur,  na co Angelica uniosła jedną brew, robiąc przy tym minę podobną do tej, którą przyjaciółka Smitha ich obrzuciła. Chłopak się zaśmiał.- Przeciętna nastolatka. Tak w ogóle to nie przepadam za Francuzkami.
- A czemu to?- zdziwiła się ze śmiechem Angelica.
- Jakoś tak.- odparł również się śmiejąc.
- A jakie dziewczyny niby lubisz, skoro jesteś taki wybredny?
- Serio, muszę wymieniać?
Angelica zaczęła śmiać się nieco głośniej i pokręciła głową.
- Nie musisz.

*        *        *

Angelica była nieco zdenerwowana. Widziała już Katie z dziesięć razy od poniedziałku(a był dopiero czwartek), zawsze otaczał ją tłum chłopaków zachwyconych jej francuskim pochodzeniem, a obok niej pojawiał się Matt. Dziewczyna zawsze, kiedy tylko Angelica przechodziła obok niej(a starała się to robić rzadko), zaczynała temat " Jak dawno nie widziałam Matt' a" albo" Ależ my wiele ciekawych rzeczy robili razem". A Smith zapatrzony w przyjaciółkę, nie zwracał uwagi nawet na Arthura, więc nie mogli zaplanować niczego w sprawie zaprowadzenia Harriet do Sali Odnowy. 
Prawdę powiedziawszy to Katie była bardzo podobna do Matt' a z podstawówki. 
- Przynajmniej wiemy od kogo się uczył- stwierdziła zgryźliwie Harriet, podczas drugiego śniadania.
Chwilę potem dosiadł się do nich Smith.
- Wiecie, że jest wycieczka?- zapytał.- Dwudziestego piątego. W pełnie księżyca.
- I co z tego, że w pełnie?- zapytała Angelica, znudzonym tonem.
- Katie wtedy wyjeżdża.- wyjaśnił. Rozejrzał się, ale nie dostrzegł na ich twarzach ani cienia zainteresowania. - Jedziecie?
Arthur wzruszył ramionami, ten gest powtórzyły obie dziewczyny. Kiedy Katie się pojawiła cała trójka czuła się z lekka niezręcznie w towarzystwie Matt' a, który często poruszał temat jego przyjaciółki. Więc ich stosunki oziębiły się. Smithowi chyba to przeszkadzało, bo rzucił:
- Co wam się stało? Rozumiem, że Angelica mnie nie lubi, ale co z wami?
- Przecież dałam ci czas, tak? Nie pamiętasz już? - oburzyła się Angelica.- A z resztą...masz rację. Od treningu zachowujesz się jak jakiś zauroczony pajac! Mam ciebie dość!
Angelica zabrała swoją tackę ze śniadaniem i przeniosła się do innego stołu.
- Co ją ugryzło?- zapytał Matt udając obojętność, patrząc za Angeliką.
- W sumie to miała racje, stary- przyznał Arthur.- Przykro mi to mówić, ale taka prawda. Proponuję, żebyś nie wspominał o tej Francuzce przy nas. To denerwuję.
- Ale to moja przyjaciółka!- zaperzył się Smith.
- Tak- przyznał Arthur spokojnym głosem.- ale nie nasza.

Na lekcji angielskiego, pani zapowiedziała, że będzie wycieczka do miasteczka oddalonego od ich miejscowości o pięćdziesiąt kilometrów. Znajduje się ono u podnóża wysokiego wzgórza i na jego płaskim szczycie są ułożone stragany i można tam zrobić ognisko, jest piękny widok, chociaż bardzo wieje.
Pani nauczycielka posłała listę w obieg by każdy wpisał się do jednej z rubryk: " Jadą:" lub " Nie jadą:".
Kiedy kartka doszła do Angeliki dziewczyna wpisała się do tej drugiej.

środa, 8 maja 2013

ROZDZIAŁ XIV

Hej!
Nie rozpisuję się.
Nowy rozdział, jak obiecałam w środę. Czyli dzisiaj. :) Przepraszam, że tak późno, ale po prostu nie miałam czasu wcześniej. Musiałam wszystko powtórzyć, a tego jest naprawdę dużo, i jeszcze wypadł mi ten konkurs....A dzisiaj też czasu nie mam bo jutro idę do kina na Iron Man 3, więc muszę się pouczyć na jutro i do tego na piątek.
Następny rozdział dodam w poniedziałek. :)
Życzę miłego czytania i dziękuję, że czytacie.
Venia

- Kiedy cię nie było.....- Matt zamknął usta.
- Co się wtedy stało?- zaciekawiła się Harriet.
Angelica chciała dokończyć za chłopaka, ale głos zamarł jej w gardle, dokładnie tak samo, jak przed drzwiami do świetlicy. Nie mogła nic powiedzieć. Usta miała zamknięte, nie dało się ich otworzyć. To było straszne uczucie. Na twarzy dziewczyny pojawiła się mieszanina strachu i determinacji. Wtedy do głowy nasunęło się wspomnienie. Blade, prawie nie do rozpoznania spośród innych, ale bardzo dokładnie usłyszała w głębi umysłu słowa:" Harriet, ostrożna i prawdomówna przyjdzie, lecz pierwszej nauki nie pozna".
Angelica zrozumiała. Uspokoiła się i zapewniła samą siebie, że nie powie Harriet, co się wydarzyło w Komnacie Wody. Kiedy już się przekonała, znów mogła mówić normalnie.
- Prawie dostaliśmy szlaban.- skłamała spokojnie.
Harriet nie wyglądała na przekonaną, patrzyła na resztę jakby oszaleli. Pewnie zastanawiała się, po co najpierw mówią, a potem kończą wymyślając jakieś historyjki. Ale nie odezwała się. Spuściła głowę, jakby nad czym się zastanawiała. Wtedy też Angelica ujrzała, że chłopcy patrzą na nią w niemym zdumieniu, ale ona tylko energiczne pokręciła głową. Chyba zrozumieli, bo Arthur zmienił temat.
- Przyjdziecie na nasz trening?- zapytał.
- Po co?- zdziwiła się Harriet, również zapominając o wcześniejszym zakłopotaniu.
- Żeby sprzedawać wodę, wiesz?- zirytował się Arthur.- A po co się chodzi na trening? Żeby grać, albo oglądać.
- No przecież wiem. - zdenerwowała się dziewczyna. Angelica i Matt spojrzeli po sobie. Oboje zdecydowali nie wtrącać się w kłótnie przyjaciół.- Ale po co my wam jesteśmy potrzebne?
- No... żeby nam pokibicować. Zobaczyć jak gramy. - wytłumaczył Arthur.
- Trzeba było tak od razu.
- To jak?
- Nie mogę. Przepraszam, ale moja mama ma imieniny i muszę jej pomóc w przygotowaniach.- wytłumaczyła dziewczyna, z trochę smutną miną.
- Aha....szkoda. Mówi się trudno, nie? Ale będziemy cię oczekiwać na następnym treningu. -zapewnił gorliwie Arthur, a Matt go poparł.
Harriet wyszła najwcześniej i pospieszyła do domu. Chłopcy już wychodzili, oczywiście razem.
- A ty?- zapytał Matt, zawiązując buty.
- Co ja?- zdziwiła się Angelica. Opierała się o framugę drzwi.
- Czy przyjdziesz? - wytłumaczył prostując się.- Na trening.- sprecyzował.
- Ja... nie wiem- zawahała się.- A mogę? Trener nie będzie zły?
- Oczywiście, że nie. - machnął ręką.- Na poprzednim treningu pełno było widzów. A zresztą....
- Johnny wszystko może załatwić- wpadł mu w słowo Arthur, mrugając do niej łobuzersko. Matt przewrócił na to oczami i pokręcił głową.
- To znaczy?- wykrztusiła w końcu.
- Jest kapitanem- wyjaśnił Matt.- Może wszystko wybłagać u trenera. Ale najpierw my spróbujemy.
- No właśnie!-poparł kolegę Arthur.- On cię nawet nie lubi!- zwrócił się do Matt' a.
- Mnie? - Smith całkiem dobrze udał oburzenie.- Niby kto? Trener czy McCorney?- dodał po chwili.
- A McCorney.Nie lubi cię.-rzekł Arthur. - Ale nie tyczy się to naszej kochanej panienki, co nie Angelica?
- Uważaj, co mówisz.- burknęła dziewczyna, czerwona na twarzy. Matt parsknął na to śmiechem.
- Dużo mu nie zrobisz. - rzekł, na co dziewczyna prychnęła.
- Tak sądzisz?- oburzyła się.
- Tak. - zapewnił.- Ale zawsze możesz komuś polecić brudną robotę.
- Dobra. Jak mnie wkurzy, to będę dzwonić do ciebie.
- Jasne, zawiązujcie sobie spisek. Szkoda, że wszystko słyszę.
Chłopcy chwilę potem wyszli. Angelica miała całą godzinę, czasu tylko dla siebie. Zdecydowała się przemyśleć niektóre sprawy, które musiała poruszyć z chłopcami.

Kiedy Arthur i Matt przyszli po Angelikę, dziewczyna siedziała przy drewnianym stole w ogrodzie i robiła zadanie. To pozwalało jej się odprężyć i pomyśleć. Nawet nie usłyszała, kiedy mama wpuściła chłopców do ogródka. Matt i Arthur podeszli do niej po cichu, Matt pochylił się i szepnął jej do ucha.
- Co robisz?
Dziewczyna podskoczyła jak oparzona, odwróciła się w stronę kolegów, którzy śmiali się w najlepsze z jej reakcji.
- Robię zadanie. Nie widać?- powiedziała, lekko urażona i wskazała na na stół obłożony książkami. - Zaraz będę gotowa, tylko pozbieram podręczniki.
- Możesz dokończyć- rzekł Arthur, nadal chichocząc i trzymając się za brzuch.- Przyszliśmy dużo wcześniej.
Angelica usiadła i pozwoliła kolegom brać orzechy z jej drzewa. Ona sama zabrała się pospiesznie za resztę zadania domowego, którego jeszcze nie zdążyła zrobić. Matt i Arthur zrobili sobie zawody, kto szybciej rozbije dwadzieścia orzechów. Gnietli je w dłoniach. Oboje robili to szybko i sprawnie, nie zjadając środka, tylko odkładając na stół i biorąc się za następne. Angelica zdała sobie sprawę, że już od dobrych kilku minut ich obserwuję, więc spuściła głowę i spojrzała na zeszyt z zdaniami. Nagle odechciało jej się robić zadania.
- Skończyłam- skłamała.- Chodźmy lepiej, muszę z wami pogadać.
- To nie możemy tutaj?- zapytał Arthur, gniotąc przedostatniego orzecha. - Całkiem tu przyjemnie.
- Nie- odparła.- Wolę, żeby nikt nas nie słyszał.
- Ale jesteśmy sami w ogrodzie- upierał się chłopak.
- Zawsze może nas ktoś usłyszeć przez otwarte okno. - wtrącił Matt.- Wygrałem.- dodał, odstawiając ostatni owoc.
- Dobra, chodźmy- Arthur zrezygnował z dalszych sprzeciwów.- Ale bierzemy orzechy?
- Jasne- rzuciła Angelica.
Wyszli na zalaną słońcem ulicę. Kiedy oddalili się już wystarczająco, Matt zapytał, przegryzając orzechy:
- O czym chciałaś z nami porozmawiać?
- Raczej podzielić się wnioskami- przyznała. - My chyba nie możemy powiedzieć Harriet o Sali Odnowy.
- Też tak sądzę- wtrącił Arthur.- Już dwa razy nie mogliśmy jej wspomnieć o trzecim piętrze, w tym o tych drzwiach świetlicy, które wyglądały całkiem podobnie do tych na trzecim piętrze.
- Przypomniało mi się, że Tarkein mówił, że Harriet ma przyjść. -odezwał się Matt.
- Ale jak mamy jej powiedzieć, - zastanowiła się dziewczyna.- że idziemy na trzecie piętro, skoro nie możemy nawet o nim wspomnieć? Chyba, że....
- Co?- zapytał Arthur.
- Chyba, że to jest ta zagadka, którą sami mieliśmy sobie zadać?- dokończyła.- W takim razie, jak ją rozwiążemy?
- Powiemy coś, na przykład, że pani kazała nam tam iść.- zaproponował Arthur.
- Nie uwierzy. Nie jest głupia, zresztą.....jest za bardzo nieufna.- dodała Angelica.
- Nie tylko ona.- mruknął Matt, nie uszło to jednak uwadze Angeliki.
- Udam, że tego nie słyszałam- Angelica posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
- To ją zawleczemy tam siłą- poddał nowy pomysł Arthur.- Będzie trudno, ale mamy przecież jeszcze czas. Ustalimy, kiedy tam pójdziemy.
- Właśnie pojawia się jeszcze....- dziewczyna zaczęła, ale urwała, ponieważ obok nich przechodził jaki pan.- Pojawia się jeszcze problem, jak się tam dostaniemy. Przecież musimy mieć dość wolnego czasu, żeby tam pójść i nie wzbudzać podejrzeń - dokończyła.
- Coś się wymyśli.- zapewnił Matt. - Masz przed sobą mistrza w wymyślaniu świetnych planów.- rzekł dumnie.
- I kłamania- dodała zgryźliwie.
- A owszem- chłopak uśmiechną się do niej, ale dziewczyna przewróciła oczami.
Byli już całkiem niedaleko boiska, kiedy Johnny przejechał na rowerze obok nich.
- Ej, pospieszcie się! - rzucił przez ramię.- Trener nie będzie czekał!
- Już idziemy.- odkrzyknął za nim Arthur.
Chłopcy powiedzieli Angelice, że muszą iść szybciej, więc pognali przodem, a dziewczyna została z tyłu.
Weszła na trybuny i usiadła w ostatnim rzędzie. Dużo miejsc było zapełnionych. Na boisku już rozpoczął się trening. Angelica wytężyła wzrok i w końcu zauważyła Matt' a i Arthura. Oboje byli w ataku. Po chwili
ujrzała jeszcze Johnny' ego. Arthur górował nad pozostałą dwójką.
Piłka przelatywała z jednego krańca boiska do drugiego, co chwilę znikająca między nogami graczy, lub mknęła w powietrzu. Co jakiś czas słyszała gwizdek i trener, dobrze zbudowany mężczyzna, przerywał akcję, by pouczyć swoich graczy.
Kiedy po półtora godzinnym treningu, mężczyzna zakończył go, Matt i Arthur skierowali się do szatni. Po piętnastu minutach wyszli z niej i ramię w ramię skierowali się w kierunku Angeliki, która stała  na końcu boiska i czekała na nich. Kiedy do niej doszli, Matt zapytał:
- Nie nudziłaś się?
- Nie- odparła.- Świetnie gracie.- pochwaliła.
- Dzięki. Ale nie widziałaś nas jeszcze na prawdziwym meczu.
- My też nie- zwrócił mu uwagę Arthur.
- No tak w sumie racja.
Kiedy ruszali już, ich rozmowę przerwała jakaś dziewczyna, która rzuciła się w stronę Matt' a i objęła jego szyję, po czym ucałowała go w policzek. 

piątek, 3 maja 2013

ROZDZIAŁ XIII

Hej!
Dodaję rozdział zgodnie z zapowiedzią. Cieszę się, że czytacie moje posty i jestem dozgonnie wdzięczna. Muszę też podziękować przyjaciółce za natchnienie, które u mnie spowodowała.
Przepraszam za literówki, które pojawiają się w rozdziałach. Niestety nie jestem w stanie wszystkich wyłapać, ale mam nadzieję, że mi to przebaczycie. :)
Prawdę powiedziawszy to muszę przyznać, że kocham mieć wolne, ale mogłaby być ładniejsza pogoda.
Ostatnio oglądnęłam " Magiczne słowa: Opowieść o J.K.Rowling" (świetny film dla fana Pottera) i "Poradnik pozytywnego myślenia" z fantastyczną Jennifer Lawrence. Dla wtajemniczonych powiem, że według mnie Pat miał rację co do książek (że najpierw jest dobrze, a potem coś musi się zepsuć!). W każdym razie te filmy są warte obejrzenia.
Skończyłam czytać książkę i w sobotę idę do biblioteki. Może znacie coś co warto przeczytać? Osobiście mam już dość dużo książek na swoim kącie, więc zawsze mogę Wam coś polecić.
Wracając do bloga to następny post dodam w środę. Bardzo mi przykro, że tak późno, ale wcześniej nie mogę. Dodałabym w poniedziałek, ale mam konkurs i przez prawie cały dzień nie będzie mnie w domu.
Pozdrawiam,
Venia :*

Angelica nie miała ochoty odwrócić się, ale skoro wszyscy to zrobili to ona również, choć z nieskrywaną niechęcią. Nie zdziwiła się więc, kiedy zobaczyła osobę, która przed nimi stała. Tak naprawdę to dziewczyna wiedziała kto to, od kiedy tylko usłyszała ten głos. Znała go już zbyt dobrze.
Oczywiście, przed nimi ukazał się, nie kto inny, jak Matt. Uśmiechnął się do całej czwórki, ale nie wyjaśnił czemu ich zaczepił.
- O co chodzi, Smith?- spytał wreszcie Johnny, ponieważ to do niego Matt się zwracał. Starał się mówić spokojnie, bez nerwów.
- Chciałem powiedzieć, że trener przeniósł nam trening.- wyjaśnił chłopak.
- Co?- zdziwił się Johnny.- Czemu nie uzgodnił tego ze mną?
- Nie wiem. Zaczepił mnie po lekcjach, dlatego się spóźniłem na spotkanie.
Tak jasne.pomyślała Angelica. Tak samo jak roznosiłeś informacje na historii.
- Kiedy?- zadał pytanie trzecioklasista, patrząc przy tym na Matt' a. Angelica zorientowała się, że obaj chłopcy- Johnny i Smith, są prawie tego samego wzrostu.
- Co?... A tak trening. Jutro o piętnastej.- rzekł Matt.
- A przyjdziesz na korepetycje? - zaciekawiła się Harriet, nie mogąc ukryć dziwnej nutki w głosie.
- Tak, oczywiście.
- Idę pogadać z chłopakami- zaczął Johnny i wskazał na kolegów z klubu.- Powiem im o treningu.
Pożegnał się jeszcze raz i odszedł. Arthur, Harriet i Angelica rozeszli się każde w inną stronę. Ta ostatnia szła wolno do domu, okrężną drogą. Nie uśmiechało jej się wrócić szybko. Kiedy doszła jednak doszła do domu, postanowiła pobiegać z godzinę, czy dwie. W tym celu przebrała się w leginsy i białą bluzkę na ramiączkach, na którą zarzuciła bluzę. Ubrała swoje specjalne sportowe buty, a włosy spięła w wysokiego kucyka. Wyszła z domu i stanęła przed bramą. Zastanawiała się gdzie będzie biegać. Po chwili bezczynnego stania w miejscu, puściła się biegiem w dokładnie tą samą uliczkę, która dziś wracała ze szkoły. Mimo, że jej mięśnie rąk nie wytrzymywały zbyt dużego wysiłku, to dziewczyna mogła biec truchtem bardzo długo bez wytchnienia.
Kiedy przebiegła już z pół kilometra, przed sobą ujrzała rowerzystę nadjeżdżającego z naprzeciwka. Zatrzymała się na chwilę. W miarę jak postać zbliżała się, dziewczyna dostrzegła, że ów rowerzysta to nie kto inny, tylko Johnny McCorney. Najpierw dostrzegła burzę ciemnych włosów, a potem jego twarz. Ubrany był w zielono-białą bluzą z kapturem. Rękawy podwinął, mimo, że było dość chłodno. Na początku nie zauważył Angeliki, ale kiedy pomachała do niego, zatrzymał się przed nią i wyszczerzył zęby.
- Cześć. Widzę, że biegasz?- zagadał, na co Angelica uśmiechnęła się lekko.
- No tak. - przytaknęła.
- Mieszkasz w okolicy?- zaciekawił się.
- Nie na tej ulicy, ale niedaleko. Za rogiem.- wyjaśniła.
- Ja mieszkam tutaj. Dziwne, że się nie spotkaliśmy, skoro mieszkamy tak blisko siebie. Mogliśmy się przecież widzieć jak szliśmy do szkoły albo z niej wracaliśmy.
- No tak, tylko ja rzadko chodzę przez tą ulicę. To jest taka dłuższa droga.
- Ach...kiedy kończysz w poniedziałek lekcje? - zapytał, tak nagle,  że Angelikę na chwilę zatkało.
- Yyy... O trzynastej dwadzieścia pięć.- w końcu odzyskała głos. - A co?
- Ja godzinę wcześniej, bo zaczynam o siódmej - przyznał.- Jak chcesz, mogę poczekać na ciebie. Wtedy poszlibyśmy razem do domu.
- To nie byłby dla ciebie kłopot? - zapytała i popatrzyła w oczy chłopak, żeby mieć pewność, że nie kłamie.
- Nie, żaden.- odparł, nie odwracając wzroku. - Mogę zrobić zadanie w szatni. To jak?
- Mi pasuję. - rzekła.- Zawsze dobrze mieć jakieś towarzystwo.
Kilka minut rozmawiali. Johnny jechał na rowerze bardzo powoli, a Angelica szła obok. Dziewczyna w końcu przypomniała sobie, że udziela jutro korepetycji, więc chciała się pożegnać.
- Chcesz, mogę cię podrzucić do domu. -zaproponował.
- Nie trzeba.- odparła, trochę speszona.
- I tak mam po drodze. - zapewnił.
Angelica w końcu się zgodziła. Chłopak posunął się do tyłu, żeby mogła choć trochę usiąść na  siodełku. Kiedy to zrobiła, chłopak rzekł:
- Będę musiał oprzeć głowę na twoim ramieniu.
Dziewczyna tylko przytaknęła. Kiedy byli już na rogu ulicy Angelica poczuła, że zaraz spadnie, ponieważ nogi jej zesztywniały. Siedziała w niewygodnej pozycji i niezbyt pewnie. Uprzedziła chłopaka, a on zatrzymał się i zmienił pozycję. Teraz ona siedziała na siodełku z tyłu, a on z przodu. Dla ubezpieczenia, Angelica chwyciła za bluzę chłopaka, a on uśmiechnął się pod nosem.
- Mieszkasz przy siódemce, prawda?- zapytał.
- Tak. Skąd wiesz?- zdziwiła się.
- Teraz mi się przypomniało. Kiedyś jak szedłem z kolegami to widziałem, jak grałaś w klasy na podwórku. To było z pięć lat temu. Byłaś wtedy chyba w drugiej klasie, a ja w czwartej. Wiele się nie zmieniłaś.
Angelica zrumieniła się, ponieważ kiedy poszperała w pamięci, także przypomniała sobie ten dzień, ale nie zdołała nic odpowiedzieć, bo już zatrzymali się przed jej domem. Podziękowała i skierowała się w kierunku drzwi. Obejrzała się jeszcze przez ramię, ale chłopak już odjechał.

*        *        *

W czasie korepetycji, nie wydarzyło się nic ciekawego, oprócz jednego zaskakującego wydarzenia. A miało ono miejsce na samym początku douczania.
Kiedy byli już  wszyscy, Angelica nawet nie zdołała nic powiedzieć, bo Matt zaczął mówić, bez owijania w bawełnę:
- Chciałem was przeprosić, że ostatnio zachowuję się jak kretyn, ale to jakoś tak ze mnie wychodzi i ja nie mogę jakoś nad tym zapanować. Najpierw robię, a potem myślę.Wiem, że nie lubicie mnie- zwrócił się do Angeliki i Harriet. - ale może dajcie mi szansę jakoś się poprawić.... i czas. Może staniemy się kolegami... na przykład.
Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy byli wstrząśnięci wypowiedzią Matt' a....może nawet on sam.
- Dobra. - odezwała się Harriet.
Po każdym Angelica mogła się tego spodziewać, ale nie po Harriet. Ona przecież nienawidziła Matt' a. Ale Angelica jakby ucieszyła się, że to usłyszała. Nie wiedziała dlaczego. Przyszło jej na myśl, że może Vocum Multurom, wtrącają się w jej życie.... ale szybko odtrąciła ten pomysł.
- Niech będzie.- zgodziła się, chociaż nawet tego nie zamierzała.CO?!krzyknęła w myślach.Czemu ja to powiedziałam?!Co mnie znowu naszło?! Czemu on tak na mnie działa, że najpierw się zgodzę, a potem myślę co zrobiłam?! CZEMU?!Może jeszcze uda mi się to odwrócić....
- Mi pasuję.- przyznał Arthur.
- Dzięki- rzekł Matt.
Uśmiechnął się do innych.Angelica zdała sobie sprawę, że nie ma odwrotu. Ale jakoś zrobiło jej się lżej na sercu. Najpierw to ona chciała trochę pomóc chłopakowi....czemu teraz nie mogą stać się....przyjaciółmi? Musiała przyznać przed samą sobą, że naprawdę Matt w tym roku....wydoroślał. Nie chciał jej już upokarzać, najwyżej rozśmieszyć, a to, że jest taki śmiały to nie jego wina. Nawet czasem mu się to udało. Mimo, że czuła się czasem niekomfortowo, kiedy do niej mówił, to przecież może przełamać tą niechęć. Doszła w końcu do wniosku, że nawet trochę go polubiła. Wiedziała, że to będzie trudna znajomość....ale czemu nie może zaryzykować? Obdarowała więc wszystkich lekkim uśmiechem. Matt, kiedy to zauważył, zwrócił się do Harriet, schodząc na inny temat.
- Wiesz, wszyscy musimy ci coś powiedzieć. Kiedy cię nie było.....