Hej!
Na wstępie: PRZEPRASZAM, że dodaję dopiero dzisiaj, a nie w poniedziałek, ale mam strasznie dużo nauki, więcej niż w całym roku szkolnym. Muszę się utrzymać i dlatego, rzadko kiedy mam czas żeby wejść na bloga.
Poza tym jestem strasznie dymna, że dodaję rozdział dwudziesty. Dziękuję, że dotrwaliście do niego i mam nadzieję, że się nie zawiedliście.
Strasznie Was jeszcze raz przepraszam, ale rozdział następy dodam w piątek. Wcześnie nie byłam pewna, ale teraz już wiem, że ten tydzień jest moim najgorszym w roku, mam strasznie dużo nauki i przez to się nie wysypiam, a to prowadzi do braku weny. :(
Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna!
Pozdrawiam!
Venia :*
- Szkoda czasu na pogaduszki.- rzekł Tarkein. - Musimy coś uzgodnić.
-Co takiego?- zdziwił się Matt.
- Musicie najpierw wiedzieć, że zadaliście sobie pytanie, a konkretnie Angelica: Jak macie się dostać do tej komnaty. - zaczął. Kiedy potwierdzili skinieniami głów, kontynuował:- To było pytanie, które sami sobie zadaliście i sami znaleźliście odpowiedź. Co prawda pomogliśmy wam trochę, ale to nie umniejsza waszych zasług.
- Ale to Angelica wpadła na ten pomysł.- zaprotestował Arthur.
- Owszem, ale dzięki temu, że jesteście przyjaciółmi, stanowicie w naszych oczach jedną całość, różną na wiele sposobów, ale zawsze całość...Jesteście tylko ludźmi i nie posiedliście całej naszej wiedzy, więc nie zrozumiecie naszego rozumowania i postrzegania świata. - dodał pospiesznie, bo chłopak już otwierał usta. -Ale tego nie wymagamy. Jesteśmy jedyni w swoim rodzaju, inny od każdego innego stworzenia, mamy więc inne poglądy, których wy, ludzie nie pojmiecie. Ludzie widzą wszystko osobno, postrzegają najróżniejsze szczegóły, ale sztuka polega na tym, by mimo tych szczegółów, widzieć nadal wszystko jako jedność, bo wtedy można zachwycić się nad ich prawdziwym pięknem. Nie sądze byście tak umieli.
- Pewnie nie- powiedziała obojętnym tonem Angelica.
- Cóż, nie powinniśmy odchodzić od tematu. Więc odnajdując odpowiedź, zakończyliście pewien etap szkolenia. Jak już wspominaliśmy, mamy wielką moc. Naprawdę ogromną, bo jesteśmy jednością..... Możemy was zatem przenosić do tej sali, zawsze w pełnie na spotkania, ale potem musicie sobie radzić sami. Na pewno znajdziecie jakiś sposób, o to nie można się martwić. Jesteście bardzo pomysłowi. Zresztą, nie mamy dużo czasu, a dość dużo rzeczy do zrobienia. Zapraszm was teraz do Komnaty Ognia.
- CO?!- krzyknęli jednocześnie Arthur, Matt i Angelica.
- Drugie drzwi po waszej prawej. Zapraszam- usłyszeli w odpowiedzi.
Znowu coś ich popchnęło w kierunku idealnie białej ściany z idealnie białymi drzwiami. Angelica nerwowo przygryzła wargę i patrzyła w przerażeniu. W świadomości usłyszała jeszcze ciche głosiki należące do Ghassa i Gvardji" Ale będzie ubaw". Nie mogła już opanować drżenia kolan. Ogień? myślała.Co będziemy musieli zrobić?Nigdy nie bała się ognia, jak i wody, a ostatnim razem ta druga prawie jej nie zabiła. Ogarnęły ją nagle wątpliwości. Lecz nic nie zrobiła, bo nie wiadomo jakim cudem, drzwi, za których ciągle coś trzeszczało, uchyliły się i wkroczyli w czerń.
Po chwili ukazała im się tak samo rozległa sala jak za pierwszym razem, lecz nie było tu jeziorka, tylko lśniąca drewniana podłoga, chyba deski zostały wysmarowane oliwą. Pod przeciwległą ścianą palił się malutki płomyk.
- I po co my ty przyszliśmy?- zapytała Harriet.
- Mamy coś zrobić. - wyjaśnił ponuro Arthur.
- Ale co? - nie ustępowała.
- Coś pozbawionego sensu i na pozór bezpiecznego.
Uwagę Angeliki przykuł właśnie zwój pergaminu leżący na środku sali. Ruszyła w jego stronę, lecz ktoś chwycił ją za rękę. Spojrzała na Matt' a.
- Nie rób tego.- rzekł łagodnym, aczkolwiek stanowczym tonem.
- Musimy coś zrobić.- odparła.
- Ale czemu akurat ty? Może lepiej ja....
- Ty ostatnim razem ryzykowałeś.
- Bo nie wiedziałem co się stanie! Jakbym wiedział, to bym tego nie robił!
- Musimy coś zrobić- powtórzyła, nadal spokojnym tonem, choć zdenerwowanie zżerało ją od środka, na dodatek ta ręka Matt' a, która nie pozwalała jej na choć jeden mały krok.
- Ogień jest bardziej niebezpieczny od wody! Przypali cię, kiedy tylko dotkniesz tej kartki, która nie jest nic warta!
- Nie boję się ognia.
- Nie zachowuj się jak bohater! Co to da?
- Wcale nie udaję bohatera!
- Zawsze uważałem, że jesteś mądrzejsza ode mnie. Pomyśl! Oni chcą, żebyśmy coś zrobili i narazili się! Co to za nauka, kiedy jesteśmy w niebezpieczeństwie?
- Chyba najlepsza, bo człowiek uczy się na błędach.
- Proszę cię.....
- Musimy coś robić, bo stąd nie wyjdziemy!- Angelica jednym szarpnięciem, wyrwała rękę.
Matt spojrzał na resztę towarzystwa, lecz oboje mieli kamienny wyraz twarzy, więc ze złością rzucił w stronę Angeliki:
- Dobra, jak chcesz! Nie chce mi się na to patrzeć. - odwrócił się do niej plecami i załomotał pięścią w drzwi, jednak one się nie otworzyły.
Angelice zrobiło się strasznie przykro, ale mimo to podążyła w stronę pergaminu. Uklękła przy nim i dotknęła palcami szorstkiego papieru, potem powoli go podniosła i wstała.
W następnej chwili usłyszała odgłos, który może wydawać tylko szybko rozprzestrzeniający się ogień. Rozejrzała się i ujrzała, że ogień zakreślił krąg, który odgrodził ją od przyjaciół i drogi ucieczki. Angelica niewątpliwie znajdowała się w środku.
Ostatnie, co zobaczyła to to, jak Matt odwrócił się i wraz z Arthurem i Harriet pognali w jej stronę, lecz nie zdążyli przed pryskającym w górę ogniem. Usłyszała tylko stłumione " Angelica", potem widziała już wyłącznie wysokie języki ognia sunące na nią, czuła tylko nieznośne gorąco, do którego dołączył niesamowity, nieznośny i ogromny ból, paraliżujący ciało, kiedy fala ognia do niej dotarła.
Przerywany krzyk zmienił się w cichy jęk, potem wszystko ucichło, kiedy ogień ją pochłoną, kiedy poczuła, ze świat się już dla niej prawie na pewno skończył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz