czwartek, 23 maja 2013

ROZDZIAŁ VXII

Hej!
Przepraszam za to straszne opóźnienie! Wiem, że najpierw pisałam, że dodam w poniedziałek, potem zmieniłam na środę i dopiero dzisiaj dodaję, ale naprawdę nie miałam czasu i jeszcze miałam występ potem nie mogłam wejść na Internet. Jeszcze raz Was wszystkich przepraszam!
Dziękuję, że jest tak wiele wyświetleń!
Uprzedzam, że po części rozdział jest relacją z mojej wycieczki. :)
Pozdrawiam,
Venia
PS. Następny rozdział ukaże się w poniedziałek, wcześniej nie dam rady!

Jechali już dość długo. Czas dłużył się okropnie, ale trójce osób siedzących na środku autobusu wcale to nie przeszkadzało, grali w państwa miasta i inne gry, które przychodziły im tylko na myśl.
Angelica siedziała razem z Harriet, a Arthur sam na siedzeniu obok nich.
Zaraz po wyruszeniu spod szkoły, Matt' a zawołali koledzy z klasy siedzący na końcu pojazdu, mówiący o jakiejś nowej wiadomości. Chłopak po chwili niepewności, przeprosił Arthura, Angelikę i Harriet i przesiadł się.
Angelica kilka minut później, zerknęła z ciekawością na najgłośniejszą część autobusu, gdzie siedział Matt. Zauważyła dziewczyny obrócone do niej plecami i śmiejące się wraz z " bandą Matt' a". Po chwili ujrzała ciemnobrązową czuprynę chłopaka. Jednak nie zajmowała sobie nimi myśli. Podjęła rozmowę z przyjaciółmi.

Kiedy dojechali do podnóża wzgórza i autobus zaparkował na parkingu, uczniowie wysypali się z pojazdu i ustawili się w małych grupach. Kiedy wszyscy byli już gotowi, poszli w stronę szerokiej brukowanej drogi prowadzącej na szczyt.
Wspinanie trwało krótko, ale trwałoby dużo krócej, gdyby cała grupa szła w jednym tempie. Uczniowie z tyłu strasznie się wlekli, więc reszta z przodu musiała zatrzymywać się i czekać aż ich dogonią, jednak nie działały na nich nawet naglące głosy nauczycieli- grupa z tyłu szła nadal wolno i reszta musiała się do nich dostosować.
Kiedy doszli już na płaski szczyt ujrzeli trzy ogromne stragany z najróżniejszymi pamiątkami i jedno duże stoisko z przekąskami. Resztę dość rozległego terenu zajmowało boisko do siatkówki, oddalone jak tylko się dało od kramów oraz kilka drewnianych stołów i ławek. Całość otaczał półtora metrowy murek i szeroki na metr, miał jeden otwór przez który prowadziła droga.
Wszyscy uczniowie rozbiegli się w ciągu kilku sekund.
- Idziemy kupić pamiątki?- zapytał Arthur, kiedy powoli szli w stronę stoisk.
- Możemy- odparła Harriet, a Angelica przytaknęła.
Oglądali głównie pocztówki i małe figurki, ale nic nie przypadło im do gustu. Zawrócili.
Wszystkie ławki były już zajęte, na murki siedziało kilka osób. Przyjaciele poszli za ich przykładem i wybrali sobie miejsce oddalone najbardziej na południe. Nikt tam nie siedział, chociaż miejsce było bardzo dobre: Widok rozciągał się na tereny położone u stóp wzgórza, wszystko co działo się na szczycie także można było zobaczyć, a położone jeszcze dość nisko na horyzoncie słońce świeciło w plecy.
Rozłożyli się, Angelica usiadła i położyła nogi na murku po czym objęła je. Popatrzyła na krajobraz i zachwyciła się jego pięknem. Chwilę tak siedziała, napawając się tym widokiem, potem jednak zrobiło jej się niewygodnie i spuściła nogi. Dotknęła palcami kamienia, z którego zrobiono murek. Był biały, gładki i zimny, nie zdążył się jeszcze nagrzać od promieni słonecznych. 
Na rozmowie i obserwowaniu innych czas mijał szybko. Kilkoro uczniów zabrało się za grę w siatkówkę.
- Chcecie zjeść coś ciepłego?- spytał Arthur obie dziewczyny.- Otworzyli stoisko z jedzeniem. Mogę podejść i kupić.
Angelica uświadomiła sobie, że jest strasznie głodna. Wyciągnęła portfel i dała chłopakowi odpowiednią sumę. To samo zrobiła Harriet. Chwilę potem chłopak znikną. Usiadły wygodnie i wyciągnęły nogi do przodu. Czekały tak na niego kilka minut.
Pojawił się z trzema zapiekankami. Podał dziewczynom jedzenie i usiadł pomiędzy nimi.
- Znajomy Matt' a mnie zaczepił, kiedy wracałem.- oznajmił chłopak, obojętnie.
- Czego chciał?- zapytała Angelica, od niechcenia, wiedziała jednak że chłopak bardzo chce im to powiedzieć.
- Zaprosił mnie żebym zagrał z nimi w prawda czy wyzwanie. Ale odmówiłem. Nie będę się przecież poniżać i wykonywać jakieś głupie zadania. To strasznie dziecinne.
Nie odpowiedziały mu. Kilka razy się przeszli, ale nie było tam nic do roboty, więc trochę się nudzili.
Po jakieś godzinie nagle się oziębiło. Słońce zaszło za chmurami, zerwał się porywisty wiatr.
Akurat teraz nauczyciele wymyślili sobie zdjęcia. Kazali wszystkim stanąć lub kucnąć w jednej ogromne grupie, tak by nikt nie był zasłonięty. Pozowali przez kilkanaście minut. Zimno przeszywało Angelikę do szpiku kości, wiatr szumiał w uszach, rozwiewał włosy, co chwilę musiała je poprawiać, by nie zasłaniały jej oczu, które zaczęły łzawić. Rozglądnęła się: nie ona jedna nie miała kurtki. Wszyscy kulili się z zimna, przyciskali do znajomych.
Na domiar złego nauczycielka, która trzymała aparat, poszła gdzieś, a oni nie mogli się ruszyć. Pozowali więc wstrząsani porywami wiatru.
Nagle ktoś złapał ją za rękę. Okazała się, że to Harriet.
- Jakie masz zimne dłonie!- przeraziła się dziewczyna.
- Nic mi nie jest- odparła Angelica i machnęła ręką, którą ktoś złapał, kiedy opadała i zacisną na niej swoje dłonie.
Spodziewała się ujrzeć Arthura, zdziwiła się więc na widok Matt' a. Jego ciemnobrązowe włosy, były rozczochrane przez wiatr, minę miał trochę zatroskaną. Jednym słowem wyglądał uroczo.
Szybkimi ruchami ściągnął kurtkę i zarzucił na ramiona Angeliki.
- Nie trzeba...- zaczęła speszona.
- Załóż, bo się rozchorujesz jeszcze.- przerwał jej.
Zrezygnowana, choć nie kryjąc wdzięczności włożyła kurtkę. Mimowolnie przebiegł ją dreszcz. Matt widząc to, zapiął ją pod samą szyję.
Wreszcie zrobiono zdjęcia i zastała im jeszcze godzina. Cała czwórka, wraz z Mattem poszła na ich dawne miejsce. Chłopak nie okazywał, że jest mu zimno. Zaczął wesołą rozmowę, która jednak szybko się skończyła. Milczeli, wsłuchując się w odgłosy niesione przez wiatr.
Matt w końcu nie wytrzymał i wstrząsnął nim dreszcz, tak jak przedtem Angelikę. Dziewczyna, która siedziała obok niego, zauważyła to i zaczęła rozpinać kurtkę, by mu ją oddać. Jednak on ją powstrzymał i uśmiechnął się do niej.
- Przestań- rzekł.- I tak nie przyjmę tej kurtki z powrotem, puki nie dojedziemy do domu i cię nie odprowadzę.
Dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona. Jeszcze bardziej się zdziwiła, kiedy położyła na jego ramieniu swoją głowę, a on po kilku minutach oszołomienia, objął ją. Nadal wstrząśnięta, nie mogła się od niego oderwać, nie miała serca, by mu to zrobić i pozwolić, żeby zmarzł.
Siedzieli tak, a Arthur i Harriet wyglądali na niezwykle zadowolonych.
Kiedy mieli się już zbierać do wstania, przed nimi zmaterializowała się Margaret, jedna z fanek Matt' a.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz