Hej!
Jak pisałam rozdział osiemnasty w poniedziałek. Przez ten tydzień uwolniłam się od matematyki. Od czwartku mam wolne potem Dzień Dziecka, co prawda będą jeszcze sprawdziany, ale też poprawy, a ja nie poprawiam!!!! Mam więcej wolnego czasu.A i humor mi się poprawił.
Rozdział dziewiętnasty dodam w czwartek w Boże Ciało, ale późnym popołudniem, bo idę na procesję. Zresztą nie będę Was zanudzać swoim życiem. :)
Rozdział krótki, ale niestety musi taki być, by trzymał w napięciu. :)
Miłego czytania!
Pozdrawiam!!!!
Venia <3
Była ubrana, jak zwykle na różowy kolor. Wyglądała, jak mała księżniczka z cukru. Ale tam gdzie zwykle panował przesłodzony sztuczny uśmiech, teraz był wściekły grymas. W oczach paliły się wściekłe iskierki. Podążała w ich stronę niczym rozzłoszczony byk.
Angelica oderwała się od Matt' a. Zdziwiona poczuła, że on nadal jej nie puszczał. Popatrzyła na niego. On skupił swój wzrok na Margaret, patrząc na nią jak na ciekawy okaz wielkiego różowego motyla. Uśmiechnął się kwaśno.
Potem Angelica poruszyła ramieniem, na którym spoczywała jego ręka. Zdziwiony oderwał wzrok od Margaret i spojrzał na Angelikę, a ona powtórzyła gest dając mu do zrozumienia, żeby puścił ją.
Chłopak z nieskrywaną niechęcią i ociąganiem zabrał rękę.
Margaret była już niecałe pięć metrów od nich, zaczynała otwierać usta, kształtując pierwsze słowo, lecz pani od angielskiego chwyciła ją za ramię.
- Margaret, zbieramy się - rzekła.- Zabierz swoje rzeczy i do autobusu.
Dziewczyna zatrzymała się i popatrzyła na nauczycielkę, potem Matt' a, Angelikę, Harriet i Arthura, a potem znów na nauczycielkę.
Wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. Potem kiedy pani lekko poklepała ją, postanowiła skierować się do stolików, gdzie miała wszystkie swoje rzeczy. Kiedy się oddalała posłała im jeszcze przez ramię nienawistne spojrzenie, skierowane głównie na Angelice.
- Wy też- zwróciła się do nich nauczycielka, przekrzykując wycie wiatru- Już, już! Autobus czeka!
Matt i Arthur wstali pierwsi. Matt podał rękę Angelice, tak jak to uczynił całkiem niedawno, jakby nigdy nic. Arthur poszedł za jego przykładem i z uśmiechem wyciągnął dłoń do Harriet. Obie przyjęły pomoc, choć Angelica nie mogła zrozumieć, czemu Matt wyciąga do niej dłoń.
- Pomóc ci z noszeniem torby?- zapytał, kiedy dziewczyna założyła plecak.
- Bez przesady z tą pomocą- rzekła Angelica. - Zresztą czemu chcesz nosić mój plecak?
- Z dwóch powodów- rzekł chłopak.
- Można wiedzieć jakich?
- Jak chcesz wiedzieć to mi nie przerywaj- odparł Matt.- Po pierwsze jak będę mieć więcej do noszenia, to więcej się wysilę i będzie mi cieplej...Chociaż nie mówię, że jest mi zimno!- dodał pospiesznie, kiedy Angelica sięgnęła do zamka. - A z drugiej strony, to przecież nie chce, żebyś znów narzekała na ból rąk i zwalała winę na mnie.
- Ale to była twoja wina!- zaperzyła się.
- Wcale nie!....Może trochę....Ale obraziłaś moją dumę!
- Nie trzeba było wysyłać mi tej kartki!- syknęła przez zęby.
- Zabawne- przerwał Arthur.- Kłócicie się jak para.
- A kto jeszcze niedawno, kłócił się z Harriet, co? - zapytała Angelica.- Zresztą możesz nie wygadywać bzdur?
Chłopak uniósł ręce w przepraszającym geście, ale minę miał wyraźnie zadowoloną z siebie.
Dojechali do szkoły półtorej godziny przed czasem. Mieli zaczekać w szkole.
Cała czwórka siedział w autobusie razem i przez połowę drogi rozmawiali o trzecim piętrze i o tym, kiedy można tam wejść. Sprawnie omijali wypowiadanie nazwy. Opowiedzieli Harriet, że znaleźli wspaniałe miejsce w szkole do którego muszą ją zaprowadzić. Dziewczyna zaciekawiła się.
Matt powiedział też, że kiedyś zakradł się tam ale drzwi były zamknięte.
Niby przypadkiem znaleźli się na drugim piętrze, potem zaś wbiegli na klatkę schodową i pognali w tamtą stronę.
Drzwi były jednak zamknięte, mimo, że Angelica próbowała je otworzyć tak jak poprzednim razem. Ani drgnęły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz