Witajcie, czytelnicy!
Postanowiłam przerwać na chwilę bloga( mam nadzieję, że się nie obrazicie) i opublikować jednak moją miniaturkę, bo muszę się nią pochwalić.
Jest przeznaczona dla miłośników Harry' ego Pottera, szczególnie fanów Dramione. Jako, że sama nie przepadam za tą parą, dziwie się, że coś takiego napisałam. Ale starałam się!
Przypominam, że jest to moja pierwsza miniaturka w życiu. Pisałam ją przez dwa dni, w zeszycie A4 i zajęła 10 i pół strony, dlatego zastała podzielona na części.
Chętnie przeczytam wasze opinie na ten temat.
Ostrzegam, oprócz Dramione, pojawia się też para Blaise/Ginny. A i niektóre postacie mogą być dość ostro opisane( wcale tak o nich nie myślę!).
Teraz opiszę trochę niejasnych spraw, żebyście się nie dziwili:
- Wszyscy( Harry, Ron, Hermiona, Draco, Blaise i inni) wrócili po wygranej wojnie na ostatni rok do Hogwartu.
- Severus Snape żyje i uczy obrony przed czarną magią, a Horacy Slughorn eliksirów.
- Hermiona jest prefektem naczelnym Hogwartu i ma własne dormitorium nie w Wierzy Gryffindoru, ale niedaleko niej.
To chyba tyle. Tradycyjnie Draco Malfoy to Smok, a jego najlepszy przyjaciel Blaise Zabini to Diabeł.
Następną część opublikuję za trzy dni, o 19. 00. : )
Miłego czytania,
Venia.
Polecam wam również świetny, niesamowity blog Dwa Światy: http://dramione-dwa-swiaty.blogspot.com/
I tej samej autorki: http://dramione-gdy-jestesmy-sami.blogspot.com/, o którym dowiedziałam się wczoraj i już go kocham!
Smok patrzył nieobecnym wzrokiem w stronę stołu Gryffindoru, umieszczonego po drugiej stronie Wielkiej Sali. Przebiegł po twarzach Gryffonów( których szczerze nienawidził), siedzących naprzeciwko niego i wreszcie odnalazł pewną śliczną brunetkę z sięgającymi ramion lokami. Zawsze siadała w tym samym miejscu, a on choć nieświadomie cieszył się, że może ja sobie obserwować.
Wiedział już jakie najczęściej jada śniadanie, jaką pije kawę, jakie lody to jej ulubione. Przyłapywał ją na bawieniu się lokami, kiedy była znudzona, marszczeniu brwi, kiedy myślała, śmianiu się z żartów i docinek młodej Weasley, oblizywaniu łyżki z czekoladą na kromki. Wszystko to nieświadomie zapisywał w pamięci, tak samo jak nieświadomie na nią patrzył. Zaciskał mocno zęby i warczał, kiedy Ronald Weasley przytulał ją i całował.
Ale nigdy i przed nikim (prędzej Snape umyłby włosy) nie przyznałby się do swojego zachowania. Był przecież Malfoy' em: najprzystojniejszym, najbardziej rozchwytywanym chłopakiem w całej szkole. Z nikim nie wiązał się na stałe, by nie popełnić wielkiego błędu. Miał już milion dziewczyn i zmieniał je, jak ubranie, czyli codziennie. Czekał na tą jedyną, wyjątkową, jednak żadnej w Hogwarcie (!) nie mógł znaleźć.
Blaise Zabini znowu przyłapał swojego najlepszego przyjaciela na nieprzytomnym gapieniu się na pewną Gryffonkę. Uśmiechnął się pod nosem, co siedzące obok dziewczyny przyjęły z głośnym westchnieniem pożądania, jednak zignorował je.
- Życzę smacznego.- mruknął z politowaniem do Smoka. - Smażony metal...Hmm...Pycha...
- Co? O co ci znowu chodzi?- zdziwił się Draco i spojrzał na swój widelec, który utknął w połowie drogi do jego ust.
Smażony bekon, który był nabity na ten właśnie widelec, leżał teraz na stole zaraz obok talerza.
- Mogę wiedzieć co spowodowało, że się zagapiłeś? - zapytał niewinnie Diabeł.
- Snape!- odpowiedział prawie od razu. Jaka szkoda, że prawie robi taka wielka różnicę. - Ma dzisiaj jakąś dziwną minę.
Zabini rzucił nauczycielowi, którego twarz wykrzywiał wstrętny grymas gniewu, przelotne spojrzenie.
- Identyczną jak zawsze.- poirytował się. - A może to była jakaś dziewczyna...może brunetka, co? - na powrót przybrał niewinny ton.
- Taa, ta Krukonka jest naprawdę ładna.- odparł Draco z ociąganiem.
- Oczywiście.- zgodził się z nim Blaise. - To co z tym twoim planem?- zmienił temat.
- Zemstą na Weasley' u? - upewnił się Draco, po czym kiwną głową.- Nadal musisz mi pomóc.
- Jasne. Beze mnie sobie rady nie dajesz.- zażartował Diabeł.
- A ty beze mnie. - odciął się Draco.
***
Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, kiedy Draco i Weasley zaczęli się kłócić na wspólnym treningu drużyn Gryffindoru i Slytherinu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że rudzielec, w przypływie odwagi, uderzył go pięścią w twarz. Smok nie zdążył mu oddać, bo nagle, nie wiadomo skąd zjawił się Snape i wlepił Weasley' owi szlaban, odejmując przy tym punktu jego domowi. Ale Malfoy, był mściwy, a nie zdążył jeszcze zemścić się za poniżenie go. Uknuł wręcz idealny plan zemsty. Kiedy się uda, będzie miał za sobą podwójne zwycięstwo.
***
Hermiona stała właśnie przed salą obrony, wraz ze swoim chłopakiem, Ronem, Harrym i jego dziewczyną, a jej przyjaciółką, Ginny, która właśnie ich żegnała, bo miała zielarstwo.
Ron i Harry rozmawiali o Quidditchu i pochłonięci rozmową, całkiem o niej zapomnieli.
Kiedy wreszcie profesor Snape wpuścił klasę do środka, musieli przerwać rozmowę.
Ławki w klasie zastały przesunięte pod ściany, a na środku sali utworzyła się duża, wolna przestrzeń.
- Mimo, że macie porządne opóźnienia,- zaczął nauczyciel tym zimnym, gardzącym tonem co zawsze. - dyrektor kazał mi poświęcić przynajmniej jedną lekcję, na podstawowe zaklęcia, które jak powiedział, przydadzą wam się na Owutemach, jak i w dorosłym życiu poza szkołą i nauczycielami, którzy będą chronić was przed każdym niebezpieczeństwem...
- To o nauczycielach, chyba dodał od siebie.- pomyślała Hermiona, ale zachowała neutralną twarz.
- Dobierzecie się w pary i będziecie ćwiczyć na zmianę zaklęcia oszałamiające i tarczy. Niewerbalnie, Potter! - dodał z kpiącym uśmiechem.
To, że mieli ćwiczyć na sobie oznaczało, że Snape, jest dzisiaj w wyjątkowo podłym nastroju. Harry i Ron mieli ćwiczyć razem, więc Hermiona proponowała towarzystwo Neville' owi, kiedy profesor podszedł do niej.
- Nie, Granger- zaprzeczył opryskliwym tonem.- Longbotton to dla ciebie za łatwy cel. Zabini! Chodź tutaj! Będziesz ćwiczyć razem z Granger.
Hermiona dostrzegła współczujące spojrzenia przyjaciół. Zawiedziona, jednak hardo trzymająca głowę uniesioną, podeszła do wysokiego, brązowowłosego Ślizgona z ciemną karnacją. Nie zamierzała się dać pokonać.
- Witaj, Granger. - przywitał się wychowanek domu węża.
Zaskoczył ją życzliwy ton i miły uśmiech chłopaka. Nie odpowiedziała. On zaczynał: rzucił zaklęcie, ona z łatwością je odbiła. Potem odwrotnie. Nie zdążyli się nawet zmęczyć, kiedy Snape kazał im pójść pod ścianę i nie zajmować dalej miejsca na środku sali.
Miona oparła się o ścianę i obserwowała innych, w duchu ich poprawiając i dziwiąc się, że niektórzy mają problemy z tak łatwymi zaklęciami, nawet po wojnie.
- Jestem Blaise.- powiedział w końcu Ślizgon, wyciągając rękę.
Oniemiała Hermiona spojrzała niepewnie na niego.
- Hermiona.- wyjąkała i lekko ścisnęła jego dłoń.
- Znajomi mówią na mnie Diabeł, choć nie mam pojęcia dlaczego. - dodał, puszczając do niej oczko.
Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Przyjaciele nazywają mnie Mioną. - zdecydowała się wyznać. Ten chłopak budził u niej dziwne zaufanie.
- Dobrze, Mionko- powiedział od razu. - zapoznam cię z moim przyjacielem.
Złapał ja za nadgarstek i pociągnął za sobą na drugi koniec sali. Nie stawiała nawet oporu, nadal zdziwiona tym, że tak szybko nazwał się jej przyjacielem.
- Tak więc- powiedział, kiedy się zatrzymał, a ona omal nie wpadła na jego plecy.- Przedstawiam ci jedynego w swoim rodzaju, Smoka!
Niemal ją podniósł i postawił między sobą, a drugim chłopakiem. Jako, że ten był dużo wyższy, musiała podnieść wzrok. Powiodła oczami po atletycznie zbudowanym ciele, szerokich, umięśnionych barkach, bladej skórze, dobrze wykrojonych ustach, idealnym nosie, szlachetnych kościach policzkowych, niezwykłych niebieskich oczach i platynowych włosach.
Dopiero później rozpoznała twarz i zachłysnęła się powietrzem. Wyrzuciła wszystkie pochwały na jego temat. Jak ona mogła wychwalać wiecznie kpiącego, wkurzającego, aroganckiego, głupiego Malfoy' a, największą plagę świata?
- Smoku, to jest Hermiona "Miona" Granger. - przedstawił ją niepotrzebnie Zabini.
- Kpisz sobie ze mnie? - spytał Malfoy, posyłając mu dziwne spojrzenie. - Wiem kim jest Granger.
- Ile razy mam ci powtarzać? W takich właśnie sytuacjach podaje się rękę nowo poznanej osobie. Kultury trochę!- pouczył go Blaise przemądrzałym tonem.
Smok wzniósł oczy ku niebu i teatralnie westchnął. Nawet Hermiona, której oczy ciskały piorunami, na chwilę zapomniała o gniewie i uniosła lekko kąciki ust. Ale zaskoczyło ją to, że Draco jednak wyciągnął rękę, nawet bez kpiącego uśmiechu!
- Żartujesz sobie ze mnie, Malfoy?- zapytała.- Nie musisz się ze mną zapoznawać. Ja cię znam. Aż za dobrze.- powiedziała dumnie się prostując.
- Z kim ja żyję? - spytał Blaise i szturchnął Hermionę w bok.- Ciebie tez mam pouczać?
Hermiona prychnęła, ale jeszcze się wahała.
- Nie wiem po co te ceregiele.- mruknęła, ściskając dłoń Malfoy 'a.
Poczuła, że od dotyku zimnej skóry chłopaka, po jej ciele rozchodzą się gorące fale. Posłał jej jeden ze swoich uśmiechów. A co tam! Są już dorośli! Również lekko się uśmiechnęła.
W klasie nagle coś wybuchło. Pojawił się czarny, gryzący dym, który nie chciał opaść. Uczniowie zaczęli kaszleć. Dym od razu podrażnił Hermionie oczy i niesamowicie szybko dostał się do jej płuc. Nic nie widziała, i ledwo oddychała, z każdym słabym oddechem wciągając coraz więcej dymu. Nie wiedziała ile już tam jest, ale podejrzewała, ze zaraz się udusi. Postąpiła kilka kroków do przodu, machając na oślep rękami.
Nagle ktoś złapał ją za rękę i pociągnął, nie mając innego wyjścia, zdezorientowana przez łzy i kaszel, poddała się temu komuś. Po chwili stała już na korytarzu, ocierając łzy i starając się pozbyć dymu z płuc. Paliło ją w gardle i piersi żywym ogniem.
- Dzięki, Smoku- odezwał się zachrypniętym głosem Blaise, pocierając zaczerwienione oczy wierzchem dłoni.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że stoi obok dwóch Ślizgonów i najprawdopodobniej Smok wyciągnął ja z klasy. Tak nadal trzymał jej nadgarstek.
- Przecież sam byś sobie nie poradził- Draco uśmiechnął się wyzywająco do Diabła.
- Ja? Chyba żartujesz!- Zabini odwrócił się do nich plecami i założył ręce, wyglądając przy tym jak wyrośnięte(raczej przerośnięte... zresztą Blaise nie widzi różnicy) dziecko, które obraziło się na rodziców, bo nie kupili mu zabawki.
Hermiona parsknęła cichym, gardłowym śmiechem. Smok zerknął na nią.
- Często tak robi.- wyznał szeptem.- Czasem jeszcze tupie nogą.
- Słyszałem to.- mruknął Diabeł, znowu się odwracając, tym razem do nich.
- Tak?- zdziwił się Draco. - To co powiedziałem?
Już miał odpowiedzieć, kiedy Snape wrzasnął na cały głos łamiącym się tonem. Wyglądało na to, że wszyscy wyszli już z klasy, chociaż ciężko było kogokolwiek rozpoznać, po czarnych jak smoła włosach, twarzach i ubraniach.
- Weasley, ty niezdarny idioto! - Snape łypał na Rona wściekłym wzrokiem, a jego twarz jeszcze nigdy nie była tak przerażająca. - Coś ty zrobił?! Nie dość ci szlabanów?! Przedłużam ci go o dwa miesiące! Codziennie! Pięćdziesiąt punktów odejmuję Gryffindorowi!
Wściekał się jeszcze długo, krzycząc bez ładu i składu.Wszyscy patrzyli się na niego z mieszaniną strachu i lekkiego rozbawienia
- Przydałby mu się rumianek, na ukojenie nerwów. - mruknął Zabini.
Hermiona obserwowała Rona. Spuścił głowę i posłał jej wściekłe spojrzenie spode łba. Oniemiała Miona dopiero po chwili zrozumiała, że Malfoy wciąż ją trzyma. Lekko wyzwoliła się z delikatnego uścisku i podziękowała za pomoc.
Poczuła na sobie spojrzenia dwóch Ślizgonów, kiedy odchodziła. Myślała, że... Nie wiedziała. Była pewna, że to jakaś gra, ale miły( nawet grający miłego) Malfoy był uroczy.
***
Hermiona pozbyła się ciemnego dymy z ubrań i ciała, chociaż końcówki jej włosów nie chciały się doczyścić. Miała nadzieję, że szybko się tego pozbędzie. Już nie bolały ją płuca przy każdym oddechu, ani gardło. Został jej jeszcze nieprzyjemny smak dymu w ustach. Bolała ją za to głowa. Nie od wybuchu w klasie, o nie. Ron suszył jej głowę od samego rana, chodząc za nią i wrzeszcząc, że to jej wina, co się stało na obronie, zakazał jej zbliżania się do Malfoy 'a i nawet mowa, że Draco nie zbliży się do mugolaczki, nic nie dała. W końcu Miona dała za wygraną przestała mu przerywać, mając nadzieję, że szybko się wygada. Jednak on nie przestawał. Kiedy nadarzyła się okazją by mu uciec, Hermiona nie czekała.
Wymknęła się i poszła do biblioteki, gdzie Ron rzadko kiedy przebywał. Nie miała zamiary tam siedzieć, przecież mógł się domyślić, że poszła do swojego ulubionego miejsca. Chciała wypożyczyć książkę i przemknąć niepostrzeżenie do swojego własnego dormitorium.
Wybrała wystarczająco gruby i o trudnym tytule tom oprawiony w skórę. Od razu zaczęła ją czytać, przyklejona nosem do książki zapomniała patrzeć pod nogi. Nagle potknęła się o stolik, wypuściła książkę i sweter, który trzymała w dłoni. Jednak przed upadkiem uratowały ją jakieś silne ramiona, które złapały ją w talii i przytrzymały. Pewna, że to jakiś Gryffon( zapewne Ron, bo chyba tylko on mógł ją trzymać tak delikatnie, a jednak zdecydowanie), kiedy już odzyskała równowagę, odwróciła się, by podziękować swojemu chłopakowi. Zrobiło jej się gorąco. Zobaczyła... Malfoy 'a. Ze zdziwienia odebrało jej głos. On nadal obejmował ją w talii. Była zdecydowanie zbyt blisko niego.
- Uważa, Granger.- usłyszała.
- Dzięki.- powiedziała, rumienią się. Przeszło jej przez głowę, jak zareagowałby Ron, gdyby ją teraz zobaczył.
- Dobrze, mieć refleks najlepszego szukającego szkoły, nie sądzisz?
Z trudem powstrzymała cięta ripostę, którą miała na końcu języka, bo to mogło by doprowadzić do dłuższej wymiany zdań. A ona chciała w tej chwili zniknąć, rozpłynąć się, lub zapaść pod ziemie. Najlepiej wszystko naraz.
- Jeszcze raz dzięki.- powiedziała, najspokojniej jak umiała.
- Ależ nie ma za co. - rzekł i wreszcie łaskawie ja wypuścił.
Dziewczyna prawie biegnąc wyszła z biblioteki, naprężona jak sprężyna, zostawiając książkę i sweter.
Chłopak podniósł go, wiedząc, że będzie musiał je oddać, ale jeszcze nie teraz. Rozkoszna woń jej włosów nadal wypełniał jego nozdrzach.
***
Kiedy Hermiona dobiegła do wierzy Gryffindoru, zdała sobie sprawę, że zostawiła w bibliotece książkę i sweter. Trudno, jutro po nią przyjdzie. Zresztą tam może być Malfoy...
Podała hasło Grubej Damie i weszła do salonu. Postanowiła zobaczyć, czy Ron już się uspokoił. Ale jak się okazało poszedł gdzieś z Harrym. usiadła za to z Ginny przy kominku.
- Gdzie byłaś? - zapytała Ginny, pochylając się nad pergaminem z jej wypracowaniem.
- W bibliotece. - odparła zgodnie z prawdą.
- Co robiłaś?- spytała obojętnie, zajęta pisaniem.
- Wypożyczyłam książkę, ale jej zapomniałam.- wyjaśniła szybko, żeby przyjaciółka nie pytała o więcej.
Ginny posłała jej dziwne spojrzenie, ale zaraz zmieniła temat.
- Co z Ronem? - spytała z troską.
- Nie wiem. Nie rozumiem o co się wkurzył.
- Też pokłóciłam się dziś z Harrym.- wyznała Ruda, beznamiętnym tonem.
- Och Ginny, tak mi przykro. - Miona przytuliła przyjaciółkę, chcąc ją pocieszyć, choć sama nie czuła się lepiej. Ruda pociągnęła kilka razy nosem.
- Ha! Wiedziałam!- wykrzyknęła Ginny i opadła na oparcie fotela. - Ty i roztargnienie, też mi coś! Pachniesz drogimi męskimi perfumami! I przed chwilą powiedziałaś, ze jeszcze się z Ronem nie pogodziłaś! Z kim się obściskiwałaś?- przyjaciółka wprost świdrowała ją wzrokiem.
- Co?!- Hermiona oniemiała.- Nie...Nie pokłóciłaś się z Harrym?
- Nie- odparła od razu Ruda i wytrzymała wzburzone spojrzenie Miony.- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Z nikim.- odparła szybko.
- Kłamiesz!- zarzuciła jej, jadowitym tonem.
- Nie - oburzyła się Miona. - Potknęłam się, a on mnie złapał!... To wszystko przysięgam!... Zaraz mnie puścił!- zaczęła się gorączkowo i szybko tłumaczyć.
- Zaraz, zaraz...- przerwała jej Ruda.- Jaki on?- Hermiona nie odpowiedziała, tylko zrobiła się czerwona, jak włosy przyjaciółki. - Zabini?- zdziwiła się, przypominając sobie nazwisko Ślizgona z opowieści przyjaciółki.
Miona jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Pokręciła szybko głową i mruknęła: " Gorzej".
- Malfoy?!- szepnęła Ginny, zdruzgotana.- On...? On w ogóle cię dotknął?
- Tylko mnie złapał!- powtórzyła Hermiona, łamiącym się tonem.
- Podoba ci się?-brzmiało to bardziej jak stwierdzenie faktu, a nie pytanie.
- Nie!- zaprzeczyła szybko Miona.- To Malfoy!
Nagle dopadły ją wątpliwości. Czy podoba? Jasne, jak każdej! To najprzystojniejszy chłopak w szkole!...
Nie, ona tego nie pomyślała!
- To inaczej- przerwała jej rozmyślania Ginny.- Podoba ci się... jak mu tam... Smok?
Hermiona bezsilna, wzruszyła ramionami.
- Nie wiem...Może...Tak- gwałtownie potrząsnęła głową.-Nie! Jakkolwiek go nazwiesz to nadal Malfoy!
-Trudno. Już się przyznałaś.- Ginny odeszła od kominka, zostawiając przyjaciółkę.
Miona była zdruzgotana. Czy właśnie przyznała się przyjaciółce, że podoba jej się Draco Malfoy?
***
Pokój Życzeń zmienił się w jedno z dormitorium Slytherinu.
Dwa drewniane łóżka z baldachimami, dwie duże szafy, dwa drewniane biurka, jeden barek i kanapa, na której siedział wysoki, dobrze zbudowany, brązowowłosy Ślizgon. Jedną ręką obejmował śliczną rudą Gryffonkę, która podwinęła nogi na sofę i oparła głowę na ramieniu chłopaka.
- Mam dość- odezwała się Ginny.- Mam dość udawania szczęśliwej dziewczyny Pottera, nienawiści do Ślizgonów i tego, że Miona i Malfoy nie mogą zrozumieć, że są dla siebie stworzeni.
- Wiem, wiewiórko, ja też- powiedział Zabini, używając ulubionego przezwiska Rudej. - Nawet nie wiesz, jak te dziewczyny, z którymi każesz mi się umawiać, są głupie.
- Myślałam, że lubisz podrywać dziewczyny.- stwierdziła Ginny i spojrzała na niego.
- Bo lubię,- potwierdził Diabeł.- ale wystarczy mi taka jedna ruda wiewiórka.
Ginny uśmiechnęła się. Blaise pocałował ją w jej zadziorny, piegowaty nosek i uśmiechnął się. Potem całował ja jeszcze kilka razy w to samo miejsce, puki się nie roześmiała. Ginny połaskotała go, w odwecie, po umięśnionym torsie, odsłoniętym przez rozpiętą koszulę.
- Przynajmniej udało mi się zmusić Mionę, do przyznania się, że podoba jej się Malfoy.- powiedziała, dalej wodząc palcami po brzuchu Diabła.- Jeden zero dla nas.
- Brawo, moja mała aktoreczko.- ucieszył się Diabeł, czule na nią patrząc.
- Jak plan Malfoy 'a?- zmieniła temat.
- Albo naprawdę dobrze gra, albo postanowił zaprzyjaźnić się z Mionką. Na razie raczej to pierwsze...Nie bój się, nie pozwolę, żeby ją skrzywdził. On zresztą też tego nie chce. Ale wiesz jaki on jest, prędzej Snape ubierze się na różowo, niz on wyzna uczucie do naszej Mionki.
- Wiem- stwierdziła Ginny, całując chłopaka.
Stali przed wyjściem. Blaise obejmował dziewczynę w talii, Ginny tez go objęła i położyła głowe na jego piersi.
- Pamiętasz, jak poznaliśmy się na boisku na waszym treningu?- zapytał cicho Diabeł.
- Tak- Ginny uśmiechnęła się na to wspomnienie.- Wyzwałeś mnie na pojedynek, bo jak mi później wyjaśniłeś, spodobałam ci się.
- Wyzwałaś mnie na pojedynek, bo jak powiedziałaś, mam zbyt cięty język.- powiedział w tym samych czasie Blaise.
Dziewczyna zachichotała, a Zabini mocniej ją do siebie przytulił.
- I pojedynek zmienił się w randkę.-Diabeł kontynuował rozmarzonym tonem. Po chwili westchnął.- Nie chce nigdzie iść. Nie chcę cię wypuszczać. Chcę zostać z tobą. Nawet nie wiesz jak tęsknie.
- Ja bardziej- przekomarzała się, ale usłyszał w jej słowach smutek.
- Niemożliwe. Zresztą już niedługo. Do końca roku zostało...A ta nasza intryga Diabeł-Wiewióra na pewno się uda. Zakładam się o moją skrytkę w banku Gringotta. - szybko zmienił temat.
