wtorek, 9 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ VI

Witajcie!
Publikuję nowy rozdział już dzisiaj, lecz nie mogę zapomnieć o mojej siostrze bliźniaczce, która poddała mi pomysł dla początku rozdziału! Serdecznie jej za to dziękuję, mam nadzieję, że jej, jak oczywiście również Wam spodoba się post. :) Obawiam się jednak, że rozdział siódmy ukaże się dopiero w piątek, gdyż mam w tym tygodniu lekkie urwanie głowy. Jednak nie jestem pewna i postaram się wcześniej jeśli to będzie w ogóle możliwe.
Pozdrawiam!
W. Lelito

Angelica zachwiała się  i patrząc prosto w morskie oczy Harriet, wyrwała rękę z żelaznego uścisku.
- Co jest z tobą? - syknęła przez zęby . - Zwariowałaś?
- Raczej ty masz nie po kolei w głowie! - warknęła Harriet i pociągnęła przyjaciółkę na podwórko. Chłopcy już odeszli. - Po co go zapraszałaś? Żeby pokazać, że możesz udzielać korepetycji samym głupkom?
- Nie uważam, że jesteście głupi!- zaperzyła się Angelica. - Właściwie o co ci chodzi? Możesz mi łaskawie wytłumaczyć?
- A o to, że zaprosiłaś Smitha akurat dzisiaj! Zapomniałaś jaki on jest mściwy i kłamliwy? I czemu mi nic nie powiedziałaś?
- Nie miałam innego wyjścia, nie mogę uczyć wszystkich w inne dni tygodnia! I nie zapomniałam, jaki on jest!
- Więc po co go chcesz uczyć?! Żeby pokazać, że jesteś najlepsza we wszystkim, teraz także i od niego?!
- Nie, wcale nie! - kiedy przyjaciółka ją oskarżała, Angelica czuła się coraz gorzej i kiedy usłyszała ostatnie zdanie, poczuła się jakby Harriet uderzyła ją w twarz. Odeszła kilka kroków od przyjaciółki. - Jak możesz! Robię to, bo chciałabym mu trochę pomóc, tak jak tobie i Arthurowi! Nie jestem taka jak on i nie zamierzam chować urazy przez resztę życia, chociaż o tym nie zapominam!
- Ludzie się tak szybko nie zmieniają! On sobie z ciebie drwi, za twoimi plecami! Nie rozumiesz tego?
- Co mnie to obchodzi? Niech sobie robi co chce! Ja mu tylko pomagam w nauce, nic więcej!
- Pożałujesz tego jeszcze.- rzekła Harriet, odwracając głowę.
- Zobaczymy- odparła Angelica i popatrzyła w ciemność, gdzieś po swojej lewej stronie.
Zapadło kilka minut ciszy. Powietrze było przesycone gniewem i złością.
- Przepraszam- rzekła Harriet bardzo cicho, a jej przyjaciółka uniosła głowę, patrząc na nią i zastanawiając się czy może jej to wybaczyć. - Przepraszam, że cię tak okrzyczałam, ale ja nie ufam temu całemu Smithowi. On świetnie udaję. Nie powinnyśmy się z nim zaprzyjaźnić.
- Wcale nie chce przyjaźni z nim. Dobrze wiem jaki jest. Ma tylu wielbicieli i wielbicielek, że aż głowa boli. Sądzę,że on nie potrzebuję jeszcze by jego banda, która go słucha we wszystkim, powiększyła się jeszcze o trzy osoby. Ale on chce się poprawić w nauce i ja mogę mu w tym pomóc, chociaż trochę, skoro i tak was douczam. Ale nie chce i nie potrzebuję jego przyjaźni.
- Myślisz, że możemy mu zaufać? - zapytała niepewnie Harriet.
Angelica zawahała się. Nie widziała twarzy towarzyszki, ale wiedziała, że oczekuje jej odpowiedzi. Nie miała pojęcia co na odpowiedzieć. Zadała sama sobie to pytanie, ale coś w głębi jej umysłu podpowiedziało:
- Tak, możemy. - odparła pewnie i weszła do domu, zostawiając przyjaciółkę, bez słowa pożegnania.

*         *         *

W towarzystwie Harriet i Arthura Angelica podążała w stronę  sali chemicznej na ich pierwszą lekcję. Nie rozmawiała z przyjaciółką o ostatniej kłótni, a ich stosunki wydawały się normalne. Od czasu do czasu chłopak wspominał o sobotnich korepetycjach, ale poza tym znajdowali, jak na razie, inne tematy do rozmów. Ale spotkała przyjaciół jakieś pół godziny temu i naprawdę bała się, co będzie kiedy Harriet znowu ją zaatakuję pytaniami, na które bała się odpowiadać? Jeśli znowu się z nią pokłóci i nie dojdą do porozumienia? Co wtedy, kiedy żadna z nich nie będzie chciała lub nie będzie miała odwagi przeprosić pierwsza? Ich przyjaźń rozpadnie się? Po tylu latach wspólnej znajomości i zrozumienia?
Na szczęście jej przyjaciółka wyglądała jakby zapomniała o kłótni i śmiała się z dowcipów Arthura. Jeśli czuła nadal żal do Angeliki to dusiła go w sobie.
Przed salą ustawiła się już kolejka uczniów, rozmawiających bardzo głośno. We trójkę stanęli i popatrzyli na innych. W kącie, rozwalonych na ławce, siedziało kilku chłopaków z ich klasy, a obok w ciasnej grupce stało z piętnaście dziewczyn, zerkających co chwilę na chłopców. Udawały rozmowę, ale im to nie wychodziło. Przyglądając się im bliżej, Angelica spostrzegła, że połowę z nich nie zna. Stwierdziła, że są w tym samym wieku co ona, ale są przydzielone do innych klas. Przyglądając się uważniej chłopcom, zauważyła, że jest wśród nich również Smith, opierający się o ścianę i z nogami wyciągniętymi przed siebie. Doszła wreszcie do wniosku, że reszta bandy to koledzy z klasy, którymi otoczył się Matt już w połowie pierwszego tygodnia szkoły, zatem całkiem niedawno. Patrzyła chwilę na niego. Musiała skarcić się w duchu, ale z rozczochraną ciemną czupryną i  przymkniętymi oczyma, wyglądał bardzo niewinnie i ... cóż słodko. W jednej chwili otworzył oczy i spojrzał na grupkę dziewcząt, udając, że dopiero teraz je zauważył. Uśmiechnął się leciutko, o dziewczęta zaczęły natychmiast chichotać. Arthur wyglądał na wyraźnie rozbawionego tą sytuacją, ale Harriet i Angelica popatrzyły na siebie wymownie, po czym ta ostania przewróciła oczami, kiedy nadeszła następna fala chichotu. Sięgnęła po książkę z torby i zaczęła ją czytać. Jednak nie mogła się powstrzymać i spojrzała znowu w stronę chłopaka. Uśmiechał się łobuzersko, a kiedy napotkał wzrok dziewczyny, uśmiech nieco zbladł. Kiwnął głową na powitanie, ona zrobiła to samo.
Na szczęście nauczycielka otworzyła drzwi i wpuściła ich do środka. Lekcja upłynęła szybko i była nawet ciekawa. Po przerwie mieli historię, więc szybko pospieszyli do sali, ponieważ przerwa była tylko pięciominutowa. Wchodząc do klasy Angelica usiadła w ławce razem z Harriet, a Arthur musiał się zadowolić miejscem za nimi.
Po jakiś dziesięciu minutach lekcji, kiedy Angelica skończyła czytać rozdział, spostrzegła,że Harriet porządnie krwawi z nosa, chyba nie zdając sobie z tego sprawy. Otworzyła szeroko oczy, przerażona szepnęła:
- Harriet, krwawisz!
Przyjaciółka była chyba jeszcze bardziej przerażona od niej, a kiedy Angelica podała jej chusteczkę, zabrała ją trzęsącymi się rękami przyłożyła ją do nosa i pochyliła głowę w dół. Ręką dziewczyny powędrowała do góry, a kiedy pan nie reagował, chrząknęła. Nauczyciel podniósł wzrok.
- O co chodzi?- zadał pytanie.
- Harriet krwawi z nosa!- prawie krzyknęła Angelica.
- Co?- zdziwił się nauczyciel i podszedł do ich ławki. - Ojojoj... trzeba zaprowadzić ją do pielęgniarki, żeby zatamowała jakoś krwotok. Może.... - spojrzał na Arthura i powiedział. - Tak. Ty na pewno wiesz gdzie ją znaleść. Zabierz ją Chris, dobrze?
- Ale ja jestem Arthur, proszę pana- wytłumaczył chłopak, na co nauczyciel bardzo się zmieszał.- Mówi pan o moim starszym bracie.
- Tak, oczywiście- rzekł nauczyciel i machnął ręką. - Zresztą, co za różnica? Obaj jesteście do siebie podobni.
Arthur wstał podszedł do Harriet i uniósł ją do góry, jakby nic nie ważyła. Chwilę potem już ich nie było. Angelica odetchnęła z ulgą, wzięła kilka głębokich wdechów, by uspokoić oddech. Lecz chwilę potem podskoczyła w krześle, gdy drzwi do sali  otworzyły się i wszedł przez nie Matt. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że go nie było. Może dlatego, że wszystkie miejsca były zajęte.
- Dzień dobry- zaczął. - Przepraszam, za spóźnienie, ale pani wychowawczyni poleciła mi roznieść informacje po szkole.
- Dobrze już, siadaj- zaczął, rozglądnął się po klasie i wskazał mu miejsce obok Angliki.- w ławce z panną Blanck.
Posłusznie to zrobił, a Angelica przesunęła swoje rzeczy całkiem na koniec ławki. Zirytowany chłopak rzucił:
- Uważaj, bo cię pogryzę.
Wstydząc się za swoje zachowanie, postanowiła zignorować Smitha i oparła się łokciami o blat stołu. Jednak, nieznośne były już dla niej ciche rozmowy uczniów.
- Co to były za informacje?- spytała.
- Żadnych nie było.- rzekł, ale widząc niezrozumiałe spojrzenie dziewczyny dodał:- Zmyśliłem to.
- Czemu? - nie ustępowała.
- Jejciu, rozmawiałem z kolegami i nie usłyszałem dzwonka.
- Jasne- prychnęła.- Wiesz, że będziesz mieć kłopoty! Tak nie można!
- Jak nikt się nie dowie, to nic mi się nie stanie. Chyba mnie nie wydasz, co?
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, zaczęła bawić się stronami książki  i powiedziała obojętnie:
- Zależy.
- Niby od czego? - zdziwił się Matt.
- Czy mnie będziesz denerwował. - odparła, zdziwiła się, kiedy chłopak uśmiechnął się, po czym udał ubolewanie w głosie.
- No to chyba dostanę następny szlaban. Wiesz denerwowanie cię to jest już mój ulubiony sport. - a po chwili udawanego zastanawiania się, dodał: - Może po piłce nożnej.
Nie wiedząc czemu zaśmiała się. Uświadomiła sobie jednak, zaraz  potem, że roześmiała się na cały głos. W sali nie ucichły rozmowy, ale nauczyciel zadał pytanie:
- Kto się śmiał?
Angelica czerwona na twarzy, przygryzając wargę, powoli wstała.
- Ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz