Hej!
To już piąty rozdział!!!!! Nam nadzieję, że wam się spodoba, i z chęcią przeczytacie następny post!
Pozdrawiam!
W.Lelito
Nie zwalniała. Parła naprzód, gdy nagle obok niej zmaterializował się zadyszany Matt. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ale także z politowaniem.
- Czy ty musisz tak pędzić, Blanck? - zapytał ze złościął, kiedy dziewczyna nadal nie zatrzymała się.
- No..... co chcesz? - spytała siląc się na obojętność.
- Słyszałem, że udzielasz korepetycji. - odparł.
- Ech..... tak, ale tylko Harriet i Arthurowi. A ty niby skąd wiesz?
- Mam swoje sposoby - rzekł, a kąciki jego ust zadrżały, ale widząc spojrzenie Angeliki, wyjaśnił :- Taka jedna dziewczyna, chyba Dorothy, słyszała jak zaproponowałaś twoim przyjaciołom douczanie.
Tak wiedziała, która to ta cała Dorothy. Była wysoka i miała bardzo milutkie spojrzenie. Przy tym była dość ładna, ale za słodka. Zdecydowanie za słodka. I wyglądała jak jakaś cukrowa księżniczka. Cóż widać była także bardzo wścibska, skoro podsłuchała rozmowę Angeliki i jej przyjaciół. Coś jednak nie podobało się Angelice w tonie Smitha, kiedy wypowiedział słowa " twoim przyjaciołom".
- Jeśli masz zamiar obrażać Arthura i Harriet, to lepiej nie zawracaj mi głowy. - powiedziała gniewnie.
- Wcale nie zamierzam- odpowiedział, jakby urażony.
- Więc po co za mną szedłeś? Jeśli dobrze wiem twój dom nie jest po drodze do mojego.
- Więc jesteś dobrze poinformowana - po chwili zmieszania, dodał : - Czy mogłabyś uczyć też mnie?
Zatkało ją. Zdała sobie sprawę, że ma otwarte usta, więc szybko je zamknęła. Co on powiedział? Prosił ją, żeby ona go uczyła.....? NIE, NIE, NIE! Nigdy nie będzie mu pomagać! Za żadne skarby! Uświadomiła sobie, że jej postawa jest bardzo samolubna. Jednak postanowiła go jakoś zniechęcić.
- Po co ci to douczanie? Przecież ty podobno wszystko wiesz! Czy po prostu to, że byłeś pupilkiem wszystkich nauczycieli, dawało ci taką przewagę? Nie musiałeś się uczyć, tak? Wiedziałeś, że dadzą ci dobre oceny?
- Nie. - odparł chłopak. - To było dawno. Ja wiem że byłem strasznym głupkiem....
- Dwa miesiące temu, to nie jest dawno- mruknęła Angelica, niestety usłyszał ją Matt.
- Dla mnie to bardzo duży okres czasu.
- Ale prawdą jest, że jesteś głup...
- Tak, wiem, wiem - przerwał jej ze złością chłopak. - Ale może masz rację, nie uczyłem się, ale i tak dostawałem dobre oceny. A przez to mam teraz okropne wyniki! Sama widziałaś!
Tak widziała. Nie mogła nie widzieć. Nauczyciele na całą krzyczeli nazwiska, a potem oceny uczniów. Prawda jest taka, że Smith naprawdę miał tragiczne oceny, co ją bardzo zdziwiło.
- Ale ja przecież nie umiem uczyć!- powiedziała Angelica, z coraz większą rezygnacją.
- Ale wszystko wiesz! Nie możesz pouczyć mnie, przez marne pół godziny, tak żebym coś wreszcie zrozumiał?!
- Ale.... ja..... nie ..... ty.....- westkneła. Zbierając myśli, wymsknęło jej się:- No dobra.
Co? Czemu to powiedziałam? Matko, co ja zrobiłam?! myślała. Zorientowała się, że chłopak zatrzymał się gwałtownie, kiedy ona nadal szła. Obróciła się. Stała około półtorej metra od niego.
- Mówisz poważnie? - zapytał ze zdumieniem.
- Eee... - Chyba nie mam wyjścia. pomyślała. I z rezygnacją powiedziała: - No niech ci będzie. Zrobię to. Ale nie licz na wiele. Jeśli moja praca nie przyniesie rezultatu, to na pewno przestanę ci udzielać korepetycji.
Chłopak przytaknął, a ona zaczęła:
- Mieszkam przy Ash Street...
- Numer siedem- zakończył chłopak. Zdziwił Angelicę fakt, że chłopak wie dokładnie gdzie ona mieszka.
- No tak. Jutro przyjdź do mnie o piętnastej, tylko wtedy mi psuje,a Arthur i Harriet umówili się już ze mną.
- Dobra, przyjdę.... Dzięki.
Odwróciła się i odeszła. Będąc już w domu, posprzątała dokładnie każdy zakamarek swojego pokoju. Poszła także do sklepy, by poczęstować gości słodyczami, mama zaś obiecała, że upiecze jej ciasteczka czekoladowe z orzechami. Wieczorem przeglądnęła notatki z przerabianych już lekcji, podkreślając najważniejsze informacje, kolorowymi pisakami.
Następnego dnia obudziła się, szybko ubrała w swoją ulubioną bluzkę i rurki, a śniadanie jadła tak szybko, że o mało co nie zadławiła się. Chciała bowiem przeglądnąć jeszcze raz notatki i powtórzyć materiał, który przygotowała, chociaż wszystko umiała i doskonale pamiętała. Denerwowała się, że może tylko pogorszyć sytuacje przyjaciół i Smitha, a nie poduczyć ich czegoś. Robiła coś takiego pierwszy raz w życiu i nie była pewna jak jej pójdzie. Kiedy zegar wybił pięć po piętnastej, usłyszała dzwonek do drzwi. Pobiegła po schodach w dół i otworzyła drzwi. Zdziwiła się. Stał przed nią Matt, chociaż miała nadzieję ujrzeć jednego ze swoich przyjaciół. Uśmiechnął się do niej, a ona wpuściła go do środka. Jej mama wyciągnęła głowę z kuchni i przywitała życzliwie chłopaka, a on odwzajemnił przywitanie. Wiedząc, że może się to skończyć dłuższą rozmową, ponagliła Matt' a.
- Nie mamy czasu. Chodź za mną, Smith.
Zaprowadziła go do swojej sypialni. Był to dość duży pokój, meble były zrobione z drewna. Obok łóżka stały trzy pufy i stolik, na biurku piętrzyło się jedzenie. Na przeciwko drzwi, znajdowało się okno.
- Ładny pokój - rzekł chłopak, przyglądając się szafirowym ścianom.
- Dzięki. - rzuciła niepewnie dziewczyna.
Podszedł do okna i wyjrzał za nie na mały ogródek. Angelica nie mogła się powstrzymać i obserwowała go badawczo.
- Zapomniałem ci oddać wsuwkę- powiedział nagle chłopak i wyciągnął ku dziewczynie rękę z małą czarną spinką.
Oszołomiona wzięła ją i włożyła do koszyka z biżuterią. Zauważyła, że troszkę się uszczerbiła, a farba na końcu wsuwki zeszła. Nie przejęła się tym zbytnio, ale nagle sobie coś przypomniała.
- Ty też poszedłeś do pana Charms' a, żeby przeniósł szlaban, prawda Smith?
- Tak - odparł chłopak, nie odwracając się od okna. Angelica oparła się o biurko, zakładając ręce na piersi. - Ale nie udało mi się załatwić żebyś nie miała tego szlabanu. Ten facet to jest strasznie uparty.
- Co? - zdziwiła się dziewczyna, nic już nie rozumiała. - To nie poszedłeś do niego, żeby dał nam osobne szlabany?
- Nie!- zaprotestował chłopak. - Kto ci tak powiedział?
- Pan Charms - wyjaśniła dziewczyna.
- Musiało mu się pomieszać. Poszedłem do niego, bo to przecież była moja wina, a nie twoja, więc nie powinnaś dostać tego szlabanu. Ale on się nie zgodził.
Nagle ożyła w niej jakieś uczucie do chłopaka. Wdzięczność, sympatia, czy poruszenie. A może wszystkie naraz. Chciał dobrze, a ona nawet nie pozwalała mu tego wyjaśnić.
- Dziękuję. To ... to miłe z twojej strony. ... Ale nie musiałeś.
Matt tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się, ale chyba do siebie. Nie była pewna.
- Czemu nie pozwoliłaś porozmawiać mi z twoją mamą? - zapytał obojętnym tonem.
Zawahała się.
- Zaraz zleciały by się moje dwie siostry, a my nie my nie mamy całej wieczności na naukę. Im szybciej tym lepiej, nie uważasz, Smith?
Roześmiał się, a po chwili zastanowienia rzekł:
- Wiesz, może zaczniemy sobie mówić po imieniu, a nie po nazwisku? Znamy się już trochę.
- No w sumie.... - denerwowała ją jego pewność siebie i to, że mówił prosto z mostu, nie zważając na nic. Ale skoro mają się widzieć prawie codziennie, to nie zaszkodzi polepszyć, tylko trochę, ich stosunków.- No możemy.
Chwilę potem przybył Arthur, który uścisnął dłoń Mattowi i przywitał go radośnie, zresztą jak zwykle tryskając entuzjazmem. Ale najpierw spojrzał pytająco na Angelicę, jakby chciał się upewnić, że może zakolegować się ze Smithem. Ona tylko zrobiła minę typu " rób- jak- chcesz". Harriet miała gorszą minę widząc chłopaka i nawet zapytała co on tu robi, a Arthur odpowiedział za niego, wyjaśniając, że on też będzie się z nimi uczyć. Chwilę potem Angelica poleciła im usiąść wygodnie i zaczęła im tłumaczyć najróżniejsze zadania i teorię. Kiedy czegoś nie wiedzieli, wyjaśniała im dokładnie od początku, próbując do nich dotrzeć. Nawet jej się to udało. W chwili wytchnienia, chłopcy rozśmieszali dziewczyny żartami i docinkami, chociaż Harriet była w podłym nastroju.Chłopcy pasowali do siebie pod względem humoru, jak dwie krople wody.
Gdy cała trójka już szykowała się do wyjścia, Arthur powiedział:
- Świetnie spędzony czas! Nam nadzieję, że w następną sobotę też możemy przyjść. Już prawie zrozumiałem tą teorie z fizyki.
- Mam nadzieję - odparła Angelica, szczerząc zęby.
- Tak, naprawdę dobrze uczysz - pochwalił dziewczynę Matt.
- Dzięki.
Kiedy chłopcy przechodzili przez próg domu, ktoś złapał ją za ramię i obrócił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz