piątek, 12 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ VII

Hej!!!
Dzisiaj w szkole miałam bardzo dużo nauki, ale to nie zmienia faktu, że dzisiaj dodaję nowy rozdział. Mam, jak zwykle, nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Dziękuję Wam, za to, że dotrwaliście do piątku, oraz że czytacie mojego bloga!
Kiedy następny rozdział? Hmm.... nie wiem. Zależy od stanu pogody i od tego ile będę mieć wolnego czasu. Możliwe, że w poniedziałek.
Ostrzegam, że jeśli zapomnieliście choć trochę z ostatniego rozdziału, a szczególnie zakończenie, to musicie sobie je przypomnieć, ponieważ ten rozdział opiera się głównie na poprzednim poście.
Pozdrawiam Was wszystkich i każdego z osobna!
Venia
P.S. Zmieniłam swój sposób podpisywania się na krótszy. :) Taki mój wymysł.


Zdziwiona Angelica zastygła w połowie drogi do wyprostowania się w pełni. Już miała przyznać się do winy, kiedy Matt wstał w mgnieniu oka i okłamał nauczyciela, biorąc jej winę na siebie. Chciała spojrzeć na niego, ale poczuła, że położył rękę na jej ramieniu z taką siłą, że nogi się pod nią ugieły i opadła na krzesło.
- Siadaj i bądź cicho! - syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy popatrzyła na niego w zdumieniu.
Jak nakazał nie odezwała się, a wtedy przemówił  nauczyciel:
- A można wiedzieć czemu było ci tak do śmiechu? - rzucił nauczyciel, całkiem nie zważając na rozmowy reszty klasy.- Sądzę, że odjęte punkty są odpowiednią karą.-dodał, wtedy jednak Angelica nie wytrzymała:
- Proszę pana, to ja się śmiałam!- wykrzyknęła. Matt zamknął oczy, jakby z politowaniem,  a następnie popatrzył na dziewczynę z ledwo doszczegalnym wyrzutem.
- To miło z twojej strony panno Blanck, że bronisz kolegę, ale nie musisz.- rzekł pan od historii.- Zaraz napiszę ci uwagę. - zwrócił się do chłopaka.- Dwadzieścia punktów ujemnych za przeszkadzanie nauczycielowi na lekcji, dobrze myślę?
- Nie sądzę- Matt najwyraźniej nie chciał się poddać bez usprawiedliwienia, ale nim coś dodał, nauczyciel wtrącił:
- Chcesz kwestionować moje zdanie?
- Nie, oczywiście, że nie...Ja tylko chciałem zauważyć, że....
- A może trochę szacunku dla nauczyciela? Nie wiesz, że mówi się do nauczycieli "proszę pana"?
- Wiem.... proszę pana. - chłopak zmarszczył brwi, bo nie rozumiał, o co nauczycielowi chodzi.
- W każdym razie, zasłużyłeś sobie na szlaban.
Chłopak nic już nie powiedział, ale kiedy ujrzał, że Angelica otwiera usta, by zaprotestować, prawie nie doszczegalnie, trącił jej ramię, zamykając jej tym samym usta.
- Jutro po lekcjach w moim gabinecie. A teraz podejdź tu. Napiszę do twojej wychowawczyni, żeby zapisała w dzienniku tą uwagę.
Chłopak wstał, zabrał swoje rzeczy i ruszył w stronę biurka. Wyszedł zaraz potem, szurając smętnie nogami. Już nie wrócił.
Kiedy zabrzmiał dzwonek, Angelica szybko zabrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia. Postanowiła zapytać chłopaka, czemu to zrobił. Rozejrzała się i popędziła w stronę gabinetu nauczycielskiego. Biegła i biegła, ale nagle na kogoś wpadła i upadła na ziemię. Podniosła twarz i zobaczyła..... czemu zawsze to musiał być on? Popatrzyła prosto w  twarz Smitha( jak zwykle unikając jego oczu), z której najwyraźniej całkiem wyparował już smutek. Zostało zaś zastąpione najwyższym rozbawieniem. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął  rękę. Zawahała się, ale przyjęła pomoc. Kiedy otrzepywała się, Matt zapytał:
- Nic ci nie jest? - kiedy pokręciła głową, zadał kolejne pytanie, jakby nie mogąc się powstrzymać: - Czemu tak biegłaś?
- Szukałam- odparła tajemniczo, ponieważ nie wiedziała co powiedzieć.
- Można wiedzieć kogo?- spytał.
- Skąd wiesz, że szukałam kogoś, a nie czegoś?- odpowiedziała pytaniem, on tylko wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Wrodzona intuicja. - odparł. - To możesz mi powiedzieć, czy mam umierać z niewiedzy, albo gorzej... zgadywać?
Popatrzyła na niego spode łba,  ale odpowiedziała z szczerą prawdą:
- Czemu powiedziałeś, że to ty się śmiałeś? I czemu nie pozwoliłeś mi wytłumaczyć?
- A więc szukałaś mnie? - odparł, przypatrując się jej z ciekawością.
- To nie jest śmieszne! Możesz mi łaskawie odpowiedzieć? 
- Dobra, dobra, nie złość się tak! To tylko żart!
- Nieważne. No więc? Czekam na odpowiedź.
- Wiesz.... tak sobie pomyślałem, że możesz znowu przeze mnie dostać karę, to lepiej, żebym powiedział, że to ja. I jakbyś się wytłumaczyła, to dostałabyś karę, a jak mówiłem tego bym nie chciał.
Angelica zmieszała się. W końcu jednak wyksztusiła:
- Dzięki. Przecież nie musiałeś.
- No, tak wiem. Ale twój gniew o jakieś błahostki może być straszny. - dodał żartobliwie.
Na policzki Angeliki wstąpiły dwa rumieńce, a Smith musiał to zauważyć, bo zmienił temat. Nie chciał wprawić dziewczyny w zakłopotanie.
- Co go tak naszło? - zapytał. - Za takie coś szlaban? Spodziewałem, się uwagi, jak już coś, ale tak od razu SZLABAN?
Dziewczyna zamyśliła się, ale wyjaśnienie nadeszło bardzo szybko.
- Pewnie się zdenerwował.
- Czym?- dopytywał się.
- Harriet zaczęła krwawić. To musiało go wyprowadzić z równowagi.- wyjaśniła, marszcząc brwi, bo sobie coś, powoli przypominała.
- Aha... to wiele wyjaśnia.
- O matko! - krzyknęła, wiedząc już czego zapomniała. - Harriet!
I popędziła w stronę gabinetu pielęgniarki. Zatrzymała się przed ostatnim zakrętem, dysząc ciężko, łapiąc się za boki, bo miała kolkę. Zaraz potem koło niej stanął Matt, bez cienia zadyszki, ale najwyraźniej też biegł.
Spojrzała na niego unosząc brwi.
- A ty, po co tutaj? - zapytała.
- Tak sobie pomyślałem, że spotkam się z Arthurem. - odparł.
- Przecież twoja banda, jest chyba lepsza od niego, nie? - powiedziała, nie mogąc powstrzymać zgryźliwego tonu.
Chłopak skrzywił się lekko, ale odpowiedział:
- No to źle myślisz. I nie mam żadnej bandy, to tylko koledzy. - sprostował.
- Jasne. To raczej pajace,wielbiący cię na każdym kroku.... Zresztą nieważne. Myślałam, że biegasz szybciej ode mnie.- zmieniła temat, ruszając w stronę końca korytarza, gdzie znajdował się gabinet pielęgniarki.
- Pewnie, że szybciej. - powiedział, teatralnie przewracając oczami. - Ale ja musiałem jeszcze zdecydować, czy pobiec za tobą, czy też pójść do znajomych. Ale jednak zdecydowałem, że nie mam nic ciekawego do roboty z... jak ich tam nazwałaś...grupą pajacy, więc pomyślałem, że bardziej interesujące będzie bieganie za tobą.
Starając się ukryć uśmiech, mruknęła coś w odpowiedzi, jednak zobaczyła Arthura i go zawołała. Siedział, najwyraźniej nudząc się, na krześle, obok tablicy ogłoszeń, ale wstał i obdarował uśmiechem Angelikę, oraz uścisnął dłoń Mattowi, również szczerząc zęby. Opowiedział, że Harriet musiała czekać jakieś piętnaście minut, zanim pielęgniarka ją przyjęła, ponieważ miała dzisiaj zaskakująco dużo pacjentów ( zdążyła mu się tym pożalić). Wykorzystała na poczekaniu całą masę chusteczek. Nie dowiedzieli się czym krwawienie było spowodowane, ponieważ Arthur, mimo tego, że pielęgniarka mu to wyjaśniła, nie zapamiętał tej informacji.
- Pewnie będzie mieć zwolnienie z lekcji i pojedzie do domu- zakończył.
Następnie wszyscy usiedli i czekali, ale po kilku minutach Harriet wyszła i jej mama zabrała ją do domu.
Byli na drugim piętrze. Nie mieli co ze sobą zrobić, bo mieli teraz godziną przerwę, jak nie dłuższą, bo wszyscy nauczyciele musieli udać się na jakąś ważną konferencję, a uczniowie mogli robić cokolwiek. cokolwiek...... Zaczęła myśleć co by tu zrobić, kiedy wpadło jej coś do głowy. Nie wiedziała skąd. Po prosty nasunęło się jej to na myśl, wypłynęło z jej świadomości. Nieświadoma ruszyła naprzód, a za nią zdziwieni chłopcy. Szła i nagle uświadomiła sobie, że już to kiedyś widziała- we śnie. Robiła dokładnie to co teraz- szła korytarzem. Pamiętała obrazy pojawiające się w jej głowie podczas snu. Korytarz.... obrazy... schody.... i coś jeszcze......tak..... pamiętała to dokładniej niż wszystko inne..... widziała to wiele razy we śnie.... to były...... drzwi do których krok po kroku zbliżała się coraz bardziej..... Nie mogła oderwać wzroku..... były tylko one.... wypełniały całą jej świadomość...... Tylko one.... drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz