Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale naprawdę nie mam czasu pisać i rzadko wchodzę na komputer. Postaram się wchodzić częściej, ale nie jest to pewne. W dodatku opuściła mnie wena i dopiero teraz wróciła. :c
- Co wy tu robicie?- Johnny spojrzał na całą trójkę podejrzliwie.
- Wybieramy piłkę.- odpowiedział Matt, niezbyt przyjaźnie. - Nie widać?
- Ale co tu robi Angelica?- Johnny nie dawał za wygraną.
- Długa historia.- odparła szybko dziewczyna. Zauważyła, jak Matt szykuje się do ostrej odpowiedzi.
- Zresztą nie twoja sprawa. - chłopak nie mógł się jednak powstrzymać. Angelica pokręciła głową z dezaprobatą.
- Uważaj do kogo mówisz!- warknął Johnny.
- Co mi zrobisz? - Matt spojrzał na niego wyzywająco.
Johnny zbliżył się do Matta z groźną miną. Tamten nie cofnął się, tylko uśmiechnął kpiąco. Na szczęście Arthur interweniował w samą porę. Wcisnął się między chłopców i rozdzielił ich.
- Chłopaki! Uspokójcie się! - rozkazał.
Angelica odetchnęła z ulgą, kiedy chłopcy oddalili się od siebie. Arthur zmierzył ich jeszcze raz wzrokiem i wycofał się. I to okazało się błędem. Johnny wprost rzucił się na Matta i zamierzył się na niego pięścią, ale Matt zrobił unik.Angelica pisnęła. To zwróciło uwagę Matta, który nie zauważył, jak Johnny znowu się zamachnął. Jego pięść trafiła go w łuk brwiowy, z którego po chwili pociekła krew, zalewając mu twarz. Siła uderzenia odrzuciła głowę Matta do tyłu, przez co uderzył nią o szafkę. Na chwilę go zamroczyło, ale zaraz to on uderzył Johnny'ego w splot słoneczny zaciśniętą pięścią. Chłopak chwycił się za brzuch i zgiął się w pół, z trudem łapiąc oddech, dzięki czemu Matt miał czas otrzeć zakrwawioną twarz. To wszystko rozegrało się w ciągu kilku sekund, przez co Arthur ani Angelica nie zdążyli zareagować. Teraz jednak, kiedy otrząsnęli się, pobiegli do dwójki chłopaków, którzy już szykowali się do zadania następnych ciosów. Arthur chwycił Johnny'ego za ręce i unieszkodliwił je za plecami chłopaka. Angelica zagrodziła drogę Mattowi. Nawet na nią nie spojrzał, wciąż obserwował szamocącego się w żelaznym uścisku Johnny'ego. Kiedy chciał ją przesunąć, zaparła się i odepchnęła jego rękę.
- Uspokój się debilu! - warknęła do niego. - Wszyscy będziemy mieć przez ciebie problemy!
Wreszcie Matt się opamiętał i spojrzał na nią, jakby pierwszy raz w życiu ją zobaczył.Przy okazji zobaczyła jego zakrwawioną część twarzy z bliska, przez co aż syknęła. Wtedy do schowka wparował trener- szeroki w ramionach, niski mężczyzna w dresie. Szybko przyjrzał się każdemu z nich, a kiedy jego spojrzenie padło na rozcięty łuk brwiowy Matta, skrzywił się.
- Kto się bił?- zapytał. - Matt i Johnny?
Angelica potwierdziła skinieniem głowy.
- Zaprowadźcie ich do pielęgniarki. - nakazał trener Angelice i Arthurowi. - A potem do dyrektora. Dzwonię do rodziców.- dodał na odchodnym.
Arthur puścił Johnny'ego.
- Idziemy.- warknął w stronę chłopców.
Johnny wyszedł pierwszy, a za nim Arthur. Matt wyraźnie się ociągał. Jednak Angelica widząc to, spojrzała na niego znacząco i wskazała głową drzwi. Wreszcie przeszedł przez próg i skierował się do pielęgniarki.
Angelica nigdy nie lubiła chodzić do pielęgniarki. Powietrze miało niezdrowy, słodkawy zapach lekarstw, którego szczerze nienawidziła. Teraz jednak nie miała wyboru.
Weszła tam z Mattem. Pielęgniarka badała właśnie Johnny'ego, który siedział na łóżku. Arthur stał oparty o ścianę, i patrzył na chłopaka spode łba. Kiedy zobaczył Matta, posłał mu identyczne spojrzenie. Matt jednak nie zwrócił na niego uwagi. Pielęgniarka kazała zmoczyć Angelice bandaż. Potem nakazała im wszystkim na chwilę wyjść, oprócz Johnny'ego. Angelica chciała umyć twarz Matta, ale on się na to nie zgodził i sam się tym zajął. Dziewczyna usiadła obok niego i się nie odzywała.Arthur usiał po drugiej stronie korytarza.
- Nieźle dostałeś. - mruknęła, by przerwać niezręczną ciszę, która między nimi zapadła.
- Ten idiota mi za to zapłaci. - warknął Matt, sam do siebie.
- Ty jesteś idiotą! - wtrącił się Arthur. - Wiesz ile punktów ci odejmą? Jeśli to się powtórzy, w najlepszym wypadku wylecisz z drużyny! Co ci szczeliło do głowy? Pobiłeś się z kapitanem drużyny!
- To on zaczął!- próbował się bronić.
- Myślisz, że sporo on zaczął, to nie będzie cię próbował wyrzucić? Dość, że wcześniej się z nim kłóciłeś, to jeszcze...
- Wcześniej?- zdziwiła się Angelica. - Kiedy?
Nikt jej nie odpowiedział. Oboje unikali jej spojrzenia. Kiedy chciała ponowić pytanie, pielęgniarka wezwała Matt do siebie. Wrócił po dziesięciu minutach, kiedy pani stwierdziła, że nie dostał urazu czaszki od zderzenia z półką.
Kiedy oboje byli już opatrzeni, cała czwórka skierowała się do dyrektora.
niedziela, 10 listopada 2013
środa, 2 października 2013
Polecam, naprawdę warto....
Zapraszam na bloga "Przyjaźń jest potrzebą, miłość już słabością..." o tematyce Harry Potter. Autorka, moja koleżanka, BlackPatronum dopiero zaczyna, pojawiły się już dwa rozdziały, ale jest utalentowana. Warto poczytać!
Zapowiada się bardzo barwna opowieść, o całkiem nowym pokoleniu Hogwartu! Nowi bohaterowie, nowe przygody....Ale nie znaczy to, że nie pojawią się dobrze nam znani czarodzieje! :)
Wraz z autorką serdecznie zapraszamy wszystkich Potterhead (i nie tylko) do czytania i komentowania!
< link znajdziecie w:" Blogi, które czytam">
Venia&Mrs.Black
Zapowiada się bardzo barwna opowieść, o całkiem nowym pokoleniu Hogwartu! Nowi bohaterowie, nowe przygody....Ale nie znaczy to, że nie pojawią się dobrze nam znani czarodzieje! :)
Wraz z autorką serdecznie zapraszamy wszystkich Potterhead (i nie tylko) do czytania i komentowania!
< link znajdziecie w:" Blogi, które czytam">
Venia&Mrs.Black
niedziela, 22 września 2013
ROZDZIAŁ XXX
Hejka!
Już trzydziesty rozdział! Ale to szybko zleciało!
Venia
Następnego dnia, kiedy tylko zobaczyła, jak Matt wchodzi przez drzwi wejściowe do szkoły, podeszła do niego.
- Zerwałeś z Harriet?- zapytała prosto z mostu.
Chłopak nie zareagował tak, jak się spodziewała. Przewrócił oczami i westchnął.
- Znowu zaczynasz?- zapytał, zmęczonym tonem. - Rozmawialiśmy już o tym.
- Harriet ci nie powiedziała?- zdziwiła się.
- Co miała mi powiedzieć?
Dziewczyna zastanowiła się. Mogła mu tego nie pokazywać, ale z drugiej strony...
- Dobra chodź.
Poprowadziła go do szatni i wyciągnęła komórkę. Chłopak nie ukrywał zainteresowania. Przed tym jak dziewczyna zabrała Harriet do łazienki, włączyła dyktafon, bo miała przeczucie, że dziewczyna nie zerwie z chłopakiem. Puściła rozmowę, zatrzymując ją jednak przed końcem, by Matt go nie usłyszał. Chłopak stał zamyślony przez kilka minut.
-Przykro mi, że się dowiedziałeś w taki sposób - Angelica przerwała niezręczną ciszę. - Myślałam, że lepiej, żebyś wiedział.
Pokiwał głową. Nadal nie odpowiadał. Dziewczyna zaniepokoiła się. Może jednak nie powinna tego robić?
- Przepraszam, to ona powinna...ja... nie chciałam....dobrze się czujesz?...
- Dzięki. - przerwał jej chłopak. - Czuję się dobrze. Tylko muszę zerwać z Harriet. Podstęp godny podziwu. Ale dlaczego to zrobiła?- zapytał.
- Chyba chciała zrobić ci na złość.- wymyśliła naprędce.
- Nie puściłaś mi całej rozmowy, co jest na końcu?- zapytał i spróbował odebrać jej telefon.
Dziewczyna wyminęła go, przyciskając telefon do piersi.
- Sprawy osobiste, nie musisz tego słuchać. - powiedziała.
- Masz jakieś tajemnice? - wyszczerzył do niej zęby.- Przede mną?
Uśmiechnęła się, i wyszła zostawiając go bez odpowiedzi. Za chwile dobiegł do niej, ale nie próbował wyciągnąć od niej tej informacji.
Na dworze było jeszcze zimno, śnieg nie zdążył się stopić. Dlatego też trening drużyny piłkarskiej odbył się w sali gimnastycznej. Trener zostawił chłopców samych, mówiąc, że siatkówka, w którą grali, go nudzi. Wszedł do gabinetu, a chłopcy grali nie zważając na reguły.
Angelica siedziała znudzona pod ścianą i obserwowała ich bez zbytniego zainteresowania. Nudziła się, ale nie miała nic innego do roboty. Z Harriet nie miała zamiaru się spotykać, bo nadal się na nią gniewała. Nagle przeszło jej przez myśl, ze dawno nie przychodzili na trzecie piętro...szybko odsunęła tę myśl od siebie, miała ważniejsze sprawy na głowie niż łamanie szkolnych zasad.
Jej wzrok padł na Matt' a i Arthura, którzy szli w kierunku schowka, niosąc piłkę. Reszta chłopców zbiła się w kilka małych grup i zaczęli rozmawiać półgłosem. Po kilku minutach Arthur wychylił głowę za drzwi i zawołał dziewczynę. Znudzona poszła w tamta stronę. Znalazła się w wysokim na trzy metry pomieszczeniu wypełnionym półkami ze sprzętem.
- O co chodzi? - zapytała.
- Tam są piłki do siatkówki.- Arthur wskazał najwyższą półkę z lewej strony.
- Aha- dziewczyna nie zrozumiała o co mu chodzi.- I?
- Ta którą graliśmy jest zepsuta.- wtrącił się Matt i pokazał jej miejsce, gdzie szwy się przetarły.
- Chcecie, żebym potrzymała drabinę?- zapytała.
- Nie ma tu drabiny. Jesteś najlżejsza, więc bez problemu byśmy cię podsadzili, musiałabyś tylko trochę się wspiąć....
- Co?- dziewczyna była przerażona. - Ktoś inny nie może pójść?
- Nie sądzę, żeby półki utrzymałyby taki ciężar...
- Czyli nie są przymocowane do ściany?!
Chłopcy posłali sobie wymowne spojrzenia.
- Masz lęk wysokości?- zapytał Matt, łagodnie. Popatrzyła na niego podejrzliwie, sądząc, że zaraz będzie się z niej naśmiewał. Nic takiego nie nastąpiło.
- No jasne, że mam!- warknęła w końcu.
- To nie jest wysoko. Będziemy cię asekurować, nie spadniesz.
Namawiali ja jeszcze długo, w końcu się zgodziła, choć niechętnie. Chłopcy podsadzili ją, a ona od razu się zachwiała. Chwyciła się półki i przytrzymała.
- Teraz spokojnie i nie patrz w dół!- nakazał Matt.
- Jakbym nie wiedziała. - mruknęła.
Wspięła się na górę, mamrocząc pod nosem.
- Co za głupek układał te piłki?
Kiedy była już na górze, rzuciła na dół piłkę. Nagle półka niebezpiecznie zaskrzypiała, a Angelica zdenerwowana popatrzyła w dół. Od razu zakręciło jej się w głowie.
- Teraz spokojnie zejdź na dół. - polecił Matt.
- Nie dam rady!- jęknęła. - Za wysoko.
- Jakoś weszłaś.- przypomniał Arthur.
- Nie wiem jak!- poskarżyła się.
- To skacz.
- Co?! Zwariowałeś?! Chcesz mnie zabić?!
- Złapiemy cię! Nie takie rzeczy się robiło. - zapewnił ja Matt.
Szafka znowu zaskrzypiała. Angelica obróciła się, nie patrząc w dół.
- Zaraz umrę.- mruknęła i odepchnęła się.
Upadanie trwało ledwie sekundę. Zamknęła oczy, zaschło jej w gardle, nie mogła nawet krzyknąć. Nie poczuła zderzenia z ziemią.
- Możesz otworzyć oczy. - mruknął Matt.
Posłuchała go. Chłopak złapał ją i teraz szeroko się uśmiechał. Po chwili postawił ją na ziemię. Zakręciło jej się w głowie, więc chwyciła się jego ramienia. Arthur także przyszedł jej na pomoc i chwycił ją za rękę. Kiedy się uspokoiła, otrzepała spodnie.
- Nie było aż tak źle.
- Ładny skok.
- Dzięki.
Angelica zaśmiała się cicho. Chwile potem wszedł Johnny i spojrzał ze zdziwieniem na całą trójkę.
Już trzydziesty rozdział! Ale to szybko zleciało!
Venia
Następnego dnia, kiedy tylko zobaczyła, jak Matt wchodzi przez drzwi wejściowe do szkoły, podeszła do niego.
- Zerwałeś z Harriet?- zapytała prosto z mostu.
Chłopak nie zareagował tak, jak się spodziewała. Przewrócił oczami i westchnął.
- Znowu zaczynasz?- zapytał, zmęczonym tonem. - Rozmawialiśmy już o tym.
- Harriet ci nie powiedziała?- zdziwiła się.
- Co miała mi powiedzieć?
Dziewczyna zastanowiła się. Mogła mu tego nie pokazywać, ale z drugiej strony...
- Dobra chodź.
Poprowadziła go do szatni i wyciągnęła komórkę. Chłopak nie ukrywał zainteresowania. Przed tym jak dziewczyna zabrała Harriet do łazienki, włączyła dyktafon, bo miała przeczucie, że dziewczyna nie zerwie z chłopakiem. Puściła rozmowę, zatrzymując ją jednak przed końcem, by Matt go nie usłyszał. Chłopak stał zamyślony przez kilka minut.
-Przykro mi, że się dowiedziałeś w taki sposób - Angelica przerwała niezręczną ciszę. - Myślałam, że lepiej, żebyś wiedział.
Pokiwał głową. Nadal nie odpowiadał. Dziewczyna zaniepokoiła się. Może jednak nie powinna tego robić?
- Przepraszam, to ona powinna...ja... nie chciałam....dobrze się czujesz?...
- Dzięki. - przerwał jej chłopak. - Czuję się dobrze. Tylko muszę zerwać z Harriet. Podstęp godny podziwu. Ale dlaczego to zrobiła?- zapytał.
- Chyba chciała zrobić ci na złość.- wymyśliła naprędce.
- Nie puściłaś mi całej rozmowy, co jest na końcu?- zapytał i spróbował odebrać jej telefon.
Dziewczyna wyminęła go, przyciskając telefon do piersi.
- Sprawy osobiste, nie musisz tego słuchać. - powiedziała.
- Masz jakieś tajemnice? - wyszczerzył do niej zęby.- Przede mną?
Uśmiechnęła się, i wyszła zostawiając go bez odpowiedzi. Za chwile dobiegł do niej, ale nie próbował wyciągnąć od niej tej informacji.
Na dworze było jeszcze zimno, śnieg nie zdążył się stopić. Dlatego też trening drużyny piłkarskiej odbył się w sali gimnastycznej. Trener zostawił chłopców samych, mówiąc, że siatkówka, w którą grali, go nudzi. Wszedł do gabinetu, a chłopcy grali nie zważając na reguły.
Angelica siedziała znudzona pod ścianą i obserwowała ich bez zbytniego zainteresowania. Nudziła się, ale nie miała nic innego do roboty. Z Harriet nie miała zamiaru się spotykać, bo nadal się na nią gniewała. Nagle przeszło jej przez myśl, ze dawno nie przychodzili na trzecie piętro...szybko odsunęła tę myśl od siebie, miała ważniejsze sprawy na głowie niż łamanie szkolnych zasad.
Jej wzrok padł na Matt' a i Arthura, którzy szli w kierunku schowka, niosąc piłkę. Reszta chłopców zbiła się w kilka małych grup i zaczęli rozmawiać półgłosem. Po kilku minutach Arthur wychylił głowę za drzwi i zawołał dziewczynę. Znudzona poszła w tamta stronę. Znalazła się w wysokim na trzy metry pomieszczeniu wypełnionym półkami ze sprzętem.
- O co chodzi? - zapytała.
- Tam są piłki do siatkówki.- Arthur wskazał najwyższą półkę z lewej strony.
- Aha- dziewczyna nie zrozumiała o co mu chodzi.- I?
- Ta którą graliśmy jest zepsuta.- wtrącił się Matt i pokazał jej miejsce, gdzie szwy się przetarły.
- Chcecie, żebym potrzymała drabinę?- zapytała.
- Nie ma tu drabiny. Jesteś najlżejsza, więc bez problemu byśmy cię podsadzili, musiałabyś tylko trochę się wspiąć....
- Co?- dziewczyna była przerażona. - Ktoś inny nie może pójść?
- Nie sądzę, żeby półki utrzymałyby taki ciężar...
- Czyli nie są przymocowane do ściany?!
Chłopcy posłali sobie wymowne spojrzenia.
- Masz lęk wysokości?- zapytał Matt, łagodnie. Popatrzyła na niego podejrzliwie, sądząc, że zaraz będzie się z niej naśmiewał. Nic takiego nie nastąpiło.
- No jasne, że mam!- warknęła w końcu.
- To nie jest wysoko. Będziemy cię asekurować, nie spadniesz.
Namawiali ja jeszcze długo, w końcu się zgodziła, choć niechętnie. Chłopcy podsadzili ją, a ona od razu się zachwiała. Chwyciła się półki i przytrzymała.
- Teraz spokojnie i nie patrz w dół!- nakazał Matt.
- Jakbym nie wiedziała. - mruknęła.
Wspięła się na górę, mamrocząc pod nosem.
- Co za głupek układał te piłki?
Kiedy była już na górze, rzuciła na dół piłkę. Nagle półka niebezpiecznie zaskrzypiała, a Angelica zdenerwowana popatrzyła w dół. Od razu zakręciło jej się w głowie.
- Teraz spokojnie zejdź na dół. - polecił Matt.
- Nie dam rady!- jęknęła. - Za wysoko.
- Jakoś weszłaś.- przypomniał Arthur.
- Nie wiem jak!- poskarżyła się.
- To skacz.
- Co?! Zwariowałeś?! Chcesz mnie zabić?!
- Złapiemy cię! Nie takie rzeczy się robiło. - zapewnił ja Matt.
Szafka znowu zaskrzypiała. Angelica obróciła się, nie patrząc w dół.
- Zaraz umrę.- mruknęła i odepchnęła się.
Upadanie trwało ledwie sekundę. Zamknęła oczy, zaschło jej w gardle, nie mogła nawet krzyknąć. Nie poczuła zderzenia z ziemią.
- Możesz otworzyć oczy. - mruknął Matt.
Posłuchała go. Chłopak złapał ją i teraz szeroko się uśmiechał. Po chwili postawił ją na ziemię. Zakręciło jej się w głowie, więc chwyciła się jego ramienia. Arthur także przyszedł jej na pomoc i chwycił ją za rękę. Kiedy się uspokoiła, otrzepała spodnie.
- Nie było aż tak źle.
- Ładny skok.
- Dzięki.
Angelica zaśmiała się cicho. Chwile potem wszedł Johnny i spojrzał ze zdziwieniem na całą trójkę.
piątek, 13 września 2013
ROZDZIAŁ XXIX
Witajcie!
Dopiero teraz zauważyłam, że w poprzednim poście napisałam, iż ten rozdział pojawi się w niedzielę...zapomniałam dodać "nie w tą, tylko w następną". Przepraszam za moją nieuwagę. Ale skoro mam dość dużo wolnego czasu, postanowiłam opublikować go wcześniej.
Pozdrawiam
Venia.
- C-co? - zapytała Angelica, po długiej chwili oszołomienia. - Czekaj nie rozumiem...że jak?!
Chłopak posłał jej udręczone spojrzenie. Zdziwiło ją to, jak tą wiadomość odebrała. Była wstrząśnięta, przecież Harriet sama się przyznała, że nienawidzi Matt' a, i zła na przyjaciółkę, chociaż nie wiedziała czemu dokładnie.
- Ale powiedziałeś, że pogodziliście się...Zgodziłeś się?!- krzyknęła, kiedy kiwnął lekko głową zawstydzony, poczuła ukłucie w sercu.- Ale przecież ona cię nawet nie lubi!
- Dzięki.- mruknął Matt.
- Wybacz, ale taka prawda! - odparła dziewczyna. - Czemu się zgodziłeś? Po co?
Chłopak poczerwieniał na twarzy.
- A co nie mogę?!- zapytał zdenerwowany.
- Możesz, ale mógłbyś mi to wytłumaczysz?
- Harriet jest ładna....- dziewczyna poczuła, że ją okłamie.
- Dobra, skończ już. Nie wiem czemu to zrobiłeś, ale wiem, że nie powiesz mi prawdy!
Chłopak spróbował się uspokoić, popatrzył na Arthura, który zbladł jak papier. Potem spojrzał na Angelicę. Nie rozumiała, czemu Matt tak dziwnie na nią patrzy, jakby ze współczuciem...
- Nie patrz tak na mnie!- warknęła.- Nie ja mam problem.
- Nie mam żadnego problemu!- resztki samokontroli uleciały z chłopaka. - O co ci chodzi?! Zazdrosna jesteś?!
- Żartujesz?! Zazdrosna? O ciebie? Nie wygaduj głupstw!
- To o co ci chodzi?!
- Ja...o to...uch! Jesteś okropny! Sam nie odpowiadasz na moje pytania! Po co ja mam ci odpowiadać?!
- Przecież odpowiadam!
- Kłamstwem!
- A kto zabronił kłamać?
- A jednak kłamiesz!
- Powiedziałem tylko...
- Och Boże, przestańcie!- krzyknął Arthur. - Dostanę zaraz migreny! Kłócicie się, jak stare małżeństwo!
- Zamknij się.- warknął Matt.
- Matt chodzi z Harriet, jakiś problem?- zapytał Arthur Angelicę.
- Tak...- zaczęła.
- To twoja sprawa, więc zachowaj ją dla siebie.- przerwał jej chłopak, stanowczym tonem. - Gratuluję- mruknął do Matt'a.
Odszedł, zostawiając chłopaka i dziewczynę. Zapadła niezręczna cisza. Stali obok siebie ze spuszczonymi głowami.
- Między nami w porządku?- Matt odważył się odezwać.
Za szybko przerwał ciszę, Angelica nie zdołała jeszcze wszystkiego przemyśleć. Wzruszyła ramionami niezdecydowana.
- Nie wiem. Możliwe.- odparła.
- Przepraszam, że tak wrzeszczałem. Zachowałem się, jak kretyn.- pozwolił sobie na lekki uśmiech.
- Bo nim jesteś...- powiedziała uśmiechając się do niego.- Mimo wszystko, ja też przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Naprawdę.
- Nic nie szkodzi. - chłopak uśmiechnął się szerzej. - I racja jestem kretynem.
- Ja zawsze mam rację.- Angelica parsknęła śmiechem i odeszła.
Potem, kiedy wmieszała się w tłum, puściła się biegiem.
Znalazła Harriet całkiem szybko. Zobaczyła, jak ta grzebie w torbie. Złapała ją za nadgarstek i niezbyt delikatnie zaciągnęła do łazienki. Sprawdziła, czy jest pusta i łypnęła spode łba na uśmiechniętą dziewczynę.
- Co cię tak cieszy? -warknęła.
- Twoja reakcja. - odparła.
- Na co?
- Na wiadomość, że chodzę z Matt' em.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.- Angelica była zdezorientowana.
- Zakładałam dwie opcję: albo przyjmiesz to do wiadomości, albo będziesz na mnie wściekła i to wszystko mi powie.
- Nic ci nie powie.
- Ach tak? - zdziwiła się Harriet. - Oprócz tego, że jesteś zazdrosna, to w sumie prawda.
- Nie jestem zazdrosna!- oburzyła się Angelica.
- Oczywiście.- rzuciła z kpiącym tonem.
- Ja po prostu jestem wściekła, bo ty go okłamujesz!
- Owszem. Okłamuję.- przyznała Harriet obojętnym tonem, przeglądając się w lustrze.- Jest nawet przystojny, ale mnie nie interesuję, bo mnie wkurza. I go nie lubię.
- To po co to zrobiłaś?!
- Nie mówiłam już? Chciałam udowodnić ci i przy okazji sobie, że on wcale nie jest ci obojętny.
- Nie jest, to mój przyjaciel!
- Proszę cię... chorobliwie ci się podoba, dlatego tak szybko mu przebaczasz. Zresztą, jakoś nie wierzę w przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną. A tak w ogóle, on też cię bardzo lubi.
- Wcale nie!
- Nawet nie widziałaś, jak się zmartwił, kiedy spytałam go o chodzenie. ale przecież obiecał ci, że się pogodzimy, więc nie chcąc cię zawieść, zgodził się, ale niechętnie. Wisisz mi przysługę.
- Ach tak, dzięki za troskę. - rzekła z pogardą i wyszła z łazienki.
Dopiero teraz zauważyłam, że w poprzednim poście napisałam, iż ten rozdział pojawi się w niedzielę...zapomniałam dodać "nie w tą, tylko w następną". Przepraszam za moją nieuwagę. Ale skoro mam dość dużo wolnego czasu, postanowiłam opublikować go wcześniej.
Pozdrawiam
Venia.
- C-co? - zapytała Angelica, po długiej chwili oszołomienia. - Czekaj nie rozumiem...że jak?!
Chłopak posłał jej udręczone spojrzenie. Zdziwiło ją to, jak tą wiadomość odebrała. Była wstrząśnięta, przecież Harriet sama się przyznała, że nienawidzi Matt' a, i zła na przyjaciółkę, chociaż nie wiedziała czemu dokładnie.
- Ale powiedziałeś, że pogodziliście się...Zgodziłeś się?!- krzyknęła, kiedy kiwnął lekko głową zawstydzony, poczuła ukłucie w sercu.- Ale przecież ona cię nawet nie lubi!
- Dzięki.- mruknął Matt.
- Wybacz, ale taka prawda! - odparła dziewczyna. - Czemu się zgodziłeś? Po co?
Chłopak poczerwieniał na twarzy.
- A co nie mogę?!- zapytał zdenerwowany.
- Możesz, ale mógłbyś mi to wytłumaczysz?
- Harriet jest ładna....- dziewczyna poczuła, że ją okłamie.
- Dobra, skończ już. Nie wiem czemu to zrobiłeś, ale wiem, że nie powiesz mi prawdy!
Chłopak spróbował się uspokoić, popatrzył na Arthura, który zbladł jak papier. Potem spojrzał na Angelicę. Nie rozumiała, czemu Matt tak dziwnie na nią patrzy, jakby ze współczuciem...
- Nie patrz tak na mnie!- warknęła.- Nie ja mam problem.
- Nie mam żadnego problemu!- resztki samokontroli uleciały z chłopaka. - O co ci chodzi?! Zazdrosna jesteś?!
- Żartujesz?! Zazdrosna? O ciebie? Nie wygaduj głupstw!
- To o co ci chodzi?!
- Ja...o to...uch! Jesteś okropny! Sam nie odpowiadasz na moje pytania! Po co ja mam ci odpowiadać?!
- Przecież odpowiadam!
- Kłamstwem!
- A kto zabronił kłamać?
- A jednak kłamiesz!
- Powiedziałem tylko...
- Och Boże, przestańcie!- krzyknął Arthur. - Dostanę zaraz migreny! Kłócicie się, jak stare małżeństwo!
- Zamknij się.- warknął Matt.
- Matt chodzi z Harriet, jakiś problem?- zapytał Arthur Angelicę.
- Tak...- zaczęła.
- To twoja sprawa, więc zachowaj ją dla siebie.- przerwał jej chłopak, stanowczym tonem. - Gratuluję- mruknął do Matt'a.
Odszedł, zostawiając chłopaka i dziewczynę. Zapadła niezręczna cisza. Stali obok siebie ze spuszczonymi głowami.
- Między nami w porządku?- Matt odważył się odezwać.
Za szybko przerwał ciszę, Angelica nie zdołała jeszcze wszystkiego przemyśleć. Wzruszyła ramionami niezdecydowana.
- Nie wiem. Możliwe.- odparła.
- Przepraszam, że tak wrzeszczałem. Zachowałem się, jak kretyn.- pozwolił sobie na lekki uśmiech.
- Bo nim jesteś...- powiedziała uśmiechając się do niego.- Mimo wszystko, ja też przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Naprawdę.
- Nic nie szkodzi. - chłopak uśmiechnął się szerzej. - I racja jestem kretynem.
- Ja zawsze mam rację.- Angelica parsknęła śmiechem i odeszła.
Potem, kiedy wmieszała się w tłum, puściła się biegiem.
Znalazła Harriet całkiem szybko. Zobaczyła, jak ta grzebie w torbie. Złapała ją za nadgarstek i niezbyt delikatnie zaciągnęła do łazienki. Sprawdziła, czy jest pusta i łypnęła spode łba na uśmiechniętą dziewczynę.
- Co cię tak cieszy? -warknęła.
- Twoja reakcja. - odparła.
- Na co?
- Na wiadomość, że chodzę z Matt' em.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.- Angelica była zdezorientowana.
- Zakładałam dwie opcję: albo przyjmiesz to do wiadomości, albo będziesz na mnie wściekła i to wszystko mi powie.
- Nic ci nie powie.
- Ach tak? - zdziwiła się Harriet. - Oprócz tego, że jesteś zazdrosna, to w sumie prawda.
- Nie jestem zazdrosna!- oburzyła się Angelica.
- Oczywiście.- rzuciła z kpiącym tonem.
- Ja po prostu jestem wściekła, bo ty go okłamujesz!
- Owszem. Okłamuję.- przyznała Harriet obojętnym tonem, przeglądając się w lustrze.- Jest nawet przystojny, ale mnie nie interesuję, bo mnie wkurza. I go nie lubię.
- To po co to zrobiłaś?!
- Nie mówiłam już? Chciałam udowodnić ci i przy okazji sobie, że on wcale nie jest ci obojętny.
- Nie jest, to mój przyjaciel!
- Proszę cię... chorobliwie ci się podoba, dlatego tak szybko mu przebaczasz. Zresztą, jakoś nie wierzę w przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną. A tak w ogóle, on też cię bardzo lubi.
- Wcale nie!
- Nawet nie widziałaś, jak się zmartwił, kiedy spytałam go o chodzenie. ale przecież obiecał ci, że się pogodzimy, więc nie chcąc cię zawieść, zgodził się, ale niechętnie. Wisisz mi przysługę.
- Ach tak, dzięki za troskę. - rzekła z pogardą i wyszła z łazienki.
czwartek, 5 września 2013
ROZDZIAŁ XXVIII
Hej!
Jak tam szkoła? Cieszycie się, że wakacje się skończyły? Ja nie bardzo.
Mam pomysł na innego bloga, muszę tylko rozważyć, czy się nada. Napiszę w następnym poście, który pojawi się w niedzielę.
Venia.
- Jak spędziłaś sylwestra?- spytała Harriet, kiedy już przywitała się z Angeliką, Arthurem i Johnnym.
Przerwa świąteczna szybko się skończyła, wszyscy musieli wrócić do szkoły na drugi semestr.
- Dziękuję, świetnie.- odpowiedziała Angelica, do której skierowane było pytanie.
- Co robiłaś?-zapytał Johnny.- Nie chciałaś iść ze mną na imprezę.
- No cóż...zostałam w domu i...- zaczęła, ale zobaczyła, jak Matt przechodzi obok i uśmiecha się do niej.
- Cześć -rzucił, mijając ją.
Johnny i Harriet obrzucili go lodowatymi spojrzeniami, a Arthur w ogóle nie zwrócił na niego uwagi.
- Cześć.- odpowiedziała Angelica, zaraz jednak tego pożałowała, bo oczy wszystkich przyjaciół zwróciły się na nią.
Matt za to posłał jej jeszcze jeden ciepły uśmiech i ignorując pozostałych, poszedł dalej.
- Rozumiem, że ten kretyn udaje, że wszystko jest w porządku...- zaczęła Harriet.- Ale ty? Czemu mu odpowiedziałaś? I to tak, jakbyście znów byli przyjaciółmi!
- Jak mówiłam, zostałam w domu w Sylwestra....- zaczęła tłumaczyć, ale przyjaciółka wtrąciła się:
- Nie zmieniaj tematu! Odpowiedz mi!
- To on przyszedł i tak jakby się pogodziliśmy. -zakończyła szybko dziewczyna.
- Spędziliście razem Sylwestra?- zdziwił się Johnny.
- Pogodziliście się? Tak nie można!- krzyknęła Harriet.
- No nareszcie! Dzięki Bogu!- ucieszył się Arthur.
Powiedzieli to wszyscy w tym samym momencie. Teraz oczy zebranych zwróciły się na Arthura, który poczerwieniał na twarzy.
- No co? Nie było mi łatwo się z nim kolegować, kiedy mi zabraniałyście!- wytłumaczył.
- Ko-kolegować?- wyjąkała Harriet.- Ja już nic nie rozumiem...podsumowując, ty Arthurze mimo wszystko nie zerwałaś kontaktu z Matt' em...a ty Angelico wpuściłaś go do domu, rozmawiałaś i mu wybaczyłaś? Może jeszcze u ciebie przenocował? A co, jeszcze dałaś mu pokój gościnny i piżamę?
- No...- dziewczyna oblała się rumieńcem.- No... Tak, było już późno, a on ma trochę daleko, więc...
- Że jak?! Nie mówiłam tego na serio! - dziewczyna była wstrząśnięta. - Serio? Serio?! Przecież...przecież pierwsza się na niego obraziłaś! A teraz tak się z nim witasz, jakby nic się nie stało. To przez tą twoją słabość do niego?
- Jaką słabość?- zapytał podejrzliwie Johnny.
- Oh, przez całą podstawówkę za nim szalała.
- Wcale nie!- zaperzyła się Angelica.- Wtedy był upartym, przemądrzałym...
- Przystojniakiem z charakterem. - wtrąciła przyjaciółka, wywracając oczami. - Teraz jest zdradliwym szczurem, który próbuje być najlepszym w szkole...
- A kiedy nie próbował?- przerwała Angelica.
Harriet parsknęła śmiechem.
- W każdym razie, powinnaś to przemyśleć.- zauważył Johnny, odchodząc.
- Ale już przemyślałam- odparła cicho dziewczyna.
Na lekcji geografii, kiedy już usiadła w ławce, ktoś szturchnął ją lekko w ramię. Odwróciła się i zobaczyła Matt' a i Arthura siedzących w jednej ławce, tuż za nią.
Uśmiechnęła się do nich.
- Harriet dalej na mnie wkurzona?- zapytał Matt.
- Tak.- odparła zwięźle Angelica.
- Trudno, będę musiał z nią pogadać. - zdecydował chłopak, kiwając się na krześle.
- Powodzenia- stwierdził sceptycznie Arthur.
Matt przejechał w roztargnieniu palcami po włosach, zastanawiając się nad czymś.
- Widzę, że jednak ich nie obciąłeś.- mruknęła dziewczyna.
Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.
- Podobno mi pasują.
"Nadal tak uważam" pomyślała w roztargnieniu.
- O, idzie Harriet.- zauważył Arthur.
- Lepiej się z nią pogódź!- przestrzegła dziewczyna, szeptem.- Nie lubię działać na dwa fronty.
- Ale jak?- zapytał chłopak.
- Nie wiem! Wymyśl coś! Za wszelką cenę, musisz się z nią pogodzić! Nie chcę stracić ani przyjaciółki, ani przyjaciela, zwłaszcza, że ty pewnie nie dałbyś mi żyć!
Musiała przerwać, ponieważ przyjaciółka usiadła na krześle obok niej, ignorując Matt' a.
Kiedy zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji, Harriet z gracją, przesyconą ignorancją zabrała swoją torbę i wyszła na korytarz.
- No to idę.- odezwał się Matt i popędził za dziewczyną.
Arthur i Angelica wyszli razem z klasy, ale nie zauważyli dwójki przyjaciół.
Matt dogonił Harriet przy wyjściu, ale dziewczyna nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Szła wyprostowana, jakby w ogóle nie widziała chłopaka.
- Możemy porozmawiać?- zapytał.
W odpowiedzi tylko prychnęła.
- Nie zamierzasz się odzywać?
Wzruszyła ramionami, jakby dziwiła się, że Matt jeszcze za nią idzie. Przyspieszyła, ale on nie dawał za wygraną.
- To chociaż mnie wysłuchaj. - poprosił.
Zaszczyciła go kpiącym spojrzeniem.
- A co szanowny książę zechce mi powiedzieć?- zapytała z szyderczą nutą w głosie. - Musisz mi wybaczyć, ale nie zamierzam być na każde twoje zawołanie i jak niektórzy czyścić ci buty.
W zdziwieniu uniósł brwi.
- Mówisz o Angelice? - zapytał, ale to pytanie pozostawiła bez odpowiedzi. Mógł się tylko domyślać, jak brzmi.
- Streszczaj się, daję ci trzy minuty. - powiedziała patrząc na zegarek.
- Chciałbym cię przeprosić. - wyjaśnił. Nie odrywała wzroku od tarczy zegara, w ogóle wyglądała, jakby go nie słuchała. - Wiem, że zachowałem się jak kretyn i nim jestem.- tu kiwnęła głową, na potwierdzenie tych słów. - Chodzi o to, że ja się dopiero staram zmienić i wolno mi idzie, ale nie chcę, stracić nikogo z przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół. - postanowił użyć tych samych argumentów, co przy Angelice. - Przepraszam.
Wpatrywała się w rękę z zegarkiem kilka minut, nie odzywając się.
- Dlaczego to robisz? Przepraszasz?- zapytała w końcu.
- Nie chcę tracić przyjaciół.- powtórzył. Nie mówił do końca prawdy. Nie chciał także zawieść Angeliki.
- Dasz mi coś w zamian?- zapytała z wahaniem.
Przez chwilę nie odpowiadał.
- Tak, o cokolwiek poprosisz.- przytaknął.
Angelica i Arthur zauważyli, jak Matt idzie korytarzem, nie zwracając uwagi na otoczenie, jakby przygnembiony i zamyślony. Dziewczyna od razu nabrała złego przeczucia. Podeszła i złapała go za ramię. Popatrzył na nią tępo, potem jednak uświadomił sobie, kto przed nim stoi.
- Nie udało się?- zapytała.
- Nie. Pogodziliśmy się. - wyjaśnił.
Przyjaciele odetchnęli z ulgą. Arthur jednak zauważył, że Matt nadal jest spięty.
- Coś nie tak?- zapytał. - Chciała coś w zamian?- zgadnął.
Chłopak kiwnął głową i zerknął nerwowo na Angelikę.
- Kazała ci coś obiecać?
- Nie. - zawahał się. - Zgodziła się ze mną pogodzić, jeśli....jeśli zostanę jej chłopakiem.
Jak tam szkoła? Cieszycie się, że wakacje się skończyły? Ja nie bardzo.
Mam pomysł na innego bloga, muszę tylko rozważyć, czy się nada. Napiszę w następnym poście, który pojawi się w niedzielę.
Venia.
- Jak spędziłaś sylwestra?- spytała Harriet, kiedy już przywitała się z Angeliką, Arthurem i Johnnym.
Przerwa świąteczna szybko się skończyła, wszyscy musieli wrócić do szkoły na drugi semestr.
- Dziękuję, świetnie.- odpowiedziała Angelica, do której skierowane było pytanie.
- Co robiłaś?-zapytał Johnny.- Nie chciałaś iść ze mną na imprezę.
- No cóż...zostałam w domu i...- zaczęła, ale zobaczyła, jak Matt przechodzi obok i uśmiecha się do niej.
- Cześć -rzucił, mijając ją.
Johnny i Harriet obrzucili go lodowatymi spojrzeniami, a Arthur w ogóle nie zwrócił na niego uwagi.
- Cześć.- odpowiedziała Angelica, zaraz jednak tego pożałowała, bo oczy wszystkich przyjaciół zwróciły się na nią.
Matt za to posłał jej jeszcze jeden ciepły uśmiech i ignorując pozostałych, poszedł dalej.
- Rozumiem, że ten kretyn udaje, że wszystko jest w porządku...- zaczęła Harriet.- Ale ty? Czemu mu odpowiedziałaś? I to tak, jakbyście znów byli przyjaciółmi!
- Jak mówiłam, zostałam w domu w Sylwestra....- zaczęła tłumaczyć, ale przyjaciółka wtrąciła się:
- Nie zmieniaj tematu! Odpowiedz mi!
- To on przyszedł i tak jakby się pogodziliśmy. -zakończyła szybko dziewczyna.
- Spędziliście razem Sylwestra?- zdziwił się Johnny.
- Pogodziliście się? Tak nie można!- krzyknęła Harriet.
- No nareszcie! Dzięki Bogu!- ucieszył się Arthur.
Powiedzieli to wszyscy w tym samym momencie. Teraz oczy zebranych zwróciły się na Arthura, który poczerwieniał na twarzy.
- No co? Nie było mi łatwo się z nim kolegować, kiedy mi zabraniałyście!- wytłumaczył.
- Ko-kolegować?- wyjąkała Harriet.- Ja już nic nie rozumiem...podsumowując, ty Arthurze mimo wszystko nie zerwałaś kontaktu z Matt' em...a ty Angelico wpuściłaś go do domu, rozmawiałaś i mu wybaczyłaś? Może jeszcze u ciebie przenocował? A co, jeszcze dałaś mu pokój gościnny i piżamę?
- No...- dziewczyna oblała się rumieńcem.- No... Tak, było już późno, a on ma trochę daleko, więc...
- Że jak?! Nie mówiłam tego na serio! - dziewczyna była wstrząśnięta. - Serio? Serio?! Przecież...przecież pierwsza się na niego obraziłaś! A teraz tak się z nim witasz, jakby nic się nie stało. To przez tą twoją słabość do niego?
- Jaką słabość?- zapytał podejrzliwie Johnny.
- Oh, przez całą podstawówkę za nim szalała.
- Wcale nie!- zaperzyła się Angelica.- Wtedy był upartym, przemądrzałym...
- Przystojniakiem z charakterem. - wtrąciła przyjaciółka, wywracając oczami. - Teraz jest zdradliwym szczurem, który próbuje być najlepszym w szkole...
- A kiedy nie próbował?- przerwała Angelica.
Harriet parsknęła śmiechem.
- W każdym razie, powinnaś to przemyśleć.- zauważył Johnny, odchodząc.
- Ale już przemyślałam- odparła cicho dziewczyna.
Na lekcji geografii, kiedy już usiadła w ławce, ktoś szturchnął ją lekko w ramię. Odwróciła się i zobaczyła Matt' a i Arthura siedzących w jednej ławce, tuż za nią.
Uśmiechnęła się do nich.
- Harriet dalej na mnie wkurzona?- zapytał Matt.
- Tak.- odparła zwięźle Angelica.
- Trudno, będę musiał z nią pogadać. - zdecydował chłopak, kiwając się na krześle.
- Powodzenia- stwierdził sceptycznie Arthur.
Matt przejechał w roztargnieniu palcami po włosach, zastanawiając się nad czymś.
- Widzę, że jednak ich nie obciąłeś.- mruknęła dziewczyna.
Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.
- Podobno mi pasują.
"Nadal tak uważam" pomyślała w roztargnieniu.
- O, idzie Harriet.- zauważył Arthur.
- Lepiej się z nią pogódź!- przestrzegła dziewczyna, szeptem.- Nie lubię działać na dwa fronty.
- Ale jak?- zapytał chłopak.
- Nie wiem! Wymyśl coś! Za wszelką cenę, musisz się z nią pogodzić! Nie chcę stracić ani przyjaciółki, ani przyjaciela, zwłaszcza, że ty pewnie nie dałbyś mi żyć!
Musiała przerwać, ponieważ przyjaciółka usiadła na krześle obok niej, ignorując Matt' a.
Kiedy zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji, Harriet z gracją, przesyconą ignorancją zabrała swoją torbę i wyszła na korytarz.
- No to idę.- odezwał się Matt i popędził za dziewczyną.
Arthur i Angelica wyszli razem z klasy, ale nie zauważyli dwójki przyjaciół.
Matt dogonił Harriet przy wyjściu, ale dziewczyna nawet nie uraczyła go spojrzeniem. Szła wyprostowana, jakby w ogóle nie widziała chłopaka.
- Możemy porozmawiać?- zapytał.
W odpowiedzi tylko prychnęła.
- Nie zamierzasz się odzywać?
Wzruszyła ramionami, jakby dziwiła się, że Matt jeszcze za nią idzie. Przyspieszyła, ale on nie dawał za wygraną.
- To chociaż mnie wysłuchaj. - poprosił.
Zaszczyciła go kpiącym spojrzeniem.
- A co szanowny książę zechce mi powiedzieć?- zapytała z szyderczą nutą w głosie. - Musisz mi wybaczyć, ale nie zamierzam być na każde twoje zawołanie i jak niektórzy czyścić ci buty.
W zdziwieniu uniósł brwi.
- Mówisz o Angelice? - zapytał, ale to pytanie pozostawiła bez odpowiedzi. Mógł się tylko domyślać, jak brzmi.
- Streszczaj się, daję ci trzy minuty. - powiedziała patrząc na zegarek.
- Chciałbym cię przeprosić. - wyjaśnił. Nie odrywała wzroku od tarczy zegara, w ogóle wyglądała, jakby go nie słuchała. - Wiem, że zachowałem się jak kretyn i nim jestem.- tu kiwnęła głową, na potwierdzenie tych słów. - Chodzi o to, że ja się dopiero staram zmienić i wolno mi idzie, ale nie chcę, stracić nikogo z przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół. - postanowił użyć tych samych argumentów, co przy Angelice. - Przepraszam.
Wpatrywała się w rękę z zegarkiem kilka minut, nie odzywając się.
- Dlaczego to robisz? Przepraszasz?- zapytała w końcu.
- Nie chcę tracić przyjaciół.- powtórzył. Nie mówił do końca prawdy. Nie chciał także zawieść Angeliki.
- Dasz mi coś w zamian?- zapytała z wahaniem.
Przez chwilę nie odpowiadał.
- Tak, o cokolwiek poprosisz.- przytaknął.
Angelica i Arthur zauważyli, jak Matt idzie korytarzem, nie zwracając uwagi na otoczenie, jakby przygnembiony i zamyślony. Dziewczyna od razu nabrała złego przeczucia. Podeszła i złapała go za ramię. Popatrzył na nią tępo, potem jednak uświadomił sobie, kto przed nim stoi.
- Nie udało się?- zapytała.
- Nie. Pogodziliśmy się. - wyjaśnił.
Przyjaciele odetchnęli z ulgą. Arthur jednak zauważył, że Matt nadal jest spięty.
- Coś nie tak?- zapytał. - Chciała coś w zamian?- zgadnął.
Chłopak kiwnął głową i zerknął nerwowo na Angelikę.
- Kazała ci coś obiecać?
- Nie. - zawahał się. - Zgodziła się ze mną pogodzić, jeśli....jeśli zostanę jej chłopakiem.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
WAKACYJNA MINIATURKA "Intryga" cz. II
- Diabeł? Miona? Kiedy staliście się przyjaciółmi?!- wściekał się Ron na obiedzie. - Jak możesz w ogóle na nich patrzeć?! To zwykli śmierciożercy! I o co chodziło z tą książką? Pewnie wiedziałaś o tych korepetycjach! I nie kłam mi, że nie!
- Ron, pozwól mi wytłum...- zaczęła Miona, ale znowu jej przerwał.
- I co może mnie rzucisz i polecisz do tego brudnego śmierciożercy?! Zależy ci na jego pieniądzach?! Bo jeśli tak, to żegnaj, bo ja ich nie mam...- mówił jeszcze, ale Miona już go nie słuchała.
To co powiedział, było jak policzek. Oczy zaszły jej łzami, więc pochyliła głowę, by zasłonić twarz lokami. Nie chciała, by ktoś widział, że łzy spływają jej po policzku i kapią na bluzkę, próbowała się opanować. Poczuła nagłą i niepohamowaną złość na rudego.
- Ron! Wypluj to! - syknęła Ginny.
Jednak chłopak, myśląc, że zachowanie Hermiony, znaczy, że ona żałuję, zaczął mówić jeszcze gorsze rzeczy. Miona poczuła, że zaraz nie wytrzyma, rzuci się na chłopaka i go udusi, zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że zbielały jej knykcie. Zebrała w sobie całą samokontrolę, jaka jej jeszcze została. Odebrało jej apetyt. Zerwała się gwałtownie z krzesła, nie kryjąc już łez. Zwróciła się do Rona, który był zaskoczony jej nagłym zachowaniem.
- Tak bardzo chcesz zerwać?- zapytała, łamiącym się głosem, ale słychać w nim było zdeterminowanie. - To bardzo proszę. Nie jesteśmy już parą. Mam dość twoich humorów, twojej dziecinnej zazdrości i tego, że dyktujesz mi co mam robić. Jesteśmy już dorośli, a ty nadal zachowujesz się jak rozwydrzone dziecko!
Wybiegła z wielkiej sali w te pędy. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się przed ścianą do swojego dormitorium. Weszła i zmieniła hasło, by nikt nie mógł jej przeszkadzać. Nie miała głowy do wymyślania jakiś haseł, podała to, które pierwsze przyszło jej do głowy.
Dormitorium składało się z salonu z kominkiem, barkiem i beżową kanapą, sypialni w barwach jej domu, z której wchodziło się do łazienki. Było niewielkie, ale przytulne i tylko znający hasło mogli do niego wejść.
Wysłała patronusa do Malfoy 'a i Zabiniego z wiadomością, że nie może przyjść na korepetycje, bo źle się czuje.
Jutro była sobota, więc nie musiała nigdzie iść. Co prawda była wycieczka do wioski Hogsmeade, ale nie chciała na nią iść. Położyła się na łóżku. Nie mogła hamować już łez cisnących się do oczu.
Jak jej najlepszy przyjaciel i chłopak mógł coś takiego o niej powiedzieć? Zawiodła się na nim. A Harry? Nawet nie zareagował! Tylko Gin... tylko Gin...
Kiedy wylała już wszystkie łzy, szlochała cicho w poduszkę...jak przez mgłę usłyszała, że ktoś dobija się do jej drzwi. Zignorowała to, chwilę potem odpłynęła.
Obudziła się i spojrzała na zegarek. Już dawno po kolacji, był środek nocy. Przekręciła się na drugi bok i od razu zasnęła.
Chłopcy dostali patronusa od Hermiony, kiedy po obiedzie byli w swoim dormitorium. Siedzieli na swoich łóżkach i podawali sobie piłkę.
Kiedy patronus-wydra zniknął, zastygli w miejscu, patrząc na miejsce gdzie wiadomość się pojawiła. Draco miał uniesioną rękę, gotową do rzutu, a Blaise wyciągnięte dłonie.
- Co?- zaniepokoił się Smok. - Co jej się stało? Potrzebuję tych korepetycji!
Nim Diabeł zdążył cokolwiek powiedzieć, Draco dobiegł już do drzwi i zniknął w korytarzu.
- A ja sądzę, że potrzebujesz pewnej ślicznej Gryffonki.- szepnął Zabini, ale chwilę potem pobiegł za przyjacielem.
Pokonali trasę do sali wejściowej w dziesięć minut. Potem pognali po schodach ku wierzy Gryffindoru.
- Hey, Brown!- krzyknął Smok, kiedy na korytarzu zauważyli blondynkę.
Dziewczyna niepewnie poszła w ich stronę. Zdziwiona patrzyła jak przyspieszają.
- Co się stało z Granger?- spytał Malfoy, tylko lekko dysząc, najwyraźniej długi bieg nie zrobił na nim większego wrażenia.
- To nic nie wiecie?- zdziwiła się, po czym ściszyła głos do szeptu, jakby przekazywała tajną wiadomość. - Ron nagadał jej, że jest materialistką, na obiedzie i ona z nim zerwała. Potem zamknęła się w swoim dormitorium i nikomu nie otwiera, nawet Ginny.
Dziewczyna szybko odeszła. Malfoy stał zaciskając szczękę z groźnym błyskiem w oku.
- Zabiję Weasley 'a- warknął Blaise.- Nikt nie będzie obrażać Hermiony...
Smok ruszył w kierunku wierzy Gryffindoru.
- Gdzie idziesz?- zdziwił się Zabini.
- Pogadać z nią.
Diabeł położył przyjacielowi rękę na ramieniu, zatrzymując go.
- Nikomu nie otwiera. Daj jej czas. Pogadasz z nią na kolacji.
Jednak Miona, nie przyszła ani na kolację, ani na śniadanie następnego dnia.
Smok od razu po śniadaniu poszedł do kuchni.
***
Miona obudziła się. Było już po śniadaniu, ale pewnie wszyscy poszli przygotować się do wycieczki. Może poprosi Zgredka, albo Mrużkę o jakąś kanapkę. Wstała, wciąż była we wczorajszym ubraniu. Poszła więc się umyć i przebrać w czyste ubrania. Założyła prosty podkoszulek, długie spodnie i sweter. Musiała porządnie umyć twarz, która była blada, a oczy przekrwione od płaczu. Kiedy jej skóra nabrała koloru, dziewczyna związała włosy w koński ogon.
Weszła od salonu. To co zobaczyła, szczerze ja zdziwiło. Na stoliku stał stos tostów posmarowanych dżemem, a z kubka unosiła się para.
Na kanapie siedział we własnej osobie Draco Malfoy, w świetnie dopasowanych czarnych jeansach, czarnym podkoszulku i białej bluzie z kapturem. Jego blond grzywka opadała zawadiacko na czoło.Czytał podręcznik do transmutacji.
- Cześć, Granger.- przywitał się, nie odrywając wzroku od książki.
- Co ty tu robisz?- wydukała, otrząsnąwszy się z pierwszego szoku. Wreszcie na nią spojrzał.
- Przyniosłem ci śniadanie- wskazał głową stół.
Nadal bacznie ja obserwował.Od jego spojrzenia zrobiło jej się gorąco, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Jak się tu dostałeś? Zmieniłam przecież hasło.
- Następnym razem wymyśl coś trudniejszego. "Lody czekoladowe". Łatwizna. - przerwał na chwilę, przesunął się, by mogła usiąść.- Lepiej coś zjedz.
Usiadła obok niego, zafascynowana, tym, że tak łatwo zgadł hasło i tym, że przygotował śniadanie, które najczęściej jadała.
- A ty?- zapytała.
- Ja już jadłem, Granger. W przeciwieństwie do ciebie przychodzę na posiłki.
Hermiona uśmiechnęła się. Kiedy już zjadła tyle ile mogła, a nawet więcej, powiedziała.
- Dzięki Smoku. Przepraszam, że nie mieliśmy wczoraj korepetycji, ale ...
- Spoko, Granger, nie musisz się tłumaczyć.- przerwał jej.- Wiem co się naprawdę stało. Rozumiem dlaczego nie przyszłaś.
- Serio?- zdziwiła się.
- Czekaj....nie, nie do końca rozumiem- sprostował.- Sorry, ale nie pojmuję czemu, aż tak przejmujesz się tym nic nie wartym śmieciem?
- Bo...to był mój przyjaciel- Miona wyglądała na zmieszaną.
- Możesz znaleźć nowych- przypomniał Draco.
- Na przykład was?- miała na myśli jego i Blaisa.
- Na przykład.- potwierdził ze śmiertelnie poważną miną.
- Gryffoni by mnie zabili, gdyby się dowiedzieli, że koleguję się z dwoma Ślizgonami.
- Ej, mówiłem poważnie- Smok udał oburzenie.- Jesteśmy przecież dorośli, za niedługo skończymy szkołę, trzeba zawiązywać nowe przyjaźnie, puki jeszcze czas. A tak w ogóle nie uważasz, że ci dwaj Ślizgoni są bardziej atrakcyjniejsi od wszystkich Gryffonów razem wziętych?
Hermiona wydała dźwięk, podobny do prychnięcia przechodzącego w śmiech.
- Jesteś zbyt pewny siebie.- dodała.
- Uznam to za komplement. - popatrzył w jej śliczne czekoladowe oczy.
Draco gwałtownie wstał. Poszedł do jej sypialni. Po chwili wrócił z jej skórzaną kurtką i jej rzucił.
- Gdzie idziemy?- spytała, ubierając kurtkę i sięgając po różdżkę.
- Do Hogsmeade.- odparł, otwierając drzwi i przepuszczając ją przodem. - Większość szkoły pewnie jest już w drodze. Diabeł miał czekać przed wyjściem.
Po drodze Malfoy trochę żartował i poprawił jej tym humor, więc radośnie przywitała się z Blaisem.
- Nawet nie wierz, jak Smok się martwił.- powiedział do niej, mrugając porozumiewawczo.
- Że nie będziemy mieć korepetycji.- wtrącił szybko Smok, posyłając Zabiniemu ostrzegawcze spojrzenie nad głową Hermiony, które przyjaciel w pełni zignorował.
- Jutro możemy mieć lekcję, w ramach rekompensaty.- zaoferowała.
- Świetnie, dzięki- podziękował Draco.
- Tez się cieszę, - zaczął Diabeł.- ale wracając do tego co przed chwilą mówiłem...Au!
Blaise rozcierał tył głowy w miejscu, gdzie trafiła go ręka Dracona.
Hermiona parsknęła śmiechem. Była im wdzięczna za towarzystwo. Dzięki nim Miona zapomniała o Ronie. Chłopcy dalej się przekomarzali, aż doszli do Trzech Mioteł. Draco, jako dżentelmen otworzył drzwi i wpuścił Hermionę pierwszą.
- Pójdę zamówić.- zaoferował Smok.
Hermiona i Diabeł znaleźli wolne miejsce w kącie gospody. Miona zauważyła, że dużo uczniów posyła im dziwne spojrzenia.
Nagle podeszła do nich Ginny.
- Hej, ruda wiewiórko- zęby Blaisa błysnęły w uśmiechu.- Gdzie twój chłopak?
Dziewczyna zignorowała go.
- Miona możesz przyjść do Pokoju Życzeń dzisiaj przed zakończeniem kolacji?- zapytała.
- Yyy... Jasne. Przyjdę.- odpowiedziała przyjaciółka.
Nim zdołała jeszcze coś powiedzieć, już jej nie było.
Draco wrócił z trzema szklankami ognistej whisky. Zdawał się nie zauważać ukradkowych spojrzeń na niego i jego towarzyszy. Hermiona za to była trochę spięta, miała ochotę wyjść z zatłoczonego pomieszczenia. Widząc to Smok wypił resztę swojego napoju.
- Gdzie teraz idziemy?- zapytał.- Macie jakieś pomysły?
- Może do Miodowego Królestwa?- zaproponował Diabeł.- Potrzebuję kupić jakąś dużą czekoladę.
Wyszli na zewnątrz. Niebo zostało przykryte przez szare chmury, zaczął wiać nieprzyjemny wiatr. Przemknęli szybko ulicami, by schronić się w ciepłym sklepie ze słodyczami. Przesiedzieli tam pół godziny, bo Zabini nie mógł wybrać, którą z czekolad kupić. W końcu zdecydował się na największa tabliczkę mlecznej, jaką Miona kiedykolwiek widziała. Ona sama kupiła cukierki i batoniki. Kiedy już wyszli, w świetnych humorach, stanęli naprzeciwko Pottera i Rona. Ten drugi trzymał za rękę jakąś Puchonkę.
Mionę, o dziwo, ten widok nie ruszył. Sama była tym zdziwiona.
- Hermiona, co ty z nimi robisz?- zdziwił się Harry.
- Chodzi po sklepach, nie widać?- warknął Draco.
- Widziałaś Ginny?- zapytał, ignorując Malfoy 'a.
- Tak, ale nie wiem gdzie jest teraz.- odparła, nie mogąc powstrzymać chłodnego tonu.
Była oburzona, że jeszcze wczoraj nie reagował na słowa Rona, a teraz, jak gdyby nigdy nic, rozmawiał z nią.
- Przynajmniej nie zadaje się się z brudnymi mordercami- warknął Ron.
Widząc, że Draco zaciska szczękę i pięści, jakby miał zamiar uderzyć Weasleya, Miona złapała go za rękaw kurtki. Diabeł natomiast nie przejął się tymi słowami.
- Co uciekła ci dziewczyna, Potter?- zapytał kpiąco.- Może ma kogoś na boku? Nie zdziwiłbym się wcale, wiesz?
- Zamknij się, Zabini- warknął Harry.
- Pewnie denerwuje ją twoje zapatrzenie w siebie...- kontynuował Blaise. - Szkoda, żeby się zmarnowała przy tobie...
- Nie waż się jej tknąć tymi brudnymi łapskami!- krzyknał Potter.
- Spoko, nie zamierzam- stwierdził Diabeł.- Chyba, że sama do mnie przyjdzie...- dodał, z błyskiem w oku.
- Nie wolno ci się do niej zbliżać!- krzyknął Ron.- Zajmuj się takimi pustymi dziewczynami, jak Hermiona, a moją siostrę zostaw w spokoju!
Miona ledwo opanowała się, by nie dać mu w twarz. Spostrzegła za to inne zagrożenie. W jednym momencie znalazła się przed Draconem, który najwyraźniej zamierzał złamać Ronowi szczękę.
- Chłopaki uspokójcie się- rzekła do Smoka i Diabła.
Malfoy spojrzał w jej oczy. Ona też odwzajemniła spojrzenie.
- Żeby dziewczyna musiała was powstrzymywać- zakpił Ron, czując się bezpiecznie.- Właśnie Hermiono, jak tam idzie ci przyjaźń z mordercami? Zastanawiam się, czemu z nimi ciągle chodzisz? Chcesz być tak jak oni? Wiesz, że skoro tak ich lubisz, to najprawdopodobniej już jesteś taka jak brudni Ślizgoni...
Hermiona zamknęła oczy, w tej samej chwili Draco ja podniósł i postawił z boku. Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła, jak Ron cofa się od ciosu zadanego mu przez Blaisa. Trzymał się za nos, spod ręki ciekła mu krew. Draco już zmierzał w jego stronę. Hermiona podbiegła i złapała za rękawy obu Ślizgonów.
- Granger, jak chcesz to możemy go zabić, krótko, ale boleśnie- mruknął Draco, nadal patrząc na Weasleya, przytrzymywanego przed Harry' ego i Puchonkę.
- Nie!- zaprzeczyła Hermiona.- Uspokójcie się obaj, albo rzucę na was zaklęcie!
- Ciesz się, Weasley, że Miona jeszcze chce się widzieć żywego, bo już dawno byś nie żył. - warknął Zabini.
Po chwili Rona, już nie było. Chłopcy wyraźnie się rozluźnili. Blaise spojrzał na torbę z Miodowego Królestwa, na tabliczkę czekolady.
- Mogłem mu ja rozbić na tej pustej głowie. - mruknął pod nosem.
- Nie warto marnować jedzenia- odparł Draco, po czym obaj parsknęli śmiechem.
- Serio, byście go zabili? - zdziwiła się Miona, puszczając ich.
- Najwyżej coś poważnie uszkodzili. - odpowiedział Blaise. - Nie chcemy pójść do Azkabanu.- wyjaśnił.
- W porządku?- Draco odwrócił się do niej, z troską w oczach.
- Tak, jestem tylko trochę zdenerwowana.- wyznała.
- Chodźmy się rozerwać. - zaproponował Diabeł. - Muszę odreagować.
***
Miona musiała uznać dzień za udany. Po kilku godzinach zabawy zapomniała o incydencie przy Miodowym Królestwie. Teraz stała przed Pokojem Życzeń, czekając na Ginny. Wszyscy byli na kolacji, więc korytarze były puste.
- Co ty tutaj robisz?- zapytał ktoś za nią.
Odwróciła się i spojrzała ze zdziwieniem na Smoka.
- Byłam umówiona z Ginny....- odpowiedziała.- A ty?
- Miałem spotkać się z Diabłem.- mruknął.
- Okey, to dziwne- powiedziała pod nosem Miona.
- O, już jesteście...- odezwał się Blaise, spieszący w ich stronę.
- Co..?- zaczął Draco.
- Gdzie...?- mówiła w tym samym czasie Hermiona.
Chłopak jednak szybko ich ominął, przystaną przed ścianą. Kiedy pojawiły się przed nim drzwi, bez wahania wszedł przez nie.
- Chodźcie - nakazał przez ramię. - Zostawcie uchylone drzwi.
Weszli niepewnie za nim do Pokoju zmienionego w salon Ślizgonów.
- Możesz nam wreszcie powiedzieć...?- zaczął Draco rozdrażnionym tonem.
- Jeszcze chwila...- przerwał mu Blaise, podnosząc rękę i patrząc na zegarek.- Iii...Teraz!
W tym momencie do pokoju weszła Ginny, zamykając drzwi za sobą. Uśmiechnęła się do wszystkich i podeszła do Zabiniego.
- Co jest...?- zaczął Malfoy.
W tej samej chwili Zabini przytulił Ginny do swojego boku.
- Cześć Diabełku. Tęskniłeś?- spytała Ruda.
- Jak zawsze. - odpowiedział, uśmiechając się.
Tym razem Ginny nie posłała mu groźnego spojrzenia jak zawsze, odpowiedziała szerokim uśmiechem.
Draco i Miona zbierali teraz szczeki z podłogi.
- Co tu się dzieję?- zdołał wydusić Draco.- Wiedziałaś o tym?- zwrócił się do Hermiony.
- Nie!- wykrzyknęła dziewczyna, posyłając przyjaciółce groźne spojrzenie. - Wy...jesteście... razem?
- Tak- odpowiedzieli razem.
- Jak długo to trwa?
- Och, od początku tego roku. - powiedziała Ginny, tonem, jakby mówiła o pogodzie.
- Nikt o tym nie wiedział?- zdziwiła się Miona.
- Tylko Pansy, bo nakryła nas na jednej z naszych randek, ale obiecała nikomu nie powiedzieć i udawać, jakby nic się nie stało.
- Ale....myślałam, że się nienawidzicie!
- Miona, nie zauważyłaś, ze jestem dobrą aktorką?- zirytowała się Ruda.
- Ale czemu? Czemu udawaliście? I czemu nam nie powiedzieliście?
- Nie powiedzieliśmy, bo łatwiej było udawać przed Potterem, że nie lubimy siebie nawzajem. Wiecie jaki on jest. Miałam zamiar zerwać z nim pod koniec roku szkolnego. Tak byłoby bezpieczniej. Po zerwaniu miał mnie nie widywać, żeby dać mi spokój. Udawanie nienawiści po to, by nie powiązał z moją decyzją Diabła i nic mu nie zrobił.
- Ale jeśli wrócisz do Nory, to on i tak cię znajdzie.- zauważyła Miona.
- Nie wracam do Nory.- zaprzeczyła Ginny.
- Zaproponowałem, żeby przeniosła się do mnie.- wyjaśnił Zabini z dumą. - I rzucimy na dom wszelkie antypotterowskie zaklęcia, by dał jej spokój.
- Czyli to coś poważnego?- zapytał Draco.
Diabeł i Ruda popatrzyli sobie w oczy.
- Tak.- odpowiedzieli razem.
- Boże, nie wierzę!- mruknął Smok.- Diabeł się ustatkuję! Już widzę małe Diablątka!
- I wiewióreczki- dodała Hermiona ze śmiechem.
- A jeszcze muszę wam coś powiedzieć. - przypomniała sobie Ginny. - Harry nie wraca do szkoły po świętach. Jedzie na ferie i już nie wraca. Załatwił sobie prace w Biurze Aurorów...Więc pomyślałam sobie, że zerwanie zostanie przyspieszone. Po feriach będę już wolna.- powiedziała Ginny do Diabła.
Przez chwilę wszyscy zastanawiali się nad tymi słowami. Potem Diabeł aż podskoczył z radości, a Ginevra zaśmiała się na jego reakcję.
- Dobra wiewiórko, od końca ferii ogłaszam wszem i wobec, że jesteś moją oficjalną Dziewczyną... może nawet przywieszę ogłoszenie na tablicach naszych domów....
Para przytuliła się do siebie. Wyglądali, jakby nie chcieli wypuścić się z objęć. Miona spoglądała na nich z radością, kiedy Draco szepnął jej do ucha:
- Chodźmy. Pewnie chcą być sami.
Wyszli na korytarz. Szli przez chwilę w milczeniu, myśląc o tym, czego się właśnie dowiedzieli.
- Się porobiło.- mruknął Smok.
- Tak. Ale to dobrze- stwierdziła Hermiona.- Pasują do siebie.
***
Od kiedy większość uczniów wyjechała na ferie świąteczne i w zamku zostało jedynie piętnaście nastolatków, Blaise i Ginny niekryli swojego uczucia. Trzymali się za ręce, obejmowali, całowali. Smok i Miona, patrzyli na to z radosnym błyskiem w oku.
W święta Hermiona obudziła się ze stosem prezentów w nogach łóżka. Nie mogła się powstrzymać, więc szybko jej rozpakowała.
Ginny dała jej książkę, którą sobie wymarzyła i śliczny szafirowy sweter. Draco i Blaise na spółkę kupili jej drogie perfumy, które miały identyczny zapach jak te, które sama używała, choć nie przypominała sobie, żeby wspominała im o tym, ładne kolczyki z czystego srebra. Dostała jeszcze masę prezentów.
Kiedy weszła do salonu poczuła jakby miała Déjà vu. Stół został zastawiony świątecznym jedzeniem. Salon był ozdobiony świątecznymi ozdobami, o co zatroszczyły się skrzaty. Na kanapie siedział Draco z zamkniętymi oczami. Twarz miał spokojną, opanowaną, przez co wyglądał jeszcze piękniej niż. zwykle. Patrzyła na niego dobre dziesięć minut. W końcu, choć niechętnie, odezwała się.
- Czyżbym zaspała na śniadanie?
Draco otworzył oczy i spojrzał na nią.
- Nie.- odparł.- Idziemy później do Hogsmeade.
- Przecież nie będzie tłumów, po co tak wcześnie?- zdziwiła się.
Smok nie odpowiedział. Wstał, podszedł do niej niebezpiecznie blisko i wyciągnął dłoń z małym, ładnie zapakowanym pudełeczkiem.
- Przecież już dostałam...- przypomniała,biorąc pudełeczko.
- Ale to ode mnie. - przerwał Draco.- Osobisty prezent.
Otworzyła paczuszkę, a w środku znalazła śliczny naszyjnik: złoty łańcuszek i tak samo złota przywieszka z napisem " Dream".
- Dziękuję. Jest śliczny.- powiedziała, wpatrując się, jak zaczarowana, w prezent.
- Wesołych Świąt- rzekł Draco.
Zgarnął loki z jej twarz, przypadkowo dotykając ją opuszkami swoich palców i pocałował ją w policzek.
Od jego dotyku zrobiło jej się gorąco, lekko się zarumieniła. Podniosła głowę, by spojrzeć w jego piękne, niebieskie oczy. On jeszcze raz się nad nią pochylił i delikatnie musnął jej usta swoimi. To było jak wybuch fajerwerków. Momentalnie zmiękły jej kolana.
Zanim zdołała oddać pocałunek, odsunął się.
" Co? To miał być pocałunek?" pomyślała ta część jej umysłu, która była jeszcze zdolna pracować.
- Smacznego- powiedział Draco, wychodząc.
Kiedy Hermiona oprzytomniała, zabrała się do jedzenia. Skoro idą do Hogsmeade, to ona nie może się spóźnić. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że bardzo lubi Dracona. Kiedy potrzebowała pomocy, on zawsze był przy niej. Zaczęło jej na nim zależeć. Wiedziała, że może się na tym sparzyć, ale nie mogła wyzbyć się rosnącego uczucia do Malfoy 'a.
***
Szli do wioski we czwórkę. Śnieg prószył, wiał zimny wiatr. Jeszcze pół godziny temu, pogoda była piękna, ale teraz zimno wkradało się pod ubranie, kując skórę, jakby milionami szpilek.
Hermiona żałowała, ze nie zabrała czegoś na szyję, bo strasznie marzła. Nagle Draco złapał ją za rękę. Blaise i Ginny zdawali się niczego nie dostrzegać.
Smok ściągnął swój szalik i owinął nim szyję dziewczyny, dotykając palcami jej skórę. Jego dotyk parzył jej ciało. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczyła -ani z Krumem, ani z Ronem.
Uśmiechnęła się w podziękowaniu. On nachylił się i szepnął prosto do jej ucha.
- Teraz ty masz część mojej garderoby. - chyba domyślił się, że dziewczyna nie wie o co chodzi, bo dodał:- Sweter zostawiony w bibliotece razem z książką.
Razem dogonili przyjaciół.
***
Kiedy uczniowie wrócili do zamku, okazało się, że Harry naprawdę rzucił szkołę. Ginny od razu wysłała mu list z wiadomością, że z nim bezpowrotnie zrywa, nie przyjmuje odmowy i że nie ma czego u niej szukać, bo ona już go nie kocha.
Cztery dni po tym wydarzeniu ( kiedy już wszyscy w szkole wiedzieli, że Diabeł i Ruda są razem), przyszedł list od Harry' ego. Mówił on, że Potter wierzy, iż ich miłość przetrwa wszystko, nakazał żeby się jeszcze zastanowiła.
Hedwidze oddała maleńka karteczkę ze słowami " Daj mi spokój".
Hermiona miała korepetycje ze Ślizgonami w ich dormitorium. Nagle do pokoju weszła Ginny. Miała zmęczoną twarz i ponure oczy.
Miona od razu zrozumiała dlaczego.
- Następny list od Harry' ego?- zapytała. Diabeł podszedł do swojej dziewczyny i posadził ją na swoim łóżku.
- Tym razem patronus- wyjaśniła Ruda. - Już dziesiąty w tym tygodniu. Dałby sobie spokój.
Miona ze smutkiem pokiwała głową. Potter od czasu zerwania przysyłał Ginny prezenty, listy i patronusy. Dziewczynę ogromnie to męczyło. Jedynie Blaise mógł jakoś ja pocieszyć, czasem wprost zasypiała mu w ramionach.
Teraz Diabeł posadził ją sobie na kolanach i przytulił do siebie. Wydawała się taka mała i krucha, że ten widok wzruszył Hermionę.
- Jakie mamy w zanadrzu zaklęcia przeciw niemu?- zapytała Ginny podnosząc głowę.
- Obawiam się, że moje pomysły się wyczerpały- mruknął Smok.
- Napisze do niego i każę dać ci spokój.- zaproponowała Miona.
- Od razu wyślij mu wyjca - zaproponował Blaise.
Wyglądało na to, że pomysł Hermiony zadziałał. Harry przestał nękać Ginny, przez co ta się ożywiła i znów tryskała radością.
Zorganizowano następny wypad do wioski, ale Draco, Miona, Diabeł i Ginny nie poszli na niego. Chcieli spokojnie posiedzieć w zamku.
Na kolacji do młodej Weasley i Hermiony podeszła Lavander.
- Ginny, zgadnij kto o ciebie pytał w Hogsmeade?- powiedziała, dziwnym tonem.Nie dała jej jednak odpowiedzieć.- Twój były.
- Potter?!- Ginny zachłysnęła się powietrzem.- Co mówił?
- Pytał, gdzie jesteś, a ja na to, że pewnie zostałaś w zamku. No to on się pyta, z kim? I ja miałam powiedzieć, że z Hermioną, Zabinim i Malfoy 'em, ale Parkinson...
- Przerwałam jej i powiedziałam Potterowi, że to nie jego sprawa.- wtrąciła się Pansy, stając po drugiej stronie stołu.
- Dzięki, Pansy, nie wiem jak się odwdzięczyć.- Ginny uśmiechnęła się do koleżanki.
- Och, wystarczy że zaprojektujesz mi sukienkę, tak jak Hermionie- mruknęła Ślizgonka z łobuzerskim uśmiechem.
- Jasne, nie ma problemu.- zgodziła się Ruda.- Lavander, dzięki za informacje i jakbyś mogła to nie mów Potterowi, że chodzę z Blaisem, dobra?
- Skoro ci tak zależy.- powiedziała dziewczyna i odwróciła się.
Dziewczyny wychodziły z Wielkiej Sali, rozmawiając o ostatniej randce Ginny i Diabła.
- Ja i Blaise...- zaczęła Ruda, wchodząc na pierwsze stopnie schodów.
- Co robiłaś z Zabinim?- zapytał znany im głos, za ich plecami.
- Boże, tylko nie on...- wyszeptała Weasley, krzywiąc się.
Hermiona odwróciła się i spojrzała na postać Harry 'ego Pottera. Ubrany był w czarną szatę.
- Ginny, musimy pogadać.- zwrócił się do pleców dziewczyny.
- Nie!- Ruda odwróciła się i podeszła do chłopaka. - Nie mamy o czym! Napisałam ci, że z tobą zrywam. Nie obchodzi mnie, co ty myślisz! I zostaw mnie w spokoju, bo tylko marnujesz pieniądze na te bezsensowne prezenty!...
- Ginny, nie niszcz naszego związku!- przerwał jej Harry.- Nasze uczucie...
- Nie ma żadnego uczucia!- wtrąciła Ruda ze złością.
- Co tu się dzieje?- zapytał Draco, wychodząc z Sali w towarzystwie Zabiniego.
Smok zatrzymał się przy Hermionie, za to Diabeł podszedł do swojej dziewczyny, zachował jednak wystarczająco dużą odległość.
- Potter? Co ty tu robisz? - zapytał Blaise.- Wróciłeś do szkoły?
- Nie twoja sprawa, Zabini.- warknął.- Nie wtrącaj się, kiedy próbuje pogadać ze swoja dziewczyną.
- Nie jestem twoją dziewczyną! - wykrzyknęła Ginny.- Mam innego! Ty mnie już nie obchodzisz, jasne? Zostaw mnie już w spokoju!
Harry wodził wzrokiem od Ginny do Diabła. Nagle na jego twarz wstąpiło zrozumienie, które od razu przekształciło się we wściekły grymas złości.
- Wy?! - wskazał palcem na parę.
Ginny westchnęła ciężko. Blaise uśmiechnął się ironicznie.
- Spostrzegawczy jest.- zauważył Zabini.
- Ty...!- teraz Potter wskazywał na Blaisa.
W następnej chwili Blaise został przygwożdżony do ściany, a do jego skroni Harry przyciskał różdżkę.
- Nie wolno ci tknąć Ginny.- warknął.
- Nie rozkazuj mi, Potter- Diabeł nie zdradzał zdenerwowania. Nawet nie próbował się bronić. - Zresztą już się stało.- dodał, przez co z różdżki Harry' ego posypały się iskry.
- Ona się w tobie nie zakochała.- warknął Harry.- Ściągnę z niej wszystkie uroki i ci ją zabiorę.
- Po pierwsze nie możesz mi jej zabrać, bo nie jest rzeczą.- odparł Diabeł.- A po drugie: jeśli mówimy o urokach, to musiałbyś zabrać mi urok osobisty, a tego z pewnością ci nie dam.
Wreszcie reszta osób oprzytomniała.
- Expelliarmus!- krzyknęła Hermiona, pozbawiając Pottera różdżki.
Ginny pociągnęła za siebie Zabiniego.
- Ginny! Oprzytomniej!- krzyczał Harry.- Jeśli z nim nie zerwiesz staniesz się taka sama jak ci brudni Śmierciożercy! Jak jego matka!- wskazał podbródkiem Diabła.
W jednej chwili do akcji wkroczyli Miona i Smok. Przytrzymali Blaisa, który wyrywając się, krzyknął:
- Nie obrażaj mojej matki, Potter!
Jednak Harry już go nie słuchał. Chwycił Ginny za przedramię i pociągnął w stronę wyjścia. Dziewczyna zaczęła się wyrywać, przez co zmocnił uścisk.
- Nie! Zostaw mnie!- wrzeszczała.- Puszczaj....Auł!... Harry,puszczaj mnie! To boli!
Wtedy Draco i Hermiona zostawili Diabła i podbiegli do szarpiącej się pary. Zdołali jakoś przygwoździć Pottera do ściany. W tym samym czasie Blaise doskoczył do swojej dziewczyny i przytulił ją. Ona odwróciła się do niego i wtuliła zapłakaną twarz w jego szatę. Chłopak spojrzał na jej przedramię, gdzie zaczął pojawiać się fioletowy ślad.
- Nie żyjesz.- powiedział spokojnie w stronę Pottera, który przyglądał się siniakowi dziewczyny, jakby nie mógł uwierzyć, że jej to zrobił.
- Zabierz mnie stąd. - poprosiła Ginny Diabła, przez łzy.
- Idźcie do mnie.- poleciła Hermiona.
Kiedy para poszła w kierunku schodów, dopiero wtedy Miona spostrzegła, że przyglądają im się uczniowie. Nagle pojawiła się profesor McGonagall i zwróciła się do Hermiony.
- Co tu się dzieje?- zapytała.
Dziewczyna zaczęła jej w skrócie opowiadać co się wydarzyło, a Draco wciąż trzymał Harry' ego.
- A teraz słuchaj Potter- szepnął, przybierając stalowy ton.- Radzę ci nie zbliżać się do Ginny, jeśli ci życie miłe.
- Grozisz mi? - oburzył się Harry.
- Ostrzegam.- odparł Draco.- Ja nic ci nie zrobię, ale nie ręczę za Zabiniego. Zresztą zastanów się. Ginny cię nie chcę, to jasne, jak słońce. Myślisz, że wróci do siebie po tym co jej zrobiłeś? Nie, nie sądzę. Raczej będzie się ciebie bać. Daj jej spokój, żeby mogła być szczęśliwa wraz z Diabłem.
Smok wreszcie puścił chłopaka i podszedł do Miony. Po chwili we dwójkę skierowali się w stronę Wierzy Gryffindoru. Kiedy weszli do salonu Hermiony, zobaczyli Ginny nadal płaczącą i Diabła tulącego ją do siebie.
- Cii...Spokojnie, wiewiórko.... Nie bój się kochanie, nikt już cię więcej nie skrzywdzi....Nie płacz, skarbie, proszę.... Wszystko będzie dobrze, Ginny..- szeptał.
Udało im się napoić dziewczynę eliksirem nasennym. Po chwili, kiedy zasnęła, przenieśli ją do skrzydła szpitalnego, gdzie Diabeł przesiedział z nią całą noc.
***
Mieli właśnie korepetycje z transmutacji w dormitorium Hermiony. Siedzieli na kanapie, Ginny trzymała na kolonach Krzywołapa i przysłuchiwała się lekcji.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Hermiona poszła otworzyć. Przed nią stanął Ron, czerwony na twarzy.
- Czego chcesz?- zapytała opryskliwie.
- Hermiona- zaczął.- Przepraszam...ja wszystko sobie przemyślałem. Zachowałem się jak pajac...
- Co ty nie powiesz?- zirytowała się Miona.
- Wybacz mi.... Wróć do mnie...
- I myślisz, że tak nagle ci przebaczę i wszystko będzie jak dawniej?- zapytała kpiąco.
- Gdybyśmy sobie wszystko wytłumaczyli...
- Nic od ciebie nie chcę....
- Miona, skarbie...przecież do siebie pasujemy...- przybliżył się do niej i wyciągnął rękę, by dotknąć jej twarzy.
- Weasley, odczep się od Hermiony!- Malfoy aż tryskał gniewem.
Wstał z kanapy, zaciskając dłonie tak mocno, że zbielały mu knykcie. Dopiero teraz Hermiona zauważyła, że na jego lewym przedramieniu nie ma Mrocznego Znaku.
- Nie waż się jej tknąć!- warknął na Rona.
Podszedł do Hermiony i zasłonił ją własnym ciałem. Ron natychmiast się rozzłościł.
- Nie odzywaj się do mnie tleniona fretko!- krzyknął.- Myślisz, że zwykły Śmierciożerca, może ją dotykać?! Za kogo ty się uważasz?! Za jej chłopaka?
- A żebyś wiedział!- odpowiedział, przez co wszyscy oniemieli.
Odwrócił się do Hermiony, całkiem spokojny.
- Chłopaka?- zapytała cicho.
- Może być? - zadał jej pytanie.
- A żebyś wiedział- potwierdziła.
W jednej chwili ja obejmował, o w drugiej już całował, tak, że nogi się pod nią ugięły. Z przyjemnością oddawała pocałunki. Zatopiła ręce w jego miękkich, platynowych włosach. Draco przyciskał ją do siebie, jakby nie chciał jej już nigdy wypuścić ze swoich objęć. Zapomnieli na moment o świecie. Liczyli się tylko oni.
Ron nie mógł pozbierać się z oszołomienia, nawet Krzywołap przypatrywał się całującym. Za to Blaise obejmował Ginny, oboje byli uśmiechnięci.
- Ruda diabelska intryga numer jeden zakończyła się sukcesem.- szepnął Diabeł do Ginny.
- Ładnie powiedziane.- mruknęła, całując chłopaka.
***
- Myślałam, że to była zemsta na Ronie. - powiedziała Hermiona, kiedy siedzieli w przedziale pociągu.
Draco leżał trzymając głowę na nogach dziewczyna, a ona rozczochrała mu włosy.
- I była. - odpowiedział z triumfalnym uśmiechem. - Weasley nie mógł się pozbierać po tym wydarzeniu, no i zdobyłem najlepszą dziewczynę pod słońcem. Podwójne zwycięstwo...należą się brawa lub całus. - Hermiona pocałowała go czule.- No to teraz brawa.- rzucił w stronę Ginny i Diabła.
KONIEC
Mam nadzieję, że się podobało.
Venia.
piątek, 23 sierpnia 2013
WAKACYJNA MINIATURKA " Intryga" cz. I
Witajcie, czytelnicy!
Postanowiłam przerwać na chwilę bloga( mam nadzieję, że się nie obrazicie) i opublikować jednak moją miniaturkę, bo muszę się nią pochwalić.
Jest przeznaczona dla miłośników Harry' ego Pottera, szczególnie fanów Dramione. Jako, że sama nie przepadam za tą parą, dziwie się, że coś takiego napisałam. Ale starałam się!
Przypominam, że jest to moja pierwsza miniaturka w życiu. Pisałam ją przez dwa dni, w zeszycie A4 i zajęła 10 i pół strony, dlatego zastała podzielona na części.
Chętnie przeczytam wasze opinie na ten temat.
Ostrzegam, oprócz Dramione, pojawia się też para Blaise/Ginny. A i niektóre postacie mogą być dość ostro opisane( wcale tak o nich nie myślę!).
Teraz opiszę trochę niejasnych spraw, żebyście się nie dziwili:
- Wszyscy( Harry, Ron, Hermiona, Draco, Blaise i inni) wrócili po wygranej wojnie na ostatni rok do Hogwartu.
- Severus Snape żyje i uczy obrony przed czarną magią, a Horacy Slughorn eliksirów.
- Hermiona jest prefektem naczelnym Hogwartu i ma własne dormitorium nie w Wierzy Gryffindoru, ale niedaleko niej.
To chyba tyle. Tradycyjnie Draco Malfoy to Smok, a jego najlepszy przyjaciel Blaise Zabini to Diabeł.
Następną część opublikuję za trzy dni, o 19. 00. : )
Miłego czytania,
Venia.
Polecam wam również świetny, niesamowity blog Dwa Światy: http://dramione-dwa-swiaty.blogspot.com/
I tej samej autorki: http://dramione-gdy-jestesmy-sami.blogspot.com/, o którym dowiedziałam się wczoraj i już go kocham!
Smok patrzył nieobecnym wzrokiem w stronę stołu Gryffindoru, umieszczonego po drugiej stronie Wielkiej Sali. Przebiegł po twarzach Gryffonów( których szczerze nienawidził), siedzących naprzeciwko niego i wreszcie odnalazł pewną śliczną brunetkę z sięgającymi ramion lokami. Zawsze siadała w tym samym miejscu, a on choć nieświadomie cieszył się, że może ja sobie obserwować.
Wiedział już jakie najczęściej jada śniadanie, jaką pije kawę, jakie lody to jej ulubione. Przyłapywał ją na bawieniu się lokami, kiedy była znudzona, marszczeniu brwi, kiedy myślała, śmianiu się z żartów i docinek młodej Weasley, oblizywaniu łyżki z czekoladą na kromki. Wszystko to nieświadomie zapisywał w pamięci, tak samo jak nieświadomie na nią patrzył. Zaciskał mocno zęby i warczał, kiedy Ronald Weasley przytulał ją i całował.
Ale nigdy i przed nikim (prędzej Snape umyłby włosy) nie przyznałby się do swojego zachowania. Był przecież Malfoy' em: najprzystojniejszym, najbardziej rozchwytywanym chłopakiem w całej szkole. Z nikim nie wiązał się na stałe, by nie popełnić wielkiego błędu. Miał już milion dziewczyn i zmieniał je, jak ubranie, czyli codziennie. Czekał na tą jedyną, wyjątkową, jednak żadnej w Hogwarcie (!) nie mógł znaleźć.
Blaise Zabini znowu przyłapał swojego najlepszego przyjaciela na nieprzytomnym gapieniu się na pewną Gryffonkę. Uśmiechnął się pod nosem, co siedzące obok dziewczyny przyjęły z głośnym westchnieniem pożądania, jednak zignorował je.
- Życzę smacznego.- mruknął z politowaniem do Smoka. - Smażony metal...Hmm...Pycha...
- Co? O co ci znowu chodzi?- zdziwił się Draco i spojrzał na swój widelec, który utknął w połowie drogi do jego ust.
Smażony bekon, który był nabity na ten właśnie widelec, leżał teraz na stole zaraz obok talerza.
- Mogę wiedzieć co spowodowało, że się zagapiłeś? - zapytał niewinnie Diabeł.
- Snape!- odpowiedział prawie od razu. Jaka szkoda, że prawie robi taka wielka różnicę. - Ma dzisiaj jakąś dziwną minę.
Zabini rzucił nauczycielowi, którego twarz wykrzywiał wstrętny grymas gniewu, przelotne spojrzenie.
- Identyczną jak zawsze.- poirytował się. - A może to była jakaś dziewczyna...może brunetka, co? - na powrót przybrał niewinny ton.
- Taa, ta Krukonka jest naprawdę ładna.- odparł Draco z ociąganiem.
- Oczywiście.- zgodził się z nim Blaise. - To co z tym twoim planem?- zmienił temat.
- Zemstą na Weasley' u? - upewnił się Draco, po czym kiwną głową.- Nadal musisz mi pomóc.
- Jasne. Beze mnie sobie rady nie dajesz.- zażartował Diabeł.
- A ty beze mnie. - odciął się Draco.
***
Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, kiedy Draco i Weasley zaczęli się kłócić na wspólnym treningu drużyn Gryffindoru i Slytherinu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że rudzielec, w przypływie odwagi, uderzył go pięścią w twarz. Smok nie zdążył mu oddać, bo nagle, nie wiadomo skąd zjawił się Snape i wlepił Weasley' owi szlaban, odejmując przy tym punktu jego domowi. Ale Malfoy, był mściwy, a nie zdążył jeszcze zemścić się za poniżenie go. Uknuł wręcz idealny plan zemsty. Kiedy się uda, będzie miał za sobą podwójne zwycięstwo.
***
Hermiona stała właśnie przed salą obrony, wraz ze swoim chłopakiem, Ronem, Harrym i jego dziewczyną, a jej przyjaciółką, Ginny, która właśnie ich żegnała, bo miała zielarstwo.
Ron i Harry rozmawiali o Quidditchu i pochłonięci rozmową, całkiem o niej zapomnieli.
Kiedy wreszcie profesor Snape wpuścił klasę do środka, musieli przerwać rozmowę.
Ławki w klasie zastały przesunięte pod ściany, a na środku sali utworzyła się duża, wolna przestrzeń.
- Mimo, że macie porządne opóźnienia,- zaczął nauczyciel tym zimnym, gardzącym tonem co zawsze. - dyrektor kazał mi poświęcić przynajmniej jedną lekcję, na podstawowe zaklęcia, które jak powiedział, przydadzą wam się na Owutemach, jak i w dorosłym życiu poza szkołą i nauczycielami, którzy będą chronić was przed każdym niebezpieczeństwem...
- To o nauczycielach, chyba dodał od siebie.- pomyślała Hermiona, ale zachowała neutralną twarz.
- Dobierzecie się w pary i będziecie ćwiczyć na zmianę zaklęcia oszałamiające i tarczy. Niewerbalnie, Potter! - dodał z kpiącym uśmiechem.
To, że mieli ćwiczyć na sobie oznaczało, że Snape, jest dzisiaj w wyjątkowo podłym nastroju. Harry i Ron mieli ćwiczyć razem, więc Hermiona proponowała towarzystwo Neville' owi, kiedy profesor podszedł do niej.
- Nie, Granger- zaprzeczył opryskliwym tonem.- Longbotton to dla ciebie za łatwy cel. Zabini! Chodź tutaj! Będziesz ćwiczyć razem z Granger.
Hermiona dostrzegła współczujące spojrzenia przyjaciół. Zawiedziona, jednak hardo trzymająca głowę uniesioną, podeszła do wysokiego, brązowowłosego Ślizgona z ciemną karnacją. Nie zamierzała się dać pokonać.
- Witaj, Granger. - przywitał się wychowanek domu węża.
Zaskoczył ją życzliwy ton i miły uśmiech chłopaka. Nie odpowiedziała. On zaczynał: rzucił zaklęcie, ona z łatwością je odbiła. Potem odwrotnie. Nie zdążyli się nawet zmęczyć, kiedy Snape kazał im pójść pod ścianę i nie zajmować dalej miejsca na środku sali.
Miona oparła się o ścianę i obserwowała innych, w duchu ich poprawiając i dziwiąc się, że niektórzy mają problemy z tak łatwymi zaklęciami, nawet po wojnie.
- Jestem Blaise.- powiedział w końcu Ślizgon, wyciągając rękę.
Oniemiała Hermiona spojrzała niepewnie na niego.
- Hermiona.- wyjąkała i lekko ścisnęła jego dłoń.
- Znajomi mówią na mnie Diabeł, choć nie mam pojęcia dlaczego. - dodał, puszczając do niej oczko.
Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Przyjaciele nazywają mnie Mioną. - zdecydowała się wyznać. Ten chłopak budził u niej dziwne zaufanie.
- Dobrze, Mionko- powiedział od razu. - zapoznam cię z moim przyjacielem.
Złapał ja za nadgarstek i pociągnął za sobą na drugi koniec sali. Nie stawiała nawet oporu, nadal zdziwiona tym, że tak szybko nazwał się jej przyjacielem.
- Tak więc- powiedział, kiedy się zatrzymał, a ona omal nie wpadła na jego plecy.- Przedstawiam ci jedynego w swoim rodzaju, Smoka!
Niemal ją podniósł i postawił między sobą, a drugim chłopakiem. Jako, że ten był dużo wyższy, musiała podnieść wzrok. Powiodła oczami po atletycznie zbudowanym ciele, szerokich, umięśnionych barkach, bladej skórze, dobrze wykrojonych ustach, idealnym nosie, szlachetnych kościach policzkowych, niezwykłych niebieskich oczach i platynowych włosach.
Dopiero później rozpoznała twarz i zachłysnęła się powietrzem. Wyrzuciła wszystkie pochwały na jego temat. Jak ona mogła wychwalać wiecznie kpiącego, wkurzającego, aroganckiego, głupiego Malfoy' a, największą plagę świata?
- Smoku, to jest Hermiona "Miona" Granger. - przedstawił ją niepotrzebnie Zabini.
- Kpisz sobie ze mnie? - spytał Malfoy, posyłając mu dziwne spojrzenie. - Wiem kim jest Granger.
- Ile razy mam ci powtarzać? W takich właśnie sytuacjach podaje się rękę nowo poznanej osobie. Kultury trochę!- pouczył go Blaise przemądrzałym tonem.
Smok wzniósł oczy ku niebu i teatralnie westchnął. Nawet Hermiona, której oczy ciskały piorunami, na chwilę zapomniała o gniewie i uniosła lekko kąciki ust. Ale zaskoczyło ją to, że Draco jednak wyciągnął rękę, nawet bez kpiącego uśmiechu!
- Żartujesz sobie ze mnie, Malfoy?- zapytała.- Nie musisz się ze mną zapoznawać. Ja cię znam. Aż za dobrze.- powiedziała dumnie się prostując.
- Z kim ja żyję? - spytał Blaise i szturchnął Hermionę w bok.- Ciebie tez mam pouczać?
Hermiona prychnęła, ale jeszcze się wahała.
- Nie wiem po co te ceregiele.- mruknęła, ściskając dłoń Malfoy 'a.
Poczuła, że od dotyku zimnej skóry chłopaka, po jej ciele rozchodzą się gorące fale. Posłał jej jeden ze swoich uśmiechów. A co tam! Są już dorośli! Również lekko się uśmiechnęła.
W klasie nagle coś wybuchło. Pojawił się czarny, gryzący dym, który nie chciał opaść. Uczniowie zaczęli kaszleć. Dym od razu podrażnił Hermionie oczy i niesamowicie szybko dostał się do jej płuc. Nic nie widziała, i ledwo oddychała, z każdym słabym oddechem wciągając coraz więcej dymu. Nie wiedziała ile już tam jest, ale podejrzewała, ze zaraz się udusi. Postąpiła kilka kroków do przodu, machając na oślep rękami.
Nagle ktoś złapał ją za rękę i pociągnął, nie mając innego wyjścia, zdezorientowana przez łzy i kaszel, poddała się temu komuś. Po chwili stała już na korytarzu, ocierając łzy i starając się pozbyć dymu z płuc. Paliło ją w gardle i piersi żywym ogniem.
- Dzięki, Smoku- odezwał się zachrypniętym głosem Blaise, pocierając zaczerwienione oczy wierzchem dłoni.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że stoi obok dwóch Ślizgonów i najprawdopodobniej Smok wyciągnął ja z klasy. Tak nadal trzymał jej nadgarstek.
- Przecież sam byś sobie nie poradził- Draco uśmiechnął się wyzywająco do Diabła.
- Ja? Chyba żartujesz!- Zabini odwrócił się do nich plecami i założył ręce, wyglądając przy tym jak wyrośnięte(raczej przerośnięte... zresztą Blaise nie widzi różnicy) dziecko, które obraziło się na rodziców, bo nie kupili mu zabawki.
Hermiona parsknęła cichym, gardłowym śmiechem. Smok zerknął na nią.
- Często tak robi.- wyznał szeptem.- Czasem jeszcze tupie nogą.
- Słyszałem to.- mruknął Diabeł, znowu się odwracając, tym razem do nich.
- Tak?- zdziwił się Draco. - To co powiedziałem?
Już miał odpowiedzieć, kiedy Snape wrzasnął na cały głos łamiącym się tonem. Wyglądało na to, że wszyscy wyszli już z klasy, chociaż ciężko było kogokolwiek rozpoznać, po czarnych jak smoła włosach, twarzach i ubraniach.
- Weasley, ty niezdarny idioto! - Snape łypał na Rona wściekłym wzrokiem, a jego twarz jeszcze nigdy nie była tak przerażająca. - Coś ty zrobił?! Nie dość ci szlabanów?! Przedłużam ci go o dwa miesiące! Codziennie! Pięćdziesiąt punktów odejmuję Gryffindorowi!
Wściekał się jeszcze długo, krzycząc bez ładu i składu.Wszyscy patrzyli się na niego z mieszaniną strachu i lekkiego rozbawienia
- Przydałby mu się rumianek, na ukojenie nerwów. - mruknął Zabini.
Hermiona obserwowała Rona. Spuścił głowę i posłał jej wściekłe spojrzenie spode łba. Oniemiała Miona dopiero po chwili zrozumiała, że Malfoy wciąż ją trzyma. Lekko wyzwoliła się z delikatnego uścisku i podziękowała za pomoc.
Poczuła na sobie spojrzenia dwóch Ślizgonów, kiedy odchodziła. Myślała, że... Nie wiedziała. Była pewna, że to jakaś gra, ale miły( nawet grający miłego) Malfoy był uroczy.
***
Hermiona pozbyła się ciemnego dymy z ubrań i ciała, chociaż końcówki jej włosów nie chciały się doczyścić. Miała nadzieję, że szybko się tego pozbędzie. Już nie bolały ją płuca przy każdym oddechu, ani gardło. Został jej jeszcze nieprzyjemny smak dymu w ustach. Bolała ją za to głowa. Nie od wybuchu w klasie, o nie. Ron suszył jej głowę od samego rana, chodząc za nią i wrzeszcząc, że to jej wina, co się stało na obronie, zakazał jej zbliżania się do Malfoy 'a i nawet mowa, że Draco nie zbliży się do mugolaczki, nic nie dała. W końcu Miona dała za wygraną przestała mu przerywać, mając nadzieję, że szybko się wygada. Jednak on nie przestawał. Kiedy nadarzyła się okazją by mu uciec, Hermiona nie czekała.
Wymknęła się i poszła do biblioteki, gdzie Ron rzadko kiedy przebywał. Nie miała zamiary tam siedzieć, przecież mógł się domyślić, że poszła do swojego ulubionego miejsca. Chciała wypożyczyć książkę i przemknąć niepostrzeżenie do swojego własnego dormitorium.
Wybrała wystarczająco gruby i o trudnym tytule tom oprawiony w skórę. Od razu zaczęła ją czytać, przyklejona nosem do książki zapomniała patrzeć pod nogi. Nagle potknęła się o stolik, wypuściła książkę i sweter, który trzymała w dłoni. Jednak przed upadkiem uratowały ją jakieś silne ramiona, które złapały ją w talii i przytrzymały. Pewna, że to jakiś Gryffon( zapewne Ron, bo chyba tylko on mógł ją trzymać tak delikatnie, a jednak zdecydowanie), kiedy już odzyskała równowagę, odwróciła się, by podziękować swojemu chłopakowi. Zrobiło jej się gorąco. Zobaczyła... Malfoy 'a. Ze zdziwienia odebrało jej głos. On nadal obejmował ją w talii. Była zdecydowanie zbyt blisko niego.
- Uważa, Granger.- usłyszała.
- Dzięki.- powiedziała, rumienią się. Przeszło jej przez głowę, jak zareagowałby Ron, gdyby ją teraz zobaczył.
- Dobrze, mieć refleks najlepszego szukającego szkoły, nie sądzisz?
Z trudem powstrzymała cięta ripostę, którą miała na końcu języka, bo to mogło by doprowadzić do dłuższej wymiany zdań. A ona chciała w tej chwili zniknąć, rozpłynąć się, lub zapaść pod ziemie. Najlepiej wszystko naraz.
- Jeszcze raz dzięki.- powiedziała, najspokojniej jak umiała.
- Ależ nie ma za co. - rzekł i wreszcie łaskawie ja wypuścił.
Dziewczyna prawie biegnąc wyszła z biblioteki, naprężona jak sprężyna, zostawiając książkę i sweter.
Chłopak podniósł go, wiedząc, że będzie musiał je oddać, ale jeszcze nie teraz. Rozkoszna woń jej włosów nadal wypełniał jego nozdrzach.
***
Kiedy Hermiona dobiegła do wierzy Gryffindoru, zdała sobie sprawę, że zostawiła w bibliotece książkę i sweter. Trudno, jutro po nią przyjdzie. Zresztą tam może być Malfoy...
Podała hasło Grubej Damie i weszła do salonu. Postanowiła zobaczyć, czy Ron już się uspokoił. Ale jak się okazało poszedł gdzieś z Harrym. usiadła za to z Ginny przy kominku.
- Gdzie byłaś? - zapytała Ginny, pochylając się nad pergaminem z jej wypracowaniem.
- W bibliotece. - odparła zgodnie z prawdą.
- Co robiłaś?- spytała obojętnie, zajęta pisaniem.
- Wypożyczyłam książkę, ale jej zapomniałam.- wyjaśniła szybko, żeby przyjaciółka nie pytała o więcej.
Ginny posłała jej dziwne spojrzenie, ale zaraz zmieniła temat.
- Co z Ronem? - spytała z troską.
- Nie wiem. Nie rozumiem o co się wkurzył.
- Też pokłóciłam się dziś z Harrym.- wyznała Ruda, beznamiętnym tonem.
- Och Ginny, tak mi przykro. - Miona przytuliła przyjaciółkę, chcąc ją pocieszyć, choć sama nie czuła się lepiej. Ruda pociągnęła kilka razy nosem.
- Ha! Wiedziałam!- wykrzyknęła Ginny i opadła na oparcie fotela. - Ty i roztargnienie, też mi coś! Pachniesz drogimi męskimi perfumami! I przed chwilą powiedziałaś, ze jeszcze się z Ronem nie pogodziłaś! Z kim się obściskiwałaś?- przyjaciółka wprost świdrowała ją wzrokiem.
- Co?!- Hermiona oniemiała.- Nie...Nie pokłóciłaś się z Harrym?
- Nie- odparła od razu Ruda i wytrzymała wzburzone spojrzenie Miony.- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Z nikim.- odparła szybko.
- Kłamiesz!- zarzuciła jej, jadowitym tonem.
- Nie - oburzyła się Miona. - Potknęłam się, a on mnie złapał!... To wszystko przysięgam!... Zaraz mnie puścił!- zaczęła się gorączkowo i szybko tłumaczyć.
- Zaraz, zaraz...- przerwała jej Ruda.- Jaki on?- Hermiona nie odpowiedziała, tylko zrobiła się czerwona, jak włosy przyjaciółki. - Zabini?- zdziwiła się, przypominając sobie nazwisko Ślizgona z opowieści przyjaciółki.
Miona jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Pokręciła szybko głową i mruknęła: " Gorzej".
- Malfoy?!- szepnęła Ginny, zdruzgotana.- On...? On w ogóle cię dotknął?
- Tylko mnie złapał!- powtórzyła Hermiona, łamiącym się tonem.
- Podoba ci się?-brzmiało to bardziej jak stwierdzenie faktu, a nie pytanie.
- Nie!- zaprzeczyła szybko Miona.- To Malfoy!
Nagle dopadły ją wątpliwości. Czy podoba? Jasne, jak każdej! To najprzystojniejszy chłopak w szkole!...
Nie, ona tego nie pomyślała!
- To inaczej- przerwała jej rozmyślania Ginny.- Podoba ci się... jak mu tam... Smok?
Hermiona bezsilna, wzruszyła ramionami.
- Nie wiem...Może...Tak- gwałtownie potrząsnęła głową.-Nie! Jakkolwiek go nazwiesz to nadal Malfoy!
-Trudno. Już się przyznałaś.- Ginny odeszła od kominka, zostawiając przyjaciółkę.
Miona była zdruzgotana. Czy właśnie przyznała się przyjaciółce, że podoba jej się Draco Malfoy?
***
Pokój Życzeń zmienił się w jedno z dormitorium Slytherinu.
Dwa drewniane łóżka z baldachimami, dwie duże szafy, dwa drewniane biurka, jeden barek i kanapa, na której siedział wysoki, dobrze zbudowany, brązowowłosy Ślizgon. Jedną ręką obejmował śliczną rudą Gryffonkę, która podwinęła nogi na sofę i oparła głowę na ramieniu chłopaka.
- Mam dość- odezwała się Ginny.- Mam dość udawania szczęśliwej dziewczyny Pottera, nienawiści do Ślizgonów i tego, że Miona i Malfoy nie mogą zrozumieć, że są dla siebie stworzeni.
- Wiem, wiewiórko, ja też- powiedział Zabini, używając ulubionego przezwiska Rudej. - Nawet nie wiesz, jak te dziewczyny, z którymi każesz mi się umawiać, są głupie.
- Myślałam, że lubisz podrywać dziewczyny.- stwierdziła Ginny i spojrzała na niego.
- Bo lubię,- potwierdził Diabeł.- ale wystarczy mi taka jedna ruda wiewiórka.
Ginny uśmiechnęła się. Blaise pocałował ją w jej zadziorny, piegowaty nosek i uśmiechnął się. Potem całował ja jeszcze kilka razy w to samo miejsce, puki się nie roześmiała. Ginny połaskotała go, w odwecie, po umięśnionym torsie, odsłoniętym przez rozpiętą koszulę.
- Przynajmniej udało mi się zmusić Mionę, do przyznania się, że podoba jej się Malfoy.- powiedziała, dalej wodząc palcami po brzuchu Diabła.- Jeden zero dla nas.
- Brawo, moja mała aktoreczko.- ucieszył się Diabeł, czule na nią patrząc.
- Jak plan Malfoy 'a?- zmieniła temat.
- Albo naprawdę dobrze gra, albo postanowił zaprzyjaźnić się z Mionką. Na razie raczej to pierwsze...Nie bój się, nie pozwolę, żeby ją skrzywdził. On zresztą też tego nie chce. Ale wiesz jaki on jest, prędzej Snape ubierze się na różowo, niz on wyzna uczucie do naszej Mionki.
- Wiem- stwierdziła Ginny, całując chłopaka.
Stali przed wyjściem. Blaise obejmował dziewczynę w talii, Ginny tez go objęła i położyła głowe na jego piersi.
- Pamiętasz, jak poznaliśmy się na boisku na waszym treningu?- zapytał cicho Diabeł.
- Tak- Ginny uśmiechnęła się na to wspomnienie.- Wyzwałeś mnie na pojedynek, bo jak mi później wyjaśniłeś, spodobałam ci się.
- Wyzwałaś mnie na pojedynek, bo jak powiedziałaś, mam zbyt cięty język.- powiedział w tym samych czasie Blaise.
Dziewczyna zachichotała, a Zabini mocniej ją do siebie przytulił.
- I pojedynek zmienił się w randkę.-Diabeł kontynuował rozmarzonym tonem. Po chwili westchnął.- Nie chce nigdzie iść. Nie chcę cię wypuszczać. Chcę zostać z tobą. Nawet nie wiesz jak tęsknie.
- Ja bardziej- przekomarzała się, ale usłyszał w jej słowach smutek.
- Niemożliwe. Zresztą już niedługo. Do końca roku zostało...A ta nasza intryga Diabeł-Wiewióra na pewno się uda. Zakładam się o moją skrytkę w banku Gringotta. - szybko zmienił temat.
- Mam nadzieję.- dodała Ginny.
- No raczej- potwierdził Diabeł.- Nie chcę stracić całej skrytki.
- Nigdy nie opuszcza cię poczucie humoru.- stwierdziła Ruda.
- Nigdy...jak już zerwiesz z Potterem, musisz iść od razu do mnie. Mam już plany na wakacje.
- Musimy je pogodzić z moimi- mruknęła dziewczyna, uśmiechając się.
W tym roku nie wracała na długo do Nory. Trudno jej było rozstawać się z Diabłem, a widywali się prawie każdej nocy.
Nie była już tą grzeczna dziewczynką, słuchającą rodziców i braci, którą udawała przed wszystkimi. Najwyższy czas, żeby stała się niezależna. Nikt nie mógł jej dyktować, co ma robić! Nikt!
***
Następna lekcja, ostatnia dzisiaj. Hermiona była już zmęczona. Ale dobra wiadomość jest taka, że pogodziła się z Ronem.
Już marzyła o powrocie do swojego dormitorium prefekt naczelnej.
Profesor Slughorn jeszcze nie otworzył drzwi do sali. Do początku lekcji mieli jeszcze dziesięć minut.
Hermiona jak zwykle została wyrzucona z rozmowy. Ginny nie wtrącała się do niej, ale ją temat przynajmniej ciekawił, a Miona była doszczętnie znudzona.
Dziwiło ją, że kiedy tylko spotyka Diabła lub Smoka, oni zawsze ją zagadują. O dziwo nigdy nie było wtedy przy niej Rona. Nie miała pojęcia, o co im chodzi. Dobra, Blaise jeszcze mógł się z nią zaprzyjaźnić, to rozumiała. Ale czemu Malfoy? I jeszcze niepokoiło ją, że częściej widuje Smoka...
- Kogo my tu mamy? - zapytał dobrze jej znany gos, za jej plecami.
Wstrzymała oddech i powoli odwróciła się.
- Weasley, Potter.- wyliczał Diabeł.- Ruda wiewióra.- Ginny posłała mu nienawistne spojrzenie. - O! Przepraszam cię Mionko, ale Weasley i Potter przyćmili cie swoją głupotą. - wyszczerzył do niej zęby.
- Cześć, Diable.- przywitała się niepewnie Miona.
Od razu wyczuła nieprzyjazne spojrzenia na swoim karku.
- Weasley nie patrz się tak na Granger, jakbyś chciał ją przeklnąć, bo wyglądasz jak gnom, zaraz po wyrzuceniu za płot. - wtrącił Draco, ze zwykłą pewnością siebie.
Znowu był tym samym Malfoy 'em, tylko tym razem stanął jakby w obronie Hermiony.
Dziewczyna odwrócił się do Rona. Rzeczywiście rękę trzymał w kieszeni, jakby ściskał różdżkę. Zaraz jednak odwrócił się do Ślizgonów.
- Czego chcecie?- zapytała Ginny z groźnym błyskiem w oku.
- Niczego od takiej milutkiej i ślicznej wiewiórki, jak ty.- mruknął Diabeł, szczerząc do niej zęby i puszczając oczko.
Harry wściekły, położył Ginny na ramieniu rękę, ale ona wyglądała na równie oburzoną. Diabeł posłał Potterowi kpiące spojrzenie. Na szczęście Malfoy przerwał ich wymianę zdań, wyciągając w torby książkę i podając ją Hermionie.
- Nie wiem jak możesz coś takiego czytać, Granger.
Hermiona spojrzała na okładkę. Była to książka, którą zostawiła w bibliotece.
- Całkiem o niej zapomniałam. Dzięki.
- Podziękujesz mi na korepetycjach. - odparł Draco, beztroskim tonem.
- Co?! - krzyknął Ron.
- Jakich korepetycjach?- wyjąkała Miona.
- Profesor McGderliwa nic ci nie powiedziała?- zdziwił się Diabeł.
- O czym?
- Ze względu na nasze fatalne oceny z transmutacji, Snape kazał nam zgłosić się do McWściekłej z prośbą o korepetycje i ona powiedziała, że załatwi je z tobą, bo masz najlepsze oceny.
- Och... Aha...
- Do zobaczenia w bibliotece po kolacji.
Postanowiłam przerwać na chwilę bloga( mam nadzieję, że się nie obrazicie) i opublikować jednak moją miniaturkę, bo muszę się nią pochwalić.
Jest przeznaczona dla miłośników Harry' ego Pottera, szczególnie fanów Dramione. Jako, że sama nie przepadam za tą parą, dziwie się, że coś takiego napisałam. Ale starałam się!
Przypominam, że jest to moja pierwsza miniaturka w życiu. Pisałam ją przez dwa dni, w zeszycie A4 i zajęła 10 i pół strony, dlatego zastała podzielona na części.
Chętnie przeczytam wasze opinie na ten temat.
Ostrzegam, oprócz Dramione, pojawia się też para Blaise/Ginny. A i niektóre postacie mogą być dość ostro opisane( wcale tak o nich nie myślę!).
Teraz opiszę trochę niejasnych spraw, żebyście się nie dziwili:
- Wszyscy( Harry, Ron, Hermiona, Draco, Blaise i inni) wrócili po wygranej wojnie na ostatni rok do Hogwartu.
- Severus Snape żyje i uczy obrony przed czarną magią, a Horacy Slughorn eliksirów.
- Hermiona jest prefektem naczelnym Hogwartu i ma własne dormitorium nie w Wierzy Gryffindoru, ale niedaleko niej.
To chyba tyle. Tradycyjnie Draco Malfoy to Smok, a jego najlepszy przyjaciel Blaise Zabini to Diabeł.
Następną część opublikuję za trzy dni, o 19. 00. : )
Miłego czytania,
Venia.
Polecam wam również świetny, niesamowity blog Dwa Światy: http://dramione-dwa-swiaty.blogspot.com/
I tej samej autorki: http://dramione-gdy-jestesmy-sami.blogspot.com/, o którym dowiedziałam się wczoraj i już go kocham!
Smok patrzył nieobecnym wzrokiem w stronę stołu Gryffindoru, umieszczonego po drugiej stronie Wielkiej Sali. Przebiegł po twarzach Gryffonów( których szczerze nienawidził), siedzących naprzeciwko niego i wreszcie odnalazł pewną śliczną brunetkę z sięgającymi ramion lokami. Zawsze siadała w tym samym miejscu, a on choć nieświadomie cieszył się, że może ja sobie obserwować.
Wiedział już jakie najczęściej jada śniadanie, jaką pije kawę, jakie lody to jej ulubione. Przyłapywał ją na bawieniu się lokami, kiedy była znudzona, marszczeniu brwi, kiedy myślała, śmianiu się z żartów i docinek młodej Weasley, oblizywaniu łyżki z czekoladą na kromki. Wszystko to nieświadomie zapisywał w pamięci, tak samo jak nieświadomie na nią patrzył. Zaciskał mocno zęby i warczał, kiedy Ronald Weasley przytulał ją i całował.
Ale nigdy i przed nikim (prędzej Snape umyłby włosy) nie przyznałby się do swojego zachowania. Był przecież Malfoy' em: najprzystojniejszym, najbardziej rozchwytywanym chłopakiem w całej szkole. Z nikim nie wiązał się na stałe, by nie popełnić wielkiego błędu. Miał już milion dziewczyn i zmieniał je, jak ubranie, czyli codziennie. Czekał na tą jedyną, wyjątkową, jednak żadnej w Hogwarcie (!) nie mógł znaleźć.
Blaise Zabini znowu przyłapał swojego najlepszego przyjaciela na nieprzytomnym gapieniu się na pewną Gryffonkę. Uśmiechnął się pod nosem, co siedzące obok dziewczyny przyjęły z głośnym westchnieniem pożądania, jednak zignorował je.
- Życzę smacznego.- mruknął z politowaniem do Smoka. - Smażony metal...Hmm...Pycha...
- Co? O co ci znowu chodzi?- zdziwił się Draco i spojrzał na swój widelec, który utknął w połowie drogi do jego ust.
Smażony bekon, który był nabity na ten właśnie widelec, leżał teraz na stole zaraz obok talerza.
- Mogę wiedzieć co spowodowało, że się zagapiłeś? - zapytał niewinnie Diabeł.
- Snape!- odpowiedział prawie od razu. Jaka szkoda, że prawie robi taka wielka różnicę. - Ma dzisiaj jakąś dziwną minę.
Zabini rzucił nauczycielowi, którego twarz wykrzywiał wstrętny grymas gniewu, przelotne spojrzenie.
- Identyczną jak zawsze.- poirytował się. - A może to była jakaś dziewczyna...może brunetka, co? - na powrót przybrał niewinny ton.
- Taa, ta Krukonka jest naprawdę ładna.- odparł Draco z ociąganiem.
- Oczywiście.- zgodził się z nim Blaise. - To co z tym twoim planem?- zmienił temat.
- Zemstą na Weasley' u? - upewnił się Draco, po czym kiwną głową.- Nadal musisz mi pomóc.
- Jasne. Beze mnie sobie rady nie dajesz.- zażartował Diabeł.
- A ty beze mnie. - odciął się Draco.
***
Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, kiedy Draco i Weasley zaczęli się kłócić na wspólnym treningu drużyn Gryffindoru i Slytherinu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że rudzielec, w przypływie odwagi, uderzył go pięścią w twarz. Smok nie zdążył mu oddać, bo nagle, nie wiadomo skąd zjawił się Snape i wlepił Weasley' owi szlaban, odejmując przy tym punktu jego domowi. Ale Malfoy, był mściwy, a nie zdążył jeszcze zemścić się za poniżenie go. Uknuł wręcz idealny plan zemsty. Kiedy się uda, będzie miał za sobą podwójne zwycięstwo.
***
Hermiona stała właśnie przed salą obrony, wraz ze swoim chłopakiem, Ronem, Harrym i jego dziewczyną, a jej przyjaciółką, Ginny, która właśnie ich żegnała, bo miała zielarstwo.
Ron i Harry rozmawiali o Quidditchu i pochłonięci rozmową, całkiem o niej zapomnieli.
Kiedy wreszcie profesor Snape wpuścił klasę do środka, musieli przerwać rozmowę.
Ławki w klasie zastały przesunięte pod ściany, a na środku sali utworzyła się duża, wolna przestrzeń.
- Mimo, że macie porządne opóźnienia,- zaczął nauczyciel tym zimnym, gardzącym tonem co zawsze. - dyrektor kazał mi poświęcić przynajmniej jedną lekcję, na podstawowe zaklęcia, które jak powiedział, przydadzą wam się na Owutemach, jak i w dorosłym życiu poza szkołą i nauczycielami, którzy będą chronić was przed każdym niebezpieczeństwem...
- To o nauczycielach, chyba dodał od siebie.- pomyślała Hermiona, ale zachowała neutralną twarz.
- Dobierzecie się w pary i będziecie ćwiczyć na zmianę zaklęcia oszałamiające i tarczy. Niewerbalnie, Potter! - dodał z kpiącym uśmiechem.
To, że mieli ćwiczyć na sobie oznaczało, że Snape, jest dzisiaj w wyjątkowo podłym nastroju. Harry i Ron mieli ćwiczyć razem, więc Hermiona proponowała towarzystwo Neville' owi, kiedy profesor podszedł do niej.
- Nie, Granger- zaprzeczył opryskliwym tonem.- Longbotton to dla ciebie za łatwy cel. Zabini! Chodź tutaj! Będziesz ćwiczyć razem z Granger.
Hermiona dostrzegła współczujące spojrzenia przyjaciół. Zawiedziona, jednak hardo trzymająca głowę uniesioną, podeszła do wysokiego, brązowowłosego Ślizgona z ciemną karnacją. Nie zamierzała się dać pokonać.
- Witaj, Granger. - przywitał się wychowanek domu węża.
Zaskoczył ją życzliwy ton i miły uśmiech chłopaka. Nie odpowiedziała. On zaczynał: rzucił zaklęcie, ona z łatwością je odbiła. Potem odwrotnie. Nie zdążyli się nawet zmęczyć, kiedy Snape kazał im pójść pod ścianę i nie zajmować dalej miejsca na środku sali.
Miona oparła się o ścianę i obserwowała innych, w duchu ich poprawiając i dziwiąc się, że niektórzy mają problemy z tak łatwymi zaklęciami, nawet po wojnie.
- Jestem Blaise.- powiedział w końcu Ślizgon, wyciągając rękę.
Oniemiała Hermiona spojrzała niepewnie na niego.
- Hermiona.- wyjąkała i lekko ścisnęła jego dłoń.
- Znajomi mówią na mnie Diabeł, choć nie mam pojęcia dlaczego. - dodał, puszczając do niej oczko.
Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Przyjaciele nazywają mnie Mioną. - zdecydowała się wyznać. Ten chłopak budził u niej dziwne zaufanie.
- Dobrze, Mionko- powiedział od razu. - zapoznam cię z moim przyjacielem.
Złapał ja za nadgarstek i pociągnął za sobą na drugi koniec sali. Nie stawiała nawet oporu, nadal zdziwiona tym, że tak szybko nazwał się jej przyjacielem.
- Tak więc- powiedział, kiedy się zatrzymał, a ona omal nie wpadła na jego plecy.- Przedstawiam ci jedynego w swoim rodzaju, Smoka!
Niemal ją podniósł i postawił między sobą, a drugim chłopakiem. Jako, że ten był dużo wyższy, musiała podnieść wzrok. Powiodła oczami po atletycznie zbudowanym ciele, szerokich, umięśnionych barkach, bladej skórze, dobrze wykrojonych ustach, idealnym nosie, szlachetnych kościach policzkowych, niezwykłych niebieskich oczach i platynowych włosach.
Dopiero później rozpoznała twarz i zachłysnęła się powietrzem. Wyrzuciła wszystkie pochwały na jego temat. Jak ona mogła wychwalać wiecznie kpiącego, wkurzającego, aroganckiego, głupiego Malfoy' a, największą plagę świata?
- Smoku, to jest Hermiona "Miona" Granger. - przedstawił ją niepotrzebnie Zabini.
- Kpisz sobie ze mnie? - spytał Malfoy, posyłając mu dziwne spojrzenie. - Wiem kim jest Granger.
- Ile razy mam ci powtarzać? W takich właśnie sytuacjach podaje się rękę nowo poznanej osobie. Kultury trochę!- pouczył go Blaise przemądrzałym tonem.
Smok wzniósł oczy ku niebu i teatralnie westchnął. Nawet Hermiona, której oczy ciskały piorunami, na chwilę zapomniała o gniewie i uniosła lekko kąciki ust. Ale zaskoczyło ją to, że Draco jednak wyciągnął rękę, nawet bez kpiącego uśmiechu!
- Żartujesz sobie ze mnie, Malfoy?- zapytała.- Nie musisz się ze mną zapoznawać. Ja cię znam. Aż za dobrze.- powiedziała dumnie się prostując.
- Z kim ja żyję? - spytał Blaise i szturchnął Hermionę w bok.- Ciebie tez mam pouczać?
Hermiona prychnęła, ale jeszcze się wahała.
- Nie wiem po co te ceregiele.- mruknęła, ściskając dłoń Malfoy 'a.
Poczuła, że od dotyku zimnej skóry chłopaka, po jej ciele rozchodzą się gorące fale. Posłał jej jeden ze swoich uśmiechów. A co tam! Są już dorośli! Również lekko się uśmiechnęła.
W klasie nagle coś wybuchło. Pojawił się czarny, gryzący dym, który nie chciał opaść. Uczniowie zaczęli kaszleć. Dym od razu podrażnił Hermionie oczy i niesamowicie szybko dostał się do jej płuc. Nic nie widziała, i ledwo oddychała, z każdym słabym oddechem wciągając coraz więcej dymu. Nie wiedziała ile już tam jest, ale podejrzewała, ze zaraz się udusi. Postąpiła kilka kroków do przodu, machając na oślep rękami.
Nagle ktoś złapał ją za rękę i pociągnął, nie mając innego wyjścia, zdezorientowana przez łzy i kaszel, poddała się temu komuś. Po chwili stała już na korytarzu, ocierając łzy i starając się pozbyć dymu z płuc. Paliło ją w gardle i piersi żywym ogniem.
- Dzięki, Smoku- odezwał się zachrypniętym głosem Blaise, pocierając zaczerwienione oczy wierzchem dłoni.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że stoi obok dwóch Ślizgonów i najprawdopodobniej Smok wyciągnął ja z klasy. Tak nadal trzymał jej nadgarstek.
- Przecież sam byś sobie nie poradził- Draco uśmiechnął się wyzywająco do Diabła.
- Ja? Chyba żartujesz!- Zabini odwrócił się do nich plecami i założył ręce, wyglądając przy tym jak wyrośnięte(raczej przerośnięte... zresztą Blaise nie widzi różnicy) dziecko, które obraziło się na rodziców, bo nie kupili mu zabawki.
Hermiona parsknęła cichym, gardłowym śmiechem. Smok zerknął na nią.
- Często tak robi.- wyznał szeptem.- Czasem jeszcze tupie nogą.
- Słyszałem to.- mruknął Diabeł, znowu się odwracając, tym razem do nich.
- Tak?- zdziwił się Draco. - To co powiedziałem?
Już miał odpowiedzieć, kiedy Snape wrzasnął na cały głos łamiącym się tonem. Wyglądało na to, że wszyscy wyszli już z klasy, chociaż ciężko było kogokolwiek rozpoznać, po czarnych jak smoła włosach, twarzach i ubraniach.
- Weasley, ty niezdarny idioto! - Snape łypał na Rona wściekłym wzrokiem, a jego twarz jeszcze nigdy nie była tak przerażająca. - Coś ty zrobił?! Nie dość ci szlabanów?! Przedłużam ci go o dwa miesiące! Codziennie! Pięćdziesiąt punktów odejmuję Gryffindorowi!
Wściekał się jeszcze długo, krzycząc bez ładu i składu.Wszyscy patrzyli się na niego z mieszaniną strachu i lekkiego rozbawienia
- Przydałby mu się rumianek, na ukojenie nerwów. - mruknął Zabini.
Hermiona obserwowała Rona. Spuścił głowę i posłał jej wściekłe spojrzenie spode łba. Oniemiała Miona dopiero po chwili zrozumiała, że Malfoy wciąż ją trzyma. Lekko wyzwoliła się z delikatnego uścisku i podziękowała za pomoc.
Poczuła na sobie spojrzenia dwóch Ślizgonów, kiedy odchodziła. Myślała, że... Nie wiedziała. Była pewna, że to jakaś gra, ale miły( nawet grający miłego) Malfoy był uroczy.
***
Hermiona pozbyła się ciemnego dymy z ubrań i ciała, chociaż końcówki jej włosów nie chciały się doczyścić. Miała nadzieję, że szybko się tego pozbędzie. Już nie bolały ją płuca przy każdym oddechu, ani gardło. Został jej jeszcze nieprzyjemny smak dymu w ustach. Bolała ją za to głowa. Nie od wybuchu w klasie, o nie. Ron suszył jej głowę od samego rana, chodząc za nią i wrzeszcząc, że to jej wina, co się stało na obronie, zakazał jej zbliżania się do Malfoy 'a i nawet mowa, że Draco nie zbliży się do mugolaczki, nic nie dała. W końcu Miona dała za wygraną przestała mu przerywać, mając nadzieję, że szybko się wygada. Jednak on nie przestawał. Kiedy nadarzyła się okazją by mu uciec, Hermiona nie czekała.
Wymknęła się i poszła do biblioteki, gdzie Ron rzadko kiedy przebywał. Nie miała zamiary tam siedzieć, przecież mógł się domyślić, że poszła do swojego ulubionego miejsca. Chciała wypożyczyć książkę i przemknąć niepostrzeżenie do swojego własnego dormitorium.
Wybrała wystarczająco gruby i o trudnym tytule tom oprawiony w skórę. Od razu zaczęła ją czytać, przyklejona nosem do książki zapomniała patrzeć pod nogi. Nagle potknęła się o stolik, wypuściła książkę i sweter, który trzymała w dłoni. Jednak przed upadkiem uratowały ją jakieś silne ramiona, które złapały ją w talii i przytrzymały. Pewna, że to jakiś Gryffon( zapewne Ron, bo chyba tylko on mógł ją trzymać tak delikatnie, a jednak zdecydowanie), kiedy już odzyskała równowagę, odwróciła się, by podziękować swojemu chłopakowi. Zrobiło jej się gorąco. Zobaczyła... Malfoy 'a. Ze zdziwienia odebrało jej głos. On nadal obejmował ją w talii. Była zdecydowanie zbyt blisko niego.
- Uważa, Granger.- usłyszała.
- Dzięki.- powiedziała, rumienią się. Przeszło jej przez głowę, jak zareagowałby Ron, gdyby ją teraz zobaczył.
- Dobrze, mieć refleks najlepszego szukającego szkoły, nie sądzisz?
Z trudem powstrzymała cięta ripostę, którą miała na końcu języka, bo to mogło by doprowadzić do dłuższej wymiany zdań. A ona chciała w tej chwili zniknąć, rozpłynąć się, lub zapaść pod ziemie. Najlepiej wszystko naraz.
- Jeszcze raz dzięki.- powiedziała, najspokojniej jak umiała.
- Ależ nie ma za co. - rzekł i wreszcie łaskawie ja wypuścił.
Dziewczyna prawie biegnąc wyszła z biblioteki, naprężona jak sprężyna, zostawiając książkę i sweter.
Chłopak podniósł go, wiedząc, że będzie musiał je oddać, ale jeszcze nie teraz. Rozkoszna woń jej włosów nadal wypełniał jego nozdrzach.
***
Kiedy Hermiona dobiegła do wierzy Gryffindoru, zdała sobie sprawę, że zostawiła w bibliotece książkę i sweter. Trudno, jutro po nią przyjdzie. Zresztą tam może być Malfoy...
Podała hasło Grubej Damie i weszła do salonu. Postanowiła zobaczyć, czy Ron już się uspokoił. Ale jak się okazało poszedł gdzieś z Harrym. usiadła za to z Ginny przy kominku.
- Gdzie byłaś? - zapytała Ginny, pochylając się nad pergaminem z jej wypracowaniem.
- W bibliotece. - odparła zgodnie z prawdą.
- Co robiłaś?- spytała obojętnie, zajęta pisaniem.
- Wypożyczyłam książkę, ale jej zapomniałam.- wyjaśniła szybko, żeby przyjaciółka nie pytała o więcej.
Ginny posłała jej dziwne spojrzenie, ale zaraz zmieniła temat.
- Co z Ronem? - spytała z troską.
- Nie wiem. Nie rozumiem o co się wkurzył.
- Też pokłóciłam się dziś z Harrym.- wyznała Ruda, beznamiętnym tonem.
- Och Ginny, tak mi przykro. - Miona przytuliła przyjaciółkę, chcąc ją pocieszyć, choć sama nie czuła się lepiej. Ruda pociągnęła kilka razy nosem.
- Ha! Wiedziałam!- wykrzyknęła Ginny i opadła na oparcie fotela. - Ty i roztargnienie, też mi coś! Pachniesz drogimi męskimi perfumami! I przed chwilą powiedziałaś, ze jeszcze się z Ronem nie pogodziłaś! Z kim się obściskiwałaś?- przyjaciółka wprost świdrowała ją wzrokiem.
- Co?!- Hermiona oniemiała.- Nie...Nie pokłóciłaś się z Harrym?
- Nie- odparła od razu Ruda i wytrzymała wzburzone spojrzenie Miony.- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Z nikim.- odparła szybko.
- Kłamiesz!- zarzuciła jej, jadowitym tonem.
- Nie - oburzyła się Miona. - Potknęłam się, a on mnie złapał!... To wszystko przysięgam!... Zaraz mnie puścił!- zaczęła się gorączkowo i szybko tłumaczyć.
- Zaraz, zaraz...- przerwała jej Ruda.- Jaki on?- Hermiona nie odpowiedziała, tylko zrobiła się czerwona, jak włosy przyjaciółki. - Zabini?- zdziwiła się, przypominając sobie nazwisko Ślizgona z opowieści przyjaciółki.
Miona jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Pokręciła szybko głową i mruknęła: " Gorzej".
- Malfoy?!- szepnęła Ginny, zdruzgotana.- On...? On w ogóle cię dotknął?
- Tylko mnie złapał!- powtórzyła Hermiona, łamiącym się tonem.
- Podoba ci się?-brzmiało to bardziej jak stwierdzenie faktu, a nie pytanie.
- Nie!- zaprzeczyła szybko Miona.- To Malfoy!
Nagle dopadły ją wątpliwości. Czy podoba? Jasne, jak każdej! To najprzystojniejszy chłopak w szkole!...
Nie, ona tego nie pomyślała!
- To inaczej- przerwała jej rozmyślania Ginny.- Podoba ci się... jak mu tam... Smok?
Hermiona bezsilna, wzruszyła ramionami.
- Nie wiem...Może...Tak- gwałtownie potrząsnęła głową.-Nie! Jakkolwiek go nazwiesz to nadal Malfoy!
-Trudno. Już się przyznałaś.- Ginny odeszła od kominka, zostawiając przyjaciółkę.
Miona była zdruzgotana. Czy właśnie przyznała się przyjaciółce, że podoba jej się Draco Malfoy?
***
Pokój Życzeń zmienił się w jedno z dormitorium Slytherinu.
Dwa drewniane łóżka z baldachimami, dwie duże szafy, dwa drewniane biurka, jeden barek i kanapa, na której siedział wysoki, dobrze zbudowany, brązowowłosy Ślizgon. Jedną ręką obejmował śliczną rudą Gryffonkę, która podwinęła nogi na sofę i oparła głowę na ramieniu chłopaka.
- Mam dość- odezwała się Ginny.- Mam dość udawania szczęśliwej dziewczyny Pottera, nienawiści do Ślizgonów i tego, że Miona i Malfoy nie mogą zrozumieć, że są dla siebie stworzeni.
- Wiem, wiewiórko, ja też- powiedział Zabini, używając ulubionego przezwiska Rudej. - Nawet nie wiesz, jak te dziewczyny, z którymi każesz mi się umawiać, są głupie.
- Myślałam, że lubisz podrywać dziewczyny.- stwierdziła Ginny i spojrzała na niego.
- Bo lubię,- potwierdził Diabeł.- ale wystarczy mi taka jedna ruda wiewiórka.
Ginny uśmiechnęła się. Blaise pocałował ją w jej zadziorny, piegowaty nosek i uśmiechnął się. Potem całował ja jeszcze kilka razy w to samo miejsce, puki się nie roześmiała. Ginny połaskotała go, w odwecie, po umięśnionym torsie, odsłoniętym przez rozpiętą koszulę.
- Przynajmniej udało mi się zmusić Mionę, do przyznania się, że podoba jej się Malfoy.- powiedziała, dalej wodząc palcami po brzuchu Diabła.- Jeden zero dla nas.
- Brawo, moja mała aktoreczko.- ucieszył się Diabeł, czule na nią patrząc.
- Jak plan Malfoy 'a?- zmieniła temat.
- Albo naprawdę dobrze gra, albo postanowił zaprzyjaźnić się z Mionką. Na razie raczej to pierwsze...Nie bój się, nie pozwolę, żeby ją skrzywdził. On zresztą też tego nie chce. Ale wiesz jaki on jest, prędzej Snape ubierze się na różowo, niz on wyzna uczucie do naszej Mionki.
- Wiem- stwierdziła Ginny, całując chłopaka.
Stali przed wyjściem. Blaise obejmował dziewczynę w talii, Ginny tez go objęła i położyła głowe na jego piersi.
- Pamiętasz, jak poznaliśmy się na boisku na waszym treningu?- zapytał cicho Diabeł.
- Tak- Ginny uśmiechnęła się na to wspomnienie.- Wyzwałeś mnie na pojedynek, bo jak mi później wyjaśniłeś, spodobałam ci się.
- Wyzwałaś mnie na pojedynek, bo jak powiedziałaś, mam zbyt cięty język.- powiedział w tym samych czasie Blaise.
Dziewczyna zachichotała, a Zabini mocniej ją do siebie przytulił.
- I pojedynek zmienił się w randkę.-Diabeł kontynuował rozmarzonym tonem. Po chwili westchnął.- Nie chce nigdzie iść. Nie chcę cię wypuszczać. Chcę zostać z tobą. Nawet nie wiesz jak tęsknie.
- Ja bardziej- przekomarzała się, ale usłyszał w jej słowach smutek.
- Niemożliwe. Zresztą już niedługo. Do końca roku zostało...A ta nasza intryga Diabeł-Wiewióra na pewno się uda. Zakładam się o moją skrytkę w banku Gringotta. - szybko zmienił temat.
- Mam nadzieję.- dodała Ginny.
- No raczej- potwierdził Diabeł.- Nie chcę stracić całej skrytki.
- Nigdy nie opuszcza cię poczucie humoru.- stwierdziła Ruda.
- Nigdy...jak już zerwiesz z Potterem, musisz iść od razu do mnie. Mam już plany na wakacje.
- Musimy je pogodzić z moimi- mruknęła dziewczyna, uśmiechając się.
W tym roku nie wracała na długo do Nory. Trudno jej było rozstawać się z Diabłem, a widywali się prawie każdej nocy.
Nie była już tą grzeczna dziewczynką, słuchającą rodziców i braci, którą udawała przed wszystkimi. Najwyższy czas, żeby stała się niezależna. Nikt nie mógł jej dyktować, co ma robić! Nikt!
***
Następna lekcja, ostatnia dzisiaj. Hermiona była już zmęczona. Ale dobra wiadomość jest taka, że pogodziła się z Ronem.
Już marzyła o powrocie do swojego dormitorium prefekt naczelnej.
Profesor Slughorn jeszcze nie otworzył drzwi do sali. Do początku lekcji mieli jeszcze dziesięć minut.
Hermiona jak zwykle została wyrzucona z rozmowy. Ginny nie wtrącała się do niej, ale ją temat przynajmniej ciekawił, a Miona była doszczętnie znudzona.
Dziwiło ją, że kiedy tylko spotyka Diabła lub Smoka, oni zawsze ją zagadują. O dziwo nigdy nie było wtedy przy niej Rona. Nie miała pojęcia, o co im chodzi. Dobra, Blaise jeszcze mógł się z nią zaprzyjaźnić, to rozumiała. Ale czemu Malfoy? I jeszcze niepokoiło ją, że częściej widuje Smoka...
- Kogo my tu mamy? - zapytał dobrze jej znany gos, za jej plecami.
Wstrzymała oddech i powoli odwróciła się.
- Weasley, Potter.- wyliczał Diabeł.- Ruda wiewióra.- Ginny posłała mu nienawistne spojrzenie. - O! Przepraszam cię Mionko, ale Weasley i Potter przyćmili cie swoją głupotą. - wyszczerzył do niej zęby.
- Cześć, Diable.- przywitała się niepewnie Miona.
Od razu wyczuła nieprzyjazne spojrzenia na swoim karku.
- Weasley nie patrz się tak na Granger, jakbyś chciał ją przeklnąć, bo wyglądasz jak gnom, zaraz po wyrzuceniu za płot. - wtrącił Draco, ze zwykłą pewnością siebie.
Znowu był tym samym Malfoy 'em, tylko tym razem stanął jakby w obronie Hermiony.
Dziewczyna odwrócił się do Rona. Rzeczywiście rękę trzymał w kieszeni, jakby ściskał różdżkę. Zaraz jednak odwrócił się do Ślizgonów.
- Czego chcecie?- zapytała Ginny z groźnym błyskiem w oku.
- Niczego od takiej milutkiej i ślicznej wiewiórki, jak ty.- mruknął Diabeł, szczerząc do niej zęby i puszczając oczko.
Harry wściekły, położył Ginny na ramieniu rękę, ale ona wyglądała na równie oburzoną. Diabeł posłał Potterowi kpiące spojrzenie. Na szczęście Malfoy przerwał ich wymianę zdań, wyciągając w torby książkę i podając ją Hermionie.
- Nie wiem jak możesz coś takiego czytać, Granger.
Hermiona spojrzała na okładkę. Była to książka, którą zostawiła w bibliotece.
- Całkiem o niej zapomniałam. Dzięki.
- Podziękujesz mi na korepetycjach. - odparł Draco, beztroskim tonem.
- Co?! - krzyknął Ron.
- Jakich korepetycjach?- wyjąkała Miona.
- Profesor McGderliwa nic ci nie powiedziała?- zdziwił się Diabeł.
- O czym?
- Ze względu na nasze fatalne oceny z transmutacji, Snape kazał nam zgłosić się do McWściekłej z prośbą o korepetycje i ona powiedziała, że załatwi je z tobą, bo masz najlepsze oceny.
- Och... Aha...
- Do zobaczenia w bibliotece po kolacji.
niedziela, 18 sierpnia 2013
ROZDZIAŁ XXVII
Cześć,
To tak:
Wybaczcie, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam do tego głowy i rzadziej wchodziłam na komputer.
Obiecuję, że jak tylko zacznie się rok szkolny to będę dodawać regularnie, tylko teraz trudno mi zachować dyscyplinę.
Ten rozdział napisałam trzy dni temu i jestem z niego strasznie dumna. Co prawda, przyspieszyłam akcję aż do Sylwestra, ale mam nadzieję, że i wam się spodoba.
Teraz trzecia sprawa. Są tu jacyś fani dramione? Pytam się ponieważ wczoraj skończyłam pisać moją pierwszą w życiu miniaturkę właśnie o tej parze. Pisanie zajęło mi dwa dni( bądź jak kto woli dwie noce), nawet jestem z niej zadowolona. I zastanawiam się, czy ją dodać. Zamierzałam, kiedy zakończę pisać to opowiadanie, ale jeśli wyrazilibyście zainteresowanie, to następne dwa posty( raczej przedzielę ją na dwa, bo jest straaasznie długa) to była by moja historia dramione. To jak? Chcecie? Piszcie w komentarzach!
A tak w ogóle zauważyłam, ze najlepiej piszę mi się po nocach, bo mam wtedy czysty umysł. Zakładam wtedy polar i pisze dopóki ręka mnie nie zacznie boleć i wtedy przerywam. Potem się kładę, ale nie mogę zasnąć, więc układam sobie w myślach fabułę niedokończonej opowieści.
Venia.
W ogóle nie wiem co się ze mną dzieję. Stwierdziłam właśnie, że nie chce mi się grać w The Sims 3. Nie wiem, może jestem chora? : )
Angelica odwróciła się, ale nikogo za nimi nie było. Zdziwiona spytała Harriet, czy też coś słyszała. Ale koleżanka jej nie słuchała. Dziewczyna pomyślała, że pewnie jej się coś przesłyszało, albo pytanie nie było adresowane do niej. Szybko więc o tym zapomniała, bo wyszły z kina.
Sylwester
Angelica siedziała na beżowej sofie w salonie i oglądała stary film, który leciał akurat w telewizji.
Była sama w domu: rodzice pojechali do cioci, a siostry poszły na bale sylwestrowe wraz ze swoimi chłopakami. Tak więc przyszło jej spędzić Sylwestra samej, siedząc na kanapie, i oglądając czarno-biały romans, co ani trochę jej nie odpowiadało. Nie lubiła samotności, zawsze musiał być ktoś, kto będzie siedział obok niej, choć nawet nie musiał się do niej odzywać. Wtedy czuła się pewniej.
Jednak przyjaciele wyjechali, Johnny co prawda zapraszał ją na imprezę, ale nie miała ochoty na nią przyjść( kiedy było za dużo ludzi w jednym pomieszczeniu, czuła się przytłoczona), więc odmówiła.
W domu było trochę zimno.Okna zasunęła, wiedziała jednak, że na dworze panują ciemności, chociaż dochodziła dopiero dziewiętnasta.
Niedawno zjadła kolację i nie była jeszcze śpiąca. Obawiała się, że może szybko nie zasnąć, jak to zwykle miała w ostatnią noc roku. W sumie, jeśli ktoś zapomniał kluczy, a wróci pierwszy, będzie musiała mu otworzyć.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Co tak wcześnie?- spytała samą siebie marszcząc brwi.
Doszła w końcu do wniosku, że pewnie ktoś czegoś zapomniał, na przykład Emma, jej starsza siostra, która miała fatalną pamięć.
Wstała i sięgnęła po polar z kapturem. Miała na sobie jedynie cienką koszulę nocną na ramiączkach sięgającą dużo powyżej kolan. Skierowała się w stronę holu, ubierając bluzę na tyle długą, że zakryła koszulę nocną. Założyła jeszcze kapcie i zaświeciła światło na ganku, kiedy usłyszała dzwonek po raz drugi. Przekręciła klucz w drzwiach i lekko je uchyliła.
Od razu poczuła lodowaty powiew na odsłoniętej twarzy i nogach. Zadrżała.
Rozejrzała się i zobaczyła brązowowłosego chłopaka. Uniosła brwi do góry.
- Cześć - przywitał się Matt, na co dziewczyna tylko skinęła głową.
- Co chcesz? - spytała dość opryskliwym tonem, kiedy nie odezwał się ponownie.
- Chciałbym porozmawiać - rzekł wymijająco, przystępując z nogi na nogę.
- O czym? - spytała podejrzliwie, tym razem marszcząc brwi. - Nie mamy o czym.
- Mogę wejść?- zapytał i zmierzył ją wzrokiem, zatrzymując się na odsłoniętych nogach z gęsią skórką.- Pewnie ci zimno.
- Bo akurat obchodzi cię moje dobro. - powiedziała, ale otworzyła drzwi szerzej, wpuszczając go do środka.- Kolejny głupi zakład dla poprawienia twojej pozycji? - powiedziała lodowato, kiedy obok niej przechodził, a jej ton miał temperaturę zimniejszą od powietrza na dworze.
- Nie - opowiedział poważnym tonem.- Już się nie zakładam.
- Brawo- mruknęła, kiedy ściągał kurtkę. Nie zamierzała mu niczego przebaczać, ale przynajmniej go wysłucha.
Angelica westchnęła w duchu, przygotowując się na długi monolog.
- Zrobię herbaty.- zaproponowała. - Poczekaj w salonie.
Tak jest dobrze, ona wydaje polecenia, bo to jest jej dom. Ona tu rządzi.
- Dzięki- odpowiedział, cicho klasnął w dłonie i wszedł niepewnie do pokoju, w czasie kiedy Angelica nastawiła wodę i przygotowała dwa gorące napoje.
Kiedy były już gotowe zaniosła je do salonu i postawiła na ławie.
- Dzięki- powtórzył, nie patrząc na nią.
Dziewczyna usiadła po drugiej stronie sofy i wyciszyła telewizor. Także patrzyła w inną stronę.
- Ładnie tutaj- mruknął, rozglądając się po salonie. - Ciekawy wystrój.
Angelica kiwnęła głową i nie mogąc unieść kącików ust wyszeptała słowa podziękowania.
- Dobra, nie będę owijał w bawełnę- rzucił wreszcie po długiej ciszy.- Wole to mieć za sobą. Proszę nie przerywaj mi, dobrze?
- Zamieniam się w słuch.- mruknęła, kiedy chłopak nabierał powietrza.
- Zacznę od tego, że wiem, że cię skrzywdziłem i nie tylko ciebie. Daliście mi szansę, a ja ją zaprzepaściłem... ja...ja nie chciałem nikogo skrzywdzić, naprawdę...wiesz jaki jestem...wiem, że jestem nie myślącym o konsekwencjach draniem...kurczę, drugi raz ci się tłumaczę! Już raz mi wybaczyliście i boje się, że już tak nie będzie. A ja nie chce stracić ani twojej przyjaźni, ani Harriet, ani Arthura!- wyrzucił to z siebie, na tyle szybko, że Angelica ledwo go zrozumiała. Nie patrzył na dziewczynę, dopiero teraz, jak skończył, spojrzał na nią.
- A tak dokładnie co chciałeś mi powiedzieć?- zapytała po chwili, obserwując parę unosząca się nad jej herbatą.
- Że... ja przepraszam, tak bardzo, bardzo przepraszam.- rzekł powoli, obserwując jej profil.- Nie wiesz nawet jak mi przykro.
- Czy ty właśnie przyznajesz się do błędu?- spytała pół żartem, pół serio.
- Widzisz?- odparł, uśmiechając się. - Już drugi raz mi się to przydarza! Źle na mnie działacie!
Parsknęła śmiechem, skubiąc ucho kubka.
- Więc jak? - zapytał cicho.
- Chyba za szybko mu wybaczam- pomyślała i spojrzała na jego twarz.
Wyglądał inaczej już ostanim razem, kiedy mu się przyglądała. Włosy nieco mu urosły i zasłaniały czoło. Zastanowiła się czy specjalnie je rozczochrał czy to przez wiatr. Były trochę mokre od stopionego śniegu. Policzki miał lekko zaczerwienione. Chyba trochę wychudł, bo kości policzkowe miał bardziej widoczne. Ładnie wykrojone usta ułożone były w lekkim uśmiechu. Spojrzała głęboko w jego oczy, nie było w nich kłamstwa. Jako, że rzadko to robiła, dopiero teraz dostrzegła, że nie są idealnie brązowe, ale mają żółte plamki, jednak mało widoczne.
- A niech ci będzie- powiedziała wreszcie. - Ale jeśli jeszcze raz zawiedziesz, to trzymaj się ode mnie z daleka.
Chłopak posłał jej jej jeden ze swoich uśmiechów. Opowiedziała tym samym.
- Nie poszłaś nigdzie na Sylwestra?- zdziwił się.
- Nie miałam ochoty. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - A ty?
- Ja też.
Rozmawiali jeszcze bardzo długo. Mieli w końcu spore zaległości.
-Zawsze lepsze to niż samotność- myślała dziewczyna. Trochę ją bolało, że tak szybko mu wybaczyła, ale miała zbyt miękkie serce.
- Słuchaj- zagadnął chłopak.- A co z Johnnym?
Zaskoczył ją tym.
- A co ma być? - zdziwiła się.
- No...- chrząknął i spuścił wzrok na resztkę swojej herbaty. - No... ty...i on....to coś poważnego?
- To przyjaciel- odpowiedziała, rozbawiło ją zmieszanie chłopaka.- I jeśli o to ci chodzi, to nic "poważnego". Choć jakby nie patrzeć przyjaźń to poważna sprawa.- Postanowiła nie zostawić mu żadnych wątpliwości.-A co?
- Nic... Która to już godzina? - zmienił temat.
Angelica spojrzała na zegarek i aż zachłysnęła się powietrzem.
- Właśnie minęła północy- rzekła, chłopak uniósł wysoko brwi. - Chodź popatrzeć na fajerwerki.
Poprowadziła go do drzwi balkonowych, gasząc wszelkie światła i rozsuwając zasłony. Usiedli na ziemi i oglądali.
- Te w dali są świetne- mruknęła Angelica.
- Oj tak- potwierdził chłopak, a ona od razu na niego zerknęła.
Patrzył w przeciwną stronę niż ona. Podciągnęła nogi i objęła je rękami. Oparła głowę o zimną, zamarzniętą szybę.
- O co chodziło z Johnnym? -spytała po chwili.
- No bo tak wszędzie chodzicie razem, to pomyślałem, że ...
- To przyjaciel- powtórzyła.
- To dobrze...- stwierdził, ale od razu sprostował.- To dobrze mieć dużo przyjaciół.
- Masz rację- przyznała.
- Halo?- odezwała się osoba w słuchawce.
- Cześć mamo.- powiedziała Angelica, słysząc jakieś rozmowy, które nagle ucichły, pewnie mama poszła do pustego pokoju.
- Cześć, kochanie.- odpowiedziała kobieta.
- Jak tam zabawa?
- Bardzo dobrze. Coś się stało?- zaniepokoiła się mama.
- Nic poważnego.- Angelica szybko ją uspokoiła. -Po prostu przyszedł do mnie kolega, a jest już późno i jego rodziców nie ma w domu. Może zostać u nas na noc?
Mama chwilę milczała.
- Jasnee... Niech śpi w pokoju gościnnym.
- Dobrze. Pa.
- Dobranoc, kochanie.
Angelica rozłączyła się i odłożyła telefon. W czasie kiedy ona dzwoniła do mamy, Matt dzwonił do swojej. Dziewczyna spojrzała w jego stronę. Kiwał głową, ale nadal rozmawiał. Uchwyciwszy jej spojrzenie, uniósł kciuk do góry.
Angelica poszła do pokoju rodziców. Uklękła przy komodzie i rozsunęła najniższą szufladę. Były w niej ubrania rodziców z których wyrośli, albo nie chodzili.
Pogrzebała w niej chwilę i wyciągnęła białą koszulkę ojca i spodnie od jego starej piżamy, które powinny być dobre na kolegę.
Wróciła do salonu i podniosła ubrania do góry.
- Powinny być na ciebie dobre. Mogą być? - z tym pytaniem rzuciła mu ubranie, a on je złapał.
- Jasne. Dzięki.- powiedział po chwili.
- Dobra- zaczęła.- ty śpisz na łóżku w pokoju....
- Nie ma mowy.- przerwał jej. - Ja śpię na kanapie, a ty na łóżku.
Angelica uniosła lekko brwi i już miała powiedzieć coś w rodzaju "Ale z ciebie dżentelmen" , ale się powstrzymała.
- To zacznę inaczej.- powiedziała w końcu.- Ja śpie na łóżku w swoim pokoju, a ty w pokoju gościnnym, TEŻ na łóżku. Odkąd moja siostra wyjechała na studia do Londynu, mamy jeden wolny pokój dla gości.
Matt chyba odzyskał dawna pewność siebie, bo wzruszył tylko ramionami.
- Niech będzie.
Angelica poprowadziła go na górę, dała ręcznik i objaśniła, gdzie może się umyć. Zostawiła go w łazience, a sama poszła do pokoju naprzeciwko swojego, by zaścielić tam łóżko dla gościa. Potem zeszła na dół, pogasiła wszystkie światła i zamknęła drzwi na klucz.
Wróciła na górę, kiedy Matt wychodził z łazienki. Koszulka, która mu dała była trochę za duża,ale spodnie raczej pasowały.
Pokazała mu gdzie ma spać.
- Dzięki.- powtórzył po raz tysięczny tego dnia.- Dobranoc. - powiedział, kiedy wychodziła.
- Dobranoc- rzuciła przez ramie. Wychodząc, zamknęła za sobą drzwi.
Poszła się umyć, a kiedy wróciła do swojego małego królestwa położyła się na łóżku i od razu zasnęła.
Obudziła się nagle. Otworzyła oczy i spojrzała na okno. Słońce jeszcze dobrze nie wstało.
Opadła na poduszkę, ale mimo wiercenia się i przewracania, nie mogła zasnąć ponownie.
Zrezygnowana i zmęczona ubrała się, co chwile ziewając. Zeszła po cichu na dół. Nie mając nic innego do roboty, zebrała brudne naczynia i pozmywała je. Posprzątała jeszcze w salonie i w kuchni.
Z kubkiem kawy usiadła przy kuchennym stole, a poranne światło, podające przez zaśnieżone okno, oświetlało jej twarz.
Wyciągnęła szkicownik i zaczęła rysować.
- Niezłe- odezwał się Matt, zaglądając jej przez ramie.
Dziewczyna podskoczyła i szybkim, wyćwiczonym ruchem zamknęła zeszyt. Odwróciła się do niego. Był już ubrany.
- Nie słyszałam cię! - poskarżyła.
Matt nie odpowiedział, obszedł stół i usiadł naprzeciwko niej. Zajrzał do salonu i rzucił wzrokiem po kuchni.
- Musiałaś wcześnie wstać. - mruknął.
- Tak - odpowiedziała krótko.
- Kiedy twoi rodzice wracają?- zapytał po chwili.
- Pewnie w południe, mieli zostać u cioci, a siostry pewnie wcześniej.- odarła, po czym zapytała, wstając: - Chcesz śniadanie?
On uczynił to samo.- Pomogę ci.
Przygotowali sobie syte śniadanie i po kubku gorącej czekolady dla każdego.
Angelica zwróciła uwagę na włosy chłopaka, jeszcze bardziej rozczochrane( o ile to możliwe) niż wczoraj. Matt zauważył to i przyjechał palcami po włosach, które zaraz wróciły na swoje miejsce.
- Będę musiał je podciąć- mruknął pod nosem, jakby do siebie.- W ogóle się nie układają.
Dziewczyna miała ochotę się roześmiać z tej uwagi, opanowała się jednak .
- Nawet ci takie pasują. - stwierdziła przyjacielskim tonem i odwzajemniła jego uśmiech, który przed chwilą pojawił się na jego wargach.
Razem posprzątali po śniadaniu.
- Do zobaczenia w szkole- powiedział Matt, wychodząc.
- Do zobaczenia.- odparła dziewczyna.
To tak:
Wybaczcie, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam do tego głowy i rzadziej wchodziłam na komputer.
Obiecuję, że jak tylko zacznie się rok szkolny to będę dodawać regularnie, tylko teraz trudno mi zachować dyscyplinę.
Ten rozdział napisałam trzy dni temu i jestem z niego strasznie dumna. Co prawda, przyspieszyłam akcję aż do Sylwestra, ale mam nadzieję, że i wam się spodoba.
Teraz trzecia sprawa. Są tu jacyś fani dramione? Pytam się ponieważ wczoraj skończyłam pisać moją pierwszą w życiu miniaturkę właśnie o tej parze. Pisanie zajęło mi dwa dni( bądź jak kto woli dwie noce), nawet jestem z niej zadowolona. I zastanawiam się, czy ją dodać. Zamierzałam, kiedy zakończę pisać to opowiadanie, ale jeśli wyrazilibyście zainteresowanie, to następne dwa posty( raczej przedzielę ją na dwa, bo jest straaasznie długa) to była by moja historia dramione. To jak? Chcecie? Piszcie w komentarzach!
A tak w ogóle zauważyłam, ze najlepiej piszę mi się po nocach, bo mam wtedy czysty umysł. Zakładam wtedy polar i pisze dopóki ręka mnie nie zacznie boleć i wtedy przerywam. Potem się kładę, ale nie mogę zasnąć, więc układam sobie w myślach fabułę niedokończonej opowieści.
Venia.
W ogóle nie wiem co się ze mną dzieję. Stwierdziłam właśnie, że nie chce mi się grać w The Sims 3. Nie wiem, może jestem chora? : )
Angelica odwróciła się, ale nikogo za nimi nie było. Zdziwiona spytała Harriet, czy też coś słyszała. Ale koleżanka jej nie słuchała. Dziewczyna pomyślała, że pewnie jej się coś przesłyszało, albo pytanie nie było adresowane do niej. Szybko więc o tym zapomniała, bo wyszły z kina.
Sylwester
Angelica siedziała na beżowej sofie w salonie i oglądała stary film, który leciał akurat w telewizji.
Była sama w domu: rodzice pojechali do cioci, a siostry poszły na bale sylwestrowe wraz ze swoimi chłopakami. Tak więc przyszło jej spędzić Sylwestra samej, siedząc na kanapie, i oglądając czarno-biały romans, co ani trochę jej nie odpowiadało. Nie lubiła samotności, zawsze musiał być ktoś, kto będzie siedział obok niej, choć nawet nie musiał się do niej odzywać. Wtedy czuła się pewniej.
Jednak przyjaciele wyjechali, Johnny co prawda zapraszał ją na imprezę, ale nie miała ochoty na nią przyjść( kiedy było za dużo ludzi w jednym pomieszczeniu, czuła się przytłoczona), więc odmówiła.
W domu było trochę zimno.Okna zasunęła, wiedziała jednak, że na dworze panują ciemności, chociaż dochodziła dopiero dziewiętnasta.
Niedawno zjadła kolację i nie była jeszcze śpiąca. Obawiała się, że może szybko nie zasnąć, jak to zwykle miała w ostatnią noc roku. W sumie, jeśli ktoś zapomniał kluczy, a wróci pierwszy, będzie musiała mu otworzyć.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Co tak wcześnie?- spytała samą siebie marszcząc brwi.
Doszła w końcu do wniosku, że pewnie ktoś czegoś zapomniał, na przykład Emma, jej starsza siostra, która miała fatalną pamięć.
Wstała i sięgnęła po polar z kapturem. Miała na sobie jedynie cienką koszulę nocną na ramiączkach sięgającą dużo powyżej kolan. Skierowała się w stronę holu, ubierając bluzę na tyle długą, że zakryła koszulę nocną. Założyła jeszcze kapcie i zaświeciła światło na ganku, kiedy usłyszała dzwonek po raz drugi. Przekręciła klucz w drzwiach i lekko je uchyliła.
Od razu poczuła lodowaty powiew na odsłoniętej twarzy i nogach. Zadrżała.
Rozejrzała się i zobaczyła brązowowłosego chłopaka. Uniosła brwi do góry.
- Cześć - przywitał się Matt, na co dziewczyna tylko skinęła głową.
- Co chcesz? - spytała dość opryskliwym tonem, kiedy nie odezwał się ponownie.
- Chciałbym porozmawiać - rzekł wymijająco, przystępując z nogi na nogę.
- O czym? - spytała podejrzliwie, tym razem marszcząc brwi. - Nie mamy o czym.
- Mogę wejść?- zapytał i zmierzył ją wzrokiem, zatrzymując się na odsłoniętych nogach z gęsią skórką.- Pewnie ci zimno.
- Bo akurat obchodzi cię moje dobro. - powiedziała, ale otworzyła drzwi szerzej, wpuszczając go do środka.- Kolejny głupi zakład dla poprawienia twojej pozycji? - powiedziała lodowato, kiedy obok niej przechodził, a jej ton miał temperaturę zimniejszą od powietrza na dworze.
- Nie - opowiedział poważnym tonem.- Już się nie zakładam.
- Brawo- mruknęła, kiedy ściągał kurtkę. Nie zamierzała mu niczego przebaczać, ale przynajmniej go wysłucha.
Angelica westchnęła w duchu, przygotowując się na długi monolog.
- Zrobię herbaty.- zaproponowała. - Poczekaj w salonie.
Tak jest dobrze, ona wydaje polecenia, bo to jest jej dom. Ona tu rządzi.
- Dzięki- odpowiedział, cicho klasnął w dłonie i wszedł niepewnie do pokoju, w czasie kiedy Angelica nastawiła wodę i przygotowała dwa gorące napoje.
Kiedy były już gotowe zaniosła je do salonu i postawiła na ławie.
- Dzięki- powtórzył, nie patrząc na nią.
Dziewczyna usiadła po drugiej stronie sofy i wyciszyła telewizor. Także patrzyła w inną stronę.
- Ładnie tutaj- mruknął, rozglądając się po salonie. - Ciekawy wystrój.
Angelica kiwnęła głową i nie mogąc unieść kącików ust wyszeptała słowa podziękowania.
- Dobra, nie będę owijał w bawełnę- rzucił wreszcie po długiej ciszy.- Wole to mieć za sobą. Proszę nie przerywaj mi, dobrze?
- Zamieniam się w słuch.- mruknęła, kiedy chłopak nabierał powietrza.
- Zacznę od tego, że wiem, że cię skrzywdziłem i nie tylko ciebie. Daliście mi szansę, a ja ją zaprzepaściłem... ja...ja nie chciałem nikogo skrzywdzić, naprawdę...wiesz jaki jestem...wiem, że jestem nie myślącym o konsekwencjach draniem...kurczę, drugi raz ci się tłumaczę! Już raz mi wybaczyliście i boje się, że już tak nie będzie. A ja nie chce stracić ani twojej przyjaźni, ani Harriet, ani Arthura!- wyrzucił to z siebie, na tyle szybko, że Angelica ledwo go zrozumiała. Nie patrzył na dziewczynę, dopiero teraz, jak skończył, spojrzał na nią.
- A tak dokładnie co chciałeś mi powiedzieć?- zapytała po chwili, obserwując parę unosząca się nad jej herbatą.
- Że... ja przepraszam, tak bardzo, bardzo przepraszam.- rzekł powoli, obserwując jej profil.- Nie wiesz nawet jak mi przykro.
- Czy ty właśnie przyznajesz się do błędu?- spytała pół żartem, pół serio.
- Widzisz?- odparł, uśmiechając się. - Już drugi raz mi się to przydarza! Źle na mnie działacie!
Parsknęła śmiechem, skubiąc ucho kubka.
- Więc jak? - zapytał cicho.
- Chyba za szybko mu wybaczam- pomyślała i spojrzała na jego twarz.
Wyglądał inaczej już ostanim razem, kiedy mu się przyglądała. Włosy nieco mu urosły i zasłaniały czoło. Zastanowiła się czy specjalnie je rozczochrał czy to przez wiatr. Były trochę mokre od stopionego śniegu. Policzki miał lekko zaczerwienione. Chyba trochę wychudł, bo kości policzkowe miał bardziej widoczne. Ładnie wykrojone usta ułożone były w lekkim uśmiechu. Spojrzała głęboko w jego oczy, nie było w nich kłamstwa. Jako, że rzadko to robiła, dopiero teraz dostrzegła, że nie są idealnie brązowe, ale mają żółte plamki, jednak mało widoczne.
- A niech ci będzie- powiedziała wreszcie. - Ale jeśli jeszcze raz zawiedziesz, to trzymaj się ode mnie z daleka.
Chłopak posłał jej jej jeden ze swoich uśmiechów. Opowiedziała tym samym.
- Nie poszłaś nigdzie na Sylwestra?- zdziwił się.
- Nie miałam ochoty. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - A ty?
- Ja też.
Rozmawiali jeszcze bardzo długo. Mieli w końcu spore zaległości.
-Zawsze lepsze to niż samotność- myślała dziewczyna. Trochę ją bolało, że tak szybko mu wybaczyła, ale miała zbyt miękkie serce.
- Słuchaj- zagadnął chłopak.- A co z Johnnym?
Zaskoczył ją tym.
- A co ma być? - zdziwiła się.
- No...- chrząknął i spuścił wzrok na resztkę swojej herbaty. - No... ty...i on....to coś poważnego?
- To przyjaciel- odpowiedziała, rozbawiło ją zmieszanie chłopaka.- I jeśli o to ci chodzi, to nic "poważnego". Choć jakby nie patrzeć przyjaźń to poważna sprawa.- Postanowiła nie zostawić mu żadnych wątpliwości.-A co?
- Nic... Która to już godzina? - zmienił temat.
Angelica spojrzała na zegarek i aż zachłysnęła się powietrzem.
- Właśnie minęła północy- rzekła, chłopak uniósł wysoko brwi. - Chodź popatrzeć na fajerwerki.
Poprowadziła go do drzwi balkonowych, gasząc wszelkie światła i rozsuwając zasłony. Usiedli na ziemi i oglądali.
- Te w dali są świetne- mruknęła Angelica.
- Oj tak- potwierdził chłopak, a ona od razu na niego zerknęła.
Patrzył w przeciwną stronę niż ona. Podciągnęła nogi i objęła je rękami. Oparła głowę o zimną, zamarzniętą szybę.
- O co chodziło z Johnnym? -spytała po chwili.
- No bo tak wszędzie chodzicie razem, to pomyślałem, że ...
- To przyjaciel- powtórzyła.
- To dobrze...- stwierdził, ale od razu sprostował.- To dobrze mieć dużo przyjaciół.
- Masz rację- przyznała.
- Halo?- odezwała się osoba w słuchawce.
- Cześć mamo.- powiedziała Angelica, słysząc jakieś rozmowy, które nagle ucichły, pewnie mama poszła do pustego pokoju.
- Cześć, kochanie.- odpowiedziała kobieta.
- Jak tam zabawa?
- Bardzo dobrze. Coś się stało?- zaniepokoiła się mama.
- Nic poważnego.- Angelica szybko ją uspokoiła. -Po prostu przyszedł do mnie kolega, a jest już późno i jego rodziców nie ma w domu. Może zostać u nas na noc?
Mama chwilę milczała.
- Jasnee... Niech śpi w pokoju gościnnym.
- Dobrze. Pa.
- Dobranoc, kochanie.
Angelica rozłączyła się i odłożyła telefon. W czasie kiedy ona dzwoniła do mamy, Matt dzwonił do swojej. Dziewczyna spojrzała w jego stronę. Kiwał głową, ale nadal rozmawiał. Uchwyciwszy jej spojrzenie, uniósł kciuk do góry.
Angelica poszła do pokoju rodziców. Uklękła przy komodzie i rozsunęła najniższą szufladę. Były w niej ubrania rodziców z których wyrośli, albo nie chodzili.
Pogrzebała w niej chwilę i wyciągnęła białą koszulkę ojca i spodnie od jego starej piżamy, które powinny być dobre na kolegę.
Wróciła do salonu i podniosła ubrania do góry.
- Powinny być na ciebie dobre. Mogą być? - z tym pytaniem rzuciła mu ubranie, a on je złapał.
- Jasne. Dzięki.- powiedział po chwili.
- Dobra- zaczęła.- ty śpisz na łóżku w pokoju....
- Nie ma mowy.- przerwał jej. - Ja śpię na kanapie, a ty na łóżku.
Angelica uniosła lekko brwi i już miała powiedzieć coś w rodzaju "Ale z ciebie dżentelmen" , ale się powstrzymała.
- To zacznę inaczej.- powiedziała w końcu.- Ja śpie na łóżku w swoim pokoju, a ty w pokoju gościnnym, TEŻ na łóżku. Odkąd moja siostra wyjechała na studia do Londynu, mamy jeden wolny pokój dla gości.
Matt chyba odzyskał dawna pewność siebie, bo wzruszył tylko ramionami.
- Niech będzie.
Angelica poprowadziła go na górę, dała ręcznik i objaśniła, gdzie może się umyć. Zostawiła go w łazience, a sama poszła do pokoju naprzeciwko swojego, by zaścielić tam łóżko dla gościa. Potem zeszła na dół, pogasiła wszystkie światła i zamknęła drzwi na klucz.
Wróciła na górę, kiedy Matt wychodził z łazienki. Koszulka, która mu dała była trochę za duża,ale spodnie raczej pasowały.
Pokazała mu gdzie ma spać.
- Dzięki.- powtórzył po raz tysięczny tego dnia.- Dobranoc. - powiedział, kiedy wychodziła.
- Dobranoc- rzuciła przez ramie. Wychodząc, zamknęła za sobą drzwi.
Poszła się umyć, a kiedy wróciła do swojego małego królestwa położyła się na łóżku i od razu zasnęła.
Obudziła się nagle. Otworzyła oczy i spojrzała na okno. Słońce jeszcze dobrze nie wstało.
Opadła na poduszkę, ale mimo wiercenia się i przewracania, nie mogła zasnąć ponownie.
Zrezygnowana i zmęczona ubrała się, co chwile ziewając. Zeszła po cichu na dół. Nie mając nic innego do roboty, zebrała brudne naczynia i pozmywała je. Posprzątała jeszcze w salonie i w kuchni.
Z kubkiem kawy usiadła przy kuchennym stole, a poranne światło, podające przez zaśnieżone okno, oświetlało jej twarz.
Wyciągnęła szkicownik i zaczęła rysować.
- Niezłe- odezwał się Matt, zaglądając jej przez ramie.
Dziewczyna podskoczyła i szybkim, wyćwiczonym ruchem zamknęła zeszyt. Odwróciła się do niego. Był już ubrany.
- Nie słyszałam cię! - poskarżyła.
Matt nie odpowiedział, obszedł stół i usiadł naprzeciwko niej. Zajrzał do salonu i rzucił wzrokiem po kuchni.
- Musiałaś wcześnie wstać. - mruknął.
- Tak - odpowiedziała krótko.
- Kiedy twoi rodzice wracają?- zapytał po chwili.
- Pewnie w południe, mieli zostać u cioci, a siostry pewnie wcześniej.- odarła, po czym zapytała, wstając: - Chcesz śniadanie?
On uczynił to samo.- Pomogę ci.
Przygotowali sobie syte śniadanie i po kubku gorącej czekolady dla każdego.
Angelica zwróciła uwagę na włosy chłopaka, jeszcze bardziej rozczochrane( o ile to możliwe) niż wczoraj. Matt zauważył to i przyjechał palcami po włosach, które zaraz wróciły na swoje miejsce.
- Będę musiał je podciąć- mruknął pod nosem, jakby do siebie.- W ogóle się nie układają.
Dziewczyna miała ochotę się roześmiać z tej uwagi, opanowała się jednak .
- Nawet ci takie pasują. - stwierdziła przyjacielskim tonem i odwzajemniła jego uśmiech, który przed chwilą pojawił się na jego wargach.
Razem posprzątali po śniadaniu.
- Do zobaczenia w szkole- powiedział Matt, wychodząc.
- Do zobaczenia.- odparła dziewczyna.
środa, 31 lipca 2013
ROZDZIAŁ XXVI
Hej!
Matko, jak ja dawno nie wchodziłam na bloga! Wybaczcie mi, ale zrobiłam też sobie wakacje od pisania.
Ale teraz biorę się do roboty.
Następny post dodam za tydzień.
A odbiegając od tematu, pewnie zauważyliście, że mój podpis( Venia ) pochodzi z Igrzysk. No więc szukałam do niego drugiego członu tak dla zabawy. I spodobało mi się Venia O'Shea. Według mnie nawet pasuje. <3
Venia
Tygodnie biegły coraz szybciej, dni stawały się krótsze, noce dłuższe. Ze wszystkich drzew opadły liście. Ponure dni, zimny wiatr bez wątpienia, wpływały na atmosferę w domach, pracy, szkole. Zima nadchodziła.
Angelica Blanck bez wątpienia była coraz bardziej rozdrażniona. Wszystko ją denerwowało, wścibskie pytania przyjaciół,zamartwianie się o nią, a szczególnie pewien młodzieniec z brązowymi włosami i brązowymi oczami, który od jakiegoś czasu na nią zerkał.
Nadal była na niego okropnie zła, nie wybaczyła mu jego winy. Za każdym razem kiedy wyczuła spojrzenie na karku, zaciskała dłonie w pięści tak mocno, że zawsze bielały jej knykcie.
Jednak pewnego razu, kiedy jadła drugie śniadanie na stołówce, poczuła, że ktoś jej się przygląda. Odruchowo zacisnęła pięści, ale kiedy zdawało jej się, że spojrzenie jest coraz bardziej nachalne, gwałtownie odwróciła się na krześle. Szczerze się zdziwiła, gdy zamiast Matt' a, ujrzała Johnny' ego. Siedział za nią i ją obserwował. Kiedy zauważył wyraz jej twarzy, uniósł brew. Momentalnie rozluźniła dłonie, wstydząc się własnego zachowania.
O ile oddaliła się od Matt' a, to z Johnny' m spędzała dużo czasu.Odprowadzał ją do domu, często razem chodzili do szkoły. Jeździli na rowerach, czasem nawet z Harriet i Arthurem.
Musiała przyznać, że świetnie się razem bawili. Johnny był bardzo zabawny, ale także najbardziej ze wszystkich osób ją rozumiał. Nie zadawał pytań, tylko czekał cierpliwie, aż sama mu powie co ją dręczy, nigdy nie przerywał i dawał dobre rady.
On sam poznał już ją na tyle dobrze, że umiał odgadnąć z jej twarzy o czym teraz myśli.
Matko, jak ja dawno nie wchodziłam na bloga! Wybaczcie mi, ale zrobiłam też sobie wakacje od pisania.
Ale teraz biorę się do roboty.
Następny post dodam za tydzień.
A odbiegając od tematu, pewnie zauważyliście, że mój podpis( Venia ) pochodzi z Igrzysk. No więc szukałam do niego drugiego członu tak dla zabawy. I spodobało mi się Venia O'Shea. Według mnie nawet pasuje. <3
Venia
Tygodnie biegły coraz szybciej, dni stawały się krótsze, noce dłuższe. Ze wszystkich drzew opadły liście. Ponure dni, zimny wiatr bez wątpienia, wpływały na atmosferę w domach, pracy, szkole. Zima nadchodziła.
Angelica Blanck bez wątpienia była coraz bardziej rozdrażniona. Wszystko ją denerwowało, wścibskie pytania przyjaciół,zamartwianie się o nią, a szczególnie pewien młodzieniec z brązowymi włosami i brązowymi oczami, który od jakiegoś czasu na nią zerkał.
Nadal była na niego okropnie zła, nie wybaczyła mu jego winy. Za każdym razem kiedy wyczuła spojrzenie na karku, zaciskała dłonie w pięści tak mocno, że zawsze bielały jej knykcie.
Jednak pewnego razu, kiedy jadła drugie śniadanie na stołówce, poczuła, że ktoś jej się przygląda. Odruchowo zacisnęła pięści, ale kiedy zdawało jej się, że spojrzenie jest coraz bardziej nachalne, gwałtownie odwróciła się na krześle. Szczerze się zdziwiła, gdy zamiast Matt' a, ujrzała Johnny' ego. Siedział za nią i ją obserwował. Kiedy zauważył wyraz jej twarzy, uniósł brew. Momentalnie rozluźniła dłonie, wstydząc się własnego zachowania.
O ile oddaliła się od Matt' a, to z Johnny' m spędzała dużo czasu.Odprowadzał ją do domu, często razem chodzili do szkoły. Jeździli na rowerach, czasem nawet z Harriet i Arthurem.
Musiała przyznać, że świetnie się razem bawili. Johnny był bardzo zabawny, ale także najbardziej ze wszystkich osób ją rozumiał. Nie zadawał pytań, tylko czekał cierpliwie, aż sama mu powie co ją dręczy, nigdy nie przerywał i dawał dobre rady.
On sam poznał już ją na tyle dobrze, że umiał odgadnąć z jej twarzy o czym teraz myśli.
* * *
Kiedy szła właśnie korytarzem do szatni, pakując przy okazji torbę, ktoś złapał ją za łokieć.
- Cześć, Johnny- mruknęła, nie podnosząc głowy.
- Skąd wiesz, że to ja?- zapytał.
Dopiero teraz Angelica podniosła głowę i spojrzała prosto w jego twarz.Uśmiechnęła się leciutko.
- Właśnie mi to powiedziałeś.- odparła.
Chłopak zaśmiał się.
- Widziałaś już najnowszy film, który grają w kinie?- zapytał, kiedy już się uspokoił.
- Ten z pociągami, pościgami i tak dalej?- odpowiedziała pytaniem. Kiedy potwierdził, dodała:- Nie. A co?
- Idę dzisiaj. Chcesz iść ze mną i Arthurem?
- Jasne. Czemu, nie? A o której?
- Podejdę po ciebie o siedemnastej, okey? Dziesięć po jest autobus do centrum, trochę wcześnie, ale cóż poradzić?
- Dobra, będę gotowa.
Posłał jej swój łobuzerski uśmiech, po czym ją puścił.
Angelica, Johnny, Harriet i Arthur, pojechali autobusem do centrum miasta. Mieli jeszcze pół godziny przed rozpoczęciu seansu, więc kupili bilety i poszli do pobliskiej lodziarni, gdzie kupili sobie lody. Kiedy już je zjedli, wrócili do kina, zajęli swoje miejsca i czekali na film.
Po seansie wyszli z kina. Było już ciemno, jak w nocy i bardzo chłodno, ale im to nie przeszkadzało, rozmawiali entuzjastycznie o filmie, zbyt przejęci , by poczuć zimno. Harriet i Angelica uparły się, że muszą zabrać ulotki, więc wróciły do budynku.
- Jak wam się podobał film? - zapytał ktoś za nimi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)