środa, 8 maja 2013

ROZDZIAŁ XIV

Hej!
Nie rozpisuję się.
Nowy rozdział, jak obiecałam w środę. Czyli dzisiaj. :) Przepraszam, że tak późno, ale po prostu nie miałam czasu wcześniej. Musiałam wszystko powtórzyć, a tego jest naprawdę dużo, i jeszcze wypadł mi ten konkurs....A dzisiaj też czasu nie mam bo jutro idę do kina na Iron Man 3, więc muszę się pouczyć na jutro i do tego na piątek.
Następny rozdział dodam w poniedziałek. :)
Życzę miłego czytania i dziękuję, że czytacie.
Venia

- Kiedy cię nie było.....- Matt zamknął usta.
- Co się wtedy stało?- zaciekawiła się Harriet.
Angelica chciała dokończyć za chłopaka, ale głos zamarł jej w gardle, dokładnie tak samo, jak przed drzwiami do świetlicy. Nie mogła nic powiedzieć. Usta miała zamknięte, nie dało się ich otworzyć. To było straszne uczucie. Na twarzy dziewczyny pojawiła się mieszanina strachu i determinacji. Wtedy do głowy nasunęło się wspomnienie. Blade, prawie nie do rozpoznania spośród innych, ale bardzo dokładnie usłyszała w głębi umysłu słowa:" Harriet, ostrożna i prawdomówna przyjdzie, lecz pierwszej nauki nie pozna".
Angelica zrozumiała. Uspokoiła się i zapewniła samą siebie, że nie powie Harriet, co się wydarzyło w Komnacie Wody. Kiedy już się przekonała, znów mogła mówić normalnie.
- Prawie dostaliśmy szlaban.- skłamała spokojnie.
Harriet nie wyglądała na przekonaną, patrzyła na resztę jakby oszaleli. Pewnie zastanawiała się, po co najpierw mówią, a potem kończą wymyślając jakieś historyjki. Ale nie odezwała się. Spuściła głowę, jakby nad czym się zastanawiała. Wtedy też Angelica ujrzała, że chłopcy patrzą na nią w niemym zdumieniu, ale ona tylko energiczne pokręciła głową. Chyba zrozumieli, bo Arthur zmienił temat.
- Przyjdziecie na nasz trening?- zapytał.
- Po co?- zdziwiła się Harriet, również zapominając o wcześniejszym zakłopotaniu.
- Żeby sprzedawać wodę, wiesz?- zirytował się Arthur.- A po co się chodzi na trening? Żeby grać, albo oglądać.
- No przecież wiem. - zdenerwowała się dziewczyna. Angelica i Matt spojrzeli po sobie. Oboje zdecydowali nie wtrącać się w kłótnie przyjaciół.- Ale po co my wam jesteśmy potrzebne?
- No... żeby nam pokibicować. Zobaczyć jak gramy. - wytłumaczył Arthur.
- Trzeba było tak od razu.
- To jak?
- Nie mogę. Przepraszam, ale moja mama ma imieniny i muszę jej pomóc w przygotowaniach.- wytłumaczyła dziewczyna, z trochę smutną miną.
- Aha....szkoda. Mówi się trudno, nie? Ale będziemy cię oczekiwać na następnym treningu. -zapewnił gorliwie Arthur, a Matt go poparł.
Harriet wyszła najwcześniej i pospieszyła do domu. Chłopcy już wychodzili, oczywiście razem.
- A ty?- zapytał Matt, zawiązując buty.
- Co ja?- zdziwiła się Angelica. Opierała się o framugę drzwi.
- Czy przyjdziesz? - wytłumaczył prostując się.- Na trening.- sprecyzował.
- Ja... nie wiem- zawahała się.- A mogę? Trener nie będzie zły?
- Oczywiście, że nie. - machnął ręką.- Na poprzednim treningu pełno było widzów. A zresztą....
- Johnny wszystko może załatwić- wpadł mu w słowo Arthur, mrugając do niej łobuzersko. Matt przewrócił na to oczami i pokręcił głową.
- To znaczy?- wykrztusiła w końcu.
- Jest kapitanem- wyjaśnił Matt.- Może wszystko wybłagać u trenera. Ale najpierw my spróbujemy.
- No właśnie!-poparł kolegę Arthur.- On cię nawet nie lubi!- zwrócił się do Matt' a.
- Mnie? - Smith całkiem dobrze udał oburzenie.- Niby kto? Trener czy McCorney?- dodał po chwili.
- A McCorney.Nie lubi cię.-rzekł Arthur. - Ale nie tyczy się to naszej kochanej panienki, co nie Angelica?
- Uważaj, co mówisz.- burknęła dziewczyna, czerwona na twarzy. Matt parsknął na to śmiechem.
- Dużo mu nie zrobisz. - rzekł, na co dziewczyna prychnęła.
- Tak sądzisz?- oburzyła się.
- Tak. - zapewnił.- Ale zawsze możesz komuś polecić brudną robotę.
- Dobra. Jak mnie wkurzy, to będę dzwonić do ciebie.
- Jasne, zawiązujcie sobie spisek. Szkoda, że wszystko słyszę.
Chłopcy chwilę potem wyszli. Angelica miała całą godzinę, czasu tylko dla siebie. Zdecydowała się przemyśleć niektóre sprawy, które musiała poruszyć z chłopcami.

Kiedy Arthur i Matt przyszli po Angelikę, dziewczyna siedziała przy drewnianym stole w ogrodzie i robiła zadanie. To pozwalało jej się odprężyć i pomyśleć. Nawet nie usłyszała, kiedy mama wpuściła chłopców do ogródka. Matt i Arthur podeszli do niej po cichu, Matt pochylił się i szepnął jej do ucha.
- Co robisz?
Dziewczyna podskoczyła jak oparzona, odwróciła się w stronę kolegów, którzy śmiali się w najlepsze z jej reakcji.
- Robię zadanie. Nie widać?- powiedziała, lekko urażona i wskazała na na stół obłożony książkami. - Zaraz będę gotowa, tylko pozbieram podręczniki.
- Możesz dokończyć- rzekł Arthur, nadal chichocząc i trzymając się za brzuch.- Przyszliśmy dużo wcześniej.
Angelica usiadła i pozwoliła kolegom brać orzechy z jej drzewa. Ona sama zabrała się pospiesznie za resztę zadania domowego, którego jeszcze nie zdążyła zrobić. Matt i Arthur zrobili sobie zawody, kto szybciej rozbije dwadzieścia orzechów. Gnietli je w dłoniach. Oboje robili to szybko i sprawnie, nie zjadając środka, tylko odkładając na stół i biorąc się za następne. Angelica zdała sobie sprawę, że już od dobrych kilku minut ich obserwuję, więc spuściła głowę i spojrzała na zeszyt z zdaniami. Nagle odechciało jej się robić zadania.
- Skończyłam- skłamała.- Chodźmy lepiej, muszę z wami pogadać.
- To nie możemy tutaj?- zapytał Arthur, gniotąc przedostatniego orzecha. - Całkiem tu przyjemnie.
- Nie- odparła.- Wolę, żeby nikt nas nie słyszał.
- Ale jesteśmy sami w ogrodzie- upierał się chłopak.
- Zawsze może nas ktoś usłyszeć przez otwarte okno. - wtrącił Matt.- Wygrałem.- dodał, odstawiając ostatni owoc.
- Dobra, chodźmy- Arthur zrezygnował z dalszych sprzeciwów.- Ale bierzemy orzechy?
- Jasne- rzuciła Angelica.
Wyszli na zalaną słońcem ulicę. Kiedy oddalili się już wystarczająco, Matt zapytał, przegryzając orzechy:
- O czym chciałaś z nami porozmawiać?
- Raczej podzielić się wnioskami- przyznała. - My chyba nie możemy powiedzieć Harriet o Sali Odnowy.
- Też tak sądzę- wtrącił Arthur.- Już dwa razy nie mogliśmy jej wspomnieć o trzecim piętrze, w tym o tych drzwiach świetlicy, które wyglądały całkiem podobnie do tych na trzecim piętrze.
- Przypomniało mi się, że Tarkein mówił, że Harriet ma przyjść. -odezwał się Matt.
- Ale jak mamy jej powiedzieć, - zastanowiła się dziewczyna.- że idziemy na trzecie piętro, skoro nie możemy nawet o nim wspomnieć? Chyba, że....
- Co?- zapytał Arthur.
- Chyba, że to jest ta zagadka, którą sami mieliśmy sobie zadać?- dokończyła.- W takim razie, jak ją rozwiążemy?
- Powiemy coś, na przykład, że pani kazała nam tam iść.- zaproponował Arthur.
- Nie uwierzy. Nie jest głupia, zresztą.....jest za bardzo nieufna.- dodała Angelica.
- Nie tylko ona.- mruknął Matt, nie uszło to jednak uwadze Angeliki.
- Udam, że tego nie słyszałam- Angelica posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
- To ją zawleczemy tam siłą- poddał nowy pomysł Arthur.- Będzie trudno, ale mamy przecież jeszcze czas. Ustalimy, kiedy tam pójdziemy.
- Właśnie pojawia się jeszcze....- dziewczyna zaczęła, ale urwała, ponieważ obok nich przechodził jaki pan.- Pojawia się jeszcze problem, jak się tam dostaniemy. Przecież musimy mieć dość wolnego czasu, żeby tam pójść i nie wzbudzać podejrzeń - dokończyła.
- Coś się wymyśli.- zapewnił Matt. - Masz przed sobą mistrza w wymyślaniu świetnych planów.- rzekł dumnie.
- I kłamania- dodała zgryźliwie.
- A owszem- chłopak uśmiechną się do niej, ale dziewczyna przewróciła oczami.
Byli już całkiem niedaleko boiska, kiedy Johnny przejechał na rowerze obok nich.
- Ej, pospieszcie się! - rzucił przez ramię.- Trener nie będzie czekał!
- Już idziemy.- odkrzyknął za nim Arthur.
Chłopcy powiedzieli Angelice, że muszą iść szybciej, więc pognali przodem, a dziewczyna została z tyłu.
Weszła na trybuny i usiadła w ostatnim rzędzie. Dużo miejsc było zapełnionych. Na boisku już rozpoczął się trening. Angelica wytężyła wzrok i w końcu zauważyła Matt' a i Arthura. Oboje byli w ataku. Po chwili
ujrzała jeszcze Johnny' ego. Arthur górował nad pozostałą dwójką.
Piłka przelatywała z jednego krańca boiska do drugiego, co chwilę znikająca między nogami graczy, lub mknęła w powietrzu. Co jakiś czas słyszała gwizdek i trener, dobrze zbudowany mężczyzna, przerywał akcję, by pouczyć swoich graczy.
Kiedy po półtora godzinnym treningu, mężczyzna zakończył go, Matt i Arthur skierowali się do szatni. Po piętnastu minutach wyszli z niej i ramię w ramię skierowali się w kierunku Angeliki, która stała  na końcu boiska i czekała na nich. Kiedy do niej doszli, Matt zapytał:
- Nie nudziłaś się?
- Nie- odparła.- Świetnie gracie.- pochwaliła.
- Dzięki. Ale nie widziałaś nas jeszcze na prawdziwym meczu.
- My też nie- zwrócił mu uwagę Arthur.
- No tak w sumie racja.
Kiedy ruszali już, ich rozmowę przerwała jakaś dziewczyna, która rzuciła się w stronę Matt' a i objęła jego szyję, po czym ucałowała go w policzek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz