niedziela, 22 września 2013

ROZDZIAŁ XXX

Hejka!
Już trzydziesty rozdział! Ale to szybko zleciało!
Venia


   Następnego dnia, kiedy tylko zobaczyła, jak Matt wchodzi przez drzwi wejściowe do szkoły, podeszła do niego.
- Zerwałeś z Harriet?- zapytała prosto z mostu.
   Chłopak nie zareagował tak, jak się spodziewała. Przewrócił oczami i westchnął.
- Znowu zaczynasz?- zapytał, zmęczonym tonem. - Rozmawialiśmy już o tym.
- Harriet ci nie powiedziała?- zdziwiła się.
- Co miała mi powiedzieć?
   Dziewczyna zastanowiła się. Mogła mu tego nie pokazywać, ale z drugiej strony...
- Dobra chodź.
    Poprowadziła go do szatni i wyciągnęła komórkę. Chłopak nie ukrywał zainteresowania. Przed tym jak dziewczyna zabrała Harriet do łazienki, włączyła  dyktafon, bo miała przeczucie, że dziewczyna nie zerwie z chłopakiem. Puściła rozmowę, zatrzymując ją jednak przed końcem, by Matt go nie usłyszał.  Chłopak stał zamyślony przez kilka minut.
-Przykro mi, że się dowiedziałeś w taki sposób - Angelica przerwała niezręczną ciszę. - Myślałam, że lepiej, żebyś wiedział.
   Pokiwał głową. Nadal nie odpowiadał. Dziewczyna zaniepokoiła się. Może jednak nie powinna tego robić?
- Przepraszam, to ona powinna...ja... nie chciałam....dobrze się czujesz?...
- Dzięki. -  przerwał jej chłopak. - Czuję się dobrze. Tylko muszę zerwać z Harriet. Podstęp godny podziwu. Ale dlaczego to zrobiła?- zapytał.
- Chyba chciała zrobić ci na złość.- wymyśliła naprędce.
- Nie puściłaś mi całej rozmowy, co jest na końcu?- zapytał i spróbował odebrać jej telefon.
   Dziewczyna wyminęła go, przyciskając telefon do piersi.
- Sprawy osobiste, nie musisz tego słuchać. - powiedziała.
- Masz jakieś tajemnice? - wyszczerzył do niej zęby.-  Przede mną?
   Uśmiechnęła się, i wyszła zostawiając go bez odpowiedzi. Za chwile dobiegł do niej, ale nie próbował wyciągnąć od niej tej informacji.

   Na dworze było jeszcze zimno, śnieg nie zdążył się stopić. Dlatego też trening drużyny piłkarskiej odbył się w sali gimnastycznej. Trener zostawił chłopców samych, mówiąc, że siatkówka, w którą grali, go nudzi. Wszedł do gabinetu, a chłopcy grali nie zważając na  reguły.
   Angelica siedziała znudzona pod ścianą i obserwowała ich bez zbytniego zainteresowania. Nudziła się, ale nie miała nic innego do roboty. Z Harriet nie miała zamiaru się spotykać, bo nadal się na nią gniewała. Nagle przeszło jej przez myśl, ze dawno nie przychodzili na trzecie piętro...szybko odsunęła tę myśl od siebie, miała ważniejsze sprawy na głowie niż łamanie szkolnych zasad.
   Jej wzrok padł na Matt' a i Arthura, którzy szli w kierunku schowka, niosąc piłkę. Reszta chłopców zbiła się w kilka małych grup i zaczęli rozmawiać półgłosem. Po kilku minutach Arthur wychylił głowę za drzwi i zawołał dziewczynę. Znudzona poszła w tamta stronę. Znalazła się w wysokim na trzy metry pomieszczeniu wypełnionym półkami ze sprzętem.
- O co chodzi? - zapytała.
- Tam są piłki do siatkówki.- Arthur wskazał najwyższą półkę z lewej strony.
- Aha- dziewczyna nie zrozumiała o co mu chodzi.- I?
- Ta którą graliśmy jest zepsuta.- wtrącił się Matt i pokazał jej miejsce, gdzie szwy się przetarły.
- Chcecie, żebym potrzymała drabinę?- zapytała.
- Nie ma tu drabiny. Jesteś najlżejsza, więc bez problemu byśmy cię podsadzili, musiałabyś tylko trochę się wspiąć....
- Co?- dziewczyna była przerażona. - Ktoś inny nie może pójść?
- Nie sądzę, żeby półki utrzymałyby taki ciężar...
- Czyli nie są  przymocowane do ściany?!
   Chłopcy posłali sobie wymowne spojrzenia.
- Masz lęk wysokości?- zapytał Matt, łagodnie. Popatrzyła na niego podejrzliwie, sądząc, że zaraz będzie się z niej naśmiewał. Nic takiego nie nastąpiło.
- No jasne, że mam!- warknęła w końcu.
- To nie jest wysoko. Będziemy cię asekurować, nie spadniesz.
    Namawiali ja jeszcze długo, w końcu się zgodziła, choć niechętnie. Chłopcy podsadzili ją, a ona od razu się zachwiała. Chwyciła się półki i przytrzymała.
- Teraz spokojnie i nie patrz w dół!- nakazał Matt.
- Jakbym nie wiedziała. - mruknęła.
   Wspięła się na górę, mamrocząc pod nosem.
- Co za głupek układał te piłki?
   Kiedy była już na górze, rzuciła na dół piłkę. Nagle półka niebezpiecznie zaskrzypiała, a Angelica zdenerwowana popatrzyła w dół. Od razu zakręciło jej się w głowie.
- Teraz spokojnie zejdź na dół. - polecił Matt.
- Nie dam rady!- jęknęła. - Za wysoko.
- Jakoś weszłaś.- przypomniał Arthur.
- Nie wiem jak!- poskarżyła się.
- To skacz.
- Co?! Zwariowałeś?! Chcesz mnie zabić?!
- Złapiemy cię! Nie takie rzeczy się robiło. - zapewnił ja Matt.
    Szafka znowu zaskrzypiała. Angelica obróciła się, nie patrząc w dół.
- Zaraz umrę.- mruknęła i odepchnęła się.
    Upadanie trwało ledwie sekundę. Zamknęła oczy, zaschło jej w gardle, nie mogła nawet krzyknąć. Nie poczuła zderzenia z ziemią.
- Możesz otworzyć oczy. - mruknął Matt.
   Posłuchała go. Chłopak złapał ją i teraz szeroko się uśmiechał. Po chwili postawił ją na ziemię. Zakręciło jej się w głowie, więc chwyciła się jego ramienia. Arthur także przyszedł jej na pomoc i chwycił ją za rękę. Kiedy się uspokoiła, otrzepała spodnie.
- Nie było aż tak źle. 
- Ładny skok.
- Dzięki.
   Angelica zaśmiała się cicho. Chwile potem wszedł Johnny i spojrzał ze zdziwieniem na całą trójkę.

piątek, 13 września 2013

ROZDZIAŁ XXIX

Witajcie!
   Dopiero teraz zauważyłam, że w poprzednim poście napisałam, iż ten rozdział pojawi się w niedzielę...zapomniałam dodać "nie w tą, tylko w następną". Przepraszam za moją nieuwagę. Ale skoro mam dość dużo wolnego czasu, postanowiłam opublikować go wcześniej.
Pozdrawiam
Venia.


- C-co? - zapytała Angelica, po długiej chwili oszołomienia. - Czekaj nie rozumiem...że jak?!
   Chłopak posłał jej udręczone spojrzenie. Zdziwiło ją to, jak tą wiadomość odebrała. Była wstrząśnięta, przecież Harriet sama się przyznała, że nienawidzi Matt' a, i zła na przyjaciółkę, chociaż nie wiedziała czemu dokładnie.
 - Ale powiedziałeś, że pogodziliście się...Zgodziłeś się?!- krzyknęła, kiedy kiwnął lekko głową zawstydzony, poczuła ukłucie w sercu.- Ale przecież ona cię nawet nie lubi!
- Dzięki.- mruknął Matt.
- Wybacz, ale taka prawda! - odparła dziewczyna. - Czemu się zgodziłeś? Po co?
   Chłopak poczerwieniał na twarzy.
- A co nie mogę?!- zapytał zdenerwowany.
- Możesz, ale mógłbyś mi to wytłumaczysz?
- Harriet jest ładna....- dziewczyna poczuła, że ją okłamie.
- Dobra, skończ już. Nie wiem czemu to zrobiłeś, ale wiem, że nie powiesz mi prawdy!
    Chłopak spróbował się uspokoić, popatrzył na Arthura, który zbladł jak papier. Potem spojrzał na Angelicę. Nie rozumiała, czemu Matt tak dziwnie na nią patrzy, jakby ze współczuciem...
- Nie patrz tak na mnie!- warknęła.- Nie ja mam problem.
- Nie mam żadnego problemu!- resztki samokontroli uleciały z chłopaka. - O co ci chodzi?! Zazdrosna jesteś?!
- Żartujesz?! Zazdrosna? O ciebie? Nie wygaduj głupstw!
- To o co ci chodzi?!
- Ja...o to...uch! Jesteś okropny! Sam nie odpowiadasz na moje pytania! Po co ja mam ci odpowiadać?!
- Przecież odpowiadam!
- Kłamstwem!
- A kto zabronił kłamać?
- A jednak kłamiesz!
- Powiedziałem tylko...
- Och Boże, przestańcie!- krzyknął Arthur. - Dostanę zaraz migreny! Kłócicie się, jak stare małżeństwo!
- Zamknij się.- warknął Matt.
- Matt chodzi z Harriet, jakiś problem?- zapytał Arthur Angelicę.
- Tak...- zaczęła.
- To twoja sprawa, więc zachowaj ją dla siebie.- przerwał jej chłopak, stanowczym tonem. - Gratuluję- mruknął do Matt'a.
    Odszedł, zostawiając chłopaka i dziewczynę. Zapadła niezręczna cisza. Stali obok siebie ze spuszczonymi  głowami.
- Między nami w porządku?- Matt odważył się odezwać.
    Za szybko przerwał ciszę, Angelica nie zdołała jeszcze wszystkiego przemyśleć. Wzruszyła ramionami niezdecydowana.
- Nie wiem. Możliwe.- odparła.
- Przepraszam, że tak wrzeszczałem. Zachowałem się, jak kretyn.- pozwolił sobie na lekki uśmiech.
- Bo nim jesteś...- powiedziała uśmiechając się do niego.- Mimo wszystko, ja też przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Naprawdę.
- Nic nie szkodzi. - chłopak uśmiechnął się szerzej. - I racja jestem kretynem.
- Ja zawsze mam rację.- Angelica parsknęła śmiechem i odeszła.
   Potem, kiedy wmieszała się w tłum, puściła się biegiem.

   Znalazła Harriet całkiem szybko. Zobaczyła, jak ta grzebie w torbie. Złapała ją za nadgarstek i niezbyt delikatnie zaciągnęła do łazienki. Sprawdziła, czy jest pusta i łypnęła spode łba na uśmiechniętą dziewczynę.
- Co cię tak cieszy? -warknęła.
- Twoja reakcja. - odparła.
- Na co?
- Na wiadomość, że chodzę z Matt' em.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.- Angelica była zdezorientowana.
- Zakładałam dwie opcję: albo przyjmiesz to do wiadomości, albo będziesz na mnie wściekła i to wszystko mi powie.
- Nic ci nie powie. 
- Ach tak? - zdziwiła się Harriet. - Oprócz tego, że jesteś zazdrosna, to w sumie prawda.
- Nie jestem zazdrosna!- oburzyła się Angelica.
- Oczywiście.- rzuciła z kpiącym tonem.
- Ja po prostu jestem wściekła, bo ty go okłamujesz!
- Owszem. Okłamuję.- przyznała Harriet obojętnym tonem, przeglądając się w lustrze.- Jest nawet przystojny, ale mnie nie interesuję, bo mnie wkurza. I go nie lubię.
- To po co to zrobiłaś?!
- Nie mówiłam już? Chciałam udowodnić ci i przy okazji sobie, że on wcale nie jest ci obojętny.
- Nie jest, to mój przyjaciel!
- Proszę cię... chorobliwie ci się podoba, dlatego tak szybko mu przebaczasz. Zresztą, jakoś nie wierzę w przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną. A tak w ogóle, on też cię bardzo lubi.
- Wcale nie!
- Nawet nie widziałaś, jak się zmartwił, kiedy spytałam go o chodzenie. ale przecież obiecał ci, że się pogodzimy, więc nie chcąc cię zawieść, zgodził się, ale niechętnie. Wisisz mi przysługę.
- Ach tak, dzięki za troskę. - rzekła z pogardą i wyszła z łazienki.

czwartek, 5 września 2013

ROZDZIAŁ XXVIII

   Hej!
   Jak tam szkoła? Cieszycie się, że wakacje się skończyły? Ja nie bardzo.
   Mam pomysł na innego bloga, muszę tylko rozważyć, czy się nada. Napiszę w następnym poście, który pojawi się w niedzielę.
Venia.

- Jak spędziłaś sylwestra?- spytała Harriet, kiedy już przywitała się z Angeliką, Arthurem i Johnnym.
   Przerwa świąteczna szybko się skończyła, wszyscy musieli wrócić do szkoły na drugi semestr.
- Dziękuję, świetnie.- odpowiedziała Angelica, do której skierowane było pytanie.
- Co robiłaś?-zapytał Johnny.- Nie chciałaś iść ze mną na imprezę.
- No cóż...zostałam w domu i...- zaczęła, ale zobaczyła, jak Matt przechodzi obok i uśmiecha się do niej.
- Cześć -rzucił, mijając ją.
   Johnny i Harriet obrzucili go lodowatymi spojrzeniami, a Arthur w ogóle nie zwrócił na niego uwagi.
- Cześć.- odpowiedziała Angelica, zaraz jednak tego pożałowała, bo oczy wszystkich przyjaciół zwróciły się na nią.
    Matt za to posłał jej jeszcze jeden ciepły uśmiech i ignorując pozostałych, poszedł dalej.
- Rozumiem, że ten kretyn udaje, że wszystko jest w porządku...- zaczęła Harriet.- Ale ty? Czemu mu odpowiedziałaś? I to tak, jakbyście znów byli przyjaciółmi!
 - Jak mówiłam, zostałam w domu w Sylwestra....- zaczęła tłumaczyć, ale przyjaciółka wtrąciła się:
- Nie zmieniaj tematu! Odpowiedz mi!
- To on przyszedł i tak jakby się pogodziliśmy. -zakończyła szybko dziewczyna.
- Spędziliście razem Sylwestra?- zdziwił się Johnny.
- Pogodziliście się? Tak nie można!- krzyknęła Harriet.
- No nareszcie! Dzięki Bogu!- ucieszył się Arthur.
   Powiedzieli to wszyscy w tym samym momencie. Teraz oczy zebranych zwróciły się na Arthura, który poczerwieniał na twarzy.
- No co? Nie było mi łatwo się z nim kolegować, kiedy mi zabraniałyście!- wytłumaczył.
- Ko-kolegować?- wyjąkała Harriet.- Ja już nic nie rozumiem...podsumowując, ty Arthurze mimo wszystko nie zerwałaś kontaktu z Matt' em...a ty Angelico wpuściłaś go do domu, rozmawiałaś i mu wybaczyłaś? Może jeszcze u ciebie przenocował? A co, jeszcze dałaś mu pokój gościnny i piżamę?
- No...- dziewczyna oblała się rumieńcem.- No... Tak, było już późno, a on ma trochę daleko, więc...
- Że jak?! Nie mówiłam tego na serio! - dziewczyna była wstrząśnięta. - Serio? Serio?! Przecież...przecież pierwsza się na niego obraziłaś! A teraz tak się z nim witasz, jakby nic się nie stało. To przez tą twoją słabość do niego?
- Jaką słabość?- zapytał podejrzliwie Johnny.
- Oh, przez całą podstawówkę za nim szalała.
- Wcale nie!- zaperzyła się Angelica.- Wtedy był upartym, przemądrzałym...
- Przystojniakiem z charakterem. - wtrąciła przyjaciółka, wywracając oczami. - Teraz jest zdradliwym szczurem, który próbuje być najlepszym w szkole...
- A kiedy nie próbował?- przerwała Angelica.
   Harriet parsknęła śmiechem.
- W każdym razie, powinnaś to przemyśleć.- zauważył Johnny, odchodząc.
- Ale już przemyślałam- odparła cicho dziewczyna.

   Na lekcji geografii, kiedy już usiadła w ławce, ktoś szturchnął ją lekko w ramię. Odwróciła się i zobaczyła Matt' a i Arthura siedzących w jednej ławce, tuż za nią.
   Uśmiechnęła się do nich.
- Harriet dalej na mnie wkurzona?- zapytał Matt.
- Tak.- odparła zwięźle Angelica.
- Trudno, będę musiał z nią pogadać. - zdecydował chłopak, kiwając się na krześle.
- Powodzenia- stwierdził sceptycznie Arthur.
   Matt przejechał w roztargnieniu palcami po włosach, zastanawiając się nad czymś.
- Widzę, że jednak ich nie obciąłeś.- mruknęła dziewczyna.
   Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.
- Podobno mi pasują.
   "Nadal tak uważam" pomyślała w roztargnieniu.
- O, idzie Harriet.- zauważył Arthur.
- Lepiej się z nią pogódź!- przestrzegła dziewczyna, szeptem.- Nie lubię działać na dwa fronty.
- Ale jak?- zapytał chłopak.
- Nie wiem! Wymyśl coś! Za wszelką cenę, musisz się z nią pogodzić! Nie chcę stracić ani przyjaciółki, ani przyjaciela, zwłaszcza, że ty pewnie nie dałbyś mi żyć!
   Musiała przerwać, ponieważ przyjaciółka usiadła na krześle obok niej, ignorując Matt' a.
   Kiedy zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji, Harriet z gracją, przesyconą ignorancją zabrała swoją torbę i wyszła na korytarz.
- No to idę.- odezwał się Matt i popędził za dziewczyną.
   Arthur i Angelica wyszli razem z klasy, ale nie zauważyli dwójki przyjaciół.

   Matt dogonił Harriet przy wyjściu, ale dziewczyna nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Szła wyprostowana, jakby w ogóle nie widziała chłopaka.
- Możemy porozmawiać?- zapytał.
   W odpowiedzi tylko prychnęła.
- Nie zamierzasz się odzywać?
   Wzruszyła ramionami, jakby dziwiła się, że Matt jeszcze za nią idzie. Przyspieszyła, ale on nie dawał za wygraną.
- To chociaż mnie wysłuchaj. - poprosił.
   Zaszczyciła go kpiącym spojrzeniem.
- A co szanowny książę zechce mi powiedzieć?- zapytała z szyderczą nutą w głosie. - Musisz mi wybaczyć, ale nie zamierzam być na każde twoje zawołanie i jak niektórzy czyścić ci buty.
   W zdziwieniu uniósł brwi.
- Mówisz o Angelice? - zapytał, ale to pytanie pozostawiła bez odpowiedzi. Mógł się tylko domyślać, jak brzmi.
- Streszczaj się, daję ci trzy minuty. - powiedziała patrząc na  zegarek.
- Chciałbym cię przeprosić. - wyjaśnił. Nie odrywała wzroku od tarczy zegara, w ogóle wyglądała, jakby go nie słuchała. - Wiem, że zachowałem się jak kretyn i nim jestem.- tu kiwnęła głową, na potwierdzenie tych słów. - Chodzi o to, że ja się dopiero staram zmienić i wolno mi idzie, ale nie chcę, stracić nikogo z przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół. - postanowił użyć tych samych argumentów, co przy Angelice. - Przepraszam.
   Wpatrywała się w rękę z zegarkiem kilka minut, nie odzywając się.
- Dlaczego to robisz? Przepraszasz?- zapytała w końcu.
- Nie chcę tracić przyjaciół.- powtórzył. Nie mówił do końca prawdy. Nie chciał także zawieść Angeliki.
- Dasz mi coś w zamian?- zapytała z wahaniem.
   Przez chwilę nie odpowiadał.
- Tak, o cokolwiek poprosisz.- przytaknął.

   Angelica i Arthur zauważyli, jak Matt idzie korytarzem, nie zwracając uwagi na otoczenie, jakby przygnembiony i zamyślony. Dziewczyna od razu nabrała złego przeczucia. Podeszła i złapała go za ramię. Popatrzył na nią tępo, potem jednak uświadomił sobie, kto przed nim stoi.
- Nie udało się?- zapytała.
- Nie. Pogodziliśmy się. - wyjaśnił.
   Przyjaciele odetchnęli z ulgą. Arthur jednak zauważył, że Matt nadal jest spięty.
- Coś nie tak?- zapytał. - Chciała coś w zamian?- zgadnął.
   Chłopak kiwnął głową i zerknął nerwowo na Angelikę.
- Kazała ci coś obiecać?
- Nie. - zawahał się. - Zgodziła się ze mną pogodzić, jeśli....jeśli zostanę jej chłopakiem.