środa, 31 lipca 2013

ROZDZIAŁ XXVI

Hej!
Matko, jak ja dawno nie wchodziłam na bloga! Wybaczcie mi,  ale zrobiłam też sobie wakacje od pisania.
Ale teraz biorę się do roboty.
Następny post dodam za tydzień.
A odbiegając od tematu, pewnie zauważyliście, że mój podpis( Venia ) pochodzi z Igrzysk. No więc szukałam do niego drugiego członu tak dla zabawy. I spodobało mi się Venia O'Shea. Według mnie nawet pasuje. <3
Venia

Tygodnie biegły coraz szybciej, dni stawały się krótsze, noce dłuższe. Ze wszystkich drzew opadły liście. Ponure dni, zimny wiatr bez wątpienia, wpływały na atmosferę w domach, pracy, szkole. Zima nadchodziła.
Angelica Blanck bez wątpienia była coraz bardziej rozdrażniona. Wszystko ją denerwowało, wścibskie pytania przyjaciół,zamartwianie się o nią, a szczególnie pewien młodzieniec z brązowymi włosami i brązowymi oczami, który od jakiegoś czasu na nią zerkał.
Nadal była na niego okropnie zła, nie wybaczyła mu jego winy. Za każdym razem kiedy wyczuła spojrzenie na karku, zaciskała dłonie w pięści tak mocno, że zawsze bielały jej knykcie.
Jednak pewnego razu, kiedy jadła drugie śniadanie na stołówce, poczuła, że ktoś jej się przygląda. Odruchowo zacisnęła pięści, ale kiedy zdawało jej się, że spojrzenie jest coraz bardziej nachalne, gwałtownie odwróciła się na krześle. Szczerze się zdziwiła, gdy zamiast Matt' a, ujrzała Johnny' ego. Siedział za nią i ją obserwował. Kiedy zauważył wyraz jej  twarzy, uniósł brew. Momentalnie rozluźniła dłonie, wstydząc się własnego zachowania.
O ile oddaliła się od Matt' a, to z Johnny' m spędzała dużo czasu.Odprowadzał ją do domu, często razem chodzili do szkoły. Jeździli na rowerach, czasem nawet z Harriet i Arthurem.
Musiała przyznać, że świetnie się razem bawili. Johnny był bardzo zabawny, ale także najbardziej ze wszystkich osób ją rozumiał. Nie zadawał pytań, tylko czekał cierpliwie, aż sama mu powie co ją dręczy, nigdy nie przerywał i dawał dobre rady.
On sam poznał już ją na tyle dobrze, że umiał odgadnąć z jej twarzy o czym teraz myśli.

*         *        *

Kiedy szła właśnie korytarzem do szatni, pakując przy okazji torbę, ktoś złapał ją za łokieć.
- Cześć, Johnny- mruknęła, nie podnosząc głowy.
- Skąd wiesz, że to ja?- zapytał. 
Dopiero teraz Angelica podniosła głowę i spojrzała prosto w jego twarz.Uśmiechnęła się leciutko.
- Właśnie mi to powiedziałeś.- odparła.
Chłopak zaśmiał się.
- Widziałaś już najnowszy film, który grają w kinie?- zapytał, kiedy już się uspokoił.
- Ten z pociągami, pościgami i tak dalej?- odpowiedziała pytaniem. Kiedy potwierdził, dodała:- Nie. A co?
- Idę dzisiaj. Chcesz iść ze mną i Arthurem? 
- Jasne. Czemu, nie? A o której?
- Podejdę po ciebie o siedemnastej, okey? Dziesięć po jest autobus do centrum, trochę wcześnie, ale cóż poradzić?
- Dobra, będę gotowa.
Posłał jej swój łobuzerski uśmiech, po czym ją puścił. 

Angelica, Johnny, Harriet i Arthur, pojechali autobusem do centrum miasta. Mieli jeszcze pół godziny przed rozpoczęciu seansu, więc kupili bilety i poszli do pobliskiej lodziarni, gdzie kupili sobie lody. Kiedy już je zjedli, wrócili do kina, zajęli swoje miejsca i czekali na film.
Po seansie wyszli z kina. Było już ciemno, jak w nocy i bardzo chłodno, ale im to nie przeszkadzało,  rozmawiali entuzjastycznie o filmie, zbyt przejęci , by poczuć zimno. Harriet i Angelica uparły się, że muszą zabrać ulotki, więc wróciły do budynku. 
- Jak wam się podobał film? - zapytał ktoś za nimi.

piątek, 5 lipca 2013

ROZDZIAŁ XXV

Hej!
Na wstępie uprzedzę was, że następny rozdział dodam po 1 sierpnia. Przykro mi ale nie będzie mnie do tego czasu.

Pozdrawiam
Venia


Angelica zebrała wszystkie swoje siły i odepchnęła go.
Nie czekając otworzyła drzwi i wybiegła z sali. Widząc ukradkowe spojrzenia innych uczniów, zdała sobie sprawę, że jej bezceremonialne wyjście z klasy mogło dziwnie wyglądać, postarała się uspokoić oddech, co nie było łatwe, ponieważ szła szybko, by odejść jak najdalej od tamtej sali.
W środku wszystko się w niej gotowało, była zła jak osa.

Angelica, razem z dwójką przyjaciół, wchodzili na następne spotkanie Klubu Fantastycznego.
Dziewczyna nie powiedziała Arthurowi i Harriet, o spotkaniu z Matt' em. Zdawała sobie sprawę, że za bardzo się tego wstydziła.
Zajęcia przeleciały naprawdę szybko. Dziewczyna nawet nie zwracała uwagi na to co czytała. Matt nie przyszedł co przyjęła z większą ulgą, ale ciągle bolało ją, że tak ją potraktował. Wszystko jej go przypominało, nie mogła wyrzucić go z głowy.
Była cała napięta. Nawet ie zauważyła jak zajęcia się skończyły.
Po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że ktoś nią potrząsa. Podniosła głowę i ujrzała Harriet.
- Dobrze się czujesz?- spytała przyjaciółka.
- Tak, tak- odparła szybko Angelica, unikając jej wzroku.- Zaczytałam się.
- Pomijając to, że nie trzymasz książki w ręku- mruknęła Harriet.
Chciała coś jeszcze dodać, ale Angeliki już nie było. Przemknęła niczym duch, przez bramkę. Chciała zostać sama i dlatego postanowiła wrócić dłuższą, okrężną drogą do domu.
Szła powoli, nie spieszyła się. Przestała myśleć nad tym co robiła.
- Dawno cię tutaj nie widziałem- powiedział ktoś za jej plecami.
Angelica drgnęła i obróciła się. Przed nią stał uśmiechnięty Johnny McCorney.
- E....no tak. - odparła.
-A mieliśmy razem wracać do domu.- rzekł.
Angelica zdziwiła się, ale zaraz potem przypomniała sobie, że prawie nigdy nie wracała z nim.
- Ojej, przepraszam, jakoś zawsze wracałam krótszą drogą.....- przerwała, kiedy ujrzała, że unosi jedną brew, nadal się uśmiechał.
Wtedy uświadomiła sobie, że Johnny nie zamierzał jej robić wyrzutów sumienia, tylko sobie żartował. Jej domusły wkrótce się sprawdziły.
- Nie martw się. Nic nie szkodzi. - zapewnił ją.- A może teraz dasz się odprowadzić?
- Jasne- odparła.
Szli przez chwile w milczeniu.
- Coś cię gryzie?- spytał Johnny.
- Nie skądże- odparła szybko.- Czemu pytasz?
- Zachowujesz się jakby coś ci nie dawało spokoju. - Johnny wzruszył ramionami.
- Może masz rację- odparła, ale zaraz zdała sobie sprawę, że będzie musiała o tym wszystkim opowiedzieć.
- Aha.
Angelikę na moment zamurowało.
- Nie chcesz wiedzieć, co?- zdziwiła się.
- A ty chcesz odpowiedzieć?- spytał. Kiedy pokręciła głową, wzruszył ramionami. - To po co mam pytać?
- Dzięki,- powiedziała po krótkiej chwili. Kiedy znowu uniósł jedną brew, dodała: - że nie pytasz.
- Drobiazg. Jakbyś chciała mi coś powiedzieć, to byś powiedziała.
Angelica poczuła, że warto się z min zaprzyjaźnić. Jako jedyny z jej znajomych, wiedział o co warto pytać.