czwartek, 30 maja 2013

ROZDZIAŁ XIX

Hej!
Muszę przyznać, że pogoda jest okropna! Raz leje jak z cebra, potem jest gorąco, że na procesji się ustać nie da, a teraz znowu grzmi! Można zwariować!
Dziś i jutro mam wolne. Ale co mi z tego, jeśli pogoda jest brzydka?? :'(
Z koleżanką robimy sobie Święto Przysięgi Krwi. Tak jakoś nas naszło.
Dobra, koniec opowieści z mojego życia. Dziękuję Wam wszystkim, za czytanie mojego bloga! Następny rozdział w poniedziałek.
Pozdrawiam,
Venia
PS. Brak mi pomysłów, moja wena chyba gdzieś się ulotniła. Mam nadzieję, że tego nie odczujecie czytając post.

- Co robimy? - spytał Matt.
Angelica pokręciła głową. Nie miała pojęcia o co chodzi. Powinny się przecież otworzyć. Zrezygnowana oparła się o ścianę.
- Po co przyprowadziliście mnie na trzecie piętro?- zapytała Harriet, trochę przestraszonym tonem.
- Mówiliśmy- odparł Arthur, który nadal stał koło Drzwi.- Musisz zobaczyć co jest w środku.
- Ale po co mi to? - dopytywała się, nadal nie przekonana.
Chłopak zawahał się. Nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć. Nie mógł tak po prostu wypalić, co ta jest i że Tarkein kazał im ją przyprowadzić... W sumie to nie kazał tylko rzekł, że Harriet przyjdzie......nieważne. I tak musieli tłumaczyć jej okrężnymi drogami i wymyślać.
Podczas gdy Arthur się zastanawiał, Angelica przypomniała sobie coś, co brzmiało mniej więcej tak: Sami zadacie sobie pytanie i sami odpowiedź znajdziecie.
A może nie chodziło tu, o to jak przyprowadzić Harriet, tak jak myśleli, tylko jak dostać się do Sali Odnowy. Może to jest zagadka, na którą mają znaleźć odpowiedź.
- Jak mamy się tam dostać?- spytała nagle, prostując się. Nie zwracała się do nikogo. Podeszła wolno do Drzwi. - Kiedy byliśmy tu ostatnim razem była pełnia?- dodała, nie odwracając się.
- Możliwe-przytaknął Matt po chwili namysłu. - A co?
- Może tylko w pełnie księżyca możemy tu wchodzić?- odparła pytaniem, wciąż obserwują Drzwi z coraz większą ulgą i podnieceniem zarazem.
- Ale dzisiaj przecież jest pełnia i jakoś Drzwi są zamknięte!- upierał się Matt.
- Tak ci się tylko wydaję- Angelica odwróciła się i pokazała na miejsce, gdzie powinna być klamka, ale jej nie było.
Cała trójka oniemiała ze zdumienia. Angelica uśmiechnęła się pod nosem i przyłożyła palce do Drzwi. Po słowie " Aperi" coś w zamku szczęknęło. Tym razem Angelica nie zamykała oczu, weszła pewnym krokiem. Za nią obaj chłopcy i przerażona Harriet.
Dziewczyna wyglądała na oszołomioną tym co widzi. Rozglądała się szaleńczo chcąc zarejestrować każdy szczegół pomieszczenia.
Zaległa Cisza. Angelica starała się wyrzucić ją ze swojego umysłu, ale była zbyt potężna i wielka. Angelica skuliła się w sobie.
- Tarkein!- zawołała.- Jesteś tu?
- Zawsze- odparł chór w jej głowie, przepędzając Ciszę.
Harriet  stężała. Na pewno Tarkein i reszta mówili do niej, ale tylko w cieniu jej umysłu. Kilka razy na jej twarzy pojawiało się zrozumienie.
Angelica poczuła się samotna, zewsząd otaczała ją Cisza. Kątem oka ujrzeli, że obaj chłopcy również są spięci. Dziewczyna zaczęła się opierać, chciała zanucić, ale jakoś nic to nie dało. Zaczęła więc maszerować tam i z powrotem. Echo rozbrzmiewało w sali, ale kiedy tylko Angelica przystawała, myśląc, że pokonała Ciszę, ona wracała. Chodziła coraz szybciej i szybciej.
- Nic nie poradzisz- odezwał się nowy, bardzo niski głos w jej głowię, nie należący do Tarkeina i wszystkich innych Vocum Multurom . Jak dobrze mu się przysłuchała,  uświadomiła sobie, że są to dwa głosy, tyle, że podobne do siebie i mówiące w tym samym czasie.- Ciszy nie da się pokonać. To jest największa tajemnica tego pokoju. Dlatego ciągle mówimy przynajmniej w dwie osoby, by nie cierpieć samotności i nie odczuwać tak dotkliwie Ciszy.
- Nie możenie jej odpędzić?- zapytała w myślach. Coś w jej umyśle przeciągle i głośno zagrzmiało. Dopiero po chwili Angelica zdała sobie sprawę, że to był śmiech.
- Zabawne. Gdziekolwiek pójdziemy zawsze za nami idzie. Jest chyba nieodłączną częścią nas, wynikiem naszych czarów.
- Kim jesteście?- odważyła się spytać, choć nic nie zrozumiała.
- Zwą nas Ghassa i Gvardja.- odparli.- Pilnuj i Strzeż. Taką mamy rolę.
- Kogo pilnujecie?
- Was- rzekli.- A szczególnie ciebie. Twój umysł jest niezwykle ciekawy. Skoro już znaleźliście odpowiedź, to będziemy mogli się wam ujawniać. Będzie zabawnie.
- To wy ingerujecie w moje życie?- poczuła, że wzbiera w niej złość.
- Oczywiście.Sami wygadalibyście się o Sali Odnowy. Ghassa pilnuje byście zachowali ostrożność, a Gvardja strzeże was, waszych umysłów i myśli.
Nie zdążyła nic powiedzieć, bo odezwał się Tarkein.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz