piątek, 14 czerwca 2013

ROZDZIAŁ XXI

Hej!
Przepraszam, że mam takie opóźnienie, ale to prawie koniec roku i strasznie dużo nauki. Całe szczęście, że już koniec z poprawami. Jaką macie średnią? Ja 5.4. :)
Wreszcie ładna pogoda. Myślałam, że przez całe wakacje, będzie padać. Na całe szczęście się pomyliłam.
Nowy rozdział dodam w środę.
Do zobaczenia.
Venia



- Angelica!
Ktoś uklęknął obok niej, czuła jego bliskość, lecz ciężkie powieki zasłaniały widok.
- Angelica!- znowu usłyszała.
Może jeszcze żyła, skoro ją tak rozpaczliwie wołają? Nie, z pewnością nie żyje. Ale po śmierci raczej nie czuje się bólu. A ona czuła, właśnie  w tej chwili czuła nie znoście pieczenie, swędzenie i ból na całym ciele z wyjątkiem twarzy, którą zasłoniła rękami.
- Angelica!- tym razem zabrzmiało niemal płaczliwie.
Ktoś delikatnie uniósł jej głowę i położył na czymś.
Powoli otworzyła oczy i spojrzała na górę, prosto w oczy Matt' a. Doznała dużego szoku, ponieważ nigdy tego nie robiła. Jego piwne, piękne oczy były idealnym dopełnieniem i tak przystojnej twarzy. Dopiero potem zauważyła, że są zaczerwienione. Spojrzała na resztę towarzyszy, wszyscy odnieśli oparzenia. Okazało się, że leży na kolanach Harriet, a Arthur siedzi na podłodze, obok nich. Tylko Matt stał i przyglądał się jej nieprzytomnie, mimo poważnego oparzenia na nodze.
On pierwszy zauważył, że otwarła oczy.
Uklęknął przy niej. Reszta nagle się ożywiła.
- Gdzie cię boli? - zapytała Harriet.
- Wszędzie.- odparła Angelica. - Czemu nie zapytałaś najpierw, czy coś mi jest?
- Bo mam jeszcze oczy. -wyjaśniła patrząc na nią ze współczuciem.
Angelica postanowiła nie oglądać siebie, bo bała się zobaczyć, to jak teraz wygląda.
Arthur ze smutkiem pokiwał głową.
- Jesteś cała poparzona. Nie dziwię się.
- A co u was? - zmieniła temat na mniej drażliwy dla niej.
- Harriet poparzyła się na rękach,- zaczął Arthur. - mnie sparzyło na lewej ręce i brzuchu, a Matt ma zranioną nogę, rękę i plecy.
Zapadła niezręczna cisza.
- Co się właściwie stało?- odezwała się wreszcie Harriet.- Pobiegliśmy do ciebie, ale wtedy przed nami buchnął ogień, nas poparzył, a ja straciłam cię z oczu. I usłyszałam twój krzyk. Potem to nie pamiętam. Kiedy się obudziłam, znalazłam cię na środku sali. Następnie dołączyli do mnie chłopcy.
Angelica milczała chwilę. Nie chciała wyjawić im co tam się stało, ale w końcu opowiedziała im całą historie, staranie omijając to co czuła. To zamierzała zachować dla siebie.
- Chodźmy stąd- zaproponował Arthur. - Jak sądzicie jak będzie brzmieć ta nowa nauka?
- Coś w rodzaju" Uważaj bo się poparzysz".- odparła Angelica.
Wolno, z wielkim trudem podniosła się do pozycji siedzącej, ale zaraz straciła wszelkie siły i opadła znów na kolana przyjaciółki.
- Nie dam rady- wyznała.
- Chodź- odezwał się Matt, który nie wiadomo skąd znalazł się obok niej.
Jedną rękę włożył pod jej plecy, a drugą pod kolana. Bez większego wysiłku podniósł ją. Potem pomaszerował wolno i ostrożnie w stronę drzwi. Nie patrzył się na dziewczynę.
Dopiero kiedy ją podniósł dziewczyna zdała sobie sprawę, że podłoga jest całkowicie spalona. Pociągnęła nosem. W powietrzu nie czuć było zapachu dymu.
- Jeszcze przed chwilą nie dało się oddychać- rzucił, jakby pod nosem Matt, który zrozumiał po co to zrobiła.
Angelica mrugnęła kilka razy oczami i zobaczyła coś dziwnego. Spalenizna na podłodze na środku pokoju prawie zniknęła, choć jeszcze przed chwilą tam była.
Oszołomiona pokręciła głową, postanowiła nie zaprzątać tym sobie głowy.
- Masz czerwone oczy.- szepnęła do Matt' a słabym i cichutkim  głosem, tak by tylko on ją usłyszał.- Płakałeś?
- Dym mi je podrażnił.-usprawiedliwił się, tak jak ona zniżając głos do szeptu, na jedną krótką chwilę jego twarz pojaśniała.- Ja nie płaczę.
- Zapamiętam.
- To było głupie i bezsensowne.- powiedział po chwili zachrypniętym tonem.
Kiwnęła głową.
- Masz rację- przyznała.- Ale czym jest życie bez ryzyka?
- Czymś bardziej bezpiecznym.- odparł bez namysłu.
Znowu potwierdziła skinieniem głowy.
Doszli do drzwi. Matt głośno chrząknął.
- Wybaczcie, ale mam zajęte ręce.- zwrócił się do reszty towarzystwa.
Arthur szybko podszedł do nich.
- Wybacz- rzekł i otworzył drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz