- Nie udawaj, że mnie nie znasz. - zirytowała się dziewczyna. - Przez całe sześć lat musiałam się z tobą dręczyć, więc nie udawaj!
- Ojojojoj.... Angelica się zdenerwowała? - zapytał. - Nie chciałem urazić Miss Denerwuję Się Na Widok Matt' a. - dodał uśmiechając się złośliwie.
- Ostrzegam cię, jeśli spróbujesz coś takiego powiedzieć przy innych to własnoręcznie cię uduszę. I nie żartuję. - dodała widząc powątpiewające spojrzenie. - Od dawna zastanawiam się nad tym.
- Dobrze, już dobrze nie denerwuj się tylko! Ale osobiście uważam, że odrobinkę nie panujesz nad swoją samokontrolą. Można to wywnioskować z tych rumieńców na twarzy.- Angelica poczuła, że się czerwieni. A jeśli ma rację? Nie na pewno nie.
- Mów o sobie, dobra? Sam nie jesteś dużo lepszy. - zdenerwowała się dziewczyna. - Wiesz od kogo się uczyłam? - kiedy pokiwał głową z udawanym zaciekawieniem, dokończyła: - Od ciebie.
Widząc, że teraz na jego twarzy pojawia się rumieniec, porwała torbę i wyszła z szatni.
Wracając do domu, nasunęła się jej dziwna myśl: A jeśli on ma rację? Naprawdę stała się przemądrzała?... Nie, wcale nie! On widział ją dzisiaj po dwumiesięcznych wakacjach. Skąd niby wiedział jaka jest? W dodatku nie rozmawiali ze sobą prawie w ogóle! To wszystko jest wyssane z palca! ... Po co ona się nim przejmuje? Teraz to wszystko zlewało jej się w głowie i nie pamiętała dokładnie co chłopak mówił...
* * *
Następnego dnia lekcje były bardzo ciężkie jak na pierwszy dzień nauki. Nauczyciele od razu powiadomili ich, że w gimnazjum jest dużo ciężej i że muszą się przyłożyć do nauki, mimo, że w pierwszej klasie, w większości materiał powtarza się z podstawówki. Bez ogródek wspominali o testach sprawdzających ich wiedzę, które robili na własną rękę( tak więc nie można było wiedzieć co dokładne trzeba powtórzyć). Byli bardzo surowi i przypominali o przestrzeganiu regulaminu na ich lekcjach. Do niektórych uczniów, najwyraźniej to nie docierało, bo na pierwszych lekcjach, otrzymali ujemne punkty.
Angelica siedziała wyprostowana w ławce, tuż obok Harriet. Lekcja historii była wyjątkowo nudna. Pan nauczyciel zrobił im kartkówkę z szóstej klasy, a teraz monotonnym głosem czytał wymagania.Wiele osób siedziało z przymkniętymi oczyma, prawie zasypiając (jeśli już nie spali), myśląc o niebieskich migdałach lub rozmawiając półgłosem. Angelica rozejrzała się po klasie, po chwili znalazła Arthura, siedzącego w ostatnim rzędzie. Był oparty łokciami o blat ławki i patrzył się tępo na tablicę. Najwyraźniej wyczuł, że jest obserwowany, bo otrząsnął się i wyszczerzył zęby do Angelici. Dziewczyna na przerwie podeszła do niego wraz z przyjaciółką.
- Hej - przywitał je. - Mi się tylko wydaje, czy ta lekcja była najnudniejsza ze wszystkich dzisiaj?
- Przesadzasz - zaprotestowała Harriet. - Wiadomo, że są nudne. A ty byś zachowywał się trochę bardziej jak żywy na lekcjach.
- Nic nie poradzę to mnie nudzi- usprawiedliwił się, ale szybko zmienił temat. - Kartkówka bez choćby jednej lekcji? Nawet nie chcę myśleć co to będzie za masakra!
- Na pewno napisałeś lepiej ode mnie- Harriet pokręciła ze smutkiem głową.
Chłopak prychnął po czym zaczął wymieniać ulubione filmy i książki. Ale Angelica go nie słuchała. Jej wzrok spoczął na chłopaku, rozmawiającym głośno z kolegami.Matt od wczorajszej rozmowy unikał jej, czasem odchodził jak najdalej od niej, a za nim "ukradkiem" duża grupa dziewcząt. Nie obchodziło ją to, można powiedzieć, że nawet pasowało. Nagle ich spojrzenia skrzyżowały się. Ale on szybko odwrócił wzrok....
- Jesteś jeszcze wśród żywych, czy mamy cię zawieść do szpitala?- spytał głośno Arthur, wymachując jej ręką przed oczami, na co Harriet zaśmiała się.
- Co?.... - zapytała nieprzytomnie. - A tak jasne.... Nie słuchałam cię. O czym mówiłeś?
- Pytałem jak się uczysz? Bo ja okropnie. - powtórzył.
- Eeeee..... Bardzo dobrze? - odpowiedziała pytaniem, po czym spojrzała pytająco na przyjaciółkę, która od razu przytaknęła.
- Wiesz nie chce cię obrazić, ale jak dostałeś się do tego gimnazjum skoro masz złe oceny? - zapytała niepewnie Harriet.
- Wiesz już myślałem, że nie zapytasz! - powiedział radośnie. - No więc.. Chyba miałem dużo szczęścia no teście kompetencji. I wtedy przyłożyłem się do nauki. Ale teraz to ja mam dość pusto w głowie. - dodał pykając się pięścią w głowę.
Godzinę przed drugim śniadaniem mieli lekcje biologii z , jak się przekonali na własnej skórze, bardzo surowym, starym nauczycielem. Sam jego wzrok, świadczył o tym, że gardzi uczniami, którzy łamali regulamin i nie stosowali się do niego. Wszedł do klasy i zaczął mówić rozkazami z bardzo surowym głosem.
- Siadajcie! Macie być cicho! Nie rozmawiać i nie porozumiewać się w żaden inny sposób! Czytajcie rozdział pierwszy i róbcie notatki, które mają się znaleść u mnie po lekcji.- rzekł spoglądając na wszystkich groźnymi sępimi oczyma, lecz nikt nie ważył się odezwać, więc usiadł za biurkiem i zaczął coś pisać w dzienniku.
Angelica zabrała się za zadanie. Po piętnastu minutach coś uderzyło ją w głowę. Cicho syknęła i odwróciła się w krześle, ale zobaczyła tylko zmiętą kartkę leżącą na podłodze. Udając, że szuka czegoś w plecaku, porwała kartkę, a kiedy się wyprostowała, szybko ją rozwinęła. Pochyłym, niedbałym pismem, jakby nadawcy bardzo się spieszyło, było na niej napisane kilka słów:
Byłaś wczoraj dla mnie niemiła. To prawda, ale może pomogłabyś mi w lekcjach?
Kiedy przeczytała jej brwi powędrowały wysoko w górę. Nadawca nie musiał się podpisywać. Wiedziała od kogo ten liścik. Ale czemu, akurat na tej lekcji, kiedy nie może mu nic odpowiedzieć. Zerknęła w stronę nauczyciela. Był pochłonięty pisaniem. Zdecydowała. Na drugiej stronie listu napisała jedno słowo " Nigdy". Odwróciła się i rzuciła w stronę Matt' a. Ale nim zdążyła cokolwiek innego zrobić, nauczyciel zawołał:
- Co to miało być Blanck? Co ja mówiłem o porozumiewaniu się? - akurat wtedy gdy się odwróciła, podniósł wzrok by spojrzeć na zegar wiszący w rogu sali, więc wszystko zobaczył.
- Że nie wolno się porozumiewać, proszę pa... - zaczęła niepewnie, spuszczając głowę, ale nie dokończyła, bo jej przerwano.
- No właśnie! - rzekł mężczyzna. - Myślisz, że możesz sobie tak obejść regulamin?
- Nie, ja wcale....
- A ty Smith? Dobrze widziałem dokąd ta kartka dotarła! - zwrócił się do Matt' a. - Oboje szlaban u mnie w czwartek.- kiedy otwierali już usta, by jednocześnie zaprotestować dodał: - Nie protestujcie!
Nagle wszystko ucichło. Poczerwieniała ze złości Angelina, po dzwonku, oddała w ręce mężczyzny i odeszła na bok, by poczekać na przyjaciół.
- Nie martw się - pocieszał ją Arthur, kiedy byli już na stołówce.- to stary zrzęda. Daje co prawda okropne szlabany, ale da się wytrzymać. Ma bzika na punkcie tego głupiego regulaminu.
- I ty to wszystko wiesz? -spytała z ironią Harriet.
- Już mówiłem, brat wszystko mi powiedział. - wytłumaczył się chłopak, bez cienia urazy w głosie. To było jego dobrą strona: nie obrażał się o byle co, mimo że kilka razy pokłócił się z Harriet, to tylko na żarty.
I teraz właśnie zaczęli się kłócić, kto napisał większe bzdury na kartkówce z historii.
Angelica nie uczestniczyła w wymianie zdań, więc rozpaczliwie szukała jakiegoś tematu by zająć kolegów. I nagle, bez zastanowienia powiedziała:
- Nie wierze jej.
Więc wreszcie dodałam rozdział drugi. Serdecznie zapraszam do przeczytania! Rozdział trzeci ukarze się w środę lub czwartek.
Pozdrawiam!
W. Lelito
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz