Co tam u Was? Ja prawdę powiedziawszy,szykuję się na trudny tydzień. Przez to mogę dodać późno rozdział.... ale trzeba żyć chwilą obecną, prawda? Tak więc, zastanawiałam się troszeczkę nad tym rozdziałem, ale już zdecydowałam. Jestem, w pewnym sensie, z niego zadowolona, tak na dobrą sprawę. Nigdy nie byłam zbyt łaskawa w wyrażaniu dla siebie uwag, ale akurat mam dzisiaj dobry humor. Jak zwykłam już robić, zapraszam do czytania i mam nadzieję, że również i Wam przypadnie do gustu rozdział VIII. Przepraszam Was od razu, jeśli rymy będą Wam się nie podobały. Uprzedzam też, że kocham fantastykę i przekonacie się o tym, w moim blogu. ;)
Pozdrawiam,
Venia :*
No to zaczynamy.....
Wyciągnęła rękę i już miała dotknąć..... zaraz, gdzie jest ta klamka?
W miejscu, gdzie powinna znajdować się rzeźbiona gałka, w kształcie dziwnych, zakręconych wstążek, tkwiła pustka. Drzwi, wyglądały zwyczajnie. Tylko odpadająca farba, zdradzała, że od dawna nie były używane. A jednak, były gładkie w miejscu, gdzie powinny znajdować się otwory na śrubki i klucz. To świadczyłoby, o tym, że została odkręcona. Ale nie. Dziwne.
Angelica poczuła dreszcz targających ją emocji. Czuła się znużona, nie wiedziała czemu tu jest. Czemu nie odejdzie i zapomni o tym? Dlaczego, tak trudno jej odwrócić wzrok od tym głupich drzwi? Czemu czyje taką ekscytację, a zarazem skurcz w okolicach żołądka? Ale najbardziej dziwiło ją to, że jej umysł jest taki otępiały. Drzwi nie traciły barwy. Były ciągle takie same, ale wszystko inne na przemian traciło ostrość i ją odzyskiwało. Przypomniała sobie, że nie jest tu sama. Całą siłą woli odwróciła się i nic nie mówiąc, wskazała chłopcom drzwi. Wyglądali tak samo jak ona, obaj bladzi, trzęsący się. Arthur zmarszczył czoło i patrzył się tępo na drzwi, jakby z niedowierzaniem. Matt za to walczył za sobą ( wskazywała na to jego twarz), po chwili jednak, z wysiłkiem zamknął oczy. Poruszył wargami. Jednak dziewczyna dostrzegła w tym geście słowo" Otwórz". Znowu obróciła się na piecie, sekundę potem, nie wiedząc jakim cudem, znaleźli się obok niej chłopcy. Z poważną miną, w myślach zadała sobie krótkie pytanie " Jak?". Odpowiedź wpłynęła do jej świadomości, tak jak poprzednio pomysł pomaszerowania na trzecie piętro- nie wiadomo skąd. Dotknęła końcami lewej ręki drzwi- miejsca, gdzie powinna być klamka- pomyślała "Aperi"* i przekręciła palce w prawą stronę, nie odrywając ich od drewna. Cofnęła po chwili rękę, wstrzymała oddech i szybko zamknęła oczy.
Usłyszała skrzypienie nienaoliwionych zawiasów. Wiedziała, że drzwi otworzyły się przed nią. Postawiła nogę za próg. Poczekała chwilkę, aż obaj jej towarzysze również wejdą do środka. Wtedy otworzyła oczy. Zdała sobie sprawę, że nie oddycha, wypuściła więc powietrze ze świstem.
Stała w długim pokoju, z wysokim sufitem. Nie było tam nic wiele, tylko dwa, staromodne fotele i niewielki stolik. Pomieszczenie oświetlało światło, przechodzące przez wielkie gotyckie okna. Nie widziała ich nigdy, nawet kiedy była przed szkołą i patrzyła w górę, na najwyższe piętro. Światło było kolorowe- mimo, że w oknach nie było witraży- tworzyło barwne plamy na podłodze i ścianach, dziwnym trafem omijając fotele i stół.W pokoju nie było cieni. W powietrzu czuć było kuszący zapach, nigdzie nie było widać oni grama kurzu. Dopiero teraz Angelica zauważyła, że w ścianie, jest dokładnie dziesięć drzwi. Identycznych kolorystycznie do ścian- kolor przywodził na myśl świeży śnieg, który nie zdążył jeszcze pomieszać się z błotem. Podłogi wykonano z drzewa, chyba dębu. Przynajmniej z większością drewna dębowego. Trudno było stwierdzić, bo panele układały się we wzór, przedstawiający tak samo splątane linie, jak na klamce. Podłoga o dziwo błyszczała. Wszystko stanowiło nierozłączną całość, która była niezwykle piękna, tajemnicza i.... i wręcz magiczna. Zresztą wszystko było niesamowite. Nawet zwykły fotel wyłożony czerwonym aksamitem, z akcentami drewnianymi, czy stolik na jednej misternie żłobionej nodze, na blacie z takim samym wzorkiem co na podłodze.
Zrobiła krok w przód. Potem kilka następnych. Echo odbijało je, przez co słuchać było jakby cała armia szła przez pokój. Przynajmniej jedno zjawisko, a mianowicie właśnie echo, było normalne, podtrzymujące świadomość, że to dzieje się naprawdę, a nie w jej głowie. Zdecydowała podejść do stolika i obejrzeć go sobie dokładnie. Ostrożnie, cicho stawiała kroki, by nie nadepnąć na wzór na podłodze. Wciąż dźwięczało echo, lecz cisza, jakby je pochłaniała. Nie była to cisza jak inne, kiedy nic się nie mówi, choć coś na pewno wydaje odgłosy, mimo, że my ludzie ich nie słyszymy. Ona miała w sobie wszystkie emocje, które czuła Angelika i parę innych. Może nawet wszystkie, które istniały, które czuli, w tej chwili, ludzie na świecie. Ona je zawierała. Brzmiała w uszach dziewczyny i przytłaczała ją. A zarazem uwalniała z wszelkich uczuć.
Odważył się ją jednak przerwać Matt, który znowu mógł mówić. Angelica uświadomiła sobie, że także i jej wrócił głos. Nie ośmieliła się jednak przerwać ciszy ( czy może raczej Ciszy), która i tak już ucichła.
- Tu jest kartka. - rzekł Smith, wskazując na stolik.
Rzeczywiście był tam pergamin ( którego wcześniej tam nie był, albo był tylko nie zauważył go nikt), a na nim czarnym, świeżym atramentem było coś napisane.
- Przeczytaj - poprosiła Angelica drżącym tonem.
- Nie mogę- powiedział, patrząc na nią ze smutkiem i zatroskaniem. - Nie mogę, chociaż chcę. Przeczytajcie go sami, ale w myślach.
Mówiąc to oddał jej kartkę. Było na niej napisane:
Jeśli przeszedłeś przez Drzwi,
Musisz regularnie tu przyjść,
Lub wyjdź, już dziś.
Posłuchaj tego Ostrzeżenia:
Bądź cierpliwy, poczekaj,
Jeden pokój na jeden dzień,
Wtedy nie złapie cię cień.
- Czyli dzisiaj też możemy wejść do jednego z pokoi? - zapytał Arthur. - Jeśli to w ogóle jest pokój.
Jak na zawołanie, na stoliku pojawiła się następna karteczka z napisem:
Wejdzie śmiało do pokoju,
I zaznajcie już spokoju.
Zdezorientowana Angelica, popatrzyła na Matt' a, karteczki, a potem na Arthura. Naprawdę zdenerwowana zadała pytanie, cicho, ale wystarczająco, by wszyscy usłyszeli.
- Co to za miejsce? Gdzie jesteśmy?
- Witajcie w Sali Odnowy, moi drodzy- rzekł cichy głosik w ich głowach. - Cieszymy się, że jesteście z nami. Wiele lat czekaliśmy na kogoś, kto zdoła odkryć nasze tajemnice.
Wszyscy popatrzyli po sobie. Kiwając głowami potwierdzili, że wszyscy to słyszeli. Odważyła się jednak, ze strachem, odezwać się Angelica.
- Kim jesteś? Czemu ciągle mówisz w liczbie mnogiej? Czy ty istniejesz naprawdę?
- Oczywiście, że istniejemy. - odpowiedział głos. Dało się w nim słyszeć, jak dobrze się przysłuchać, także inne liczne głosiki, choć szepczące.-Tak jak ty czy oni. Jestem Tarkein. Przemawiam wraz z mymi braćmi. Jesteśmy Vocum Multurom- Strażnicy Mowy. Strzeżemy od wieków Aanet Monie- czyli Natury. Ty jesteś Angelica, mądra i inteligentna, choć nieufna. Obok stoją Arthur, wierny i szlachetny i Matt- odważny i oddany.
Przyjaciele byli wstrząśnięci tym doznaniem. To tak jakby ktoś przetrzepał ci mózg i powiedział, że jesteście tacy, a nie inni, choć sami uważacie się za kogoś zupełnie innego. Tym razem odezwał się Arthur:
- Skąd wiecie, że jesteśmy godni zaufania? Nic z tego nie rozumiem!
- Chłopcze, gdybyście nie byli odważni, odeszlibyście, zanim Drzwi otworzyłyby się przed wami.- wyjaśnił Tarkein. - Wiemy o was wszystko, bo gdy tylko pierwszy raz podeszliście do Drzwi, obudziliście nas. Widzieliśmy wasze umysły. Są takie jakich nam potrzeba do przekazania naszej wiedzy. Wiele osób widzieliśmy już i wysyłaliśmy do nich nasze myśli, ale oni byli zbyt zajęci, odpychali nas. Wy za to posłuchaliście nas i przybyliście tu, więc zamierzamy was pouczać. Pójdziecie dzisiaj do jednego z pokoi i tam zagłębicie pierwszą naukę. Potem odejdziecie z zagadką, którą sami sobie zadacie i sami rozwiążecie. My mamy wielką moc i jeśli odgadniecie rozwiązanie, pomożemy wam przychodzić tu bez przeszkód, ale tylko wtedy gdy odgadniecie rozwiązanie. Wtedy nigdy już was nie opuścimy, chociaż będziemy nadal w Sali Odnowy - zakończył.
- A Harriet? - zapytała wreszcie Angelica
- Harriet, ostrożna i prawdomówna przyjdzie, lecz pierwszej nauki nie pozna.
Zapadło pełne skupienia milczenie. Przyjaciele zastanawiali się nad sensem słów Tarkeina i cichych szeptów, rozważając je. Wkrótce doszli do tego samego wniosku, ale główny z Vocum Multurom uprzedził ich:
- Skoro już nam uwierzyliście, to wejdzcie do Komnaty Wody.
Jakaś niewidzialna siła popchnęła ich lekko w stronę pierwszych drzwi po prawej stronie. Poszli posłusznie, obawiając się tego, co mogą zobaczyć. Angelica przeklinała się w duchu, że jest taka naiwna i mówiła sobie, że to na pewno nie dzieje się naprawdę, ale nagle wstrzymała dech w piersiach, gdy stanęła przez drzwiami.
I jak podoba się wątek fantastyczny? Zawsze możecie napisać waszą opinie.
"Aperi"* (z łac.otwórz)- słowo otwierające Drzwi. Angelica uczyła się łaciny- znała podstawy. Dlatego słowo łacińskie wydawało się jej lepsze, od słowa w jej ojczystym języku. W rzeczywistości miała rację, bo tylko ono mogło otworzyć Drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz