niedziela, 30 czerwca 2013

ROZDZIAŁ XXIV

Cześć!
Wreszcie czuję, że są wakacje!! I ogarnia mnie ta wspaniała nuda.... Ogólnie czuję się dość fajnie. Po prostu kocham wakacje.
Następny rozdział dodam w czwartek, albo jakoś tak.
Dziękuję za tak wiele wejść na mojego bloga!
Venia


- Ja w to nie wierze!- upierał się Arthur.
On, Angelica i Harriet siedzieli wokół małego stolika, w pokoju Angeliki. Dziewczyna dopiero dzisiaj powiedziała przyjaciołom o tym co usłyszała w łazience, a minęły już od tego zdarzenia dwa dni.
- Dlaczego dopiero teraz nam o tym mówisz?- szepnęła Harriet.
Dziewczyna otworzyła usta, ale zaraz potem je zamknęła. Już miała powiedzieć, że nie miała odwagi, ale to nie była prawda. W głębi siebie wiedziała, że była zbyt załamana, by opowiedzieć o tej niezwykle drażliwej sprawie. Zresztą wiedziała,  że koledzy nie dadzą się tak szybko przekonać. Wierzyli w Matt' a, tak jak ona do niedawna.
- Jak miałam wam powiedzieć, skoro nie było mnie w szkole?- zapytała w końcu.
Rzeczywiście przez te dwa dni nie chodziła do szkoły, udając, że dostała dwa silne ataki migreny, co nie było takie łatwe.
- No nie wiem, zadzwonić?- zaproponował Arthur z nutką rozdrażnienia w głosie.
Angelica spojrzała na niego spode łba.
- To nie jest rozmowa na telefon.- stwierdziła.
Zapadła niezręczna cisza, którą przerwała wreszcie Harriet.
- Podsumujmy- rzekła.- Matt założył się z Margaret, żeby on nas oszukał. Jeśli by to zrobił to byłby chłopakiem Margaret. Rozmawiał o tym w łazience z Chrisem, tak?
Angelica pokiwała głową.
- Tak można to mniej więcej skrócić.
- Nie wierze!- sprzeciwił się znowu Arthur. - Kto chciałby chodzić z Margaret?!
- On- odparowała Angelica.- Sam to powiedział i potem potwierdził.
- Ale..... ja..... nie wierze...
- To uwierz! - Angelica podniosła głos.- Czy ja was kiedyś okłamałam?
Harriet pokręciła głową. Za to chłopak zrobił minę, jakby się nad tym zastanawiał.
- Mi też trudno to było zaakceptować, kiedy to usłyszałam od Chrisa.- rzekła dziewczyna.- Ale Matt to potwierdził. Powiedział mi to prosto w twarz!
Znowu zapadła chwila milczenia.
- To co?- spytała niepewnie Angelica. - Wierzycie mi, czy nie?
Harriet znów pokiwała głową, jakby całkiem straciła głos.
- A ty? - zwróciła się do Arthura.
- Wiesz, że to nie jest łatwe.- stwierdził, po chwili jednak przytaknął.- Ale tak. Mimo wszystko ufam, że nie kłamiesz.
- To miło z twojej strony- odparła Angelica z przekąsem.

*        *        *

Ktoś złapał Angelikę z tyłu  za barki i pociągnął do pustej klasy. Zbyt zdezorientowana przez chwilę łapała oddech. Potem odwróciła się i ujrzała Matt' a, który stał przed zamkniętymi drzwiami. Tarasował jej wyjście, stojąc podobnie jak wtedy, na zakończeniu roku szkolnego. 
Na twarzy miał znowu, tak dobrze jej znany, wyraz obojętności. 
Cała w środku zaczęła się gotować, patrząc spode łba na chłopaka. 
W końcu wściekła, skierowała się w jego stronę, miała dość. 
- Unikasz mnie - stwierdził spokojnym tonem, a ona się zatrzymała.
- No, co ty?- mruknęła.- Ciekawe dlaczego? 
- Kiedy tylko chcę z tobą porozmawiać, ty uciekasz. Nawet na mnie nie spojrzysz. 
Milczała. Założyła ręce na piersi. Czekała.
- Wiem, że powiedziałaś Arthurowi i Harriet. Arthur przyszedł do mnie....
- I nic mu nie odpowiedziałeś, a on stwierdził, że miałam jednak rację co do ciebie. - przerwała mu.- Wiem, mówił mi. Dowiedział się przy okazji, że przyjaciele się nie okłamują.
Wiedziała, że Matt zrozumiał, iż jest już tak naprawdę wykluczony z osób, którym można ufać. 
- Co teraz myślisz o mnie? - spytał nieoczekiwanie, bardzo cicho, tak, że dopiero po chwili go zrozumiała. 
- To cię obchodzi?- zdziwiła się.
- Tak.
- Cóż jeśli jeszcze się nie domyśliłeś, to twoja sprawa.
- Angelico...
- Co jak co, ale to jest jednak twój najmniejszy problem. Tak dla twojej wiadomości wcale mnie już nie interesujesz.
Ruszyła w stronę wyjścia, z zamiarem ominięcia go, on jednak chwycił ją za ramiona.
- Angelico, proszę daj mi wytłumaczyć....
Teraz poczuła już, że jeśli jej nie puści, to go zaraz własnoręcznie udusi.
- Puszczaj mnie,  ty durny oszuście!- krzyknęła.
- Nie, daj mi...
- Spadaj!  

środa, 26 czerwca 2013

ROZDZIAŁ XXIII

Hej!
Wreszcie koniec roku! Jak ja na to czekałam!
Zaczęłam oglądać "Grę o Tron", ale to szczegół.
Następny rozdział w niedzielę.
Pozdrawiam,
Venia<3

Męska łazienka
Godzina 12. 15
Przerwa przed lekcją chemii


- Mógłbyś nie gadać o tym na prawo i lewo?- zapytał rozeźlonym tonem Matt.
- Czyli się podjąłeś zadania Margaret, co? - odpowiedział pytaniem na pytanie Chris ze złośliwym uśmieszkiem.
Stali w łazience, naprzeciw siebie.
- Wcale nie- zaprzeczył Matt.
- To po co gadasz z tą trójką?
Chłopak otworzył usta i zaraz potem je zamknął. W sumie nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na to pytanie.
- Ha! A jednak! - ucieszył się Chris. - Wiesz prawdę powiedziawszy, jak Margaret w autobusie kazała ci zaprzyjaźnić się z tą trójką i potem ich wrobić w jakieś paskudztwo, to myślałem, że naprawdę nie zrobisz tego. A tu proszę!
Matt spojrzał na niego spode łba, ale chłopak nie przerywał wykładu.
- I to wszystko za chodzenie z Margaret! Aż tak bardzo ci zależy żeby mieć dziewczynę, co?
Zapadła niezręczna cisza. Matt zaciskał pięści, a Chris się mu przypatrywał.  Wreszcie ten drugi zapytał:
- Bo ty wykonujesz to zadanie, prawda?
Matt zacisnął mocniej pięści. Zastanowił się. Miał na oku inną dziewczynę, ale u niej raczej nie miał szans. A Margaret jak nie patrzeć była dość atrakcyjna.... Rozluźnił dłonie.
- Tak. - odparł.
- CO?!- krzyknął ktoś przy drzwiach. Głos wypełniała mu ślepa furia, najwyraźniej był bardzo zły.
Matt poznał znajomą nutkę w tym głosie, choć teraz pod całym tym gniewem prawie nie wyczuwalną. Obrócił się powoli na pięcie. Otworzył szeroko oczy, krew odpłynęła z jego twarzy, kiedy zidentyfikował osobę stojącą w drzwiach. Od razu spuścił wzrok.
- ŻE CO?!- krzyknęła Angelica. - O CO SIĘ ZAŁOŻYŁEŚ?
Chłopak zerknął na wściekłą dziewczynę i cofnął się o krok, kiedy zobaczył wojownicze iskierki w jej oczach.
Chris przypatrywał się tej scenie z największą ciekawością. Uśmiechnął się półgębkiem do siebie, kiedy wpadł na pomysł.
- Założył się, że się z wami zaprzyjaźni, a potem was wrobi. - rzekł. Matt przegra zakład, nie będzie chodził z Margaret- najlepsze co go w życiu spotka. Kontynuował więc: - I to z Margaret. Jeśli by to zrobił, byłby jej chłopakiem.
Angelica wypuściła powietrze i powoli przeniosła wzrok na Chrisa.
- Pytałam cię? - warknęła.
Chłopak aż skulił się, pod jej wilczym spojrzeniem i słysząc jej ton. Pogratulował Matt' owi, na którym teraz dziewczyna rozładowywała swoją złość, że jest na tyle odważny, by stać prosto.
- Czy... to...prawda?- zwróciła się do Matt' a, cedząc słowa. Skierowała się w jego stronę, bez pośpiechu, krok po kroku.
Zmusił się by nie postąpić krok w tył.
- Angelica, ja...- zaczął cicho, ale mu przerwała.
- Po prostu ODPOWIEDZ!- za każdym słowem coraz bardziej podnosiła głos.
Nie miał odwagi nic powiedzieć.
- ODPOWIEDZ!
Oszołomiony jej napadem furii, wydusił wreszcie jedno krótkie słowo.
- Tak.
Angelica poczuła, jakby uderzył ją otwartą ręką w twarz. Przez chwilę nie mogła wydusić, ani słowa. Otrząsnęła się szybko i poczuła nienawiść, jaką nigdy jeszcze nie doznała do żadnej osoby, tak wielką, że mogłaby w tej chwili kogoś pochwycić za gardło.
Nie okazywała jednak uczuć. Wyprostowała się, dumnie podniosła do góry podbródek  i obdarowała go pogardliwym spojrzeniem. Patrzyła na niego jak na jakiegoś robaka.
On jednak nie podnosił wzroku, wpatrzony w podłogę, zgarbiony i przygnębiony.
- Dumny jesteś?- zapytała stalowym głosem.
Zerknął na nią. Kiedy się odzywała czuł, jakby go kroiła nożem.
- Jesteś zadowolony, że nas uraziłeś? Cieszysz się, że uraziłeś Arthura i Harriet? Że zraniłeś mnie?
Chciał coś odpowiedzieć, spojrzeć jej w oczy, ale nim to zrobił odwróciła się i pomaszerowała do drzwi.
Zrozpaczony padł na podłogę i odarł się o ścianę łazienki. Zakrył twarz w dłoniach.
Angelica pochwyciła klamkę i jeszcze cichutko powiedziała nie odwracając się.
- A ja wierzyłam, że się jednak zmieniłeś. Cóż, myliłam się. Ty zawsze będziesz taki sam. Zastanawia mnie tylko, po co dawałeś mi tą głupią nadzieję?
Nie czekając na odpowiedź otworzyła drzwi i wyszła. Zanim je zamknęła usłyszała cichy jęk rozpaczy.
Zatrzasnęła je z całej siły, po czym zamknęła oczy, by łzy przestały się wreszcie lać z jej oczu.

piątek, 21 czerwca 2013

ROZDZIAŁ XXII

Hej!
Jakoś ostatnio nie wchodziłam na internet, wybaczcie za opóźnienie.
Straszny upał ostatnie nie wiem jak u Was.
W każdym razie nowy rozdział dodam  w środę, bo poniedziałek mam zajęty. :)
Pozrdawiam
Venia


Przeszli przez próg.
Uderzyła ich fala gorącego i zarazem kojącego powietrza. Lecz tym razem była dużo silniejsza niż ostatnio. Włosy i ubrania zaczęły falować. Oczy Angeliki zaszły mgłą, więc je zacisnęła i nieświadomie wtuliła głowę w ramię Matt' a.
- Objaśnimy nauki kiedy indziej- usłyszeli w głowach.
Zanim zdążyli przetrawić w myślach tą wiadomość, stali już za Drzwiami do Sali Odnowy.
Zdziwieni popatrzyli po sobie. Angelica spostrzegła, że po ich oparzeniach ani śladu.
- Możesz mnie już puścić.- zwróciła się do Matt' a.
- A tak, jasne.- dopiero teraz przypomniał sobie,że ją trzyma.
Opuścił ją delikatnie na ziemie. Angelica syknęła, ponieważ mino, że oparzenia zniknęły to nadal piekło ją całe ciało.Matt momentalnie zacisnął rękę na jej tali.
- Może jednak ci pomogę?- było to raczej stwierdzenie niż pytanie, ale dziewczyna kiwnęła głową na znak zgody.
Cała czwórka zeszła na drugie piętro powoli.
- Jak sądzicie, czemu wypuścili nas wcześniej?- zapytał Arthur.
- Która godzina? - spytała Harriet po kilku sekundach.
Chłopak pospiesznie zerknął na zegarek, z niezadowoloną miną.
- Siedemnasta dwadzieścia pięć.- rzekł.- Ale może mi ktoś wytłumaczyć....?
- Za pięć minut będzie zbiórka- przerwała mu Harriet.
- I co  z tego?
- A to, że jeśli się nie stawimy na dole, za pięć minut, to nas zaczną szukać. A oni by pewnie tego nie chcieli.
Arthur najwyraźniej zrozumiał o co chodzi.
Kiedy już zeszli na parter, podszedł do nich Chris Evan, chłopak z ich klasy i zwrócił się do Matt' a.
- Gdzie byłeś? Wszędzie cie szukaliśmy.
- Chodziłem sobie po drugim piętrze. - wyjaśnił szybko Matt.
- Tam też byliśmy- upierał się chłopak.
- Musieliśmy się minąć. - odparł Matt.

*        *        *

Angelica jadła właśnie drugie śniadanie. Obok niej siedzieli Arthur i Harriet, a Matt niedawno się dosiadł. Wszyscy byli w dość dobrych humorach po wycieczce. 
W pewnej chwili, kiedy już kończyli jeść, podszedł do nich Chris Evan.
- Widzę, że podałeś się jednak zadaniu. - rzekł w stronę Matt' a, dość głośno, i klepnął go po plecach.- Dobrze ci idzie.
Potem powoli skierował się dalej z uśmiechem na twarzy.
Całą trójka popatrzyła za nim. Angelica odwróciła się do Matt' a i popatrzyła na niego z ciekawością. Nie uszło jej uwadze, że trochę pobladł. 
- O co mu chodziło? - zapytał Arthur.
- Nic takiego- rzekł Matt obojętnym tonem.- Zresztą sam nie wiem.
Nagle wstał i wyszedł z jadalni, bez słowa wyjaśnienia. 
Harriet wzruszyła ramionami. Arthur najwyraźniej szybko o tym zapomniał. Ale Angelica ciągle o tym myślała i nie mogła przestać.

Szła w tej chwili w kierunku sali chemicznej na lekcję. Angelica nagle usłyszała dobrze jej znany głos dochodzący z jednej z łazienek męskich. Podeszła pod drzwi.

piątek, 14 czerwca 2013

ROZDZIAŁ XXI

Hej!
Przepraszam, że mam takie opóźnienie, ale to prawie koniec roku i strasznie dużo nauki. Całe szczęście, że już koniec z poprawami. Jaką macie średnią? Ja 5.4. :)
Wreszcie ładna pogoda. Myślałam, że przez całe wakacje, będzie padać. Na całe szczęście się pomyliłam.
Nowy rozdział dodam w środę.
Do zobaczenia.
Venia



- Angelica!
Ktoś uklęknął obok niej, czuła jego bliskość, lecz ciężkie powieki zasłaniały widok.
- Angelica!- znowu usłyszała.
Może jeszcze żyła, skoro ją tak rozpaczliwie wołają? Nie, z pewnością nie żyje. Ale po śmierci raczej nie czuje się bólu. A ona czuła, właśnie  w tej chwili czuła nie znoście pieczenie, swędzenie i ból na całym ciele z wyjątkiem twarzy, którą zasłoniła rękami.
- Angelica!- tym razem zabrzmiało niemal płaczliwie.
Ktoś delikatnie uniósł jej głowę i położył na czymś.
Powoli otworzyła oczy i spojrzała na górę, prosto w oczy Matt' a. Doznała dużego szoku, ponieważ nigdy tego nie robiła. Jego piwne, piękne oczy były idealnym dopełnieniem i tak przystojnej twarzy. Dopiero potem zauważyła, że są zaczerwienione. Spojrzała na resztę towarzyszy, wszyscy odnieśli oparzenia. Okazało się, że leży na kolanach Harriet, a Arthur siedzi na podłodze, obok nich. Tylko Matt stał i przyglądał się jej nieprzytomnie, mimo poważnego oparzenia na nodze.
On pierwszy zauważył, że otwarła oczy.
Uklęknął przy niej. Reszta nagle się ożywiła.
- Gdzie cię boli? - zapytała Harriet.
- Wszędzie.- odparła Angelica. - Czemu nie zapytałaś najpierw, czy coś mi jest?
- Bo mam jeszcze oczy. -wyjaśniła patrząc na nią ze współczuciem.
Angelica postanowiła nie oglądać siebie, bo bała się zobaczyć, to jak teraz wygląda.
Arthur ze smutkiem pokiwał głową.
- Jesteś cała poparzona. Nie dziwię się.
- A co u was? - zmieniła temat na mniej drażliwy dla niej.
- Harriet poparzyła się na rękach,- zaczął Arthur. - mnie sparzyło na lewej ręce i brzuchu, a Matt ma zranioną nogę, rękę i plecy.
Zapadła niezręczna cisza.
- Co się właściwie stało?- odezwała się wreszcie Harriet.- Pobiegliśmy do ciebie, ale wtedy przed nami buchnął ogień, nas poparzył, a ja straciłam cię z oczu. I usłyszałam twój krzyk. Potem to nie pamiętam. Kiedy się obudziłam, znalazłam cię na środku sali. Następnie dołączyli do mnie chłopcy.
Angelica milczała chwilę. Nie chciała wyjawić im co tam się stało, ale w końcu opowiedziała im całą historie, staranie omijając to co czuła. To zamierzała zachować dla siebie.
- Chodźmy stąd- zaproponował Arthur. - Jak sądzicie jak będzie brzmieć ta nowa nauka?
- Coś w rodzaju" Uważaj bo się poparzysz".- odparła Angelica.
Wolno, z wielkim trudem podniosła się do pozycji siedzącej, ale zaraz straciła wszelkie siły i opadła znów na kolana przyjaciółki.
- Nie dam rady- wyznała.
- Chodź- odezwał się Matt, który nie wiadomo skąd znalazł się obok niej.
Jedną rękę włożył pod jej plecy, a drugą pod kolana. Bez większego wysiłku podniósł ją. Potem pomaszerował wolno i ostrożnie w stronę drzwi. Nie patrzył się na dziewczynę.
Dopiero kiedy ją podniósł dziewczyna zdała sobie sprawę, że podłoga jest całkowicie spalona. Pociągnęła nosem. W powietrzu nie czuć było zapachu dymu.
- Jeszcze przed chwilą nie dało się oddychać- rzucił, jakby pod nosem Matt, który zrozumiał po co to zrobiła.
Angelica mrugnęła kilka razy oczami i zobaczyła coś dziwnego. Spalenizna na podłodze na środku pokoju prawie zniknęła, choć jeszcze przed chwilą tam była.
Oszołomiona pokręciła głową, postanowiła nie zaprzątać tym sobie głowy.
- Masz czerwone oczy.- szepnęła do Matt' a słabym i cichutkim  głosem, tak by tylko on ją usłyszał.- Płakałeś?
- Dym mi je podrażnił.-usprawiedliwił się, tak jak ona zniżając głos do szeptu, na jedną krótką chwilę jego twarz pojaśniała.- Ja nie płaczę.
- Zapamiętam.
- To było głupie i bezsensowne.- powiedział po chwili zachrypniętym tonem.
Kiwnęła głową.
- Masz rację- przyznała.- Ale czym jest życie bez ryzyka?
- Czymś bardziej bezpiecznym.- odparł bez namysłu.
Znowu potwierdziła skinieniem głowy.
Doszli do drzwi. Matt głośno chrząknął.
- Wybaczcie, ale mam zajęte ręce.- zwrócił się do reszty towarzystwa.
Arthur szybko podszedł do nich.
- Wybacz- rzekł i otworzył drzwi.

środa, 5 czerwca 2013

ROZDZIAŁ XX

Hej!
Na wstępie: PRZEPRASZAM, że dodaję dopiero dzisiaj, a nie w poniedziałek, ale mam strasznie dużo nauki, więcej niż w całym roku szkolnym. Muszę się utrzymać i dlatego, rzadko kiedy mam czas żeby wejść na bloga.
Poza tym  jestem strasznie dymna, że dodaję rozdział dwudziesty. Dziękuję, że dotrwaliście do niego i mam nadzieję, że się nie zawiedliście.
Strasznie Was jeszcze raz  przepraszam, ale rozdział następy dodam w piątek. Wcześnie nie byłam pewna, ale teraz już wiem, że ten tydzień jest moim najgorszym w roku, mam strasznie dużo nauki i przez to się nie wysypiam, a to prowadzi do braku weny. :(
Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna!
Pozdrawiam!
Venia :*


- Szkoda czasu na pogaduszki.- rzekł Tarkein. - Musimy coś uzgodnić.
-Co takiego?- zdziwił się Matt.
- Musicie najpierw wiedzieć, że zadaliście sobie pytanie, a konkretnie Angelica: Jak macie się dostać do tej komnaty. - zaczął. Kiedy potwierdzili skinieniami głów, kontynuował:- To było pytanie, które sami sobie zadaliście i sami znaleźliście odpowiedź. Co prawda pomogliśmy wam trochę, ale to nie umniejsza waszych zasług. 
- Ale to Angelica wpadła na ten pomysł.- zaprotestował Arthur.
- Owszem, ale dzięki temu, że jesteście przyjaciółmi, stanowicie w naszych oczach jedną całość, różną na wiele sposobów, ale zawsze całość...Jesteście tylko ludźmi i nie posiedliście całej naszej wiedzy, więc nie zrozumiecie naszego rozumowania i postrzegania świata. - dodał pospiesznie, bo chłopak już otwierał usta. -Ale tego nie wymagamy. Jesteśmy jedyni w swoim rodzaju, inny od każdego innego stworzenia, mamy więc inne poglądy, których wy, ludzie nie pojmiecie. Ludzie widzą wszystko osobno, postrzegają najróżniejsze szczegóły, ale sztuka polega na tym, by mimo tych szczegółów, widzieć nadal wszystko jako jedność, bo wtedy można zachwycić się nad ich prawdziwym pięknem. Nie sądze byście tak umieli.
- Pewnie nie- powiedziała obojętnym tonem Angelica.
- Cóż, nie powinniśmy odchodzić od tematu. Więc odnajdując odpowiedź, zakończyliście pewien etap szkolenia. Jak już wspominaliśmy, mamy wielką moc. Naprawdę ogromną, bo jesteśmy jednością..... Możemy was zatem przenosić do tej sali, zawsze w pełnie na spotkania, ale potem musicie sobie radzić sami. Na pewno znajdziecie jakiś sposób, o to nie można się martwić. Jesteście bardzo pomysłowi. Zresztą, nie mamy dużo czasu, a dość dużo rzeczy do zrobienia. Zapraszm was teraz do Komnaty Ognia.
- CO?!- krzyknęli jednocześnie Arthur, Matt i Angelica.
- Drugie drzwi po waszej prawej. Zapraszam- usłyszeli w odpowiedzi.
Znowu coś ich popchnęło w kierunku idealnie białej ściany z idealnie białymi drzwiami. Angelica nerwowo przygryzła wargę i patrzyła w przerażeniu. W świadomości usłyszała jeszcze ciche głosiki należące do Ghassa i Gvardji" Ale będzie ubaw". Nie mogła już opanować drżenia kolan. Ogień? myślała.Co będziemy musieli zrobić?Nigdy nie bała się ognia, jak i wody, a ostatnim razem ta druga prawie jej nie zabiła. Ogarnęły ją nagle wątpliwości. Lecz nic nie zrobiła, bo nie wiadomo jakim cudem, drzwi, za których ciągle coś trzeszczało, uchyliły się i wkroczyli w czerń.
Po chwili ukazała im się tak samo rozległa sala jak za pierwszym razem, lecz nie było tu jeziorka, tylko lśniąca drewniana podłoga, chyba deski zostały wysmarowane oliwą. Pod przeciwległą ścianą palił się malutki płomyk.
- I po co my ty przyszliśmy?- zapytała Harriet.
- Mamy coś zrobić. - wyjaśnił ponuro Arthur.
- Ale co? - nie ustępowała.
- Coś pozbawionego sensu i na pozór bezpiecznego.
Uwagę Angeliki przykuł właśnie zwój pergaminu leżący na środku sali. Ruszyła w jego stronę, lecz ktoś chwycił ją za rękę. Spojrzała na Matt' a.
- Nie rób tego.- rzekł łagodnym, aczkolwiek stanowczym tonem.
- Musimy coś zrobić.- odparła.
- Ale czemu akurat ty? Może lepiej ja....
- Ty ostatnim razem ryzykowałeś.
- Bo nie wiedziałem co się stanie! Jakbym wiedział, to bym tego nie robił!
- Musimy coś zrobić- powtórzyła, nadal spokojnym tonem, choć zdenerwowanie zżerało ją od środka, na dodatek ta ręka Matt' a, która nie pozwalała jej na choć jeden mały krok.
- Ogień jest bardziej niebezpieczny od wody! Przypali cię, kiedy tylko dotkniesz tej kartki, która nie jest nic warta!
- Nie boję się ognia.
- Nie zachowuj się jak bohater! Co to da? 
- Wcale nie udaję bohatera!
- Zawsze uważałem, że jesteś mądrzejsza ode mnie. Pomyśl! Oni chcą, żebyśmy coś zrobili i narazili się! Co to za nauka, kiedy jesteśmy w niebezpieczeństwie?
- Chyba najlepsza, bo człowiek uczy się na błędach.
- Proszę cię.....
- Musimy coś robić, bo stąd nie wyjdziemy!- Angelica jednym szarpnięciem, wyrwała rękę.
Matt spojrzał na resztę towarzystwa, lecz oboje mieli kamienny wyraz twarzy, więc ze złością rzucił w stronę Angeliki:
- Dobra, jak chcesz! Nie chce mi się na to patrzeć. - odwrócił się do niej plecami i załomotał pięścią w drzwi, jednak one się nie otworzyły.
Angelice  zrobiło się strasznie przykro, ale mimo to podążyła w stronę pergaminu. Uklękła przy nim i dotknęła palcami szorstkiego papieru, potem powoli go podniosła i wstała.
W następnej chwili usłyszała odgłos, który może wydawać tylko szybko rozprzestrzeniający się ogień. Rozejrzała się i ujrzała, że ogień zakreślił krąg,  który odgrodził ją od przyjaciół i drogi ucieczki. Angelica niewątpliwie znajdowała się w środku.
Ostatnie, co zobaczyła to to, jak Matt odwrócił się i wraz z Arthurem i Harriet pognali w jej stronę, lecz nie zdążyli przed pryskającym w górę ogniem. Usłyszała tylko stłumione " Angelica", potem widziała już wyłącznie wysokie języki ognia sunące na nią, czuła tylko nieznośne gorąco, do którego dołączył niesamowity, nieznośny i ogromny ból, paraliżujący ciało, kiedy fala ognia do niej dotarła.
Przerywany krzyk zmienił się w cichy jęk, potem wszystko ucichło, kiedy ogień ją pochłoną, kiedy poczuła, ze świat się już dla niej prawie na pewno skończył.