piątek, 13 września 2013

ROZDZIAŁ XXIX

Witajcie!
   Dopiero teraz zauważyłam, że w poprzednim poście napisałam, iż ten rozdział pojawi się w niedzielę...zapomniałam dodać "nie w tą, tylko w następną". Przepraszam za moją nieuwagę. Ale skoro mam dość dużo wolnego czasu, postanowiłam opublikować go wcześniej.
Pozdrawiam
Venia.


- C-co? - zapytała Angelica, po długiej chwili oszołomienia. - Czekaj nie rozumiem...że jak?!
   Chłopak posłał jej udręczone spojrzenie. Zdziwiło ją to, jak tą wiadomość odebrała. Była wstrząśnięta, przecież Harriet sama się przyznała, że nienawidzi Matt' a, i zła na przyjaciółkę, chociaż nie wiedziała czemu dokładnie.
 - Ale powiedziałeś, że pogodziliście się...Zgodziłeś się?!- krzyknęła, kiedy kiwnął lekko głową zawstydzony, poczuła ukłucie w sercu.- Ale przecież ona cię nawet nie lubi!
- Dzięki.- mruknął Matt.
- Wybacz, ale taka prawda! - odparła dziewczyna. - Czemu się zgodziłeś? Po co?
   Chłopak poczerwieniał na twarzy.
- A co nie mogę?!- zapytał zdenerwowany.
- Możesz, ale mógłbyś mi to wytłumaczysz?
- Harriet jest ładna....- dziewczyna poczuła, że ją okłamie.
- Dobra, skończ już. Nie wiem czemu to zrobiłeś, ale wiem, że nie powiesz mi prawdy!
    Chłopak spróbował się uspokoić, popatrzył na Arthura, który zbladł jak papier. Potem spojrzał na Angelicę. Nie rozumiała, czemu Matt tak dziwnie na nią patrzy, jakby ze współczuciem...
- Nie patrz tak na mnie!- warknęła.- Nie ja mam problem.
- Nie mam żadnego problemu!- resztki samokontroli uleciały z chłopaka. - O co ci chodzi?! Zazdrosna jesteś?!
- Żartujesz?! Zazdrosna? O ciebie? Nie wygaduj głupstw!
- To o co ci chodzi?!
- Ja...o to...uch! Jesteś okropny! Sam nie odpowiadasz na moje pytania! Po co ja mam ci odpowiadać?!
- Przecież odpowiadam!
- Kłamstwem!
- A kto zabronił kłamać?
- A jednak kłamiesz!
- Powiedziałem tylko...
- Och Boże, przestańcie!- krzyknął Arthur. - Dostanę zaraz migreny! Kłócicie się, jak stare małżeństwo!
- Zamknij się.- warknął Matt.
- Matt chodzi z Harriet, jakiś problem?- zapytał Arthur Angelicę.
- Tak...- zaczęła.
- To twoja sprawa, więc zachowaj ją dla siebie.- przerwał jej chłopak, stanowczym tonem. - Gratuluję- mruknął do Matt'a.
    Odszedł, zostawiając chłopaka i dziewczynę. Zapadła niezręczna cisza. Stali obok siebie ze spuszczonymi  głowami.
- Między nami w porządku?- Matt odważył się odezwać.
    Za szybko przerwał ciszę, Angelica nie zdołała jeszcze wszystkiego przemyśleć. Wzruszyła ramionami niezdecydowana.
- Nie wiem. Możliwe.- odparła.
- Przepraszam, że tak wrzeszczałem. Zachowałem się, jak kretyn.- pozwolił sobie na lekki uśmiech.
- Bo nim jesteś...- powiedziała uśmiechając się do niego.- Mimo wszystko, ja też przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Naprawdę.
- Nic nie szkodzi. - chłopak uśmiechnął się szerzej. - I racja jestem kretynem.
- Ja zawsze mam rację.- Angelica parsknęła śmiechem i odeszła.
   Potem, kiedy wmieszała się w tłum, puściła się biegiem.

   Znalazła Harriet całkiem szybko. Zobaczyła, jak ta grzebie w torbie. Złapała ją za nadgarstek i niezbyt delikatnie zaciągnęła do łazienki. Sprawdziła, czy jest pusta i łypnęła spode łba na uśmiechniętą dziewczynę.
- Co cię tak cieszy? -warknęła.
- Twoja reakcja. - odparła.
- Na co?
- Na wiadomość, że chodzę z Matt' em.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.- Angelica była zdezorientowana.
- Zakładałam dwie opcję: albo przyjmiesz to do wiadomości, albo będziesz na mnie wściekła i to wszystko mi powie.
- Nic ci nie powie. 
- Ach tak? - zdziwiła się Harriet. - Oprócz tego, że jesteś zazdrosna, to w sumie prawda.
- Nie jestem zazdrosna!- oburzyła się Angelica.
- Oczywiście.- rzuciła z kpiącym tonem.
- Ja po prostu jestem wściekła, bo ty go okłamujesz!
- Owszem. Okłamuję.- przyznała Harriet obojętnym tonem, przeglądając się w lustrze.- Jest nawet przystojny, ale mnie nie interesuję, bo mnie wkurza. I go nie lubię.
- To po co to zrobiłaś?!
- Nie mówiłam już? Chciałam udowodnić ci i przy okazji sobie, że on wcale nie jest ci obojętny.
- Nie jest, to mój przyjaciel!
- Proszę cię... chorobliwie ci się podoba, dlatego tak szybko mu przebaczasz. Zresztą, jakoś nie wierzę w przyjaźń między chłopakiem a dziewczyną. A tak w ogóle, on też cię bardzo lubi.
- Wcale nie!
- Nawet nie widziałaś, jak się zmartwił, kiedy spytałam go o chodzenie. ale przecież obiecał ci, że się pogodzimy, więc nie chcąc cię zawieść, zgodził się, ale niechętnie. Wisisz mi przysługę.
- Ach tak, dzięki za troskę. - rzekła z pogardą i wyszła z łazienki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz