piątek, 3 maja 2013

ROZDZIAŁ XIII

Hej!
Dodaję rozdział zgodnie z zapowiedzią. Cieszę się, że czytacie moje posty i jestem dozgonnie wdzięczna. Muszę też podziękować przyjaciółce za natchnienie, które u mnie spowodowała.
Przepraszam za literówki, które pojawiają się w rozdziałach. Niestety nie jestem w stanie wszystkich wyłapać, ale mam nadzieję, że mi to przebaczycie. :)
Prawdę powiedziawszy to muszę przyznać, że kocham mieć wolne, ale mogłaby być ładniejsza pogoda.
Ostatnio oglądnęłam " Magiczne słowa: Opowieść o J.K.Rowling" (świetny film dla fana Pottera) i "Poradnik pozytywnego myślenia" z fantastyczną Jennifer Lawrence. Dla wtajemniczonych powiem, że według mnie Pat miał rację co do książek (że najpierw jest dobrze, a potem coś musi się zepsuć!). W każdym razie te filmy są warte obejrzenia.
Skończyłam czytać książkę i w sobotę idę do biblioteki. Może znacie coś co warto przeczytać? Osobiście mam już dość dużo książek na swoim kącie, więc zawsze mogę Wam coś polecić.
Wracając do bloga to następny post dodam w środę. Bardzo mi przykro, że tak późno, ale wcześniej nie mogę. Dodałabym w poniedziałek, ale mam konkurs i przez prawie cały dzień nie będzie mnie w domu.
Pozdrawiam,
Venia :*

Angelica nie miała ochoty odwrócić się, ale skoro wszyscy to zrobili to ona również, choć z nieskrywaną niechęcią. Nie zdziwiła się więc, kiedy zobaczyła osobę, która przed nimi stała. Tak naprawdę to dziewczyna wiedziała kto to, od kiedy tylko usłyszała ten głos. Znała go już zbyt dobrze.
Oczywiście, przed nimi ukazał się, nie kto inny, jak Matt. Uśmiechnął się do całej czwórki, ale nie wyjaśnił czemu ich zaczepił.
- O co chodzi, Smith?- spytał wreszcie Johnny, ponieważ to do niego Matt się zwracał. Starał się mówić spokojnie, bez nerwów.
- Chciałem powiedzieć, że trener przeniósł nam trening.- wyjaśnił chłopak.
- Co?- zdziwił się Johnny.- Czemu nie uzgodnił tego ze mną?
- Nie wiem. Zaczepił mnie po lekcjach, dlatego się spóźniłem na spotkanie.
Tak jasne.pomyślała Angelica. Tak samo jak roznosiłeś informacje na historii.
- Kiedy?- zadał pytanie trzecioklasista, patrząc przy tym na Matt' a. Angelica zorientowała się, że obaj chłopcy- Johnny i Smith, są prawie tego samego wzrostu.
- Co?... A tak trening. Jutro o piętnastej.- rzekł Matt.
- A przyjdziesz na korepetycje? - zaciekawiła się Harriet, nie mogąc ukryć dziwnej nutki w głosie.
- Tak, oczywiście.
- Idę pogadać z chłopakami- zaczął Johnny i wskazał na kolegów z klubu.- Powiem im o treningu.
Pożegnał się jeszcze raz i odszedł. Arthur, Harriet i Angelica rozeszli się każde w inną stronę. Ta ostatnia szła wolno do domu, okrężną drogą. Nie uśmiechało jej się wrócić szybko. Kiedy doszła jednak doszła do domu, postanowiła pobiegać z godzinę, czy dwie. W tym celu przebrała się w leginsy i białą bluzkę na ramiączkach, na którą zarzuciła bluzę. Ubrała swoje specjalne sportowe buty, a włosy spięła w wysokiego kucyka. Wyszła z domu i stanęła przed bramą. Zastanawiała się gdzie będzie biegać. Po chwili bezczynnego stania w miejscu, puściła się biegiem w dokładnie tą samą uliczkę, która dziś wracała ze szkoły. Mimo, że jej mięśnie rąk nie wytrzymywały zbyt dużego wysiłku, to dziewczyna mogła biec truchtem bardzo długo bez wytchnienia.
Kiedy przebiegła już z pół kilometra, przed sobą ujrzała rowerzystę nadjeżdżającego z naprzeciwka. Zatrzymała się na chwilę. W miarę jak postać zbliżała się, dziewczyna dostrzegła, że ów rowerzysta to nie kto inny, tylko Johnny McCorney. Najpierw dostrzegła burzę ciemnych włosów, a potem jego twarz. Ubrany był w zielono-białą bluzą z kapturem. Rękawy podwinął, mimo, że było dość chłodno. Na początku nie zauważył Angeliki, ale kiedy pomachała do niego, zatrzymał się przed nią i wyszczerzył zęby.
- Cześć. Widzę, że biegasz?- zagadał, na co Angelica uśmiechnęła się lekko.
- No tak. - przytaknęła.
- Mieszkasz w okolicy?- zaciekawił się.
- Nie na tej ulicy, ale niedaleko. Za rogiem.- wyjaśniła.
- Ja mieszkam tutaj. Dziwne, że się nie spotkaliśmy, skoro mieszkamy tak blisko siebie. Mogliśmy się przecież widzieć jak szliśmy do szkoły albo z niej wracaliśmy.
- No tak, tylko ja rzadko chodzę przez tą ulicę. To jest taka dłuższa droga.
- Ach...kiedy kończysz w poniedziałek lekcje? - zapytał, tak nagle,  że Angelikę na chwilę zatkało.
- Yyy... O trzynastej dwadzieścia pięć.- w końcu odzyskała głos. - A co?
- Ja godzinę wcześniej, bo zaczynam o siódmej - przyznał.- Jak chcesz, mogę poczekać na ciebie. Wtedy poszlibyśmy razem do domu.
- To nie byłby dla ciebie kłopot? - zapytała i popatrzyła w oczy chłopak, żeby mieć pewność, że nie kłamie.
- Nie, żaden.- odparł, nie odwracając wzroku. - Mogę zrobić zadanie w szatni. To jak?
- Mi pasuję. - rzekła.- Zawsze dobrze mieć jakieś towarzystwo.
Kilka minut rozmawiali. Johnny jechał na rowerze bardzo powoli, a Angelica szła obok. Dziewczyna w końcu przypomniała sobie, że udziela jutro korepetycji, więc chciała się pożegnać.
- Chcesz, mogę cię podrzucić do domu. -zaproponował.
- Nie trzeba.- odparła, trochę speszona.
- I tak mam po drodze. - zapewnił.
Angelica w końcu się zgodziła. Chłopak posunął się do tyłu, żeby mogła choć trochę usiąść na  siodełku. Kiedy to zrobiła, chłopak rzekł:
- Będę musiał oprzeć głowę na twoim ramieniu.
Dziewczyna tylko przytaknęła. Kiedy byli już na rogu ulicy Angelica poczuła, że zaraz spadnie, ponieważ nogi jej zesztywniały. Siedziała w niewygodnej pozycji i niezbyt pewnie. Uprzedziła chłopaka, a on zatrzymał się i zmienił pozycję. Teraz ona siedziała na siodełku z tyłu, a on z przodu. Dla ubezpieczenia, Angelica chwyciła za bluzę chłopaka, a on uśmiechnął się pod nosem.
- Mieszkasz przy siódemce, prawda?- zapytał.
- Tak. Skąd wiesz?- zdziwiła się.
- Teraz mi się przypomniało. Kiedyś jak szedłem z kolegami to widziałem, jak grałaś w klasy na podwórku. To było z pięć lat temu. Byłaś wtedy chyba w drugiej klasie, a ja w czwartej. Wiele się nie zmieniłaś.
Angelica zrumieniła się, ponieważ kiedy poszperała w pamięci, także przypomniała sobie ten dzień, ale nie zdołała nic odpowiedzieć, bo już zatrzymali się przed jej domem. Podziękowała i skierowała się w kierunku drzwi. Obejrzała się jeszcze przez ramię, ale chłopak już odjechał.

*        *        *

W czasie korepetycji, nie wydarzyło się nic ciekawego, oprócz jednego zaskakującego wydarzenia. A miało ono miejsce na samym początku douczania.
Kiedy byli już  wszyscy, Angelica nawet nie zdołała nic powiedzieć, bo Matt zaczął mówić, bez owijania w bawełnę:
- Chciałem was przeprosić, że ostatnio zachowuję się jak kretyn, ale to jakoś tak ze mnie wychodzi i ja nie mogę jakoś nad tym zapanować. Najpierw robię, a potem myślę.Wiem, że nie lubicie mnie- zwrócił się do Angeliki i Harriet. - ale może dajcie mi szansę jakoś się poprawić.... i czas. Może staniemy się kolegami... na przykład.
Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy byli wstrząśnięci wypowiedzią Matt' a....może nawet on sam.
- Dobra. - odezwała się Harriet.
Po każdym Angelica mogła się tego spodziewać, ale nie po Harriet. Ona przecież nienawidziła Matt' a. Ale Angelica jakby ucieszyła się, że to usłyszała. Nie wiedziała dlaczego. Przyszło jej na myśl, że może Vocum Multurom, wtrącają się w jej życie.... ale szybko odtrąciła ten pomysł.
- Niech będzie.- zgodziła się, chociaż nawet tego nie zamierzała.CO?!krzyknęła w myślach.Czemu ja to powiedziałam?!Co mnie znowu naszło?! Czemu on tak na mnie działa, że najpierw się zgodzę, a potem myślę co zrobiłam?! CZEMU?!Może jeszcze uda mi się to odwrócić....
- Mi pasuję.- przyznał Arthur.
- Dzięki- rzekł Matt.
Uśmiechnął się do innych.Angelica zdała sobie sprawę, że nie ma odwrotu. Ale jakoś zrobiło jej się lżej na sercu. Najpierw to ona chciała trochę pomóc chłopakowi....czemu teraz nie mogą stać się....przyjaciółmi? Musiała przyznać przed samą sobą, że naprawdę Matt w tym roku....wydoroślał. Nie chciał jej już upokarzać, najwyżej rozśmieszyć, a to, że jest taki śmiały to nie jego wina. Nawet czasem mu się to udało. Mimo, że czuła się czasem niekomfortowo, kiedy do niej mówił, to przecież może przełamać tą niechęć. Doszła w końcu do wniosku, że nawet trochę go polubiła. Wiedziała, że to będzie trudna znajomość....ale czemu nie może zaryzykować? Obdarowała więc wszystkich lekkim uśmiechem. Matt, kiedy to zauważył, zwrócił się do Harriet, schodząc na inny temat.
- Wiesz, wszyscy musimy ci coś powiedzieć. Kiedy cię nie było.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz