Witajcie!
Ja mam wolne, nie wiem jak Wy. Jutro przychodzą do mnie przyjaciółki na noc, więc cały tydzień będzie jedną wielką zabawą! A wracając do bloga mam nadzieję, że się rozdział spodoba. Nie wiem jak oceniacie nowy szablon, ale jak pytałam znajomych to mówią, że fajny.
Cieszę się z ładnej pogody i dlatego mam jako taką wenę.
Nowy rozdział ukaże się w piątek. Albo coś koło tego. W każdym razie życzę miłego czytania.
Pozdrawiam,
Venia
- Cześć!- przywitał Tiffany Arthur.
- Jesteście z pierwszej klasy, prawda?- zapytała trzecioklasistka, kiedy wszyscy się już przedstawili.
- Tak- odparli chórem.
- To dobrze. Potrzebujemy młodszych. - mówiąc to odwróciła się do innych uczniów z jej roku i zawołała:- Chodźcie ludzie! Przywitajcie może nowych!- kiedy wszyscy podeszli podniosły się miłe choć dość ciche oklaski.Tiffany zwróciła się znowu do trójki nowych. - Poznajcie Jamesa Wrighta- wskazała na wysokiego chłopaka, o wielkich barkach i blond włosach. - Carmen Doe- pokazała na ładną dziewczynę o rudych włosach i niezwykle zielonych oczach. - Johnny' ego McCorneya. - obróciła się w kierunku przystojnego, niewiele wyższego od Angeliki trzecioklasisty. Miał czarne włosy i identycznie ciemne oczy. Uśmiechnął się życzliwie i wyciągnął rękę do pierwszoroczniaków. - oraz Erica Matsa.- dodała pokazując potężnego chłopaka o blond włosach i szarych oczach. - To nasi jedyni członkowie. I już wszyscy będziemy odchodzić. A teraz przedstawiam wam naszą profesor Samanthe Bailey. - kąciki ust kobiety zadrżały, ale ona tylko kiwnęła głową. Tiffany przyglądała jej się chwile, a potem krzyknęła do wszystkich:- Zaczynamy!
Przyjaciele usiedli przy jednym stoliku. Reszta członków zabrała się do wybierania książek z biblioteczki. Przyglądali im się uważnie, więc nawet nie zauważyli, kiedy podszedł do nich jeden z trzecioklasistów.
- Mogę?- zapytał, wskazując puste miejsce przy stole, który zajmowali.
- Tak, jasne- potwierdziła Angelica.
Chłopak usiadł i przez chwilę milczał.
- Tiffany kazała mi opowiedzieć na wasze wszystkie pytania. - odezwał się w końcu, ale kiedy jakoś nie odważyli się odezwać, podjął:- No to może jakoś wam określę sytuację, potem będą pytania. Tak więc zapisaliście się tutaj, ale pewnie nie wiecie co tu się porabia. Otóż prawie ciągle czytamy książki. Czasem jak się uda to idziemy do sali informatycznej i coś tam robimy na komputerach. Niektórzy piszą opowiadania, inni siedzą na komputerze i szukają informacji, o różnych książkach. O piętnastej mamy wykłady na różne tematy. Możemy też rysować, jak chcemy. W sumie to możemy wszystko robić..... Atmosfera też jest..... fajna.....A tak w ogóle to musimy nazywać się braćmi. - roześmiał się.- Teraz kiedy o tym mówię to wydaje się śmieszne i żałosne, ale profesor to wymyśliła i Tiffany, ciągle nas upomina, żebyśmy tego przestrzegali. Ona przestrzega tych zasad i pilnuje, żebyśmy również to robili.
- A możesz nam opowiedzieć o innych? - zapytał Arthur.
- Oczywiście. James gra w koszykówkę i rugby. A tutaj czyta książki przygodowe. Eric pisze zabawne opowiadania, aż idzie się popłakać ze śmiechu, chociaż na co dzień to jest raczej pochmurny......Carmen to dziewczyna Jamesa i przyjaciółka Tiffany. Wszyscy ją lubią....No... w sumie, wszyscy jesteśmy przyjaciółmi....
- A ty w coś grasz?- zapytał Arthur.
- Tak w piłkę nożną- przyznał i wyprostował się dumnie. - Jestem kapitanem drużyny.
- Świetnie!- ucieszył się Arthur. - Niedawno się zapisałem!
Johnny uśmiechnął się i zaczął im opowiadać o przepisach i zasadach obowiązujących w tym klubie, ale upewnił ich też, że nikt ich nie przestrzega. Wyjaśnił, że dlatego te zajęcia są takie luźne, ale przez to najlepsze ze wszystkich. Mówił coś o książkach, które wypożyczają z biblioteki na potrzeby klubu, ale w tej chwili do pokoju wszedł Matt. Tiffany podeszła, a on przywitał się z nią i wytłumaczył się, czemu się spóźnił. Potem zaczął pleść jakieś komplementy pod jej adresem, na co trzecioklasistka zarumieniła się i nadal czerwona, przedstawiła chłopaka reszcie.
- Ale z niego głupek.- odezwał się Johnny, patrząc na Smitha, który nadal mówił do zastępcy pani profesor szarmanckim tonem. Na słowa trzecioklasisty Angelica parsknęła śmiechem.
- Wiem o tym, ale na prawdę to widać na pierwszy rzut oka?
- Wiesz, mógłby sobie darować komplementy. Widać, że straszny z niego lizus. Że Tiff pozwala mu na to. Przecież jest dwa lata młodszy od niej!
- Tiffany jest twoją dziewczyną?- zapytała Harriet.
- Była- chłopak nagle spochmurniał.- Ale zerwaliśmy. Jesteśmy przyjaciółmi- dodał gorliwie.
- Więc o co chodzi?- tym razem zadał pytanie Arthur.
- No bo jesteśmy wszyscy przyjaciółmi.- powtórzył, ale widząc spojrzenia trójki nowych, wyrażających niezrozumienie, wyjaśnił:- Spójrzcie na Erica. - zrobili to i zobaczyli, że chłopak ma chyba chęć stłuc Matt' a na drobny mak.
- Nie rozumiem- powiedziała Angelica.
- Eric jest jej obecnym chłopakiem.- wyjaśnił spokojnym głosem.- A ja go rozumiem, tak jak reszta naszych przyjaciół. Nie chodzi o to, że jest zazdrosny, ale jak ten młody się zachowuje. -rzekł, wskazując na Smitha.
Tym razem Matt przybliżył się trochę do Tiffany. Eric powoli zaczął wstawać z krzesła, niebezpiecznie zaciskając pięści. Dziewczyna zaś spoważniała i odeszła do swojego chłopaka. Widząc jego minę, złapała go za rękę i krzycząc do nauczycielki, że zaraz wrócą, wyszła na korytarz.
Zapadło pełne napięcia milczenie. Wszyscy patrzyli z wyrzutem na Smitha, nie odejmując jego rówieśników. Chłopak zaś nic sobie z tego nie robił.
Milczenie przerwał mocny kobiecy głos, nie zdradzający ani trochę wieku osoby.
- No dalej!- rzekła pani profesor.- Za dwadzieścia minut, będą wykłady!
Reszta spotkania przeszła gładko. Tiffany i Eric wrócili do sali nadal trzymając się za ręce i wyglądali, jakby się pogodzili. Na wykładach wysłuchali referatu o współczesnych autorach książek oraz reżyserach, podejmujących ekranizacji sag. Po spotkaniu wszyscy wyszli na dziedziniec szkolny i rozmawiali na różne tematy. Podzielili się na dwie grupy: starszych i młodszych. Do żadnej z nich nie należał Matt, który szedł z tyłu. Angelica była wdzięczna, że Johnny podszedł do nich jeszcze raz, by pożegnać się osobiście(już to zrobił, ale z całą grupą. Chociaż oni tego nie wiedzieli chłopak bardzo polubił tych troje nowych członków klubu, a oni jego.).
Uścisnął ręce wszystkim i rzekł:
- Żegnajcie bracia! Do zobaczenia! Może jutro spotkamy się w szkole?
- Na pewno, bracie!- zapewnił poważnym tonem Arthur, po czym cała czwórka wybuchnęła śmiechem.
- Hej! Kapitanie!- usłyszeli za sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz