sobota, 1 lutego 2014

ROZDZIAŁ XXXII

   Mimo, że droga do gabinetu dyrektora nie była długa, to Angelice dłużyła się jak nigdy. Szła z samego przodu, potem Matt, a pochód zamykali Arthur i Johnny. Jeszcze nigdy nie słyszałam żeby między nami zapadła tak ciężka cisza.
   Wszyscy uczniowie skończyli już lekcje, więc po drodze nie spotkali nikogo. Może to i lepiej. Cała ta sytuacja wyglądała dość podejrzanie, a dodatkowo miny Matt'a i Johnny'ego, którzy wyglądali jak skazańcy potęgowały to wrażenie. Współczuła im trochę , bo podobno dyrektor słynął z ostrego charakteru. Ale kiedy przypomniała sobie z jaką nienawiścią się do siebie odnosili, poczuła jak do jej żył napływa gniew.
   Co oni sobie myślą?Nie mogą zaczynać się bić!  A tak w ogóle o co się wcześniej pokłócili? Czemu nie chcieli jej tego powiedzieć? Nawet Arthur, który najwyraźniej znał znał każdy szczegół z ich tajemnicy.
   Po chwili zaczęła odczuwać poczucie winy. Jak mogła nie zauważyć, że zachowują się inaczej? Jak mogła nie dostrzec wzrastającej między nimi wrogości?
   Odsunęła od siebie te myśli, kiedy wreszcie stanęli przed drzwiami do gabinetu dyrektora. Zawahała się. Nie wiedziała czy ma wejść pierwsza czy przepuścić chłopców.
    Jej wątpliwości rozwiał Arthur. Wyminął ją,zapukał i nie czekając ani chwili dłużej wszedł do środka. Matt i Johnny poszli w ślady Arthura, a ona w końcu odważyłam się wejść do środka.
   Gabinet wyglądał normalnie- zwykły pokój zastawiony półkami, dokumentami, ale mimo to dawał wrażenie względnie czystego. Za biurkiem siedział dyrektor- i to on robił dużo większe wrażenie.
   Był wysokim mężczyzną, czego dowiedziałam się mijając go czasami na korytarzu. Nie był ani chudy , ani gruby, a ciemne włosy miał przystrzyżone na krótko. Kiedy weszliśmy, podniósł wzrok znad ekranu komputera i zjeżył groźnie czarne brwi. Kiedy to zrobił poczuła się nieswojo, jakbym to ona była winna. Starała się jednak zachować spokój, by nie wkopać się w jakieś kłopoty.
   - A więc to są ci awanturnicy?- zapytał dyrektor, głosem, w którym brzmiała dziwna nuta. Jeśli Angelica miała nadzieję że chłopcy jakoś unikną kary, to właśnie się z nią pożegnała. - Możesz mi powiedzieć co się stało?- zwrócił się do Angelici.
   Opowiedziała wszystko obojętnym tonem, który zdziwił nawet ją samą. Kiedy skończyła, jej wersje potwierdził Arthur i w pokoju zapadła cisza.
   - Nie spodziewałem się po was takiego zachowania.- mruknął w stronę chłopców. A potem spojrzał na Matt'a.- Nie. Po tobie się spodziewałem , Matt. Od początku roku sprawiasz same problemy, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę?
   Angelica cała się spięła. Same problemy? O czym on mówi? Spojrzała na Matt'a.
   Chłopak najwyraźniej wiedział o co mężczyźnie chodzi, bo pokiwał głową bez entuzjazmu.
   - Tyle się tego nazbierało, że nie mam wyjścia- westchnął dyrektor. - Mówiłem ci już o konsekwencjach. Zostajesz wyrzucony z drużyny piłkarskiej, a twoje zachowanie zostaje obniżone.
   Angelica wciągnęła głośno powietrze, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Matt był zbyt przybity, żeby cokolwiek odpowiedzieć, pokiwał tylko ze smutkiem głową, na znak że przyjął to do świadomości. Tylko Johnny wydawał się z tego powodu zadowolony. Widząc to dziewczyna poczuła gniew. Jak on może cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia?
   - Nie ciesz się tak, Johnny.- Najwyraźniej mężczyźnie nie umknęła reakcja chłopaka, bo przeniósł na niego groźne spojrzenie. - Mimo wszystko to ty spowodowałeś bójkę. Nie zagrasz w następnym meczu.
   Teraz to Matt wydawał się podniesiony na duchu, jakby jego kara zmniejszyła się. Niewiarygodne jak tych dwóch się nie lubiło.
    - Co takiego?- oburzył się Johnny.- Ale proszę pana! Czemu w tej szkole wszystko jest takie niesprawiedliwe?Wszystko musi być obrócone przeciwko nam! Jak coś zginie, to już zaczynają się groźby, że nie pojedziemy na wycieczkę! Jakby to była nasza wina! Wszystko to nasza wina! Od razu napiszmy artykuł o tym i wstawmy na stronę internetową szkoły! Proszę! Ja muszę zagrać! Jestem kapitanem!
    Angelica aż otworzyła usta ze zdumienia. Z przerażeniem patrzyła na wybuch chłopaka, nie wiedząc jak go przerwać.
    - Za chwilę już nim nie będziesz. - odparł dyrektor, z wściekła miną. Dopiero wtedy Johnny zdał sobie sprawę z tego co powiedział.
    - Przepraszam. Nie wiem co mnie naszło.- wymamrotał.
    Mężczyzna pokręcił z dezaprobata głową.
    - Możecie odejść.
   Nie trzeba im było dwa razy tego powtarzać. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, Johnny odwrócił się do nich plecami i odszedł bez słowa.
   - Co ty takiego zrobiłeś?- zapytałam w końcu Matt'a.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Hej!
    Jak obiecałam następny rozdział się pojawił choć jest krótki. Oficjalnie wznawiam pisanie. Rozdziały będę mogła dodawać w piątki, soboty lub w niedziele. 
    Jeszcze jeden krótki komunikat. Nie uprzedzałam Was wcześniej, ale postanowiłam, że blog będzie miał dużo mniej rozdziałów niż wcześniej planowałam. Możliwe że będzie ich mniej niż czterdzieści. Ale ten blog to tylko początek historii. Nie będę zdradzać szczegółów, ale planuję drugiego bloga, ciąg dalszy tej historii, kiedy nasi bohaterowie są już starsi...no, przekonacie się, kiedy przyjdzie na to pora. ^.^
/Pozdrawiam,
Venia

 http://media.tumblr.com/413fbc72559ca1e1a8a97c8f02131d26/tumblr_inline_mkymgxibve1qz4rgp.gif



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz