czwartek, 28 marca 2013

ROZDZIAŁ III

Rozdział trzeci już jest! Przepraszam, że tak późno, ale miałam dużo na głowie. Dopiero dzisiaj znalazłam trochę czasu.  I obawiam się , że następny post dodam dopiero w poniedziałek, bo w okresie świątecznym mam naprawdę dużo obowiązków. W każdym razie życzę wam Wesołych Świąt Wielkanocnych!!!

Kurczaczków zielonych,
Baranków czerwonych,
Bazi różowych,
Pisanek kolorowych,
Dyngusa tęczowego
I wszystkiego dobrego! 
Życzy W. Lelito
Pozdrawiam! :)


- Co?? - zapytali jednocześnie Arthur i Harriet.
- Pamiętacie kiedy wczoraj pani mówiła o tym, że nie możemy wychodzić na trzecie piętro? - wytłumaczyła, a kiedy pokiwali głowami dodała: - No więc, nie wierzę jej, że są tam sterty rupieci, czy co tam ona mówiła. Sądzę, że jest tam niebezpiecznie i możliwe, że z tym niebezpieczeństwem wiąże się jakaś tajemnica. A wy co sądzicie? - zapytała przyjaciół. Harriet wyglądała na wstrząśniętą jej podejrzeniami, ale Arthur przybrał dziwny wyraz twarzy i wzruszył ramionami.
- Brat nigdy mi nie mówił o trzecim piętrze, zawsze ucinał, kiedy go o to pytałem.- powiedział.-  Trochę dziwne, prawda?
- To chyba nie nasza sprawa? - zapytała ponuro Harriet.
- Oj, pomyśleć już nie można? - odparł ze złością chłopak.- W każdym razie, uważam że nikt nie będzie chciał  nam tego wyjaśnić... No właśnie!! - krzyknął na cały głos, a uczniowie przerwali rozmowę i spojrzeli na niego z mieszaniną  złości, zgorszenia, ale niektórzy także z zaciekawieniem. Dziewczyny rozglądnęły się nerwowo po stołówce, uciszając go rękoma.
- Przepraszam- wyszeptał tak cicho, że przyjaciółki musiały wyciągnąć głowę do przodu, by go dobrze słyszeć. - Teraz mi się coś przypomniało! Tam na bank coś jest! Brat mi mówił, żebym pod żadnym pozorem nie zbliżał się to tego miejsca! Powiedział, że regulamin tego zakazuję, i jeśli  to zrobię to czekają mnie straszne konsekwencje! I na pewno nie chodziło o wywalenie ze szkoły! - dodał głośniej, ale po chwili zastanowienia powiedział: - Chociaż, dla niego wywalenie ze szkoły to najstraszniejsza kara pod słońcem, więc może....
- Ktoś mówił o trzecim piętrze? -  zapytał głos. Nie spodziewając się pytania, tak się przestraszyli, że aż podskoczyli w krzesłach.  Autor pytania, stał za Angelicą więc musiała obrócić się w miejscu , by zobaczyć kto to. Natychmiast zaczęło się w niej gotować. Podniosła się z miejsca tak szybko,że jej krzesło zatańczyło niebezpiecznie, a przed upadkiem uratowała je Harriet, łapiąc je w ostatniej chwili. Angelica stanęła twarzą w twarz z  Mattem. Był wyższy od niej o co najmniej pięć  centymetrów i lepiej zbudowany ( było dla niej oczywiste, że jednym machnięciem ręki, mógłby ją przewrócić). Mimo to nie czuła strachu i  wycedziła przez zęby :
- Nic ci do tego.
Widać było, że bardzo chciałby jakoś się jej odgryść ( tak by sam nie zostać ukaranym),  ale nie miał tu takiej władzy jak w podstawówce,więc opanował się i na jego twarzy pojawiło się oburzenie, choć nie potrafił wyzbyć się resztek zaciekawienia.
- Mogłaś po prostu powiedzieć, że musiało mi się przesłyszeć- rzucił i z  obrażoną miną odszedł do kolegów.
Dziewczyna opadła na krzesło i zamyśliła się przygryzając wargę. Nagle bez słowa wyjaśnienia wybiegła na korytarz w stronę  gabinetu pana Charmsa - nauczyciela od biologii. W jej głowie kiełkował plan.
Zapukała i kiedy usłyszała krótkie " Wejść" otworzyła drzwi.Stała w obskurnym małym pokoju z jednym malutkim okienkiem, bardzo brudnym. Wokół ustawionego na środku biurka walały się śmieci, pożółkłe kartki, a w niewielkiej biblioteczce były chaotycznie poustawiane grube tomy. W środku unosił się bardzo nieprzyjemny zapach. Cały gabinet sprawiał wrażenie, jakby jego właściciel nie wpuszczał sprątaczki od początku swego urzędowania.
- Czy mogę pana o coś zapytać? - spytała niepewnie Angelica.
- A jest to związane z nauką? - zapytał nauczyciel siląc się na beztroski ton.
- Raczej ze czwartkowym szlabanem.
- Nie, nie dało by się go przełożyć - zaczął za złością pan Charms. - ani nie przełożę ci go tak by był oddzielny z panem Smithem.
- Ale.... ale skąd pan wie,  o co chciałam zapytać? - zdziwiła się dziewczyna.
- Myślisz, że chłopak nie przyszedł już do mnie, tak jak ty? - zapytał  i pokręcił głową.
- Ja.... yyy... przepraszam, że panu zawracałam głowę i .... do widzenia.- Angelica  odwróciła się i wyszła.
Ze złością skierowała się w stronę stołówki. A więc on też przyszedł do niego i prosił, żeby przełożyć mu ten szlaban, Widać nie jest taki głupi.... Z myśli  wyrwała ją dwójka przyjaciół idących w jej stronę.
- Zapomniałaś swoich rzeczy.- powiedziała Harriet, wręczając jej sweter i torbę. - Po co tak wybiegłaś, jakby cię ktoś gonił?
- Chciałam dowiedzieć się, czy można przenieść mój szlaban tak, by był oddzielny ze Smithem. - wytłumaczyła starając się na obojętność.
- I jak? - zapytała koleżanka.
- Powiedział, że nie ma mowy. - jak to powiedziała, jeszcze bardziej się nadąsała.
- Och..... szkoda....
Wzięła przyjaciółkę pod rękę i  poprowadziła do sali na Angielski. Przez  resztę dnia dziewczyna miała coraz gorszy humor.

*    *    *

Do czwartku nauczyciele zdążyli zrobić im wiele kartkówek ( nie mówiąc już o kilku sprawdzianach.). Angelica bardzo bała się czwartku, ponieważ był to dla niej pierwszy szlaban w życiu. Zawsze starała się być wzorową uczennicą, więc to był dla niej szok. Zdenerwowanie zżerało ją od środka, była coraz bardziej niespokojna. Nie mogła myśleć o niczym innym, tylko o tym co jej karzą zrobić. Arthur żartował, że może się pochwalić całkiem niezłym doświadczeniem w szlabanach i wytłumaczył, że najlepszą karą jest przepisywanie zdań, a najgorszą sprzątanie. 
- Ciesz się, uczeń bez szlabanu to jak smok bez skrzydeł. - powtarzał. Chociaż porównanie był kiepskie, ale też trochę zabawne, nie poprawiało kiepskiego humoru Angelici. Mimo to zaczął ubolewać nad tym jak to kiedyś dostał szlaban i musiał przepisywać zdania. Twierdził też, że naciągnął sobie wtedy rękę. Harriet kręciła tylko głową, nie wiedząc jak może wybić chłopakowi takie głupstwa z głowy.
Kiedy nastał czwartek, dziewczyna weszła do klasy na sztywnych nogach na pierwszą lekcję. Minuty wlekły się jak godziny. Dziewczyna nie mogła ustać w miejscu, kręciła się nerwowo w krześle, parę razy prawie z niego spadła. 
Pierwsza lekcja..... druga lekcja... trzecia.... czwarta i piąta...
Ostatnia- szósta, była prawdziwą męczarnią. Angelica zerkał dosłownie co minutę, na zegarek, robiła jakieś dziwne ruchy drżącymi rękoma, zwalając z ławki najróżniejsze rzeczy. 
Dzwonek.......
Dziewczyna ociągała się, więc kiedy wszyscy wyszli została tylko ona, Harriet, Athur i Matt, który również nie spieszył się, by pójść na szlaban.
Przyjaciele poklepali ją po plecach, ale musieli już iść, więc chwile potem opuścili ją. Przeszła, starając się nie biegnąc, na koniec korytarza na pierwszym piętrze. Gabinet pana od biologi mieścił się tuż przy schodach.
Zapukała i za pozwoleniem weszła do środka, a chwilę potem znalazł się tam Matt.
- Jestem dziś w dobrym humorze- zaczął nauczyciel. Najwyraźniej w jego słowniku wyrażenie " dobry humor" znaczyło:" mina wykrzywiona w wyrazie pogardy, surowy wzrok i dziwny, pełen złości głos" . Ale kto wie co kłębiło się w jego łysiejącej głowie?- więc pomożecie mi posprzątać w gabinecie, bo szanowny pan dyrektor ZAUWAŻYŁ, że mam tu bałagan. Ty młoda damo posprzątasz mój sekretarzyk, a ty chłopcze uporządkujesz  dokumentację.
Wyrazy "pomożecie mi" też najwyraźniej znaczyły co innego, bo to oni odwalali całą robotę. Praca choć niewinna, okazała się być bardzo ciężka. Księgi były ciężkie, pracując półtorej godziny bez przerwy, nieprzyzwyczajone do wysiłku ręce Angeliny odmawiały jej posłuszeństwa. W końcu nauczyciel pozwolił im wyjść, mieli tylko zanieść niepotrzebne mu książki, pożyczone z biblioteki na swoje miejsce.
Chwycili po sześć książek i wyszli, wspinając się po schodach,a  ręce dziewczyny bolały coraz bardziej. Matt musiał zauważyć jej minę, kiedy przeszedł ją bardzo silny skurcz, bo zapytał niepewnie:
- Może daj mi te książki?
- Nie, dam radę. - powiedziała siląc się na obojętność.
- Daj spokój, widzę przecież, że ciężko ci je unieść. - rzekł pewnym już głosem. - Daj - zabrał z łatwością od niej tylko trzy książki, bo więcej mu nie pozwoliła. Z rezygnacją pokiwał głową. - Jak chcesz.
Kiedy byli już na drugim piętrze, oddali książki. Angelica masując sobie ręce, rzekła ze złością:
- Wiesz, że to twoja wina?
- Co?! Moja wina?!- zdenerwował się chłopak.
- Tak, twoja! Po co rzucałeś mi ten list? I to na takiej  lekcji! - krzyknęła.
- Ja chciałem tylko korepetycji.... - zaczął się tłumaczyć.
-KOREPETYCJI?! Czy ty wiesz co znaczy to słowo?! To jest douczanie!!!
-No przecież wiem...
- Po co ci niby były korepetyc.... - nie dokończyła bo stanęła jak wryta.
Kłócili się przez całą drogę i to bardzo głośno! W ogóle nie zdawali sobie z tego sprawy. Stali przed......
- Ojej - jęknęła Angelica.   

poniedziałek, 25 marca 2013

ROZDZIAŁ II

Odwróciła się w mgnieniu oka. Przed nią stał oparty o ścianę Matt. Uśmiechał się lekko z prawie niewidocznym zaciekawieniem, a jego piwne oczy były wpatrzone w Angelicę.
- Nie udawaj, że mnie nie znasz. - zirytowała się dziewczyna. - Przez całe sześć lat musiałam się z tobą dręczyć, więc nie udawaj!
- Ojojojoj.... Angelica się zdenerwowała? - zapytał. - Nie chciałem urazić Miss Denerwuję Się Na Widok Matt' a. - dodał uśmiechając się złośliwie.
- Ostrzegam cię, jeśli spróbujesz coś takiego powiedzieć przy innych to własnoręcznie cię uduszę. I nie żartuję. - dodała widząc powątpiewające spojrzenie. - Od dawna zastanawiam się nad tym.
- Dobrze, już dobrze nie denerwuj się tylko! Ale osobiście uważam, że odrobinkę nie panujesz nad swoją samokontrolą. Można to wywnioskować z tych rumieńców na twarzy.- Angelica poczuła, że się czerwieni. A jeśli ma rację? Nie na pewno nie.
- Mów o sobie, dobra? Sam nie jesteś dużo lepszy. - zdenerwowała się dziewczyna. - Wiesz od kogo się uczyłam? - kiedy pokiwał głową z udawanym zaciekawieniem, dokończyła: - Od ciebie.
Widząc, że teraz na jego twarzy pojawia się rumieniec, porwała torbę i wyszła z szatni.
Wracając do domu, nasunęła się jej dziwna myśl: A jeśli on ma rację? Naprawdę stała się przemądrzała?...  Nie, wcale nie! On widział ją dzisiaj  po dwumiesięcznych wakacjach. Skąd niby wiedział jaka jest? W dodatku nie rozmawiali ze sobą prawie w ogóle! To wszystko jest wyssane z palca! ... Po co ona się nim przejmuje? Teraz to wszystko zlewało jej się w głowie i nie pamiętała dokładnie co chłopak mówił...

*     *     *

Następnego dnia lekcje były bardzo ciężkie jak na pierwszy dzień nauki. Nauczyciele od razu powiadomili ich, że w gimnazjum jest dużo ciężej i że muszą się przyłożyć do nauki, mimo, że w pierwszej klasie, w większości materiał powtarza się z podstawówki. Bez ogródek wspominali o testach sprawdzających ich wiedzę, które robili na własną rękę( tak więc nie można było wiedzieć co dokładne trzeba powtórzyć). Byli bardzo surowi i przypominali o przestrzeganiu regulaminu na ich lekcjach. Do niektórych uczniów, najwyraźniej to nie docierało, bo na pierwszych lekcjach, otrzymali ujemne punkty.
Angelica siedziała wyprostowana  w ławce, tuż obok Harriet. Lekcja historii była wyjątkowo nudna. Pan nauczyciel zrobił im kartkówkę z szóstej klasy, a teraz monotonnym głosem czytał wymagania.Wiele osób siedziało z przymkniętymi oczyma, prawie zasypiając (jeśli już nie spali), myśląc o niebieskich  migdałach lub rozmawiając półgłosem. Angelica rozejrzała się po klasie, po chwili znalazła Arthura,  siedzącego w ostatnim rzędzie. Był oparty łokciami o blat ławki i patrzył się tępo na tablicę. Najwyraźniej wyczuł, że jest obserwowany, bo otrząsnął się i wyszczerzył zęby do Angelici. Dziewczyna na przerwie podeszła do niego wraz z przyjaciółką. 
- Hej - przywitał je. - Mi się tylko wydaje, czy ta lekcja była najnudniejsza ze wszystkich dzisiaj?
- Przesadzasz - zaprotestowała Harriet. - Wiadomo, że są nudne. A ty byś zachowywał się trochę bardziej jak żywy na lekcjach.
- Nic nie poradzę to mnie nudzi- usprawiedliwił się, ale szybko zmienił temat.  - Kartkówka bez choćby jednej lekcji? Nawet nie chcę myśleć co to będzie za masakra!
- Na pewno napisałeś lepiej ode mnie- Harriet pokręciła ze smutkiem głową.
Chłopak prychnął po czym zaczął wymieniać ulubione filmy i książki. Ale Angelica go nie słuchała. Jej wzrok spoczął na chłopaku, rozmawiającym głośno z kolegami.Matt od wczorajszej rozmowy unikał jej, czasem odchodził jak najdalej od niej, a za nim "ukradkiem" duża grupa dziewcząt. Nie obchodziło ją to, można powiedzieć, że nawet pasowało. Nagle ich spojrzenia skrzyżowały się. Ale on szybko odwrócił wzrok....
- Jesteś jeszcze wśród żywych, czy mamy cię zawieść do szpitala?- spytał głośno Arthur, wymachując jej ręką przed oczami, na co Harriet zaśmiała się.
- Co?.... - zapytała nieprzytomnie. - A tak jasne.... Nie słuchałam cię. O czym mówiłeś?
- Pytałem jak się uczysz? Bo ja okropnie. - powtórzył.
- Eeeee..... Bardzo dobrze? -  odpowiedziała pytaniem, po czym spojrzała pytająco na przyjaciółkę, która od razu przytaknęła. 
- Wiesz nie chce cię obrazić, ale jak dostałeś się do tego gimnazjum skoro masz złe oceny? - zapytała niepewnie Harriet.
- Wiesz  już myślałem, że nie zapytasz! - powiedział radośnie. - No więc.. Chyba miałem dużo szczęścia no teście kompetencji. I wtedy przyłożyłem się do nauki. Ale teraz to ja mam dość pusto w głowie. - dodał pykając się pięścią w głowę. 
Godzinę przed drugim śniadaniem mieli lekcje biologii  z , jak się przekonali na własnej skórze, bardzo surowym, starym nauczycielem. Sam jego wzrok, świadczył o tym, że gardzi uczniami, którzy łamali regulamin i nie stosowali się do niego. Wszedł do klasy i zaczął mówić rozkazami z bardzo surowym głosem. 
- Siadajcie! Macie być cicho! Nie rozmawiać i nie porozumiewać się w żaden  inny sposób! Czytajcie rozdział pierwszy i róbcie notatki, które mają się znaleść u mnie  po lekcji.-  rzekł spoglądając na wszystkich groźnymi sępimi oczyma, lecz nikt nie ważył się odezwać, więc usiadł za biurkiem i zaczął coś pisać w dzienniku.
Angelica zabrała się za zadanie. Po piętnastu minutach coś uderzyło ją w głowę. Cicho syknęła  i odwróciła się w krześle, ale zobaczyła tylko zmiętą kartkę leżącą na podłodze. Udając, że szuka czegoś w plecaku, porwała kartkę, a kiedy się wyprostowała, szybko ją rozwinęła. Pochyłym, niedbałym pismem, jakby nadawcy bardzo się spieszyło, było na niej napisane kilka słów:
           Byłaś wczoraj dla mnie niemiła. To prawda, ale może pomogłabyś mi w lekcjach?
Kiedy przeczytała jej brwi powędrowały wysoko w górę. Nadawca nie musiał się podpisywać. Wiedziała od kogo ten liścik. Ale czemu, akurat na tej lekcji, kiedy nie może mu nic odpowiedzieć. Zerknęła w stronę nauczyciela. Był pochłonięty pisaniem. Zdecydowała. Na drugiej stronie listu napisała jedno słowo " Nigdy". Odwróciła się i rzuciła w stronę Matt' a. Ale nim zdążyła cokolwiek innego zrobić, nauczyciel zawołał:
- Co to miało  być Blanck? Co ja mówiłem o porozumiewaniu się? - akurat wtedy gdy się odwróciła, podniósł wzrok by spojrzeć na zegar wiszący w rogu sali, więc wszystko zobaczył.
- Że nie wolno się porozumiewać, proszę pa... - zaczęła niepewnie, spuszczając głowę, ale nie dokończyła, bo jej przerwano.
- No właśnie! - rzekł mężczyzna. - Myślisz, że możesz  sobie tak obejść regulamin?
- Nie, ja wcale....
- A ty Smith? Dobrze widziałem dokąd ta kartka dotarła! - zwrócił się do Matt' a. - Oboje szlaban u mnie w czwartek.- kiedy otwierali już usta, by jednocześnie zaprotestować dodał: - Nie protestujcie!
Nagle wszystko ucichło. Poczerwieniała ze złości Angelina, po dzwonku, oddała w ręce mężczyzny i odeszła na bok, by poczekać na przyjaciół. 
- Nie martw się - pocieszał ją Arthur, kiedy byli już na stołówce.- to stary zrzęda. Daje co prawda okropne szlabany, ale da się wytrzymać. Ma bzika na punkcie tego głupiego regulaminu. 
- I ty to wszystko wiesz? -spytała z ironią Harriet. 
- Już mówiłem, brat wszystko mi powiedział. - wytłumaczył się chłopak, bez cienia urazy w głosie. To było jego dobrą strona: nie obrażał się o byle co, mimo że kilka razy pokłócił się z Harriet, to tylko na żarty.
I teraz właśnie zaczęli się kłócić, kto napisał większe bzdury na kartkówce z historii.
Angelica nie uczestniczyła w wymianie zdań, więc rozpaczliwie szukała jakiegoś tematu by zająć kolegów. I nagle,  bez zastanowienia powiedziała:
- Nie wierze jej.



Więc wreszcie dodałam rozdział drugi. Serdecznie zapraszam do przeczytania! Rozdział trzeci ukarze się w środę lub czwartek.
Pozdrawiam!
W. Lelito
                     






piątek, 22 marca 2013

ROZDZIAŁ I

Angelica z ciężkim sercem wyszła z domu i skierowała się w stronę ulicy głównej. Mieszkała pół kilometra od swojego gimnazjum, przy bocznej uliczce Ash Street.
Była godzina siódma, więc nie zdziwiła się, że jest mały ruch. Nikt przecież tak wcześnie nie szedł do szkoły pierwszego września, skoro rozpoczęcie roku szkolnego zaczynało się o ósmej. Ale ona wolała wyjść o tej godzinie, mając nadzieję, że będzie mogła odświeżyć znajomości z nowymi znajomymi. Powlekła się w przez ulicę, a dojście do szkoły zajęło jej dwadzieścia minut.
Jak się spodziewała mała część uczniów, była już w budynku , więc kiedy weszła do szkoły słyszała gwar rozmów i śmiech uczniów.
Weszła do szatni i ściągnęła kurtkę, zerkając na siebie. Wyglądała bardzo ładnie w białej koszuli, zarzuconej na czarny podkoszulek i tego samego koloru spódniczkę nad kolano oraz obcasach.Włosy rozpuściła pozwalając lekkim lokom opadać na ramiona. Na wszystko spoglądały krytycznie zielone oczy. Kiedy wygładziła  już wszystkie zmięcia, wyprostowała się i pewnym krokiem pomaszerowała do klasy numer 12. Zatrzymała się przed uchylonymi drzwiami, by uspokoić oddech, a chwile potem odpędzając  niemiłe myśli weszła. W sali były tylko cztery osoby, w tym jeden chłopak, którego pierwszy raz ujrzała, resztę stanowiły chichoczące dziewczyny. Naprawdę takich  nie lubiła, bo myślały tylko o chłopakach,ale odetchnęła z ulgą nie widząc Matt' a. Znowu rozglądnęła się po klasie, lecz nie znalazła niczego godnego uwagi, więc podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Uczniowie zbierali się w małe grupy i witali po dwóch miesiącach rozłąki, ale po krótkiej wymianie zdań wchodzili do szkoły. Nikogo nie znała, czuła się bardzo wyobcowana, samotna. Przypomniała sobie, że  koleżanki namawiały ją, by poszła z nimi do jednego ze zwyczajnych gimnazjum , a nie do tych lepszych. Ale ona się nie zgodziła. Skarciła się za ten brak rozsądki, bo gdyby nie postawiła na swoim to teraz rozmawiałaby ze starymi znajomymi i nie musiałaby cierpieć z powodu jakiegoś chłopaka .... Ale to dziwne.... on do niej pomachał  i UŚMIECHNĄŁ SIĘ.... czy chciał tym zwrócić jej uwagę,że nie przestanie jej  dręczyć, czy może chciał, by te dziewczyny z którymi żartował myślały, że jest taki miły i uprzejmy dla innych?  Pewnie to i to. Och jak tylko się przekonają jaki on jest, to.....
-Cześć- odezwał się głos za jej plecami, przerywając burzę myśli.
Odwróciła się na pięcie. Przed nią stał szczupły, umięśniony chłopak, którego nie znała. Miał jasne włosy i szare oczy. Mimo, że dziewczyna była na szpilkach, to i tak przewyższał ją wzrostem. Uśmiechnął się życzliwie, kiedy tylko spostrzegł, że Angelica patrzy na niego z dołu i wyciągnął rękę .
-Witaj.- powiedziała niepewnie dziewczyna, ściskając mu dłoń. - Jestem Angelica.
- Miło cię poznać,  nazywam się Arthur.- przedstawił się. - Znasz tu kogoś?
- Prócz jednej bliskiej przyjaciółki, nie.- nie zamierzała mówić mu o swoim największym wrogu, bo wolałaby go nie znać. - Nie mogę się odnaleść w tej szkole.
- To prawda , to jest dość duży budynek , ale mogę ci pomóc. Mój brat wcześniej chodził do tej szkoły, więc znam większą część.
-Ojej, to cudownie.- rozpromieniła się Angelica i po chwili dodała:- Nie widziałam cię na spotkaniu dwa tygodnie temu.
- No tak, nie było mnie wtedy, byłem we Francji z rodzicami. Tydzień temu wróciłem.
- Och, to miło, ja w tym roku nigdzie nie byłam. Hmmm.... dużo osób się zeszło . Pewnie jest już późno. -dodała patrząc na zegarek.
- Chcesz mogę cie zaprowadzić.- zaproponował chłopak.
- Dobrze, ale muszę poczekać na przyjaciółkę. Ona też nikogo nie zna.
Po pięciu minutach byli już we trójkę i schodzili do sali widowiskowej. Po zakończeniu akademii, rozeszli się  do klas, by wysłuchać wychowawców. Nauczycielka Angelici, Harriet i Arthura surowo zabroniła wchodzenia im na trzecie piętro, twierdząc, że jest tam zbyt dużo rupieci
Kiedy wszyscy z jej klasy wyszli, ona dopiero ubierała płaszcz. Ale się pomyliła. Kiedy poprawiała włosy, usłyszała cichy głos:
- Kogo ja tu widzę? Czy my się znamy?



Jak obiecałam ten pierwszy rozdział już jest. Pierwsze rozdziały to tylko wstęp i mało się w nich dzieje, dlatego są takie krótkie, ale w następnych będzie dużo więcej akcji. Zależy mi na Waszej opinii, dlatego chciałabym wiedzieć co myślicie o tym, by do mojego blog dodać elementy fantastyczne? Każdy głos się liczy. Następny rozdział dodam w poniedziałek, ponieważ raczej nie będę mieć czasu w weekend. Ale jęśli zaczniecie komentować, to  pomyślę  nad dodaniem wcześniej. :)
Pozdrawiam
W. Lelito  

czwartek, 21 marca 2013

PROLOG

       Było piękne sierpniowe popołudnie. Słońce grzało niemiłosiernie oświetlając twarz pewnej dziewczyny.   Angelica Blanck siedziała na ławce, wyciągając nogi przed siebie, rozkoszując się chwilą ciszy, przerywanej co chwila przez śpiew ptaków. Oczy miała zamknięte, brązowe, długie włosy spięte były w zgrabny kok, tylko krótka grzywka spływała beztrosko na czoło i lewe oko dziewczyny. Mimo, że wyglądała na spokojną i opanowaną, w jej  głowie toczyła się zacięta walka:
Och jak cudownie, słoneczko świeci, ptaki śpiewają...                                                                   
Tak, tak tylko szkoda, że wakacje już się kończą! Za dwa dni szkoła...
Och nie przesadzaj, nie jest źle. Nowa szkoła i to gimnazjum! Nowi koledzy i koleżanki!...
Ale w gimnazjum jest dużo gorzej niż w podstawówce! Więcej nauki i uczniowie stają się nie do wytrzymania! Zero kultury i każdy się popisuje...
Nie przesadzaj! Możesz się wyluzować?! Trochę zabawy i śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło! Przynajmniej się trochę pośmiejesz... Aha i nie będzie tego całego Matt' a...
Tak, to akurat jest racja...
Na samą myśl o chłopaku Angelica wzdrygnęła się i otworzyła oczy. Lecz po chwili, kiedy przez przypadek spojrzała w słońce, szybko je zamknęła i z dziwną miną przypomniała sobie chłopaka.
Matt był najprzystojniejszym, najmądrzejszym chłopakiem w całej szkole podstawowej nr. 10, do której jeszcze miesiąc temu uczęszczała. Był najlepszy we wszystkim, w tym w piłce nożnej,pupilek nauczycieli,ale przez to był rozpieszczonym, strasznym mądralą i egoistą. Przez to, że co roku zostawał wybierany na przewodniczącego szkoły, przysługiwały mu różne nadzwyczajne prawa, takie jak karanie innych uczniów. Chodził po szkole z podniesioną głową, karząc wszystkich za jakieś błahostki, pusząc się okropnie przy tym!
Nauczyciele nie zwracali na to uwagi, był przecież był  ich pupilkiem. Lecz Angelica była na tyle mądra, by spostrzec, że Matt jest okropnym chłopakiem. Kilka razy mu się postawiła, kiedy tylko próbował jej odebrać punkty,ale niebawem tego pożałowała. Zaczął się z niej wyśmiewać, przezywać ją. Gardziła nim i nie zamierzała ustąpić, ale on karał ją ze zdwojoną mocą,ośmieszając przy całej klasie. Naprawdę się cieszyła, kiedy opuszczała podstawówkę, ze świadomością, że już nigdy go nie zobaczy i nie będzie miała ochoty zgnieść go jak robaka. Dostała się do jednego z lepszych gimnazjów. Lecz los lubił jej płatać figle. 
Można sobie wyobrazić jej zdumienie, ale zarazem złość i smutek, kiedy weszła do swojej nowej klasy, na spotkanie z nowymi kolegami, dwa tygodnie przed pierwszym września.
Na jednej z ławek siedział Matt opowiadając, otaczającym go dziewczynom, jakąś historię. Musiał być to  dowcip, bo zaraz wszystkie wybuchnęły śmiechem. Chłopak zadowolony z siebie uśmiechał się tryumfująco, lecz kiedy zobaczył Angelicę uśmiech jak szybko się pojawił, tak szybko znikł i ustąpił niemym zaskoczeniu. Lecz kiedy przyglądnął się jej, jakby upewniając, że to na pewno ona, zaskoczenie równie szybko minęło i ustąpiło lekkiemu, SZCZEREMU uśmiechowi. Podniósł rękę i pomachał do niej. Czując,że się czerwieni, chciała schować się jak najdalej od niego i rozglądając się rozpaczliwie po klasie spostrzegła swoją dawną przyjaciółkę Harriet. Na sztywnych nogach, podeszła do niej i przywitała się.
Poznała wielu nowych ludzi, lecz co chwila patrzyła niespokojne w stronę Matt' a, bojąc się, że znowu, jak zwykł robić, upokorzy ją na forum całej nowej klasy, ale to nie nastąpiło.
Kiedy wróciła do domu, opowiedziała mamię, że w jej klasie jest chłopak, którego serdecznie nienawidzi i poddała pomysł, by się przepisać.Mama tylko spojrzała na nią i powiedziała, że jeśli jej to przeszkadza to może się przepisać, ale dopiero w drugim półroczu. 
Teraz Angelica siedziała, grzejąc się w świetle  letniego słońca i błagając w duchu, by to pół roku nadeszło jak najszybciej.



 Mam nadzieję,że prolog Wam się spodoba i przeczytacie go z chęcią! :) Rozdział Pierwszy ukaże się już jutro i z pewnością będzie dłuższy niż ten. Zapraszam do przeczytania i  komentowania, czy mój blog Wam się podoba.
Pozdrawiam :)
P.S. Będę się podpisywać W.Lelito
 

WSTĘP



Tytuł: Klub Fantastyczny

Cześć!
To mój pierwszy blog, ale postaram się pisać jak najlepiej, by Was zadowolić. Będzie to zwyczajna historia, lecz jeżeli wyrazicie taką chęć, to z chęcią dodam wątki fantastyczne. :) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu  i się Wam spodoba.Postaram się Was zaskakiwać i bawić, na ile to będzie możliwe. Z góry przepraszam za błędy .
Serdecznie zapraszam!!!!
Pozdrawiam!!!!