Wymyśliłam nowy cykl miniaturek- każda kolejna, będzie opowiadać o czymś innym, będzie mieć temat przewodni( dzisiaj jest to "Samotność").. Dzięki nim będę mogła przedstawić Wam mój punk widzenia na pewne sprawy. Miałam na to niepojętą ochotę, jednak nie wiedziałam jak to zrobić, by nadal być oryginalną. Cóż problem się rozwiązał.
Zapraszam do czytania!
Venia
___________________________________________________________________________
Sylwia biegała po szkole, robiąc się coraz bardziej nerwowa. Szukała swoich przyjaciółek, Agaty i Gośki. Jej trzecia przyjaciółka, Ola, zachorowała i nie przyszła do szkoły, co nie poprawiło jej humoru.
Obeszła cały budynek dwa razy i nadal ich nie znalazła. Jakby tego było mało czuła się jak idiotka. Latała po szkole mijając te same osoby kilka razy. Nie wiedziała, czy to tylko jej wyobraźnia, ale czuła na sobie ich zaciekawione spojrzenia.
Mając już dość, doszła do wniosku, że poczeka na nie w klasie. W sali zebrały się dwie małe grupki- niestety, były to osoby, z którymi mało rozmawiała i teraz po prostu wstydziła się do nich zagadać.
Usiadła na swojej ławce, oparła się o ścianę. Przez chwile przeglądała zeszyt do fizyki, potem jakieś kartki leżące na jej ławce, ale nadal było jej głupio.
Dlatego podniosła głowę i zaczęła śledzić wzrokiem otoczenie.
Jej myśli zaczęły błądzić...
Zabrakło jej Oli. Każdego dnia spędzały wraz z Agatą i Gośką wiele godzin, dobrze się bawiąc, dyskutując, przekomarzając się i dokuczając sobie nawzajem. Nie wiedziała, że będzie się czuć tak źle, kiedy ich zabranie. Uważała se za osobę nieśmiałą i odpychająca ludzi.
Myślała, że samotność jej odpowiada.
Miała dwie siostry, które były tak rozgadane, że chwila ciszy była dla niej błogosławieństwem. Jednak musiała przyznać, że chociażby była noc, nadal wyczuwało się w powietrzu, jakby razem z nią mieszkało wiele osób.
Zresztą nie potrzebowała, by wszyscy wokoło ją wielbili. Wystarczała jej mała grupka. A teraz nie było nikogo i czuła się naprawdę s a m o t n a. Była nerwowa, niespokojna, czuła jakąś pustkę w środku. Po paru sekundach znienawidziła być sama. Miała ochotę zapaść się pod ziemie. Gdyby nie była taka nieśmiała, zapewne odważyłaby się porozmawiać z kolegami w klasie. Ale oni wyglądali na zajętych sobą i nieskorych do rozmowy z kimś poza ich grupy.
Minęło pięć minut....sześć...siedem...Gdzie one są?! Zbyt długo czekała!
Ogarnęła ja złość, dlaczego nie przychodzą? Szukają jej? Może mijała się z nimi? A może nawet nie pomyślały o niej?
Wstała i znowu ruszyła szukać przyjaciółek. Prawie na nie wpadła. Widząc znajome, przyjazne twarze odetchnęła z ulgą.
- Gdzie byłyście?- spytała, trochę zła. - Szukałam was wszędzie!
Samotność to okropna rzecz, pomyślała. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że potrzebujemy chociaż jednej osoby do towarzystwa. Puki nie zostaniemy sami, nie widzimy tej potrzeby, a gdy to się stanie, okazuje się, że jesteśmy bezbronni i nieprzygotowani. I to chyba jest najgorsze.
Przeraziło mnie to co napisałaś i też wciągneło , tak sobie pomyślałam jakby to się skończyło gdyby po odnalezieniu tych przyjaciółek okazało się że te przyjaciółki były fałszywe , wtedy nie miałaby nikogo , musiałaby zacząc od nowa, Dobra NIEWAŻNE
OdpowiedzUsuńhttp://youwinoryoudie66.blogspot.com/