sobota, 20 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ IX

Hej!!!!
200 wyświetleń! Jestem z Was dumna! I dziękuję Wam za.... wszystko. To miłe wiedzieć, że ktoś czyta moje opowiadanie. Dlatego, rozdział następny opublikuję w poniedziałek .Przepraszam, że tak późno dodałam, ale ładna pogoda, słoneczko, ptaszki śpiewają, a pies biega po trawie i aż szkoda się z nie nie pobawić..... a moi kochani nauczyciele doją nam tyle zadania, że aż głowa boli,miał nie mówię już o tym, że miałam w tym tygodniu chyba z dwa sprawdziany i kartkówki.... nie skarżę się. Więc nie dziwcie się, że w piątek poszłam do przyjaciółki i odpoczęłam troszeczkę. Kto by nie poszedł na spacerek w ciepły dzień i nie popatrzył jak piłkarze mają trening? Ale jednak bardzo Was przepraszam.
Wątek może Wam się wydawać troszeczkę przyspieszony, ale wszystko wytłumaczę, spokojnie. Chodzi głównie o to byście poznali mój tok myślenia. A on toczy się głównie wokół Harry' ego Pottera, Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów.... no i oczywiście sagi Dziedzictwo, Paolini'ego. Właściwie to niedawno wymyśliłam ten szczególny dla mnie wątek i .... cóż mam nadzieję, że się spodoba, jak  już wszystko wytłumaczę. Zachęcam to wyrażania opinii w komentarzach. Zastanawiam się także nad znalezieniem bety.... Ale musicie wyrazić taką chęć.  Proszę pisać w komentarzach.
Pozdrawiam <3
Venia

Nie, to działo się zbyt szybko. Angelica nic nie pojmowała.... i jeszcze ktoś.... albo coś, kazało jej podejść do jakiś drzwi, za którymi coś wydawało dziwne odgłosy..... jakby  był tam jakiś wodospad..... ale to niemożliwe. Dziewczyna obróciła się i krzyknęła do sufitu.
- Nie wejdę tam! Nic nie rozumiem! Czym wy jesteście?!
- Czego nie rozumiesz? - zapytał Tarkein, a oni w swoich umysłach wyczuli, jak on, czymkolwiek był, poruszył się.
- Wszystkiego! Za szybko to się dzieję!- wrzeszczała Angelica, zaciskając pięści ze złości i bezsilności, ponieważ kiedy Vocum Multurom przemawiały czyli się mali jak mrówki, a siła i mądrość tych stworów przeszywały ich umysły i świadomość.
- Dobrze więc zaczniemy od początku. - chwilę potem Tarkein podjął: - Kiedy natura już się narodziła i jej piękno rosło, Ziemię zasiedlili ludzie. Rozwijali się, niszcząc wszystko, coraz to nowymi potwornościami. Nie od razu. Najpierw byli niemądrzy, ale wkrótce nabyli potrzebnych umiejętności i kształcili je aż doszło do tego, że przestali się bać przyrody, bo ją przewyższali. Zapomnieli o tym, że jest ich domem. Zanim jednak to zrobili, zasiedlaliśmy Ziemię, choć nikt o tym nie wiedział, ponieważ jesteśmy niematerialni. Istniejemy, ale nic nie może nas wyczuć, chyba, że posiądzie naszą wiedzę. Pilnowaliśmy biegu natury i uczyliśmy się jak żyć razem z nią w zgodzie. Posiedliśmy wiedzę największą ze wszystkich stworzeń.  Ale nie było dla nas miejsca w tym świecie, kiedy ludzie rośli w siłę. Więc dzięki naszej mocy, przenieśliśmy się do naszego świata - skąd przybyliśmy na Ziemię. Ale nie wszyscy. Nasz pan kazał pozostać nam- mędrcom, tutaj byśmy mogli uczyć odpowiednich ludzi wiedzy.  
- Kim on jest? - przerwała Angelica.
- Nie możemy zdradzić ci jego imienia, jest to zbyt niebezpieczne.- rzekł Tarkein z prawie niedosłyszalnym niezadowoleniem.
- Przed chwilą powiedziałeś, że jesteś pewien, że jesteśmy godni zaufania!- zaprotestowała Angelica.
- Powiedzieliśmy i mieliśmy rację, lecz imion naszych braci nie możemy wymówić.- powiedział i podjął opowieść.- Pozostaliśmy więc i szukaliśmy takich co mają odpowiednie umysły dla naszych potrzeb. Było ich na początku całe mnóstwo, lecz żyli krótko i często umierali wiedząc tak wiele. A kiedy rozwój elektroniki, był już u szczytu, chodź dla was nie ma chyba końca, ludzie zaczęli nas odpychać. Schroniliśmy się więc tutaj, w tej szkole, a było to trzydzieści dwa lata temu. Od tamtego czasu, postanowiliśmy szukać wybrańców wśród młodych i silnych  ludzi w obrębie tej uczelni, a nie jak wcześniej na całym świecie. Nie było to łatwe - musieliśmy ingerować w wiele spraw. A jednak od ośmiu lat nie było tu nikogo. Dopiero w tym roku pojawiliście się wy. Ciebie Arthurze wyczuliśmy od razu - masz podobny umysł jak brat. Chociaż on ma raczej więcej mądrości niż ty, nie ukończył szkolenia.
Arthur zachłysnął się powietrzem.Otworzył szeroko oczy i popatrzył na sklepienie sali, gdzie jak sądzili znajdowali się Vocum Multurom.
- Tam nas nie ma- wyjaśnił Tarkein, i roześmiał się, a wraz z nim inne głosy, co stworzyło barwną kompozycje dźwięków. - Nigdzie nas nie ma, a jednak istniejemy. Wasze umysły są jeszcze zbyt surowe, by to zrozumieć. A wracając do, rzeczywistości- Arthurze, twój brat był mądry i to bardzo, ale nie ukończył szkolenia i przez to musieliśmy mu odebrać te wspomnienia i nauki. Jednak zapamiętał, że nikomu nie wolno wejść do Sali Odnowy, bez naszej zgody. Taki los spotka każdego, który nie przejdzie testu- wymazanie wspomnień o nas i świadomość, że zapomniało się o czymś ważnym. A to nie opuści nikogo, przez całe życie.
Zapadło milczenie. Znowu  zabrzmiała Cisza, ale Angelika nie mogła już jej znieść, przytłaczała ją, więc zapytała:
- Co o nas wiecie?
- Wszystko.- odparły stworzenia.
- Ale jak....?
- Umiemy odczytywać wspomnienia i uczucia z waszych myśli. - wyjaśnił Tarkein. - A kiedy tu przybyliście, odsłoniliście swoje umysły dla nas. Widzieliśmy wszystko. Teraz kiedy nawet stąd  wyjdziecie, my będziemy mogli do was mówić. Twoje myśli, Angeliko, są bardzo głośne. Wiemy jakimi uczuciami darzysz przyjaciół i jak wielką urazę chowasz do Matt' a. Nienawidzisz go, gardzisz nim, a jednak pomagasz mu w nauce. Jest dla ciebie kimś zupełnie obojętnym, a z drugiej strony nie chcesz by dostał złe oceny. Chcieliśmy, byście się spotkali, bo to mogło zapewnić wam większa szansę na zdanie testu, ale ty i Harriet nie chcecie się z nim zadawać. Ty to wiesz, choć udajesz, że tak nie jest. Masz bardzo ciekawy tok myślenia. Nawet my nie wiemy dokładnie jak to rozumieć.
Dziewczyna skamieniała. Miała przerażona minę. Nie odważyła się spojrzeć na Smitha, zastanawiała się czy usłyszał to w swoim umyśle. Czuła jednak, że stworzenia mówią coś do niego, a ona nie wiedziała co. Może Tarkein ukrył przed nim, to co jej powiedział, tak jak teraz przed nią?
Jednak to były tylko przypuszczenia, a one nie zawsze są prawdą.

Matt usłyszał wszystko bardzo dokładnie i wmawiał sobie, że go to nie obchodzi. Zawsze starał się upokorzyć Angelikę, ale nie zdawał sobie sprawy, że ona do nienawidzi. Trochę tego żałował, ale teraz był zajęty słuchaniem Tarkeina. Uświadomił sobie, jak go wysłuchał, że stwór ma racje i choć Matt wcześniej o tym nie wiedział, teraz rozumiał już dobrze, czemu tak się zachowywał. Zrozumiał i postanowił coś zrobić. Jednak szybko odrzucił ten pomysł, bo przecież on nie mógł się spełnić. Wiedział o tym aż za bardzo.

- Wielu rzeczy jeszcze o nas nie wiecie, - powiedział Tarkein. - ale dowiecie się w stosownym czasie. Dowiedzieliście się  o naszej historii bardzo wiele. Na razie wystarczy. Nie macie jednak zbyt wiele czasu. Musicie wejść do Komnaty teraz. Możliwe, że nie zrozumiecie od razu, ale chyba  zdołamy wam to jeszcze dzisiaj wytłumaczyć. Idźcie.
Znowu jakaś niewidzialna siła popchnęła ich do przodu. We trójkę stali przed drzwiami, które po chwili otwarły się. Nie było tam nic, tylko ciemność. Zdezorientowaną trójkę, popchnięto do środka - prosto w cierń. Nic nie widzieli. Nie czuli swojej bliskości, nie słyszeli nawet własnych myśli. Nie była to zwykła czarna ciemność. Składała się z wielu odcieni czerni, które mieszały się ze sobą i tworzyły gęsty, ciemny mrok
Chwilę potem ciemność zawirowała. Zabłysły kolory i  już stali w średniej wielkości sali. Czucie w ciele wróciło, słyszeli szum wody. Wtedy Angelica uświadomiła sobie, że ma zamknięte oczy. Otworzyła je i oniemiała ze zdziwienia i zachwytu. Komnata, byłaby zupełnie zwykłym pokojem, gdyby nie to, że po dwóch przeciwległych ścianach spływały dwa  spore strumienie wody i wpadały z szumem do jeziorka na podłodze. Gdy wody z obu wymieszały się ze sobą, na samym środku zbiornika wznosiły się z taką samą łatwością, jak opadały ze ściany i znikały w ciemnościach, które pokrywały sklepienie komnaty.
Angelica patrzyła jak  zaczarowana na to niezwykłe zjawisko, które w rzeczywistym świecie nie mogło istnieć. Matt zaś podszedł do granicy jeziorka i zaczął intensywnie myśleć. Wtedy odezwali się Vocum Multurom:
- Musicie coś zrobić. Ale nie bójcie się: nic się wam nie stanie.
Matt wszedł do jeziorka zamaczając spodnie po kostki w wodzie. Nie przejął się tym zbytnio. Poczłapał na sam środek zbiornika, gdzie woda sięgała kolan. Szybkim ruchem zamoczył obie dłonie w pnącym się ku górze strumyku i zaczął walczyć z siłą wody. Chciał chyba zahamować nurt, tak by płyną zgodnie z prawami przyrody. Wytrzymał tak z osiem minut, napinając mięśnie.
W jednak chwili woda stanęła. Matt mimo wszelkich prób nie mógł wyciągnąć dłoni ze strumienia.Szarpał się, ale nagle przestał. Arthur i Angelica uświadomili sobie, że chłopak przypatruje się jeziorku. Podążyli za jego wzrokiem i spostrzegli, że po tafli zbiornika roznoszą się kręgi. Ich źródłem były kropelki, spadające co kilka sekund z sufitu. Słyszeli tylko dźwięki : kap- kap. Krople spadały w idealnie takich samych odstępach czasu. Jakby nie mogły przerwać odwiecznego i bardzo ważnego rytuału.Zwykłe zjawisko- a jednak tak bardzo niepokojące.
Angelica nie wiedziała co się  właściwie stało: widziała jak olbrzymia fala wyrasta z jeziora i sunie z niezwykłą szybkością prosto na nich. W jednej chwili pochłonęła Matt' a, dziewczyna widziała jak uderza w jego bezsilne ciało. Kiedy była już bardzo blisko niej, Angelikę ogarnął lęk i panika. Zdawało jej się, że jest to jej ostatnia chwila. Ostatnia by móc swobodnie oddychać, może nawet żyć.Nie umiała pływać, więc pomyślała, że dość śmieszną śmiercią było by utonięcie. Mimo wszystko przelękła się tej świadomości, ale za min zdołała zaczerpnąć powietrza, ogarnęła ją woda. A zaraz potem ciemność.

*        *        *

Obudziła się całkiem mokra. Leżała na brzuchu, ubranie kleiło się do niej. Nie wiedziała co się stało - była na drugim końcu sali, nie tam gdzie powinna wyrzucić ją woda. Doszła do wniosku, że fala musiała przejść co najmniej trzy razy i to z kilku stron. Podniosła się chwiejnie i obejrzała. Arthur siedział niedaleko i kiedy tylko spostrzegł, że ona też już odzyskała przytomność, podszedł do niej ledwo utrzymując równowagę. Nie mógł powstrzymać się od przeprosin, więc zaczął jej tłumaczyć, że nie podszedł do niej, jak odzyskał przytomność, bo bał się, że  wywoła kolejne fale. Ona jednak uśmiechnęła się blado na znak, że zrozumiała, ale chwilę potem spoważniała bo przypomniała sobie o Matcie. Rozglądnęła się i przeszedł ją dreszcz. Chłopak leżał na plecach na brzegu jeziora i nie dawał oznak życia. Arthur musiał też to zobaczyć, bo w jednej chwili oboje puścili się biegiem. Potykali się ciągle, ponieważ woda spływała z podłogi do zbiornika. Kiedy dotarli do jeziora prawie skoczyli do wody i pognali w stronę Matta' a . Dotarli do niego po długiej chwili od odzyskania przytomności, ale chłopak nie obudził się jeszcze.  Przykucnęli nad nim i Angelica przyłożyła mu dwa palce do szyi szukając tętna. Biło, ale słabo. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Spojrzała na niego.
Wyglądał okropnie: ręce miał czerwone, a nadgarstki opuchnięte, twarz zaś bladą jak kreda. Nagle zkrzywił  się i otworzył oczy. Popatrzył tępo na dziewczynę i Arthura. Potem zamknął oczy i odetchnął głęboko. 
- Masz przeciętą wargę.- zwrócił się do Angeliki, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ona jednak zignorowała to.
- Nic ci nie jest?  - zapytała. Przez chwilę myślała, że będzie świadkiem jego śmierci,  co ją przeraziło do głębi możliwości. Chociaż prawdę powiedziawszy szczerze nie wiedziała, czemu tak bardzo się nim przejmuje. Tarkein sam jej powiedział, że ona go nienawidzi. A może głównie dlatego?
- Nie, chyba nie. - odparł. Wyciągnął rękę do Arthura, który pomógł mu usiąść. Matt nie mógł jednak ukryć grymasu, kiedy Arthur pociągnął go za rękę.
- Przepraszam - mruknął. Smith tylko pokręcił głową. Miało to chyba znaczyć, że sam się tego nie spodziewał i, że chłopak nie ma za co przepraszać.
- Jak się czujesz? - zapytała Angelica.
- Jakby mi ręce miały wyjść ze stawów, jeśli mi już nie wyszły- spróbował zażartować, ale zauważył przerażone spojrzenia towarzyszy więc tylko wzruszył ramionami, czego pożałował: - Czuję się dobrze- powiedział, przez zaciśnięte  zęby.  
- Co się właściwie stało? No wiesz jak fala cię pochłonęła? - Angelica zmieniła temat, wiedząc, że chłopak i tak czy siak ją okłamie.
- Napierała na mnie z cztery razy, aż w końcu przy ostatniej, ten strumień mnie puścił i chyba zrobiłem w wodzie fikołka....dalej to nie pamiętam. - wytłumaczył. 
- Chodźmy stąd. - zaproponował Arthur.
Matt wstał jakoś i pomaszerowali do wyjścia. Kiedy tylko drzwi zamknęły się za nimi, poczuli na sobie gorący powiew wiatru. Był na tyle silny, że Angelica zamknęła oczy, kiedy zaczęły jej łzawić. Otwierając je popatrzyła na siebie: była całkiem sucha. Podobnie chłopcy, a opuchlizna Matt' a całkowicie zeszła. Choć ból chyba nie ustał, wyglądał dużo lepiej. 
- Nauka z tej lekcji brzmi:Jeśli próbuje się zatrzymać i zmienić bieg, to może on się na was zemścić.- zagrzmiał Tarkein.
- Ta woda mogła nas zabić!- krzyknęła Angelica, zła jak osa.
- Nie, miała was czegoś nauczyć. Może wyjaśni ci to Matt.
Dziewczyna spojrzała na chłopaka, on za to zaczął mówić:
- Jak próbowałem zmienić nurt strumienia to powstała fala. Czyli nie można zmieniać nurtu rzek? O to chodzi?
- Nie - zaprzeczył Tarkein. - Nie....
- Nie można zmieniać biegu. To się tyczy wszystkiego. - wpadła mu w słowo Angelica, ponieważ nagle zrozumiała. 
- Owszem- potwierdził Tarkein, Vocum Multurom byli chyba bardzo zadowoleni z tego, że ich uczniowie pojęli nauki.- Musicie już iść. Za niedługo będzie dzwonek na lekcje. 
Zamin się obejrzeli, już stali na korytarzu. Zaczęli szybko schodzić w dół. Byli już na ostatnich stopniach, kiedy zadzwonił dzwonek. Podskoczyli, ale puścili się biegiem, żeby nikt nie nabrał podejrzeń gdzie byli. 
Wtedy Angelica złapała Matta za ramię i zadała mu pytanie, które nurtowało ja od pewnego czasu, ale tak by Arthur tego nie dosłyszał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz