niedziela, 18 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ XXVII

Cześć, 
To tak:
Wybaczcie, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam do tego głowy i rzadziej wchodziłam na komputer.
Obiecuję, że jak tylko zacznie się rok szkolny to będę dodawać regularnie, tylko teraz trudno mi zachować dyscyplinę.
Ten rozdział napisałam trzy dni temu i jestem z niego strasznie dumna. Co prawda, przyspieszyłam akcję aż do Sylwestra, ale mam nadzieję, że i wam się spodoba.
Teraz trzecia sprawa. Są tu jacyś fani dramione? Pytam się ponieważ wczoraj skończyłam pisać moją pierwszą w życiu miniaturkę właśnie o tej parze. Pisanie zajęło mi dwa dni( bądź jak kto woli dwie noce), nawet jestem z niej zadowolona. I zastanawiam się, czy ją dodać. Zamierzałam, kiedy zakończę pisać to opowiadanie, ale jeśli wyrazilibyście zainteresowanie, to następne dwa posty( raczej przedzielę ją na dwa, bo jest straaasznie długa) to była by moja historia dramione. To jak? Chcecie? Piszcie w komentarzach!
A tak w ogóle  zauważyłam, ze najlepiej piszę mi się po nocach, bo mam wtedy czysty umysł. Zakładam wtedy polar i pisze dopóki ręka mnie nie zacznie boleć i wtedy przerywam. Potem się kładę, ale nie mogę zasnąć, więc układam sobie w myślach fabułę niedokończonej opowieści.
Venia.
W ogóle nie wiem co się ze mną dzieję. Stwierdziłam właśnie, że nie chce mi się grać w The Sims 3. Nie wiem, może jestem chora? : )




Angelica odwróciła się, ale nikogo za nimi nie było. Zdziwiona spytała Harriet, czy też coś słyszała. Ale koleżanka jej nie słuchała. Dziewczyna pomyślała, że pewnie jej się coś przesłyszało, albo pytanie nie było adresowane do niej. Szybko więc o tym zapomniała, bo wyszły z kina.

Sylwester

Angelica siedziała na beżowej sofie w salonie i oglądała stary film, który leciał akurat w telewizji.
Była sama w domu: rodzice pojechali do cioci, a siostry poszły na bale sylwestrowe wraz ze swoimi chłopakami. Tak więc przyszło jej spędzić Sylwestra samej, siedząc na kanapie, i oglądając czarno-biały romans, co ani trochę jej nie odpowiadało. Nie lubiła samotności, zawsze musiał być ktoś, kto będzie siedział obok niej, choć nawet nie musiał się do niej odzywać. Wtedy czuła się pewniej.
Jednak przyjaciele wyjechali, Johnny co prawda zapraszał ją na imprezę, ale nie miała ochoty na nią przyjść( kiedy było za dużo ludzi w jednym pomieszczeniu, czuła się przytłoczona), więc odmówiła.
W domu było trochę zimno.Okna zasunęła, wiedziała jednak, że na dworze panują ciemności, chociaż dochodziła dopiero dziewiętnasta.
Niedawno zjadła kolację i nie była jeszcze śpiąca. Obawiała się, że może szybko nie zasnąć, jak to zwykle miała w ostatnią noc roku.  W sumie, jeśli ktoś zapomniał kluczy, a wróci pierwszy, będzie musiała mu otworzyć.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Co tak wcześnie?- spytała samą siebie marszcząc brwi.
Doszła w końcu do wniosku, że pewnie ktoś czegoś zapomniał, na przykład Emma, jej starsza siostra, która miała fatalną pamięć.
Wstała i sięgnęła po polar z kapturem. Miała na sobie jedynie cienką koszulę nocną na ramiączkach sięgającą dużo powyżej kolan. Skierowała się w stronę holu, ubierając bluzę na tyle długą, że zakryła koszulę nocną. Założyła jeszcze kapcie i zaświeciła światło na ganku, kiedy usłyszała dzwonek po raz drugi. Przekręciła klucz w drzwiach i lekko je uchyliła.
Od razu poczuła lodowaty powiew na odsłoniętej twarzy i nogach. Zadrżała.
Rozejrzała się i zobaczyła brązowowłosego chłopaka. Uniosła brwi do góry.
- Cześć - przywitał się Matt, na co dziewczyna tylko skinęła głową.
- Co chcesz? - spytała dość opryskliwym tonem, kiedy nie odezwał się ponownie.
- Chciałbym porozmawiać - rzekł wymijająco, przystępując z nogi na nogę.
- O czym? - spytała podejrzliwie, tym razem  marszcząc brwi. - Nie mamy o czym.
- Mogę wejść?- zapytał i zmierzył ją wzrokiem, zatrzymując się na odsłoniętych nogach z gęsią skórką.- Pewnie ci zimno.
- Bo akurat obchodzi cię moje dobro. - powiedziała, ale otworzyła drzwi szerzej, wpuszczając go do środka.- Kolejny głupi zakład dla poprawienia twojej pozycji? - powiedziała lodowato, kiedy obok niej przechodził, a jej ton miał temperaturę zimniejszą od powietrza na dworze.
- Nie - opowiedział poważnym tonem.- Już się nie zakładam.
- Brawo- mruknęła, kiedy ściągał kurtkę. Nie zamierzała mu niczego przebaczać, ale przynajmniej go wysłucha.
Angelica westchnęła w duchu, przygotowując się na długi monolog.
- Zrobię herbaty.- zaproponowała. - Poczekaj w salonie.
Tak jest dobrze, ona wydaje polecenia, bo to jest jej dom. Ona tu rządzi.
- Dzięki- odpowiedział, cicho klasnął w dłonie i wszedł niepewnie do pokoju, w czasie kiedy Angelica nastawiła wodę i przygotowała dwa gorące napoje.
Kiedy były już gotowe zaniosła je do salonu i postawiła na ławie.
- Dzięki- powtórzył, nie patrząc na nią.
Dziewczyna usiadła po drugiej stronie sofy i wyciszyła telewizor. Także patrzyła w inną stronę.
- Ładnie tutaj- mruknął, rozglądając się po salonie. - Ciekawy wystrój.
Angelica kiwnęła głową i nie mogąc unieść kącików ust wyszeptała słowa podziękowania.
- Dobra, nie będę owijał w bawełnę- rzucił  wreszcie po długiej ciszy.- Wole to mieć za sobą. Proszę nie przerywaj mi, dobrze?
- Zamieniam się w słuch.- mruknęła, kiedy chłopak nabierał powietrza.
- Zacznę od tego, że wiem, że cię skrzywdziłem i nie tylko ciebie. Daliście mi szansę, a ja ją zaprzepaściłem... ja...ja nie chciałem nikogo skrzywdzić, naprawdę...wiesz jaki jestem...wiem, że jestem nie myślącym o konsekwencjach draniem...kurczę, drugi raz ci się tłumaczę! Już raz mi wybaczyliście i boje się, że już tak nie będzie. A ja nie chce stracić ani twojej przyjaźni, ani Harriet, ani Arthura!- wyrzucił to z siebie, na tyle szybko, że Angelica ledwo go zrozumiała. Nie patrzył na dziewczynę, dopiero teraz, jak skończył, spojrzał na nią.
- A tak dokładnie co chciałeś mi powiedzieć?- zapytała po chwili, obserwując parę unosząca się nad jej herbatą.
- Że... ja przepraszam, tak bardzo, bardzo przepraszam.- rzekł powoli, obserwując jej profil.- Nie wiesz nawet jak mi przykro.
- Czy ty właśnie przyznajesz się do błędu?- spytała pół żartem, pół serio.
- Widzisz?- odparł, uśmiechając się. - Już drugi raz mi się to przydarza! Źle na mnie działacie!
Parsknęła śmiechem, skubiąc ucho kubka.
- Więc jak? - zapytał cicho.
- Chyba za szybko mu wybaczam- pomyślała i spojrzała na jego twarz.
Wyglądał inaczej już ostanim razem, kiedy mu się przyglądała. Włosy nieco mu urosły i zasłaniały czoło. Zastanowiła się czy specjalnie je rozczochrał czy to przez wiatr. Były trochę mokre od stopionego śniegu. Policzki miał lekko zaczerwienione. Chyba trochę wychudł, bo kości policzkowe miał bardziej widoczne. Ładnie wykrojone usta ułożone były w lekkim uśmiechu. Spojrzała głęboko w jego oczy, nie było w nich kłamstwa. Jako, że rzadko to robiła, dopiero teraz dostrzegła, że nie są idealnie brązowe, ale mają żółte plamki, jednak mało widoczne.
- A niech ci będzie- powiedziała wreszcie. - Ale jeśli jeszcze raz zawiedziesz, to trzymaj się ode mnie z daleka.
Chłopak posłał jej jej jeden ze swoich uśmiechów. Opowiedziała tym samym.
- Nie poszłaś nigdzie na Sylwestra?- zdziwił się.
- Nie miałam ochoty. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. - A ty?
- Ja też.
Rozmawiali jeszcze bardzo długo. Mieli w końcu spore zaległości.
-Zawsze lepsze to niż samotność- myślała dziewczyna. Trochę ją bolało, że tak szybko mu wybaczyła, ale miała zbyt miękkie serce.
- Słuchaj- zagadnął chłopak.- A co z Johnnym?
Zaskoczył ją tym.
- A co ma być? - zdziwiła się.
- No...- chrząknął i spuścił wzrok na resztkę swojej herbaty. - No... ty...i on....to coś poważnego?
- To przyjaciel- odpowiedziała, rozbawiło ją zmieszanie chłopaka.- I jeśli o to ci chodzi, to nic "poważnego". Choć jakby nie patrzeć przyjaźń to poważna sprawa.- Postanowiła nie zostawić mu żadnych wątpliwości.-A co?
- Nic... Która to już godzina? - zmienił temat.
Angelica spojrzała na zegarek i aż zachłysnęła się powietrzem.
- Właśnie minęła północy- rzekła, chłopak uniósł wysoko brwi. - Chodź popatrzeć na fajerwerki. 
Poprowadziła go do drzwi balkonowych, gasząc wszelkie światła i rozsuwając zasłony. Usiedli na ziemi i oglądali.
- Te w dali są świetne- mruknęła Angelica.
- Oj tak- potwierdził chłopak, a ona od razu na niego zerknęła.
Patrzył w przeciwną stronę niż ona. Podciągnęła nogi i objęła je rękami. Oparła głowę o zimną, zamarzniętą szybę.
- O co chodziło  z Johnnym? -spytała po chwili.
- No bo tak wszędzie chodzicie razem, to pomyślałem, że ...
- To  przyjaciel- powtórzyła.
- To dobrze...- stwierdził, ale od razu sprostował.- To dobrze mieć dużo przyjaciół.
- Masz rację- przyznała.

- Halo?- odezwała się osoba w słuchawce.
- Cześć mamo.- powiedziała Angelica, słysząc jakieś rozmowy, które nagle ucichły, pewnie mama poszła do pustego pokoju.
- Cześć, kochanie.- odpowiedziała kobieta.
- Jak tam zabawa?
- Bardzo dobrze. Coś się stało?- zaniepokoiła się mama.
- Nic poważnego.-  Angelica szybko ją uspokoiła. -Po prostu przyszedł do mnie kolega, a jest już późno i jego rodziców nie ma w domu. Może zostać u nas na noc?
Mama chwilę milczała.
- Jasnee... Niech śpi w pokoju gościnnym.
- Dobrze. Pa.
- Dobranoc, kochanie.
Angelica rozłączyła się i odłożyła telefon. W czasie kiedy ona  dzwoniła do mamy, Matt dzwonił do swojej. Dziewczyna spojrzała w jego stronę. Kiwał głową, ale nadal rozmawiał. Uchwyciwszy jej spojrzenie, uniósł kciuk do góry.
Angelica poszła do pokoju rodziców. Uklękła przy komodzie i rozsunęła najniższą szufladę. Były w niej ubrania rodziców z których wyrośli, albo nie chodzili.
Pogrzebała w niej chwilę i wyciągnęła białą koszulkę ojca i spodnie od jego starej piżamy, które powinny być dobre na kolegę.
Wróciła do salonu i podniosła ubrania do góry.
- Powinny być na ciebie dobre. Mogą być? - z tym pytaniem rzuciła mu ubranie, a on je złapał.
- Jasne. Dzięki.- powiedział po chwili.
- Dobra- zaczęła.- ty śpisz na łóżku w pokoju....
- Nie ma mowy.- przerwał jej. - Ja śpię na kanapie, a ty na łóżku.
Angelica uniosła lekko brwi i już miała powiedzieć coś w rodzaju "Ale z ciebie dżentelmen" , ale się powstrzymała.
- To zacznę inaczej.- powiedziała w końcu.- Ja śpie na łóżku w swoim pokoju, a ty w pokoju gościnnym, TEŻ na łóżku. Odkąd moja siostra wyjechała na studia do Londynu, mamy jeden wolny pokój dla gości.
Matt chyba odzyskał dawna pewność siebie, bo wzruszył tylko ramionami.
- Niech będzie.
Angelica poprowadziła go na górę, dała ręcznik i objaśniła, gdzie może się umyć. Zostawiła go w łazience, a sama poszła do pokoju naprzeciwko swojego, by zaścielić tam łóżko dla gościa. Potem zeszła na dół, pogasiła wszystkie światła i zamknęła drzwi na klucz.
Wróciła na górę, kiedy Matt wychodził z łazienki. Koszulka, która mu dała była trochę za duża,ale spodnie raczej pasowały.
Pokazała mu gdzie ma spać.
- Dzięki.- powtórzył po raz tysięczny tego dnia.- Dobranoc. - powiedział, kiedy wychodziła.
- Dobranoc- rzuciła przez ramie. Wychodząc, zamknęła za sobą drzwi.
Poszła się umyć, a kiedy wróciła do swojego małego królestwa położyła się na łóżku i od razu zasnęła.
Obudziła się nagle. Otworzyła oczy i spojrzała na okno. Słońce jeszcze dobrze nie wstało.
Opadła na poduszkę, ale mimo wiercenia się i przewracania, nie mogła zasnąć ponownie.
Zrezygnowana i zmęczona ubrała się, co chwile ziewając. Zeszła po cichu na dół. Nie mając nic innego do roboty, zebrała brudne naczynia i pozmywała je. Posprzątała jeszcze w salonie i w kuchni.
Z kubkiem kawy usiadła przy kuchennym stole, a poranne światło, podające przez zaśnieżone okno, oświetlało jej twarz.
Wyciągnęła  szkicownik i zaczęła rysować.
- Niezłe- odezwał się Matt, zaglądając jej przez ramie.
Dziewczyna podskoczyła i szybkim, wyćwiczonym ruchem zamknęła zeszyt. Odwróciła się do niego. Był już ubrany.
- Nie słyszałam cię! - poskarżyła.
Matt nie odpowiedział, obszedł stół i usiadł naprzeciwko niej. Zajrzał do salonu i rzucił wzrokiem po kuchni.
- Musiałaś wcześnie wstać. - mruknął.
- Tak - odpowiedziała krótko.
- Kiedy twoi rodzice wracają?- zapytał po chwili.
- Pewnie w południe, mieli zostać u cioci, a siostry pewnie wcześniej.- odarła, po czym zapytała, wstając: - Chcesz śniadanie?
On uczynił to samo.- Pomogę ci.
Przygotowali sobie syte śniadanie i po kubku gorącej czekolady dla każdego.
Angelica zwróciła uwagę na włosy chłopaka, jeszcze bardziej rozczochrane( o ile to możliwe) niż wczoraj. Matt zauważył to i przyjechał palcami po włosach, które zaraz wróciły na swoje miejsce.
- Będę musiał je podciąć- mruknął pod nosem, jakby do siebie.- W ogóle się nie układają.
Dziewczyna miała ochotę się roześmiać z tej uwagi, opanowała się jednak .
- Nawet ci takie pasują. - stwierdziła przyjacielskim tonem i odwzajemniła jego uśmiech, który przed chwilą pojawił się na jego wargach.
Razem posprzątali po śniadaniu.
- Do zobaczenia w szkole- powiedział Matt, wychodząc.
- Do zobaczenia.- odparła dziewczyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz