Postanowiłam zmienić szablon. Wydaje mi się troszeczkę lepszy.... Ocenę zostawiam Wam. Zostawiając sprawy organizacyjne na boku, muszę Wam wyznać, że zastanawiałam się trochę nad tym postem. Ale dodaję i mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
W sumie to miałam strasznie dużo nauki( zresztą, jak zwykle) i musiałam przygotować scenki na j. niemiecki. Takie tam w restauracji. :) Ale już wszystko zrobione, sądzę, że dobrze, więc spokojnie mogę dodawać posty.
Przepraszam Was, że dodałam później niż zamierzałam i obiecywałam, ale tak to już jest, kiedy chce się dostawać dobre oceny. :) Pewnie wiecie o czym mówię.
Nie wiem, czy tylko ja musiałam chodzić do szkoły, kiedy gimnazjaliści pisali test, ale w każdym razie, aż podskakuję z radości na myśl o tygodniu wolnego..... Cóż wtedy będę robić? Oczywiście, że pisać bloga! :)
Jeszcze jedna sprawa.... następny rozdział.....no tak, chyba już w poniedziałek, ale może w niedzielę? Kto wie? No... chyba tylko ja.... Tak więc czytajcie i komentujcie, o to mogę Was prosić.
Venia <3
Chłopak zamilkł na chwilkę, a kiedy otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Zamknął usta. Potem znowu je otworzył, ale sytuacja się powtórzyła.
- Co jest? - zapytał Arthur. - O czym chcesz nam powiedzieć?
- Nie wiem, jak wam to powiedzieć.- wyjaśnił Matt.
- Wal prosto z mostu- zachęcił Arthur, za bardzo zaciekawiony, żeby wymyślić coś mądrzejszego.
- Wiecie, że na drugim piętrze są kamery? - zadał pytanie.
- Oczywiście, jak w całej szkole- odpowiedziała Angelica, lekko zdziwiona.
Powiedziała to nawet przyjaznym tonem. Nadal była zła na Smitha, że zaczął na nią krzyczeć, ale nie było sensu pokazywać to Arthurowi, który najwyraźniej sądził, że po przygodzie w Komnacie Wody stosunki dziewczyny i Matt' a, poprawiły się wystarczająco, by mogli razem przebywać w jednym pokoju. Ale przynajmniej ona nadal czuła urazę, która po kłótni była dużo głębsza.
- No i wiecie, że one kamerują też schody?- upewniał się, ale w jego głosie można było usłyszeć, że jeszcze nie skończył i zamierza poruszyć bardzo ważny temat......
Angelica syknęła cicho, zdając sobie sprawę, do czego zmierzał. Arthur popatrzył na nią pytająco, ale kiedy popatrzyła na niego, jęknął cicho. Pewnie też zrozumiał.
Jeśli Matt mówił prawdę i kamery rzeczywiście filmowały schody, to pewnie ujęły także ich, kiedy szli na trzecie piętro. To by było naprawdę straszne, bo dyrektor dowiedział by się, że złamali regulamin i wtedy.....
Nawet nie chciała myśleć co by się wtedy stało. Przychodziły jej do głowy tylko najgorsze pomysły, a kiedy uświadomiła sobie, że może wylecieć ze szkoły, przeszedł ją dreszcz. Angelica Blanck, mądra i inteligentna uczennica zastaje wyrzucona ze szkoły, bo złamała bardzo ważny punkt regulaminu.
- Co robimy? - odezwał się Arthur, bardzo cicho.
- A mamy inne rozwiązanie? - odpowiedział pytaniem Matt, jasnym tylko dla niego.
- Mówisz o przyznaniu się, tak?- spytała w końcu dziewczyna, chcąc dowiedzieć się o co mu chodzi.
- Jak chcesz się przyznawać to proszę bardzo, ja nie zamierzam. - Matt prychnął. - Nie zrobię tego, chyba że dostarczą niezbite dowody naszej winy.
- Ale i tak będziesz musiał....- spierała się.
- Może i tak- przerwał jej chłopak.- Ale skąd wiemy, że to na pewno się nagrało? Może kamera była wyłączona, albo dyrektor gdzieś wyszedł? To chyba możliwe, nie? A jeśli przyznasz się i oni nie będą wiedzieli o tym co zrobiliśmy, narazisz nas na nie potrzebne kłopoty. A jeśli widzieli nagranie, to już by nas tu nie było więc, pytam się, po co się narażać?
Zapadła krępująca cisza. Po jakimś czasie Arthur poparł Matt' a, a Angelica ze złością musiała przyznać mu rację, kiwnęła więc głową. Rozeszli się w milczeniu.
* * *
Matt nie podchodził do nich od niespełna trzech dni. Był już czwartek, a on ciągle spędzał czas tylko i wyłącznie ze swoją bandą. Angelice to ..... pasowało. Miała czas przemyśleć trochę spraw, ale nie rozumiała większości związanych z nim. Przynajmniej jej się nie narzucał. Jutro mieli wolne, z niewiadomych przyczyn. Dziewczyna umówiła się z przyjaciółmi, że wtedy da im korepetycje.
- A Matt? - zapytał Arthur.- Przecież on też potrzebuje korków, a ty obiecałaś go douczać!
- Angelica może robić co chce!- rzekła Harriet, patrząc wymownie na przyjaciela.
Dziewczyna była jej za to wdzięczna, ale musiała przyznać, że obiecała. Zawsze słynęła z tego, że dotrzymywała danego słowa. A teraz miała je złamać. Bo nienawidzi jednego chłopaka?
W końcu przełamała się i z ciężkim sercem podeszła do bandy chłopaków. Matt stał do niej plecami.
- Możemy pogadać? - rzekła głośno i pewnie, patrząc na tył jego głowy. Odwrócił się w mgnieniu oka i patrzył jak dziewczyna macha ręką, żeby za nią poszedł. Mruknął tylko do kolegów" Zaraz wrócę" i poszedł za nią.
Zaimponowała mu przed chwilą, głosem tak władczym, że aż wstyd nie posłuchać, ale zarazem dość miłym i trochę zmęczonym. Prowadziła go na korytarz, a jej błyszczące, kasztanowe włosy podskakiwały przy każdym kroku. Szedł za nią posłusznie, aż zatrzymała się pod ścianą, dość daleko od drzwi ich wspólnej klasy. Popatrzył na nią pytająco.
Dziewczyna jak zwykle nie patrzyła na niego.
- Jak chcesz możesz przyjść w piątek o pierwszej na korepetycję- rzekła tym samym głosem co przedtem.
Chłopakowi nie pasowało tylko to, że mówi do niego i zarazem wpatruje się w swoje stopy. Zdecydował, że tym razem nie pozwoli jej na to. Zawsze unikała jego spojrzenia, ale tym razem zmusi ją do tego, by spojrzała mu w oczy. Wtedy czuł się pewniej, choć sam nie wiedział dlaczego.
- A ty chcesz? - spróbował.
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Nie mam nic do stracenia i tak spotykam się z przyjaciółmi.
Matt' a rozzłościła ta odpowiedź, więc spróbował czegoś innego.
- Tak wracając do naszej kłótni, to wiedz, że to, jak się zachowywałem w poprzedniej szkole to była głupota. Ale ty ją spowodowałaś. - wiedział, że uderzył w sedno.
I miał rację.
Angelica poczuła, że zaczyna się w niej gotować ze złości, więc próbowała wyminąć chłopaka, ale ten zagrodził jej drogę ręką i złapał za ramię.
- Gdzie się spieszysz? - zapytał z uśmiechem.- Jeszcze mam coś do powiedzenia.
- Puszczaj mnie!- syknęła Angelica.
Zepchnęła jego dłoń z ramienia i popchnęła rękę blokującą jej przejście, i mimo, że nie spodziewała się tego, puścił ją bez przeszkód.
Odeszła wyklinając go na wszelkie sposoby, zaczynając od samolubnych głupków, a kończąc na zapatrzonych w siebie kretynach. Za bardzo ją denerwował i ciągle robił coś co ją peszyło, a ona nie miała już do tego nerwów. Była pewna, że zepsuł jej humor na resztę dnia.
Arthur prowadził swoje przyjaciółki do pomieszczenia, które kiedyś podobno było świetlicą, ale kiedy dobudowano większą część szkoły, zastępiono ją innym pokojem, większym i bardziej nowoczesnym. Arthur wytłumaczył, że pośród uczniów starszych klas jest nazywana "starą świetlicą", a nauczyciele przyjęli to miano. Była położona w prawym skrzydle, starszej części szkoły, na pierwszym piętrze.
Chłopak nagle się zatrzymał, a dziewczyny o mało na niego nie wpadły. Ominęły go i stanęły niepewnie wpatrzone w drzwi, identyczne do tych na trzecim piętrze.
- No to wchodzimy?- zapytała Harriet dziarskim tonem.
Arthur i Angelica spojrzeli na siebie. Wyczytali na swoich twarzach, że myślą o tym samym. Harriet nie wiedziała, o co chodzi, ponieważ nigdy nie była na trzecim piętrze, a oni nie powiedzieli jej o swojej przygodzie. Arthur wyartykułował bezgłośnie zdanie"Są identyczne do tych na trzecim piętrze", ale dziewczyn nie zrozumiała.
- Możesz powiedzieć normalnie? - zapytała.
Nie mógł i Angelica to wiedziała. Jeśliby powiedział na głos o trzecim piętrze, kamery skierowane prosto na nich, sfilmowały by to. A to było równie niebezpieczne, jak przyznanie się.... nawet jeszcze gorsze.
Angelica podeszła do Harriet i chciała powiedzieć jej do ucha słowa wyjaśnienia, ale głos ugrząsł jej w gardle. Nie mogła wydać, żadnego dźwięku, na przemian zamykała i otwierała usta. Na nic się jednak to zdało, w końcu zrozpaczona, odsunęła się i stwierdziła, że znowu może mówić. Jednak nie powiedziała już nic o drzwiach i tylko pokiwała głową. Harriet wzruszyła ramionami i kręcąc głową podeszła i dotknęła klamki. Wyglądała, jakby była przekonana, że jej przyjaciele postradali zmysły. Pchnęła drzwi i weszła do środka, a za nią Arthur i Angelica.
Pokój był średniej wielkości. Z niektórych ścian zaczął odpadać tynk. Mimo trochę brzydkiego wyglądu, było bardzo czysto. Stoliki poukładano w niewielkiej odległości od siebie pod ścianą. W dużej biblioteczce znajdowały się najróżniejsze książki, a w kącie umieszczono komodę z jedzeniem. Na przeciwko stolików stało biurko z wieloma dokumentami i kartkami. Całkiem miło i przytulnie.pomyślała Angelica.
W sali było zaledwie pięć osób( większość chodzila do trzeciej klasy, wnioskując po wzroście), w tym stara, niska kobieta z białymi jak śnieg włosami i zmęczonymi, mądrymi, szarymi oczyma.
Obok przyjaciół zmaterializowała się trzecioklasistka- ładna szatynka, średniego wzrostu. Długie włosy spięła w starannego warkocza. Popatrzyła miło na grupkę, ślicznymi niebieskimi oczyma i uśmiechnęła się olśniewająco. Przedstawiła się melodyjnym, dźwięcznym tonem.
- Tiffany Mdison, zastępca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz