Matko, jak ja dawno nie wchodziłam na bloga! Wybaczcie mi, ale zrobiłam też sobie wakacje od pisania.
Ale teraz biorę się do roboty.
Następny post dodam za tydzień.
A odbiegając od tematu, pewnie zauważyliście, że mój podpis( Venia ) pochodzi z Igrzysk. No więc szukałam do niego drugiego członu tak dla zabawy. I spodobało mi się Venia O'Shea. Według mnie nawet pasuje. <3
Venia
Tygodnie biegły coraz szybciej, dni stawały się krótsze, noce dłuższe. Ze wszystkich drzew opadły liście. Ponure dni, zimny wiatr bez wątpienia, wpływały na atmosferę w domach, pracy, szkole. Zima nadchodziła.
Angelica Blanck bez wątpienia była coraz bardziej rozdrażniona. Wszystko ją denerwowało, wścibskie pytania przyjaciół,zamartwianie się o nią, a szczególnie pewien młodzieniec z brązowymi włosami i brązowymi oczami, który od jakiegoś czasu na nią zerkał.
Nadal była na niego okropnie zła, nie wybaczyła mu jego winy. Za każdym razem kiedy wyczuła spojrzenie na karku, zaciskała dłonie w pięści tak mocno, że zawsze bielały jej knykcie.
Jednak pewnego razu, kiedy jadła drugie śniadanie na stołówce, poczuła, że ktoś jej się przygląda. Odruchowo zacisnęła pięści, ale kiedy zdawało jej się, że spojrzenie jest coraz bardziej nachalne, gwałtownie odwróciła się na krześle. Szczerze się zdziwiła, gdy zamiast Matt' a, ujrzała Johnny' ego. Siedział za nią i ją obserwował. Kiedy zauważył wyraz jej twarzy, uniósł brew. Momentalnie rozluźniła dłonie, wstydząc się własnego zachowania.
O ile oddaliła się od Matt' a, to z Johnny' m spędzała dużo czasu.Odprowadzał ją do domu, często razem chodzili do szkoły. Jeździli na rowerach, czasem nawet z Harriet i Arthurem.
Musiała przyznać, że świetnie się razem bawili. Johnny był bardzo zabawny, ale także najbardziej ze wszystkich osób ją rozumiał. Nie zadawał pytań, tylko czekał cierpliwie, aż sama mu powie co ją dręczy, nigdy nie przerywał i dawał dobre rady.
On sam poznał już ją na tyle dobrze, że umiał odgadnąć z jej twarzy o czym teraz myśli.
* * *
Kiedy szła właśnie korytarzem do szatni, pakując przy okazji torbę, ktoś złapał ją za łokieć.
- Cześć, Johnny- mruknęła, nie podnosząc głowy.
- Skąd wiesz, że to ja?- zapytał.
Dopiero teraz Angelica podniosła głowę i spojrzała prosto w jego twarz.Uśmiechnęła się leciutko.
- Właśnie mi to powiedziałeś.- odparła.
Chłopak zaśmiał się.
- Widziałaś już najnowszy film, który grają w kinie?- zapytał, kiedy już się uspokoił.
- Ten z pociągami, pościgami i tak dalej?- odpowiedziała pytaniem. Kiedy potwierdził, dodała:- Nie. A co?
- Idę dzisiaj. Chcesz iść ze mną i Arthurem?
- Jasne. Czemu, nie? A o której?
- Podejdę po ciebie o siedemnastej, okey? Dziesięć po jest autobus do centrum, trochę wcześnie, ale cóż poradzić?
- Dobra, będę gotowa.
Posłał jej swój łobuzerski uśmiech, po czym ją puścił.
Angelica, Johnny, Harriet i Arthur, pojechali autobusem do centrum miasta. Mieli jeszcze pół godziny przed rozpoczęciu seansu, więc kupili bilety i poszli do pobliskiej lodziarni, gdzie kupili sobie lody. Kiedy już je zjedli, wrócili do kina, zajęli swoje miejsca i czekali na film.
Po seansie wyszli z kina. Było już ciemno, jak w nocy i bardzo chłodno, ale im to nie przeszkadzało, rozmawiali entuzjastycznie o filmie, zbyt przejęci , by poczuć zimno. Harriet i Angelica uparły się, że muszą zabrać ulotki, więc wróciły do budynku.
- Jak wam się podobał film? - zapytał ktoś za nimi.