- Mam nadzieję.- dodała Ginny.
- No raczej- potwierdził Diabeł.- Nie chcę stracić całej skrytki.
- Nigdy nie opuszcza cię poczucie humoru.- stwierdziła Ruda.
- Nigdy...jak już zerwiesz z Potterem, musisz iść od razu do mnie. Mam już plany na wakacje.
- Musimy je pogodzić z moimi- mruknęła dziewczyna, uśmiechając się.
W tym roku nie wracała na długo do Nory. Trudno jej było rozstawać się z Diabłem, a widywali się prawie każdej nocy.
Nie była już tą grzeczna dziewczynką, słuchającą rodziców i braci, którą udawała przed wszystkimi. Najwyższy czas, żeby stała się niezależna. Nikt nie mógł jej dyktować, co ma robić! Nikt!
***
Następna lekcja, ostatnia dzisiaj. Hermiona była już zmęczona. Ale dobra wiadomość jest taka, że pogodziła się z Ronem.
Już marzyła o powrocie do swojego dormitorium prefekt naczelnej.
Profesor Slughorn jeszcze nie otworzył drzwi do sali. Do początku lekcji mieli jeszcze dziesięć minut.
Hermiona jak zwykle została wyrzucona z rozmowy. Ginny nie wtrącała się do niej, ale ją temat przynajmniej ciekawił, a Miona była doszczętnie znudzona.
Dziwiło ją, że kiedy tylko spotyka Diabła lub Smoka, oni zawsze ją zagadują. O dziwo nigdy nie było wtedy przy niej Rona. Nie miała pojęcia, o co im chodzi. Dobra, Blaise jeszcze mógł się z nią zaprzyjaźnić, to rozumiała. Ale czemu Malfoy? I jeszcze niepokoiło ją, że częściej widuje Smoka...
- Kogo my tu mamy? - zapytał dobrze jej znany gos, za jej plecami.
Wstrzymała oddech i powoli odwróciła się.
- Weasley, Potter.- wyliczał Diabeł.- Ruda wiewióra.- Ginny posłała mu nienawistne spojrzenie. - O! Przepraszam cię Mionko, ale Weasley i Potter przyćmili cie swoją głupotą. - wyszczerzył do niej zęby.
- Cześć, Diable.- przywitała się niepewnie Miona.
Od razu wyczuła nieprzyjazne spojrzenia na swoim karku.
- Weasley nie patrz się tak na Granger, jakbyś chciał ją przeklnąć, bo wyglądasz jak gnom, zaraz po wyrzuceniu za płot. - wtrącił Draco, ze zwykłą pewnością siebie.
Znowu był tym samym Malfoy 'em, tylko tym razem stanął jakby w obronie Hermiony.
Dziewczyna odwrócił się do Rona. Rzeczywiście rękę trzymał w kieszeni, jakby ściskał różdżkę. Zaraz jednak odwrócił się do Ślizgonów.
- Czego chcecie?- zapytała Ginny z groźnym błyskiem w oku.
- Niczego od takiej milutkiej i ślicznej wiewiórki, jak ty.- mruknął Diabeł, szczerząc do niej zęby i puszczając oczko.
Harry wściekły, położył Ginny na ramieniu rękę, ale ona wyglądała na równie oburzoną. Diabeł posłał Potterowi kpiące spojrzenie. Na szczęście Malfoy przerwał ich wymianę zdań, wyciągając w torby książkę i podając ją Hermionie.
- Nie wiem jak możesz coś takiego czytać, Granger.
Hermiona spojrzała na okładkę. Była to książka, którą zostawiła w bibliotece.
- Całkiem o niej zapomniałam. Dzięki.
- Podziękujesz mi na korepetycjach. - odparł Draco, beztroskim tonem.
- Co?! - krzyknął Ron.
- Jakich korepetycjach?- wyjąkała Miona.
- Profesor McGderliwa nic ci nie powiedziała?- zdziwił się Diabeł.
- O czym?
- Ze względu na nasze fatalne oceny z transmutacji, Snape kazał nam zgłosić się do McWściekłej z prośbą o korepetycje i ona powiedziała, że załatwi je z tobą, bo masz najlepsze oceny.
- Och... Aha...
- Do zobaczenia w bibliotece po kolacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz