środa, 3 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ IV



Hej!
Naprawdę bardzo Was przepraszam, że dodaję aż dwa dni po poniedziałku, ale mój Internet odmówił mi posłuszeństwa i od niedzieli nie mogłam wejść na bloga. :( Ale już jest, więc dodaję następny, już czwarty rozdział! Jak moja siostra stwierdziła jest dość inny od poprzednich, ale zamierzam umieścić w moim blogu pewne wątki, które mogą się wydać dość straszne, więc ten nie różni się wiele. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Kiedy następny rozdział? Hmmm… sama nie wiem. Sądzę, że ukaże się w sobotę, ale może wcześniej? :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za opóźnienia.
W. Lelito 

Byli na trzecim piętrze- zamiast iść w dół do wyjścia, przez kłótnię szli w górę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 
Stali jak wryci, ramię w ramię, patrząc z przerażeniem na stare, drewniane drzwi, z których schodziła farba- zapewne prowadziły na długi korytarz. Popatrzyli po sobie. Mieli podobne pełne strachu miny, ale na twarzy chłopaka zagościł cień zainteresowania i lekkiego zafascynowania. Podszedł wolno i bezszelestnie do drzwi i pchnął je…. były zamknięte.
- Co chcesz zrobić? – spytała Angelica, patrząc na niego z niepokojem, chociaż wiedziała jaka będzie odpowiedź.
- A jak myślisz? – zapytał, nie czekając na odpowiedź zamyślił się.
- Nie wolno nam otwierać tych drzwi! – zaprotestowała dziewczyna. – To zabronione!
- Nie mów, że masz stracha! – powiedział. – I jakoś w podstawówce nie obchodził cię regulamin!
- Nieprawda! – zaperzyła się Angelica, ale jednak poczuła, że się czerwieni. – Zawsze obchodził mnie regulamin i wcale się nie boję!
Jednak chłopak zignorował ją i odwrócił się do niej plecami, znowu pogrążając się w myślach. Po co mu otwierać te drzwi? Teraz kiedy przed nimi stała przeszedł ją dreszcz.  Było w nich coś bardzo, bardzo tajemniczego…. i strasznego. Wręcz przerażającego. Schodząca farba, wyglądała, jakby  ją ktoś zdzierał pazurami. Przypominały drzwi z horroru,  za którymi zawsze się coś czaiło.…. Wcześniej kiedy ich nie widziała była nimi zaciekawiona, nawet nie zdawała sobie sprawy, że często o nich myśli. Teraz jednak było inaczej. Prawda jest taka, że bała się. Nie miała pojęcia co zrobić. Uciekać? A jednak strach sprawiał, że z trudem mogła oddychać, a co dopiero ruszyć choć jedną nogą.
- Masz wsuwkę, albo coś w tym rodzaju. – zapytał nagle Matt, a Angelica otrząsnęła się.
- Co?- zdziwiła się, ale ściągnęła powoli spinkę z włosów.
- Poproszę- chłopak wyciągnął rękę i kiedy dziewczyna niepewnie mu ją oddała, szybko ją wziął i w sadził  do dziurki od klucza. Następnie zaczął ją przekręcać na prawo.
- Co r-robisz?- spytała drżącym głosem dziewczyna, zupełnie zapominając, że niedawno zadała to samo pytanie.
- Mówiłem – rzucił Matt przez ramię. – Otwieram drzwi.
- A  potrafisz? – zadała kolejne pytanie, całkiem nie wiedząc co powiedzieć, by nie wyszło na to, że się boi.
- No…- zawahał się  i zmarszczył brwi, jakby sam zadał sobie teraz to pytanie. – Wiesz…. Muszę się skupić. Dobrze by było, jakbyś przestała na chwilę zadawać pytania.
- Jasne- przytaknęła i wreszcie podeszła do ściany i opadła na podłogę.
Postanowiła milczeć. Wpatrywała się w dal, kiedy po pięciu minutach uświadomiła sobie, że chłopak zaprzestał swojej pracy. Odwróciła zatem w jego kierunku głowę.
- Otworzyłeś?
On uciszył ją ręką i kazał jej podejść. Kiedy była już obok niego, nadstawiła uszu i usłyszała….. kroki…. Tak kroki zbliżające się do nich z każdą sekundą coraz bardziej i bardziej. Przerażona popatrzyła na Smitha. Kiwnął głową. Oboje rzucili się do ucieczki. Przeskakiwali po dwa stopnie, mimo, że odgłos kroków dawno ucichł. Przed ostatnim skokiem Angelica pad tknęła się  i upadłaby na twarz, ponieważ ręce zaczęły znów pulsować bólem, ale nagle za lewe ramię złapała ją jakaś dłoń i mocno się zacisnęła, nie pozwalając spaść.  Odwróciła się i popatrzyła na Matt’ a. Kiedy stała już pewnie na nogach, on puścił ją.
- Uważaj – rzucił.
Czerwieniąc się, nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko kiwnęła znacząco głową.
Porwali swoje rzeczy  i pospiesznie wyszli na dziedziniec szkolny. Przeszli właśnie przez bramkę, kiedy chłopak pożegnał się  i poszedł w przeciął stronę niż Angelica. Chwilę potem zniknął w bocznej uliczce.
Ramiona dziewczyny bolały coraz bardziej, jakby przypomniały sobie o jej niedawnym wysiłku, ale jej ciągle nasuwały się na myśl te drzwi… i odgłos kroków zbliżających się do niej.

*           *          *

Następnego dnia obudziła się niewyspana i z przekrwionymi oczyma, o szóstej nad ranem. Nie mogła zasnąć do czwartej, a kiedy nastał upragniony sen okazało się, że był płytki i niespokojny, przez męczące ją koszmary. Do jej świadomości nasuwały się ciągle te tajemnicze drzwi i czuła, że za każdym razem coraz bardziej obezwładnia ją strach. Prawie nieprzytomna wyszła z domu i powędrowała do szkoły, co chwilę potrącana przez ludzi.
Okazało się, że w klasie czeka na nią Harriet, a kiedy tylko podeszła, uśmiechnęła się z troską i powiedziała:
- Jak było na szlabanie? Wyglądasz okropnie. Co kazał ci rob..... 
- Później. -rzekła wymijająco Angelica i porwała koleżankę z klasy. Prowadziła ją do drzwi wejściowych. Ignorowała każde jej pytanie, ale wreszcie powiedziała: - Później wszystko ci wyjaśnię. Tylko niech przyjdzie Arthur. Nie mam zamiaru powtarzać tego dwa razy.
Poczekały chwilę w ciszy, popychane przez innych uczniów. Kiedy ujrzały chłopaka, pociągnęły go do opustoszałej szatni. 
- Co jest? - zapytał z prawie niedosłyszalnym zdziwieniem, kiedy stanęli na środku pomieszczenia. - Jak było na szlabanie?
- Okropnie- zaczęła Angelica i pokrótce opowiedziała im co robiła. Mówienie o tym sprawiało jej pewną ulgę, ale kiedy doszła do momentu oddania książek, ktoś za jej plecami przerwał jej:
- I zaczęłaś  na mnie wrzeszczeć na całą szkołę. - dziewczyna podskoczyła i obróciła się. 
Zirytowana zapytała:
- Mógłbyś mi łaskawie nie przerywać?- miała już dość obracania się. Ciągle ktoś za nią stał i wtrącał się, a w tym pierwszym tygodniu szkoły naprawdę miała już wiele takich przypadków. I zazwyczaj to on jej przerywał.
- Jak chcesz- odpowiedział Matt wzruszając ramionami. Zbliżył się do nich z obojętną miną.- No więc kłócąc się doszliśmy, przez przypadek, na trzecie piętro i jak próbowałem otworzyć drzwi, to usłyszeliśmy kroki.... i zwialiśmy. - zakończył. Tak szybko to powiedział, że na początku nie dotarł do nich sens jego słów. Dopiero po chwili, Harriet pisnęła, a Arthur z miną wyrażającą największe zaciekawienie zapytał:
- Kroki? Czyje kroki? 
- Bo ja wiem. - odparł Matt. - Szły w naszą stronę.... ale jakby za drzwi.
Zapadła cisza, którą przerwała Harriet:
- Po co tam szliście? - zapytała oskarżycielskim tonem, mierząc Smitha dziwnym spojrzeniem, wyrażającym największą niechęć. Ona najwyraźniej także nie zapomniała, jakim był w podstawówce. 
- Mówiłem. - odpowiedział nie zważając na jej  ton głosu i spojrzenia. - Doszliśmy tam przez przypadek.
- Po co próbowałeś otworzyć te drzwi? 
- Byłem ciekaw co za nimi jest. 
- I ty tam zostałaś.... Z NIM? - zwróciła się do Angeliki. -Przecież wiesz, że on jest największym, wrednym.....
- Nie kończ zdania - powiedział spokojnym, zmęczonym tonem, przez który wiele osób by się porządnie wystraszyło, ale ona tylko wyprostowała się i spojrzała na niego. Spojrzenie wyrażało pogardę i można było z niego odczytać słowa: " Nie-rozkazuj-mi".
- Nie wiedziałam co robić! - zaczęła się usprawiedliwiać Angelica, na co przyjaciółka spojrzała na nią z zniesmaczeniem. - Ty też byś  nie wiedziała, gdybyś przed nimi stała. One były takie.... tajemnicze i ..... straszne...
- A jednak się bałaś- mruknął pod nosem Matt, ale na tyle głośno, by to usłyszała.
- Wcale nie! - krzyknęła dziewczyna, czuła się bardzo urażona.- Stwierdzam fakty! Były straszne! Ta farba która z nich schodziła wyglądała jakby ją ktoś zdzierał!
Nagle zapadła cisza, którą przerwał dzwonek na lekcję. Pospieszyli do sali,  nie odzywając się do siebie. Na następnych lekcjach i przerwach, gdy mieli tylko czas rozmawiali, o tym, co może się kryć za drzwiami. Przed w-f Arthur, któremu dobry humor powrócił, westchnął i rozmarzonym tonem powiedział:
- Marzę o tym, żeby był już weekend. 
- Co? Przecież dopiero co były wakacje. - zaprotestowała Angelica, mimo to uśmiechnęła się.
- Łatwo ci mówić! Ty masz ze wszystkiego dobre oceny, a ja......
Okazało się, że prawie na każdej lekcji dostawali wyniki kartkówek, lub prac domowych, a wyniki  Arthura i Harriet były naprawdę.... nędzne. 
- Macie czas w sobotę? - zapytała, kiedy potwierdzili, dodała: - To może przyjdzie do mnie, a ja wam troszeczkę..... pomogę.
Przyjaciele bardzo się ucieszyli, a ona cieszyła się razem z nimi, że spędzi wolny dzień ze znajomymi. Zresztą dobry humor Arthura udzielał się także jej.
Na wychowaniu fizycznym, bolące mięśnie rąk nie pozwalały dziewczynie na większy wysiłek, więc kiedy wracała do domu, już normalnie ubrana, obiecała sobie, że będzie więcej je ćwiczyć.  
Nagle usłyszała swoje nazwisko.... Nie, przesłyszało jej się..... Wśród tłumu ludzi, huku samochodów, mogła usłyszeć  wiele.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz